Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hermiona Granger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hermiona Granger. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 października 2014

Bardzo krótka, smutna miniaturka

Ta miniaturka jest na prawdę bardzo krótka ale zachęcam was do przeczytania i zostawienia po sobie śladu na naszej stronce w formie komentarza.
______________________________________

Po wygranej wojnie z Voldemortem pewna młoda szatynka myślała, że nie spotka jej już nic gorszego lecz myliła się. Stało się coś okropnego.
Hermiona Grenger od pewnego czasu czuła się bardzo słabo, często mdlała. udała się więc do Munga aby sprawdzić co jej jest. Niestety magomedyk nie przyniósł Gryfonce dobrych wieści, okazało się, że ma bardzo rzadką chorobę genetyczną i został jej ostatni tydzień życia.
Kiedy wróciła do mieszkania, które dzieliła ze swoim chłopakiem Ronaldem Weasley'em, przekazała mu tą złą nowinę. Chłopak załamał się i spytał co ona chce zrobić w te ostatnie dni życia.
Szatynka bez chwili zastanowienia stwierdziła, że chce spędzić czas w gronie przyjaciół i rodziny.
Tak więc się stało. Na początku poinformowała wszystkich o swoim stanie.
Drugi dzień spędziła w Norze na szczerych rozmowach z rodziną swoją i swojego chłopaka.
Dzień trzeci przebywała wtedy u swojego przyjaciela (co prawda stał się nim dopiero po wojnie kiedy to przyznali się z rodziną, że działają po stronie Zakonu, a nie Śmierciożerców) tak więc ten dzień spędziła z nim. Był to jej najlepszy przyjaciel.
W kolejne dni do mieszkania pary przychodzili ludzie, którzy też chcieliby się z nią pożegnać.
W ostatnich dwóch dniach nie czuła się najlepiej w końcu jej organizm nie wytrzymał i dla złagodzenia cierpienia wzięła eliksir śmierci. O jej końcu można powiedzieć jedno. Nie męczyła się co nie można powiedzieć o kilku osobach, którzy kochali Gryfonkę. Tymi osobami byli nie kto inny jak Harry Potter, Ronald Weasly i Draco Malfoy.
Cała trójka ją kochała, lecz ona wiedziała o miłości tylko jednego z nich.
Trójka czarodziei nigdy się z tym nie pogodziła i już do końca życia nie związali się z inną kobietą.

poniedziałek, 8 września 2014

Marzenia

O MÓJ BOŻE! Wreszcie skończyłam!! Pisałam ją niesamowicie długo, ale wreszcie skończyłam. Wyszła idealnie. Tak jak chciałam :) 
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
_______________
Wiecie od zawsze miałam plany w życiu. Już jako 5 latka chciałam pojechać do Egiptu, Paryża czy Nowego Jorku. Potem doszło do tego poznanie idola, a jeszcze później zrobienie kolczyka, tatuażu, kolorowych włosów oraz szaleńcza miłość i jeszcze parę innych. Może moje marzenia nie są wielkie, ale nie zrobiłam żadnego z nich. Dlatego teraz po skończeniu Hogwartu, po wygraniu wojny, po stracie przyjaciół, postanowiłam je spełnić. Sprawię, że moje życie będzie ciekawsze niż poprzednie, monotonne życie Hermiony Granger. Co prawda nigdy nie mogłam narzekać na brak zajęcia będąc przyjaciółką Harrego Pottera, ale mimo to, to nie było to.
Stałam właśnie przed salonem tatuażu, który polecił mi znajomy z sąsiedztwa. Szyld był duży i czerwony, ściany budynku kremowe, a okna wielkie. Podeszłam do drzwi, po czym je pchnęłam. Nie ruszyły, dlatego spróbowałam mocniej. Dalej nic. Spojrzałam na szklane drzwi, dopiero zauważając naklejkę ''Ciągnąć''. Rozejrzałam się zażenowana. Parę osób patrzyło na mnie z rozbawieniem. No nic, trzeba już wejść. Tym razem pociągnęłam drzwi do siebie i weszłam. Pomieszczenie było spore. Po mojej prawej stała lada, po lewej krzesła dla czekających, a na przeciwko mnie znajdowały się stanowiska pracy tatuażystów. Ruszyłam do recepcji, gdzie od razu zajęła się mną krótko ścięta blondynka z tatuażami na całych rękach.
-Cześć. W czym mogę pomóc?
-Chciałabym zrobić sobie taki tatuaż na obojczyku - wyjęłam z małej czarnej torebki szkic. Dziewczyna spojrzała na niego, po czym znów na mnie.
-Dobra, poczekaj 10 minut i ktoś będzie mógł się tobą zająć.
Usiadłam na wygodnym kremowym fotelu. Zastanawiałam się czy mocno będzie mnie boleć. W końcu to igła i w dodatku wybrałam delikatne miejsce. Tak jak mówiła ta blondynka czekałam 10 minut, po czym przyszedł do mnie umięśniony tatuażysta i zaprosił na fotel. Usiadłam, a on pochylił je odpowiednio, po czym usiadł. Zdezynfekował moje odkryte już obojczyki, po czym spytał.
-Prawe czy lewe?
-Prawe - powiedziałam, a on posmarował prawy obojczyk jakąś mazią, po czym przyłożył do niego narysowany cienkopisem mój szkic tatuażu. Zaczęło się....
***
Dobra, muszę przyznać. Bolało jak cholera, ale było tego warte. Spełniłam swoje marzenie i mam przecudny tatuaż. Wyszłam zadowolona z salonu, płacąc wcześniej i ruszyłam do fryzjera. Po 20 minutach już tam byłam. Budynek nie był wielki, lecz widać było, że zadbany. Ściany koloru beżowego, niebieskie markizy i żółte elementy w witrynach. Weszłam do środka, tym razem patrząc czy powinno się pchać czy ciągnąć, po czym podeszłam do lady. Okazało się, że muszę czekać godzinę, a ponieważ byłam nieco głodna, poszłam do Starbucka naprzeciwko. Zamówiłam ciabattę z mozarellą, pomidorami i pesto. Do tego najlepsza mrożona Latte. Usiadłam przy stoliku przy oknie i czekałam na zamówienie. Po chwili przede mną stała kawa i ciabatta. Najpierw ugryzłam kanapkę. Rozejrzałam się i zobaczyłam jak w moją stronę idzie czarnoskóry mężczyzna. Uśmiechnęłam się do niego zaskoczona, a on odwzajemnił uśmiech. 5 sekund później przede mną siedział Blaise Zabini.
-Cześć.
-Cześć. Co tu robisz?
-Przechodziłem obok i zobaczyłem cię, dlatego postanowiłem się przywitać. - uśmiechnął się do mnie zniewalająco. Z Blaise'm miałam dobre stosunki odkąd przeprosił mnie i moich przyjaciół zaraz po wojnie. Przez całą powtórzeniową klasę trzymaliśmy się razem, ponieważ ani Ron, ani Harry nie wrócili do szkoły. Przyjaźniłam się także z Draco, z którym co jakiś czas pisałam. Od Blaisa ostatnio nie miałam wiadomości, ponieważ wyjechał do Bułgarii na delegację. Jak widać już wrócił.
-Dawno cię nie widziałam.
-Tak. Ostatnio się widzieliśmy pół roku temu? Chyba tak.
Pokiwałam głową i ugryzłam kanapkę. Zaczęliśmy rozmawiać o tym co teraz robimy, a gdy powiedziałam, że zamierzam zmienić fryzurę, zaproponował, że pójdzie ze mną.
Spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że zostało nam niecałe 5 minut. Wstaliśmy i wyszliśmy z budynku, po czym przeszliśmy przez ulicę i weszliśmy do salonu fryzjerskiego. Fryzjerka była już wolna, więc weszłam do pomieszczenia. Tam wytłumaczyłam o jaką fryzurę mi chodzi i 5 minut później fryzjerka zaczęła dokonywać metamorfozy moich włosów.
***
W salonie spędziłam 1,5 godziny, więc Blaise nieźle się wynudził. Nie pozwoliłam mu zobaczyć farbowania, więc będzie zaskoczony. W końcu fryzjerka skończyła suszyć moje włosy i mogłam zobaczyć gotowy efekt. Musiałam przyznać, że wyszło lepiej niż sobie wyobraziłam. Przeczesałam włosy dłonią i lekko poprawiłam, podziękowałam fryzjerce i wyszłam z pomieszczenia. Blaise właśnie czytał jakąś gazetę dla mężczyzn i nie zauważył mnie. Chrząknęłam lekko, a on podniósł na mnie wzrok. Od razu wybałuszył oczy i podszedł do mnie.
-I jak?
-Ty się jeszcze pytasz?- spytał z poważną miną, trzymając kosmyk moich włosów między palcami - Genialnie! - uśmiechnął się
-Wiem - uśmiechnęłam się szeroko.
-Masz jeszcze jakieś marzenia?
-Kolczyk w wardze, ale to jutro. Chciałabym pójść do Disneylandu.
-W takim razie idziemy! - złapał mnie za rękę i pociągnął do wyjścia.
-Blaise! Stój! Blaise! - stanęłam, wyrywając dłoń z uścisku - Muszę zapłacić.
-No tak - powiedział po czym podszedł do lady i położył na niej pieniądze.
-Ja mam zapłacić, nie ty.
-Zapłaciłem i co? No chodź już. - pociągnął mnie do ciemnego zaułka, skąd teleportowaliśmy się do Paryskiego Disneylandu. Spędziliśmy tam cały dzień robiąc zdjęcia wszystkiemu, kupionym polaroidem.



-Blaise, chodź na lody - pociągnęłam go do budki z lodami, gdzie każdy wybrał sobie smak.
Po zjedzeniu postanowiliśmy wrócić do Anglii. Teleportowaliśmy się przed moje mieszkanie. Zaklęciem przywołałam z torebki klucze, bo wiedziałam, że inaczej nie znalazłabym ich. Weszłam i zaprosiłam Blaisa do mieszkania. Było duże i jasne. W salonie ściany były koloru bladego miętowego, a meble były białe. Na środku stała wygodna biała sofa z kolorowymi poduszkami. Przed kanapą postawiony był mały szklany stolik, a na ścianie po naszej lewej był powieszony telewizor. Wokół stały komody, a naprzeciwko nas był łuk, zamiast drzwi. Za łukiem była mała kuchnia, również utrzymana w kolorystyce biało-niebieskiej. Blaty były marmurowe, a kafelki na ścianie nawiązywały do morza. Przy ścianie wejściowej stał 4 osobowy stolik. Z salonu wychodziły jeszcze 2 drzwi. Jedne były do mojej sypialni, a drugie do łazienki. Łazienka jak łazienka. Blado-niebieskie kafelki, duża wanna z prysznicem, długi blat ze zlewem i ogromne lustro. No i jeszcze toaleta. 
Moja sypialnia była w kolorystyce szaro-białej. Ściany były szare, meble białe, a większość dodatków czerwone. Ogromne łóżko stało na środku pokoju, pod ścianą. Nad nim wisiał obraz przedstawiający czerwony zachód słońca. Po prawej od łóżka stała komoda, a dalej moje małe biurko. Teraz było zawalone jakimiś szkicami, ołówkami, a na środku stał laptop. Blaise podszedł do blatu i wziął w rękę jeden rysunek nim zdążyłam zauważyć. 
-Niezłe. Zawsze tak rysowałaś?
-Dziękuję. Chyba tak.
-No to niezły masz talent mała - dźgnął mnie w bok, śmiejąc się.
-Nie nazywaj mnie mała, bo taka to może być twoja... - znów mnie dźgnął
-Nie ładnie, nie ładnie. Musi cię spotkać kara za to, że chciałaś mnie obrazić - powiedział to z iście diabelskim uśmiechem, po czym podszedł bliżej i podniósł mnie z lekkością. Nim się zorientowałam leżałam na łóżku, zmiażdżona jego ciałem. Zaczął mnie łaskotać, a ponieważ mam niesamowicie mocne reakcje przy łaskotaniu, wsadziłam mu palec do oka. 
Blaise odskoczył i złapał się za oko.
-Auu. Dlaczego mnie bijesz, zła kobieto? - spytał patrząc na mnie rozbawiony
-Hmm, a dlaczego ty nie myślisz?
-Jesteś wredna - miał minę jak obrażone dziecko.
-Wiem. Oj, już się nie smutaj - pogłaskałam go po włosach, uśmiechając się żartobliwie, a on od razu się wyszczerzył.
-To co robimy?
-Hmm, może zrobimy sobie bombę kaloryczną i obejrzymy jakąś komedię? - spytałam
-Dobra
Poszliśmy do kuchni, gdzie kazałam Blaise'owi usiąść przy stole. Wyjęłam z zamrażarki dwa rodzaje lodów, truskawkowe i śmietankowe. Z szafek wzięłam żelki, drażetki, bitą śmietanę, karmel i inne słodycze. Postawiłam wszystko na stole.
-To nazywa się lody z polewą wszystko co znajdziesz w kuchni oprócz zlewu.
-Serio? Lepszej nazwy nie mogłaś wymyślić - parsknął śmiechem, a ja trzepnęłam go w głowę
-Oj, zamknij się.
Zaczęliśmy robić naszą bombę kaloryczną. Wyłożyłam lody do wielkiej miski i razem z Blaisem zaczęłam wsypywać tam najróżniejsze smakołyki. Śmialiśmy się przy tym do bólu, a Diabeł brudził mnie bitą śmietaną. 
-Voila! - powiedziałam kładąc przed nim ogromną michę.
-Wow! I my to mamy zjeść?
-A co pękasz?
-Nigdy! - podniósł się i złapał miskę, po czym ruszył do salonu. Podążyłam za nim i usiadłam na kanapie.
-Co oglądamy? - zapytałam
-Może jednak jakiś horror, hmm?
-Proszę nie - jęknęłam. Nienawidzę horrorów, bo panicznie się ich boję.
-No dawaj. W razie czego obronię cię przed złym stworem - wypiął mężnie pierś, a ja zaśmiałam się.
-Dobra, ale jakiś mało straszny.
Oczywiście Blaise mnie nie posłuchał i wybrał Obecność. Drżałam za każdym razem, kiedy było coś strasznego. W pewnym momencie tak się wystraszyłam, że wtuliłam się w mojego przyjaciela. Objął mnie ramieniem tak jakbym wcale mu nie przeszkadzała. Było mi przyjemnie, więc zamknęłam oczy i po jakimś czasie odpłynęłam.
Obudziłam się przyciśnięta do kanapy jakimś ciężarem. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że za mną leży Blaise, a jego ręka spoczywała na moim biodrze. Poruszyłam się lekko chcąc się wyswobodzić, ale nie udało mi się. Diabeł zacisnął mocniej dłoń na mnie i nie mogłam się już poruszyć. Wtulił się we mnie jak w poduszkę i zamruczał. Musiałam przyznać, to było słodkie. Postanowiłam jeszcze trochę poleżeć, żeby chłopak się wyspał. Po godzinie zaczęło mi się nudzić. Delikatnie odwróciłam się w stronę Blaise'a i dotknęłam nosa moimi włosami. Zaczęłam łaskotać go po twarzy końcówkami moich kolorowych włosów, a on zaczął marszczyć nos i brwi.
-Hmm... Zostaw mnie... Chcę spać... - wymruczał sennie
-Nic z tego, pospałeś już wystarczająco długo. Musimy wstać. Dziś robię kolczyk! - pisnęłam lekko podekscytowana
-Dobra, już wstaję. Ale masz mi zrobić pyszne śniadanko - powiedział z śmiesznie zmarszczonymi brwiami.
Zgodziłam się na to, dlatego poszłam do kuchni i zrobiłam nam tosty francuskie z serem. Zjedliśmy i ubraliśmy się, a później wyszliśmy z mieszkania. Znalazłam wcześniej dobre studio piercerów, więc od razu się tam deportowaliśmy.
-Gdzie robisz kolczyk?
-Nie wiem. Gdzie będzie fajny?
-Hmm, może w pępku?
-Dobra, chodź
Powiedziałam w salonie, że byłam już umówiona i usiadłam na specjalnym fotelu. Po chwili dziewczyna z kolczykami na twarzy zaczęła typową procedurę, czyli wytłumaczyła mi ryzyko i takie tam. Robienie kolczyka wcale nie bolało. Było to chwilowe ukłucie i tyle. Po 2 minutach miałam już piękny, ozdobiony pępek.
-I jak, boli cię? - spytał Blaise, gdy szliśmy ulicami Londynu
-Nie, co teraz robimy?
-Jakie masz jeszcze marzenia?
***
Popatrzyłam na Diabła jakby spadł z choinki. Staliśmy właśnie przed ekskluzywnym klubem w Nowym Jorku. Gdy powiedziałam Blaisowi, że chcę mocno zabalować od razu teleportował nas tutaj.
-I jak zamierzasz tam wejść?
-Mam swoje sposoby - uśmiechnął się ironicznie
Chciałam zobaczyć te jego sposoby, dlatego się nie odzywałam. Blaise jak gdyby nigdy nic podszedł do wejścia, a ochroniarz ku mojemu wielkiemu zdziwieniu otworzył drzwi i powiedział:
-Panie Zabini dawno pana nie widzieliśmy.
-Wiesz Greg moja praca jest wymagająca. Nie mogę wciąż przesiadywać w klubie, nawet własnym.
-A to kto? - Greg spojrzał na mnie
-Moja dziewczyna - przyciągnął mnie do siebie, a ja spojrzałam na niego jak na wariata.
-Gratuluję, a teraz zapraszam - pokazał nam drzwi, a Diabeł pociągnął mnie tam.
Gdy znaleźliśmy się w środku odsunęłam się od chłopaka i spojrzałam na niego.
-Dlaczego niby jestem twoją dziewczyną? Przecież wpuściliby mnie skoro to twój klub - powiedziałam lekko oburzona.
-Oj, taka zabawa. Chciałem zobaczyć twoją minę - uśmiechnął się wrednie
-Dobra, idziemy się bawić?
-Jasne - zaraz po tych słowach poszliśmy do baru. Oboje nie chcieliśmy się upić, więc wypiliśmy tylko 2 drinki i poszliśmy tańczyć. W tłumie zgubiłam gdzieś Blaise'a i zaczęłam tańczyć z jakimś chłopakiem. Piosenki się zmieniały i moi taneczni partnerzy również. Nagle puścili jakąś wolną muzykę. Poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie od tyłu i obróciłam się.
-No wreszcie cię znalazłem. Mój klub jest tak duży, że nawet nie wiedziałem - zaśmiał się Diabeł.
-Zatańczy pani? - podał mi rękę, a ja ze śmiechem przyjęłam ją.
Tańczyliśmy powoli. Byliśmy blisko siebie, czułam oddech Blaise'a na policzku. Nasze oczy się spotkały i zaczęliśmy przybliżać do siebie twarze. Poczułam na ustach jego wargi i zaczęłam odwzajemniać pocałunki. Całowaliśmy się dopóki nie zabrakło nam tchu. Oparliśmy się nawzajem czołami i uśmiechnęliśmy się do siebie. Dopiero teraz zrozumiałam, że to dziwne uczucie, które pojawiało się zawsze w obecności Diabła oznacza to, że po prostu się zakochałam. Nie chciałam mu mówić. Nie, nie teraz. Może kiedyś.
***
Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Światło raziło mnie niesamowicie, dlatego zasłoniłam żaluzje. Położyłam się z powrotem do łóżka chcąc ponownie zasnąć, ale Blaise mi nie pozwolił.
-Wstawaj śpiąca królewno! Mamy przepiękny dzień! - na nowo odsłonił zasłonięte przeze mnie żaluzje. - Mamy mnóstwo planów.
Usiadł na łóżku, a ja zakopałam się w pościeli i odwróciłam się do niego plecami.
-Trzeba było tyle nie pić - bezczelnie się zaśmiał. Co za brak empatii! - Ale będę tak dobry i dostaniesz ode mnie magiczny... - zrobił dramatyczną pauzę -... eliksir na kaca!!
-Dawaj go - powiedziałam po czym wyrwałam mu z ręki flakonik z niebieskim płynem. Wypiłam go duszkiem i od razu poczułam się lepiej.
-Dobra, możemy iść. Za... pół godziny. - Zeszłam z łóżka i poszłam się ubierać i malować. Gdy wyszłam z sypialni poczułam zapach bekonu i jajecznicy. Chwilę później znalazłam się w kuchni i zobaczyłam Blaise'a przy patelni. Nucił lecącą w magicznym radiu piosenkę Fatalnych Jędz - Magic Work. Zaśmiałam się lekko widząc jak porusza swoim tyłkiem. Chłopak odwrócił się zaskoczony, a ja zaśmiałam się jeszcze bardziej.
-Co dziś robimy?
-Chodzimy. Pójdziemy we wszystkie znane ciekawe miejsca w Nowym Jorku.  - Wyłożył na talerze gotowe śniadanie.
Zjedliśmy śmiejąc się i rozmawiając, a później ruszyliśmy na wycieczkę. Było niesamowicie. Odwiedziliśmy parę ciekawych miejsc, świetnie bawiłam się z Blaise'm. 
Wieczorem oglądaliśmy filmy. Komedie, horrory, fantasy, wszystko.
Rano znów obudziłam się przytulona do Diabła. Zdecydowanie musimy przestać usypiać na kanapie, i to nie tylko dlatego, że bolą mnie plecy. Kiedy chłopak się obudził od razu rzucił się do przygotowanego przeze mnie śniadania.
- Dziś zostajesz sama, a wieczorem wychodzimy. Ubierz się ładnie.
- Gdzie?
- Dowiesz się wieczorem - Złapał kurtkę i wyszedł machając mi.
Cały dzień siedziałam przed biurkiem i rysowałam Blaise'a. Narysowałam mnóstwo szkiców jednak, żaden nie oddawał tego czego chciałam. Żaden nie był idealny.
Kiedy zbliżał się wieczór postanowiłam zacząć się przygotowywać. Założyłam czarną spódnicę, beżową pół-przezroczystą koszulę i czarną marynarkę. Na nogi włożyłam buty na platformie.
***

Blaise przyszedł o 20. Miał na sobie czarny garnitur, w którym wyglądał zabójczo. Na twarzy miał szelmowski uśmiech, który zawsze dodawał mu uroku. Opierał się o framugę drzwi i przeszywał mnie wzrokiem.
- Gotowa?
- Mhm.. Gdzie idziemy?
- Nie bądź taka ciekawska - pociągnął mnie za rękę, po czym teleportował nas gdzieś. Kiedy uczucie teleportacji minęło otworzyłam oczy i rozejrzałam się.
Byliśmy na dachu. Przy barierce stał stolik z dwoma krzesłami. Wokół stały różne rośliny, niektóre ozdobione żółtymi lampkami. Znikąd dochodził do mnie dźwięk spokojnej muzyki i zapach pomarańczy.
Na stole stały kieliszki i talerze.
-Blaise? Sam to zrobiłeś? I w ogóle po co?
-Tak zrobiłem to sam. Mam nadzieję, że ci się podoba, bo tutaj spędzimy naszą dzisiejszą randkę.
-R-randkę? - O MÓJ BOŻE!!
-Dokładnie - uśmiechnął się seksownie i odsunął mi krzesło.
Odwzajemniłam uśmiech, po czym usiadłam lekko przy stole. Blaise zajął miejsce na przeciwko mnie, po czym pstryknął palcami i na naszych talerzach pojawiło się jedzenie, a w kieliszkach białe wino. Pogrążyliśmy się w rozmowie. Byłam zachwycona tym wszystkim, dlatego kiedy pod koniec spotkania Diabeł zaproponował romantyczny spacer niemal się rozpuściłam.
Szliśmy obok rzeki, wokół nikogo nie było.
W końcu nie wytrzymałam i przystanęłam.
-Moje nogi więcej nie wytrzymają - stanęłam na jednej nodze i zaczęłam zdejmować buty. Przechyliłam się niebezpiecznie w prawo i poczułam jak tracę równowagę. Przygotowałam się na upadek, który nie nastąpił. Otworzyłam oczy, które zamknęłam przy upadaniu i zobaczyłam przed sobą piękne, brązowe źrenice Blaise'a. Patrzyliśmy na siebie, a brunet w tym czasie postawił mnie na nogi. Trzymałam dłonie na jego ramionach, a on swoje na moich biodrach.
-Co jest twoim następnym marzeniem? - spytał nie odrywając wzroku od moich oczu.
-Ty. - Nie myślałam nad moją wypowiedzią. Ona po prostu wyszła z moich ust.
-Miałem nadzieję, że to powiesz. -Uśmiechnął się lekko, po czym pocałował mnie namiętnie.
***
Po naszym pocałunku zrozumiałam, że tak naprawdę nie potrzebowałam kolczyka, tatuażu czy kolorowych włosów. Najważniejszą rzeczą w życiu człowieka jest miłość i cieszę się, że ja znalazłam własną. Od tamtej pory codziennie budzę się szczęśliwa. Oczywiście, w życiu każdej pary zdarzają się kłótnie, jednak najważniejsze jest umieć się pogodzić. Ja z Blaise'm to potrafimy, dlatego mamy teraz dwójkę pięknych dzieci: Espen i Mike'a.

wtorek, 2 września 2014

List.

 Witajcie Drodzy Czytelnicy!! Jesteśmy już razem z wami :) 
Jak tam szkoła? Już jakieś zapowiedzi sprawdzianów? Bo u mnie tak :(
Mam nadzieję, że wam się spodoba :) Trochę krótka.


Zostawiłeś mnie. Tak po prostu powiedziałeś, że ze mną zrywasz. Twoje szare oczy były zimne, obojętne. Ton twojego głosu roztrzaskał moje serce. Chciałam wiedzieć tylko jedno.
-Dlaczego? - Mój głos lekko zadrżał, ale nie rozpłakałam się. Nie mogłam pokazać ci jak bardzo mnie zraniłeś.
-Nigdy cię nie kochałem. Byłaś tylko zabawką.
-Rozumiem - Powiedziałam, walcząc ze łzami. Machnięciem różdżki spakowałam swoje rzeczy i teleportowałam się z twojego mieszkania. Kiedy tylko znalazłam się w moim małym mieszkanku rozpłakałam się. Kochałam Cię, ale ty mnie nie. Złamałeś moje serce, które zawsze było kruche. Wiedziałeś o tym.
Następnego dnia snułam się po mieszkaniu wciąż wspominając piękne chwile kiedy żyłam w złudzeniu. Byłeś zupełnie innym człowiekiem niż w szkole. Byłeś wrażliwy,  czuły, kochany. Wtedy zrozumiałam, że to była tylko gra. Nigdy się nie zmieniłeś.
Przez tydzień nie wychodziłam z domu, nie odzywałam się do nikogo. Dokładnie tydzień po twoim odejściu usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je niechętnie. To była Ginny.
-Boże Hermiono jak ty wyglądasz?!
-Też miło cię widzieć Ginn. - Powiedziałam,  mimo, że wiedziałam o tym jak źle wyglądam. Nie jadłam praktycznie nic, nie czesałam się, cały czas chodziłam w piżamie. To ty doprowadziłeś mnie do takiego stanu.
-Nie możesz tak żyć Miona. Poradzisz sobie bez niego.  - Moje oczy zaszkliły się.
-Wiesz?
-Tak, Blaise mi powiedział.  On też nie pochwala działania Dracona.
Kiedy usłyszałam twoje imię nie wytrzymałam i rozpłakałam się.  Ginny została przy mnie  pocieszając.
Wtedy postanowiłam, że zamknę rozdział z twoją obecnością w moim życiu. Nie wiedziałam jednak jak trudno będzie mi to zrobić.
Wróciłam do pracy w małej księgarni i starałam się zapomnieć o tobie. Jednak ty na to nie pozwoliłeś. Zobaczyłam twoje zdjęcie z Astorią, a nad nim nagłówek.
 DZIEDZIC MALFOY'ÓW ZARĘCZONY!
Straciłam oddech i wpatrywałam się w twoje zdjęcie. Zemdlałam.
W szpitalu dowiedziałam się, że jestem w ciąży z tobą. Nasze dziecko...  Jednak ty o nim nie wiedziałeś.  Nie chciałam, żebyś się dowiedział dlatego wyjechałam do Francji. Było to ulgą, ponieważ nic mi o tobie nie przypomniało. Tak myślałam,  a jednak wciąż wspominałam twoje szare oczy. Zaczęłam nowe życie we Francji. Znalazłam pracę.
Kiedy urodziłam twojego syna, byłam najszczęśliwszą kobietą w świecie. Był zupełnie jak ty. Miał ten sam nos, oczy i włosy. Kiedy na niego patrzyłam widziałam ciebie.  Bolało mnie to, ale byłam szczęśliwa, że mam przy sobie cząstkę ciebie.
Teraz nasz syn ma 4 latka i cały czas pyta o ciebie. Mówię, że byłeś dobrym człowiekiem, w co naprawdę wierzę. Ostatnio przeczytałam, że po wielu próbach Astoria zaszła w ciążę i macie ślicznego synka. Gratuluję. Naprawdę. Mam nadzieję,  że jesteś szczęśliwy. Ja jestem mimo, że nie ma cię przy mnie.
Hermiona nigdy nie wysłała tego listu. Do końca życia kochała Dracona.

wtorek, 17 czerwca 2014

Smutne zdarzenia ale i radosne chwile

Oto Sevmione z dedykacją dla Gisi i Dominiki Siwej.
Przepraszam że nie jest ona długa.


 *&*&*&*&*&*&*&*&*&*


O związku Hermiony Granger uczennicy siódmego roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa chluby Gryffindor'u i Severusa Snape'a mistrza eliksirów wiedziało zaledwie parę osób. Była to Ginny Weasley, Albus Dumbledore, Minewra McGonnagal oraz rodzice dziewczyny.
Zaczęli spotykać się w wakacje poprzedzające ten rok szkolny.
W marcu para dowiedziała się, że zostaną rodzicami. Niestety były to ciężkie czasy.
Trzy miesiące później nastała chwila której,  nikt nie chciał.
Snape podał Hermionie (z którą pobrał się miesiąc wcześniej), eliksir Słodkiego Snu, zgodziła się na niego bardzo niechętnie, wiedziała że nie może walczyć ze względu na dzidziusia.
Gdy ogłoszono jawnie że wojna się zaczęła przyszła mama wypiła specyfik  i usnęła w ramionach ukochanego.
Severus nałożył na swoje kwatery zaklęcia ochronne i te dobre i czarno magiczne.
Przespała całe osiem godzin tyle ile trwała wojna.
Od razu po obudzeniu zdjęła zaklęcia z komnat i wyszła w poszukiwaniu ukochanego.
Weszła do wielkiej sali i nie zwracając uwagi na nawoływania przyjaciół szła prosto w stronę Albusa i Minerwy. Stanęła przy nich i zapytała.
-Czy on... czy on żyje-zapytała ze szklanymi od łez oczami.
-Przykro mi Hermiono nie przeżył ukąszenia węża Voldemorta.
Dziewczyna jak tylko to usłyszała jeszcze bardziej się rozpłakała aż tak że straciła przytomność.
Obudziła się w skrzydle szpitalnym a przy jej łóżku było pełno rudych czupryn.
Rozpoznała w nich Freda , Rona i Ginny którzy byli najbliżej niej.
-Hermiono nic ci nie jest- brązowooka tylko zaprzeczyła głową nie odzywając się do nikogo wyszła z
SS i skierowała się do lochów.
Pani Weasly  chciała za nią pobiec ale Ginny ją powstrzymała.
-Mamo nie idź ona musi pobyć sama.
-Ale dlaczego, co się stało, przecież nikt z jej bliskich nie zginął.
-Oj mamuś  nie wiesz jak się mylisz.
-Ginny o kogo chodzi - do rozmowy wtrącił się Harry.
-Niestety nie mogę wam powiedzieć obiecałam że nie zdradzę ich tajemnicy.
Przyszła mama gdy doszła do komnat męża spakowała ich wszystkie rzeczy.
Składniki i eliksiry z jego osobistego kantorka schowała do oddzielnego kufra.
Przeniosła się za pomocą sieci Fiuu do ich domu na obrzeżach Trondheim.(To w Norwegii)
Weszła do przedpokoju i odesłała kufry w różne kąty willi.
Nie zwracając uwagi na skrzata, poszła na górę do ich wspólnej sypialni.
Przebrała się znów zapłakana nie wyobrażała sobie życia bez niego.
Przed zaśnięciem zawołała Listka- skrzata domowego.
Poprosiła  go aby przyniósł eliksir Słodkiego Snu -chociaż na dzisiaj aby nie męczyły ją koszmary.
Odłączyła kominek od sieci i nałożyła na dom tyle zaklęć aby nikomu nie udało się ich zdjąć przez kolejne trzy miesiące ledwo wychodziła z sypialni mało jadła ale jadła tylko ze względu na dziecko.
W połowie szóstego miesiąca pod koniec sierpnia zdjęła zaklęcia i teleportowała się do Nory musi porozmawiać z Ginny.
Zapukała a drzwi otworzył jej Harry.
-Hermiono dlaczego się do nas nie odzywałaś. Czy ty jesteś w ciąży?- zapytał zaskoczony.
-Nie chciałam, muszę porozmawiać z Ginny i tak Harry jestem w ciąży.
Czarnowłosy przepuścił ją w drzwiach.
Gdy przestąpiła próg salonu wszyscy zwrócili się w jej stronę i gdy zobaczyli jej stan byli nim zaszokowani.
Lecz pierwsza odezwała się  Pani Weasly.
-Hermionko kochanie usiądź -pokazała na fotel starsza kobieta-może chcesz coś do picia, jedzenia.
-Nie dziękuję postoję- uśmiechnęła się blado- jak by można poprosiła bym czarnej herbaty-uśmiechnęła się bo Severus bardzo ją uwielbia.
-Ależ oczywiście -Molly pobiegła do kuchni i parę minut później wróciła z napojem.
-Czy mogłabyś nam powiedzieć jak to się stało że jesteś w ciąży- zapytał Ron wyraźnie wkurzony.
-Mogę ale nie muszę -odpowiedziała  zła zwróciła się do najmłodszej latorośli Weasly'ów
-Przyszłam do ciebie czy mogłybyśmy porozmawiać- Ruda tylko kiwnęła głową a reszta rodziny wyszła.
-Co się stało-zapytała siadając obok ciężarnej.
-Chciałabym abyś, jeżeli oczywiście możesz przeprowadziła się do mnie chociaż na okres ciąży.
-Ależ oczywiście Herm a wesz czy to chłopiec czy dziewczynka-dotknęła brzucha przyjaciółki.
-Chłopiec-była gryfonka dotknęła swojego szkraba-Severus Tobias Snape-powiedziała ledwo słyszalnie.
-Poczekaj tu  na mnie ja się spakuję i przeniesiemy się do was.
Po pięciu minutach stała przy niej przyjaciółka.
Dziewczyny pożegnały się z Weasley'ami i przeniosły się do rezydencji Snape'ów.

Dzień porodu nadszedł niespodziewanie, gryffonki rozmaiwały i tak nagle się zaczęło.
Przefiukowały się kominkiem do Munga od razu zabrali ją na salę.
Poród był bolesny trwał około dziesięciu godzin i na świat przyszła istna kopia swojego taty
Severus Tobias Snape.
Gdy następnego dnia po porodzie przyszli rudowłosi odwiedzić świeżo upieczoną mamę i jej synka.
Weszli do sali.
-Witaj Hermiono możemy zobaczyć maluszka -zapytało Fleur
-Ależ oczywiście, Ginny możesz mi go podać.
Nie powiem wszyscy się zdziwili wyglądem dziecka Hermiony.
-Czy powiesz nam kto...-zapytał Fred
-...jest ojcem tego...-George zastąpił brata.
-...jakże wspaniałego..-Fred.
-...bobaska-dokończył George.
-Powiem.Ojcem tego dziecka jest Severus Snape.
-Ale jak...jak to możliwe-zapytał Ron
-Opowiem wam całość.
Zaczęło się to w wakacje poprzedzające siódmy rok nauki w Hogwarcie...-opowiedziała swojej przyszywanej rodzinie całą historię.
-Dlaczego nam nie powiedzieliście?- zapytała z wyrzutem Pani Weasley
-Ja bym wam powiedziała ale to była tajemnica przez rolę Seva jako szpiega, wiedziały tylko trzy osoby.
-Jakie?-zapytali jednocześnie bliźniacy.
-Dyrektor Dumbledore, profesor MacGonagal i Ginny.
-Hermiono chcesz zamieszkać z nami w  Norze?-zapytał Artur.
-Nie dziękuję chcę mieszkać tam gdzie egzystowałam po śmierci Severusa i tam wychowywać nasze dziecko.
-Rozumiem kochanie-odpowiedziała pani Weasley

11 LAT PÓŹNIEJ

-Severusie pamiętaj masz zachowywać i nie przesadzać z warzeniem eliksirów pamiętaj załatwiłam ci  tylko ze względu na twojego ojca osobisty pokój z pomieszczeniem na pracownie.
-Oj mamo wiem -mały jest jak skóra zdjęta z ojca-na pewno dostanę się do Slytherinu
-Też mi się tak wydaje-odpowiedziała pani Snape.
Gdy pociąg już odjeżdżał  machali do siebie.
Hermiona nigdy już się z nikim nie związała cieszyła się z syna i to on był jej powodem do życia dalej.
                                                         


piątek, 30 maja 2014

Wyjazd służbowy

Pewne narzeczeństwo czarodziei stało na ganku swojego domku i żegnało się.
-Ron ale czy ty naprawdę musisz jechać?- powiedziała brązowowłosa.
-Hermiono, kochanie rozmawialiśmy o tym wielokrotnie. Nie mogę nie jechać. Zależy mi, aby dostać ten awans, a tylko dzięki temu to mi się uda.
-Oj dobrze, teleportuj się już. Pa - powiedziała panna Granger i pocałowała rudzielca.
Ron już wychodził zza furtkę gdy nagle się zatrzymał i odwrócił.
-Hermiono przypomniało mi się coś. Poprosiłem Syriusza, aby przychodził to od czasu do czasu. Pa.
Po chwili znikł przenosząc się do ośrodka szkolniczego w Toronto nie dając nic powiedzieć dziewczynie.
Przyszła pani Weasley weszła do domu przygotować się do swojej pracy w małej księgarence na Pokątnej.

Dni mijały spokojnie gdy pewnego gwieździstego wieczora do drzwi domu ktoś zapukał. 
Hermiona otworzyła je i zarejestrowała iż był to Syriusz .
-Witaj Hermionko. - Przywitał się. - mogę wejść?
-Ależ oczywiście wejdź. Cześć, cześć - Uśmiechnęła się do byłego huncwota i ustąpiła mu miejsca w drzwiach.
-Zgodnie z obietnicą daną twojemu rudzielcowi przyszedłem sprawdzić co z tobą.
-Nie potrzebnie się fatygujesz ja sobie świetnie radzę sama.
-Słuchaj mała dałem obietnicę i jej dotrzymam - uśmiechną się.
-Och no dobrze ale nie mów do mnie mała. Napijesz się czegoś.
Zapytała prowadząc Syriusza do salonu.
-Tak z chęcią a co masz? - spytał.
-Kawę, herbatę, sok dyniowy oraz Armagnac Delord 1897.
-Już dawno nie piłem wina z takiego dobrego rocznika więc poproszę.
-Ostrzegam bardzo mocne im starsze tym szybciej się upijesz. - uśmiechnęła się do niego wychodząc do kuchni. 
Mężczyzna widział jak brązowooka otwiera klapę w kuchni i wchodzi do jak myślał piwnicy z winami. Miał rację. Chwilę po tym dziewczyna zamknęła klapę i wróciła do salonu z cała butelką i dwoma kieliszkami. Usiadła obok niego i nalała alkoholu.
-Więc co robisz po wojnie? Jakoś nie miałam okazji zapytać.
-Nic ciekawego, dalej mieszkam na Grimuald Place. Pracuję w ministerstwie zostałem aurorem.
-Och to wspaniale ja otworzyłam małą księgarenkę.
-A takie bardziej osobiste pytanie. Jak tam z Ronem?
-Dobrze, ale wiesz, że nie powiedziałabym tego gdyby nie wypity alkohol.
-Jest dobrze, ale nie czuję do niego tego samego co kiedyś dzisiaj i od dawna jest to tylko przywiązanie.
-To po co się zgodziłaś zostać jego żoną? - Zapytał tak jakby z wyrzutem.
-Nie wiem. Może dlla wygody i dlatego, że mężczyzna którego tak na prawdę kocham mnie nie kocha. - powiedziała smutno.
-A jak on wygląda? - Zapytał z ciekawością.
-Ma średniej długości włosy koloru brązowego, tego samego koloru brodę. Jest wysoki i siedzi obok mnie.
Powiedziała przysuwając się nie zauważalnie do zaszokowanego mężczyzny.
-Czekaj , czekaj chcesz mi powiedzieć że tym facetem jestem ja?! - zdziwił się.
-Tak. Zrobię coś teraz, a ty mi obiecaj, że nie będziesz krzyczeć.
-No dobrze, ale o co ci..........- nic więcej nie zdążył powiedzieć, bo złączyła ich usta w pocałunku.
Black chwilę nic nie robił ale zaraz pogłębił pocałunek i przyciągnął brązowowłosą do siebie.

Gdy zabrakło im powietrza oderwali się od siebie a wtedy Syriusz się odezwał.
-Hermiono co ty przed chwilą zrobiłaś?
-Właśnie pocałowałam faceta, którego kocham. - powiedziawszy to pocałowała go w policzek.
-Aha - powiedział głupio - Muszę już iść i przemyśleć kilka spraw.
Panna Granger odprowadziła Syriusz wzrokiem do drzwi.
Od razu po wyjściu mężczyzny położyła się spać.
Obudziła się z potwornym bólem głowy i przypomniało jej się co mówiła Syriuszowi.
-Jezu co ja zrobiłam? Jestem przecież zaręczona z Ronem. - powiedział jej rozum.
-Hermiona ty nie kochasz Rona, a Syriusza. - podpowiedziało jej serce
-Nie wtrącaj się serce, ona jest z rudzielcem.
-Cicho rozsądku, ja tu rządzę. - zdecydowało serce.
-Ta na pewno gramy w papier, kamień, nożyce, ten który wygra decyduje z kim ma być Mionka.
-Zgoda to na trzy ; raz, dwa, trzy - serce wygrało z nożycami i krzyknęło.
-Jej Hermi będzie z Syrim.

Kilka godzin później do brązowookiej przyszedł Black i bez żadnych ceregieli zaczął.
-Hermiono ja doskonale wiem, że to co powiedziałaś było prawdą i dlatego się ciebie pytam czy chcesz zakończyć to nim się na dobre zacznie.
-Syriuszu jedyne co chcę zakończyć to wszystko co jest związane z Ronem.
Wciągnęła go do domu i pocałowała.
Przenieśli się do sypialni i stało się.
Gdy wyczerpani leżeli i ciężko oddychali odezwał się mężczyzna.
-Hermiono teraz to wydaję mi się trochę za wcześnie ale zapytam. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
-Tak - pocałowała go.

Spędzali każdy dzień razem.
W przed dzień przyjazdu Rona poprosiła ukochanego, aby z samego rana udał się na Grimuald Place, a ona do niego dołączy, gdy porozmawia z byłym narzeczonym.
Black z rana pożegnał się z brązowowłosą i zabrał jej kufer.
Godzinę później wrócił rudzielec, a gdy chciał pocałować dziewczynę ta odsunęła się.
-Ron musimy porozmawiać. - Powiedziała stanowczo.
-Dobrze, ale poczekaj chwilę odniosę walizkę do sypialni.
Po chwili wrócił trochę zaszokowany.
-Hermiono, czemu twoich rzeczy nie ma w szafie?
-Właśnie o tym chciałam porozmawiać. Wyprowadzam się. - Powiedziała wprost.
-Ale jak to? Dokąd? Przecież się kochamy.
-Nie Ron, ja ciebie nie kocham już od jakiegoś czasu. Znajdziesz sobie jakąś inną, odpowiedniejszą - Podała mu pierścionek. - Żegnaj.
Powiedziawszy to przeniosła się do swojego nowego domu do ukochanego. Do Syriusza.


PIĘĆ LAT PÓŹNIEJ

Byłe narzeczeństwo po raz pierwszy od rozstania spotkało się na Pokątnej.
Zasiedli do kawiarni.
-Hermiono, jak tam u ciebie? Słyszałem, że masz dziecko - powiedział.
-Tak, mam czteroletniego Rio. A u ciebie jak się sprawy mają?
-Dobrze. Rok po twoim odejściu zeszłem się z Luną i teraz oczekujemy dziecka. A kto jest twoim mężem?
-Moim mężem został Syriusz - uśmiechnęła się - My także oczekujemy dziecka jak widać.
Pokazała na sporej ilości brzuch.
-Spodziewałem się, że to może być on. Widziałem jak na niego patrzysz jak byliśmy jeszcze razem. - uśmiechną się pogodnie.
-Dziewczynka czy chłopczyk? - zapytała rudzielca.
-Dziewczyna, Annabeth. Ja już muszę iść.
-Do zobaczenia Ron. - powiedziała wstając od stolika i machając do chłopaka, który przed chwilą się teleportował.

                                      KONIEC




piątek, 9 maja 2014

Dziwny list i ochrona szkoły cz.2

Nasza strona na facebooku 


Weszli na plażę i rozłożyli swoje ręczniki na piasku. Dziewczyna zdjęła koszulę, klapki, okulary, kapelusz i weszła do morza. Ze zdziwieniem zorientowała się, że woda jest słodka.
-Dlaczego ta woda jest słodka? - zapytała mężczyzny, który kieruje się właśnie w stronę oceanu.
-Dlatego iż zmieniana jest specjalnym zaklęciem. Woda poza obrębem mojego domu jest już słona, czyli taka jaka powinna być.
Pływali tak codziennie przez dwa tygodnie. Dziewczyna zorientowała się, że naprawdę go kocha i w jego towarzystwie czuję się lepiej niż u jej dawnych przyjaciół teraz nie interesowało ją co oni robią zależało jej tylko na jednym na Tomie .
Pogoda się popsuła więc ten dzień spędzili w jego komnatach popijając trunki. Rozmawiali ze sobą szczerze 
aż po wypiciu z czterech butelek szampana zaczęli mówić na poważnie o swoich uczuciach.
-Wiesz co Tom nigdy nie myślałam, że to powiem akurat tobie, ale w życiu wszystko się zmienia. - podeszła do niego siadając mu na kolanach okrakiem-kocham cię.
To powiedziawszy pocałowała go na początku ciemnowłosy siedział w szoku ale po chwili otrzeźwiał (przynajmniej trochę) i przygarną dziewczynę bliżej siebie i odwzajemnił pocałunek.Oderwali się od siebie.
-Też cię kocham- to powiedziawszy na powrót zatopił się w jej ustach.
Dziewczyna zachwycona tym że on Lord Voldemort którego kiedyś nie podejrzewała że ma taki narząd jak serce wyzna jej miłość. Przenieśli się z ciemnozielonego fotela na łóżko. Ich garderoba lądowała w różnych częściach apartamentu.
Następnego dnia rano Hermiona obudziła się pierwsza na samym początku odczuła mocny ból głowy
później odkryła że jest nago i to nie jest jej pokój a czyjaś ręka leży na jej udzie spojrzała za siebie i przypomniała sobie co się wydarzyło poprzedniego dnia .Wyznali sobie miłość.
Od tego czasu wszystko się zmieni- pomyślała brązowooka.Nie myliła się. Spędzali ze sobą czas, wspólnie ciesząc się sobą nawzajem niestety te chwile były krótkie jeden dzień razem i kolejne cztery spędzone z dala od niego.Przez tą wojnę coraz bardziej miałam nadzieję że wygra ciemna strona. Przynajmniej on by przeżył a dla niej to lepiej.
-Kompletnie się zmieniłam z czasem się nie poznaje moje zachowanie uległo drastycznej zmianie.Tak ma racje niegdyś zaczytana kujonica a teraz nawet do książek nie chce jej się zaglądać bo zamiast czytać każdą wolną chwilę poświęca na spożytkowaniu wolnego czasu z ukochanym który mimo tych trudnych czasów znajduje dla niej czas nie zawsze w dzień ale każdą noc spędzają razem nie zawsze kochając się ze sobą ale także rozmawiając. 
Nie mają nic do ukrycia przed sobą po tym jak wyznali sobie miłość.
Okres mi się spóźnia-pomyślała Hermiona gdy już przez tydzień nie nadchodziło to co powinno-miejmy nadzieję że nie jestem w ciąży dla mnie to za wcześnie ale trzeba to sprawdzić.
-Smrudko-zawołała skrzatkę to chwilę później do jej nóg skłaniało się stworzenie-przynieś mi test ciążowy i zabraniam powtarzam zabraniam nie masz prawa mówić tego swojemu Panu.
-Tak Pani- znowu się skłoniła i zniknęła.
Po pięciu minutach wróciła z kilkoma pudełeczkami.Testy ciążowe.
-Dobrze się sprawiłaś możesz już iść.-powiedziała i nie zwracając uwagi na skrzata poszła do łazienki żeby sprawdzić swoje podejrzenia.
Miała rację jest w ciąży.
-Muszę iść i powiedzieć o tym Tomowi-szepnęła.
Wyszła z pokoju i skierowała się w stronę jego gabinetu. Słyszała rozmowy ale postanowiła przemóc swój strach.Zapukała. Usłyszała chłodne proszę.Weszła.Wszyscy tam obecni zdziwili się niektórzy nawet krzyknęli.
-Co ta szlama robi w tym domu.
Riddle był w swojej jaszczużej postaci podejrzewała że nikt z jego sług nigdy go nie widział normalnego.
-Wyjdźcie koniec na dzisiaj.to już koniec!-wysyczał.Jak na rozkaz śmierciojady wyszły.
-Hermiono jak przyszłaś tutaj to musi być jakiś ważny powód-powiedział zmieniając swoją twarz na normalną-powiedz co się stało-spytał usadzając ją na swoich kolanach.
-Tak masz rację dla mnie to ważne ale nie wiem czy dla ciebie będzie to szczęśliwe wydarzenie.
Powiedziała rumieniąc się.
-Kochana jak nie powiesz to się nie dowiem i nie będę wiedział czy się cieszyć czy smucić.
-No dobrze dzisiaj dowiedziałam się że będziemy mieli...jestem w ciąży-wypaliła.
-Ty żartujesz -spytał zszokowany tym co usłyszał.
-Czyli nie cieszysz cię to że będziemy mieli dziecko-powiedziała z łzami które ciekły jej już po policzkach
-Nie to nie tak kochanie tylko myślałem że sobie ze mnie żartujesz. Ja sam nie podejrzewałem że jakaś kobieta mnie zechce a co dopiero taka piękna jak ty. A do tego że zostanę ojcem.
-No już dobrze-uśmiechnęła się i wytarła kropelki z policzków no to może to jakoś uczcimy-zapytała znowu się rumieniąc.
-A co masz na myśli moja słodka Gryfoneczko-powiedziawszy to przyciągną ją bliżej siebie.
-No bo wiesz ty masz takie duuuże biurko-uśmiechnęła się figlarnie.
-Tak masz rację-zwalił wszystko z biurka za jednym machnięciem różdżki i położył ją na środku.
Co się stało chyba każdy się spodziewa.

Czwarty miesiąc ciąży brzuszek był już widoczny.
Lada dzień miała być wojna oczywiście Hermiona nie miała prawa brać w niej udziału ze względu na dziecko.
Gdy jedli razem śniadanie Riddle dolał do jej soku eliksir Słodkiego Snu który będzie trwać dwie godziny.
-Tyle wystarczy abym pokonał tego smarkacza.-pomyślał.
Chwilę potem Hermiona leżała nieprzytomna na krześle.
Zaniósł ją do pokoju pocałował i znikną. Teleportował się blisko Hogsmade tam miała się toczyć cała walka.

Gdy Hermiona otworzyła oczy zorientowała się że Tom wlał jej coś do picia.
-Stary dureń-krzyknęła. Wyjęła zapasową różdżkę z kredensu i wyruszyła na miejsce bitwy.
To była chyba dobra chwila. Dziewczyna zobaczyła jak jej były przyjaciel i ukochany celują w siebie magicznymi patyczkami.
Wyszła z ukrycia i każdy zwrócił się w jej stronę. Wybraniec krzyknął.
-Hermiono nie wiesz jak długo cię szukaliśmy tak się cieszę że wróciłaś.
-Tak ja też się cieszę że zdążyłam- Wycelowała różdżką w Złotego chłopca.
-A teraz żegnaj Harry. Avada Kedavra!-krzyknęła a z patyczka wyleciał zielony promień.
-Hermion co..-nic więcej nie zdążył powiedzieć bo padł martwy na ziemię.
Następnie wycelowała różdżką w Rona.
-A teraz trochę pocierpisz tak jak ja gdy mnie biłeś-warknęła rudy patrzył na nią z przerażeniem w oczach.
-Crucio-najmłodszy z rodziny Weasley padł na ziemię krzycząc i wierzgając. Po paru minutach zaprzestała.
-Sectumsempra- na ciele rudzielca zaczęły się pojawiać ślady z krwi.
-A teraz przejdźmy do najistotniejszej rzeczy. Avada Kedavra Ron- jej były także upadł na ziemię martwy.
-A teraz wszyscy którzy są po przegranej stronie oddajcie im różdżki -wskazała ręką na zaszokowanych śmierciożerców.- Wygrali i to tylko dzięki tej szlamie.Każdy z nich miał taką albo podobną myśl.
Zwróciła się do ojca dziecka które nosi pod swoim sercem.
-Tom czy moglibyśmy już iść jestem zmęczona-Voldemort kiwną głową, złapał ciężarną za rękę i teleportowali się do Riddle Menor uczcić zwycięstwo.



10 lat później
Zmiana narratora

Od prawie jedenastu lat jestem Panią Riddle mam wspaniałego męża z którym rządzimy całym światem zarówno czarodziejskim jak i mugolskim. Rok po zdobyci świata czarodziei zapanowaliśmy także nad mugolami. Zaczęli nam czarodziejom służyć. 
Mam dwójkę wspaniałych dzieci.
-Dziesięcioletniego Paula- który jest jak skóra zdarta z ojca ale charakter ma po nas obojgu.
oraz
-Pięcioletnią Angelinę- jest ona mieszanką wybuchową wszystko ma po mnie i Tomie.
Jestem szczęśliwą matką i żoną.

KONIEC

środa, 7 maja 2014

Niespodziewana miłość

 Macie tu miniaturkę. Wiem, że krótka, ale miałam pomysł i napisałam. Dawno niczego nie napisałam, bo od marca, ale zrobiłam nowy szablon, który mam nadzieję, że się podoba :) 
Zapraszam do czytania :P
____________________________________

Harry Potter od dziecka miał ciężko. Jego rodzice nie żyli, wujostwo traktowało go jak służbę, a od wieku 11 lat na jego barkach spoczywał los całego świata. Teraz po wygranej wojnie czuł się dziwnie pusty, wolny. Miał świadomość, że jego myślenie jest złe, jednak pragnął jakiejś niebezpiecznej wyprawy, walki, czegokolwiek co zapewniłoby mu adrenalinę.Wątpił jednak, żeby po wszystkich jego wyprawach coś dałoby mu ten powiew niebezpieczeństwa.
Od miesiąca wszyscy pomagali w odbudowie Hogwartu i czarodziejskiego świata. Harry zajmował się wszystkim tylko po to, żeby odpędzić od siebie złe myśli o poległych i pragnieniu adrenaliny. Wiedział, że gdyby wcześniej zabił Voldemorta wielu ludzi nadal byłoby z nimi. Wiedział również, że wcześniej się nie dało. Nie był gotowy, inni też.
Potrząsnął głową, aby pozbyć się ponurych myśli i rzucił zaklęcie odbudowujące na ścianę Hogwartu. Po chwili była naprawiona i mógł zająć się innymi rzeczami. Od miesiąca spędzał ze swoimi przyjaciółmi coraz mniej czasu. Wszyscy pogrążyli się w pracy lub żałobie. Harry mieszkał na Grimmauld Place, Hermiona wynajęła sobie mieszkanie, bo nie chciała być ciężarem dla innych, a Ron i Ginny byli w Norze.
Po wojnie zrozumiał, że jego uczucie do Ginny nie było prawdziwe. Kochał ją, ale jak siostrę. Ona to zrozumiała mimo bólu i zostali przyjaciółmi. Nie raz zastanawiał się dlaczego na to pozwoliła. Dlaczego zamiast walczyć, poddała się? Dawniej była inna, pełniejsza życia. Śmierć Freda tak ją przybiła, że nie potrafiła na powrót być sobą. Zresztą wszyscy Weasley'owie byli teraz inni. Harry próbował im pomóc, ale to na nic. Musieli sami sobie z tym poradzić.
Pod koniec tygodnia Wybraniec był wycieńczony. Hogwart został odbudowany w miesiąc. Był to nie lada wyczyn ze względu na wielkie zniszczenia. Ludzie jednak pomagali. Było mnóstwo wolontariuszy z innych krajów i dzięki temu we wrześniu uczniowie mogli powtórzyć rok. Osoby od klasy 1-6 musieli powtarzać klasę, a siódmoklasiści mogli jeśli tylko chcieli. Niektórzy, na przykład Ron, wybierali się na kurs Aurorski. Hermiona wracała do Hogwartu, a Harry nie wiedział co zrobić. Hogwart był dla niego domem, którego nigdy nie miał, ale od zawsze marzył o karierze Aurora.
Nie wiedząc co robić postanowił pójść coś zjeść. Był teraz na Grimmauld Place, zaprosił do siebie Hermionę i Rona. Gdy wszedł do kuchni zobaczył tych obojga siedzących przy stole i rozmawiających. Chłopak zrobił sobie kanapki, po czym usiadł obok Hermiony. Nie wtrącał się do rozmowy dopóki nie usłyszał głosu przyjaciółki.
-Nad czym myślisz Harry?
-Nad niczym - powiedział.
-Daj spokój, przecież widzimy, że czymś się martwisz - w jej głosie usłyszał troskę, dlatego postanowił powiedzieć.
-Zastanawiam się czy wrócić do Hogwartu. Nie wiem co robić.
-Stary, na kursie Aurorskim będzie mistrzowsko. Nie trzeba mieć owutemów! Sorki, ale muszę za potrzebą - Ron powiedział luzacko po czym wyszedł.
-Harry, posłuchaj. Wiem, że bycie aurorem zawsze było twoim marzeniem, ale możesz to zrobić za rok. Do Hogwartu już nie wrócisz. - położyła rękę, na jego dłoni, a Harry'emu zrobiło się gorąco - Zastanów się czy od razu chcesz mieć pracę. To nie takie proste jak myśli Ron. - ona także wyszła zostawiając czarnowłosego samego.
Myślał nad tym co powiedziała mu Hermiona i zgodził się z nią. Aurorem może zostać za rok, a do Hogwartu za rok już nie wróci. Postanowił dokończyć szkołę. Wyszedł z kuchni próbując nie myśleć o dziwnym uczuciu, kiedy przyjaciółka go dotknęła.
Miesiąc wakacji minął szybko. Harry spotykał się z przyjaciółmi, ale w obecności Hermiony czuł się nieswojo. Czarnowłosy nie wiedział dlaczego tak jest, ale wiedział, że Hermiona nie jest dla niego taka jak kiedyś. Zaczął zauważać ją jako dziewczynę, nie przyjaciółkę.
1 września Wybraniec razem z przyjaciółmi stał na peronie 9¾. Bagaże były już w pociągu, a Hermiona, Harry i Ginny żegnali się z Weasley'ami. Gdy pożegnania dobiegły końca trójka przyjaciół wskoczyła do pociągu, który za parę minut miał wyruszyć. Najmłodsza latorość Weasley'ów poszła do swoich przyjaciół z roku, a Harry i Hermiona usiedli w jednym przedziale. Oboje się nie odzywali, a gdy pociąg ruszył zerkali na siebie. W końcu Hermiona nie wytrzymała. Położyła książkę, którą czytała, na kolanach i spojrzała poważnie na Harrego.
-Dlaczego od pewnego czasu się tak dziwnie zachowujesz?
-Eee - chłopak podrapał się po głowie, nie wiedząc co powiedzieć. Nie mógł przecież jej powiedzieć, że się w niej zakochał. Teraz już wiedział, że się w niej zakochał.
-Harry możesz mi przecież zaufać.
-No dobra. Jest taka dziewczyna, która mi się podoba, ale ona widzi we mnie tylko przyjaciela. - Harry lekko skłamał, żeby usłyszeć od niej radę.
W oczach Hermiony przez chwilę było widać ból i zawód, ale dziewczyna to zamaskowała.
-Po prostu powiedz jej co do niej czujesz. Może ona jednak cię kocha.
-Dobrze - wstał i usiadł koło przyjaciółki. - Kocham cię Hermiono
-Harry? - patrzyła na niego z niedowierzaniem i radością - Ja ciebie też - pocałowała go lekko, a on uśmiechnął się.
Rok później
Szkoła się skończyła. Harry i Hermiona przez cały rok byli parą, a tydzień temu chłopak się jej oświadczył. Ron i Ginny byli na początku zazdrośni, jednak później pogodzili się z ich związkiem.
-Hermiona? Gdzie jesteś? - zawołał Harry wstając z łóżka. Już od 2 miesięcy mieszkali razem na Grimmauld Place. Chłopak usłyszał jakiś hałas dobiegający z łazienki. Otworzył drzwi do niej i zobaczył Hermionę siedzącą na wannie. Jedną dłonią zakrywała usta, a w drugiej trzymała biały, podłużny przedmiot. Harry zauważył, że dziewczyna ma w oczach łzy.
-Skarbie, co się stało?
-Harry-y, jestem w... jestem w - łkała. - Jestem w ciąży. 
Chłopak dopiero po chwili zrozumiał, co jego narzeczona powiedziała. Spojrzał na nią i przytulił. 
-I dlatego płaczesz?
-Przecież my jesteśmy jeszcze przed ślubem. Jesteś za młody na ojca. 
-Kochanie, to wspaniale, że będziemy mieć dziecko - powiedział Harry i pocałował ją namiętnie.
***
Dwa miesiące później odbył się ślub zakochanej pary. Wszystko było naprawdę piękne i oboje wiedzieli, że nie zapomną tego dnia nigdy.
Osiem miesięcy później na świat przyszedł James Syriusz - idealna kopia swojego taty. James był prawdziwym łobuzem, dlatego rodzice mieli cały czas ręce pełne roboty. 
Rok po narodzinach Jamesa na świat przyszedł Albus Potter, a dwa lata później Lilien Luna. 
Od końca wojny Harry myślał, że już nic nie zapewni mu adrenaliny i strachu, jednak zajmowanie się James'em i Lilien przysparzało mu nerwów, ponieważ oboje byli bardzo frywolni. Raz James omal nie wpadł pod samochód, a jego siostra zapragnęła pobawić się odchodami psa. Na szczęście Albus był spokojny i Harry miał trochę łatwiej. Tylko trochę. 
Razem z Hermioną wiódł szczęśliwe i pełne przygód życie. Mężczyzna do końca życia dziękował Bogu za odwagę, jaką miał 1 września 1999 roku. Wtedy wyznał Hermionie miłość i nie żałował tego.

czwartek, 1 maja 2014

Dziwny list i ochrona szkoły cz.1


Co sądzicie o nowym szablonie który jest na stronce?
Czytasz=Komentujesz 

^&^&^&^&^&^


Gabinet Dumbledora. Rozmowa toczy się między dyrektorem, a uczennicą Gryffindoru, niejaką Hermioną Granger.
-Dlaczego ja, profesorze? - spytała słabym głosem brązowowłosa.
-Nie wiem moja droga.
-A czy mogłabym zobaczyć ten list? - chwilę później dziewczyna trzymała w ręce pergamin.


-Profesorze pójdę, tylko proszę mi powiedzieć jedno. Kiedy dostał pan ten list?
-Dzisiaj mija ostatni dzień wyznaczonego terminu. - Dziewczyna tylko kiwnęła głową i wyszła z gabinetu.
Skierowała się w stronę swojej sypialni. Gdy już tam dotarła spakowała wszystkie swoje rzeczy za jednym machnięciem różdżki.
Wyszła za bramy Hogwartu. Stała w miejscu, gdzie można się teleportować. Zrobiła to i przeniosła się w wyznaczone miejsce, aby tylko oszczędzić jej drugi dom.
Długo nie musiała czekać chwile, później obok niej stał sam Lord Voldemort, najpotężniejszy czarodziej ciemnej strony.
-Jak miło, że się zjawiłaś. Już miałem plan jak zniszczyć tamto miejsce.Daj mi rękę - wystawił swoją dłoń. Brązowooka pomyślała nie była ona koścista, tak jak opowiadał Harry, tylko zwyczajna ludzka.
Zrobiła to co kazał.
Znaleźli się w ładnie urządzonym salonie z wielkim stołem na środku.
-Granger spójrz na mnie - rozkazał. Uczyniła to i zobaczyła przystojnego bruneta w czarnej szacie.
To o czym pomyślała było sprzeczne z jej naturą. Zapragnęła go pocałować.
Nie zrobiła jednak tego, bo za bardzo się bała, lecz odważyła się spytać:
-Co ze mną zrobisz? - Jej głos był drżący.
-Nie bój się. - Pogłaskał ją po policzku - Nic strasznego. A teraz chodź za mną.
Skierowali się na górę po białych marmurowych schodach. Weszli na pierwsze piętro i skierowali się w pierwsze drzwi po lewo od wielkich wrót, za którymi jak podejrzewała była jego kwatera.
Tom otworzył drzwi, a oczom dziewczyny ukazał się sporej wielkości pokój z dużym łóżkiem i pięknym widokiem na ocean.
-Jak tu pięknie. - W tej chwili zapomniała, że stał przy niej najpotężniejszy czarnoksiężnik w magicznym świecie.
-To jest twój apartament. Nie próbuj uciekać okna są zabezpieczone zaklęciami i proszę o oddanie różdżki.
No tak. Jej kochany patyczek, musi go oddać. Pokiwała głową i sięgnęła do kieszeni. Oddała różdżkę i została zamknięta w jej nowym więzieniu. Nie wiedziała tylko, że zmieni się to w przeciągu miesiąca w coś innego.
Zabrała się za przeszukiwanie jej lokum. Wielkim zdziwieniem było dla niej to, że znalazła wielką bibliotekę obok drzwi do łazienki. Były tam mugolskie jak i czarodziejskie czytadła.
Rozpakowała się już całkowicie, bo podejrzewała, że zostanie tu długo.
Dwa dni później odwiedził ją Riddle.
-Czy mogłabym wyjść na plażę? - spytała prosto z mostu jak tylko przeszedł przez próg.
-Nie - odpowiedział twardo.
-Dlaczego? Za oknem jest tak pięknie, a ja nie mogę z tego korzystać. To nie fair - powiedziała i dopiero po jakiejś chwili przypomniała sobie do kogo mówi - Przepraszam - wybełkotała szybko.
-Nic się nie stało - uśmiechnął się co było zaskoczeniem dla Gryfonki.
-Nie wyjdziesz, bo jeszcze przez dwa dni mają być tu moi śmierciożercy, a oni są przyzwyczajeni, że szlamami można się bawić. Ty jesteś nietykalna.
-Dlaczego jestem dla ciebie taka ważna? Przecież moi rodzice są mugolami - powiedziała.
On tylko pokiwał głową i wyszedł.
Odłożyła książkę, nie była w stanie się na niej skupić. Myślała tylko o jego pięknym uśmiechu.
Gdy usnęła śniła o nim.
Następne dwa dni czekała na wypad na plażę.
"Pewnie będzie mnie ktoś pilnował. Dobrze by było jak to był by on" - rozmarzyła się Hermiona.
Gdy wróciła z biblioteki na łóżku znalazła karteczkę.


        Hermiono 
Jutro tak jak chciałaś pójdziesz na plażę.
Oczywiście będę cię pilnował.


"I to tyle nawet się nie podpisał" - pomyślała.
-A co myślałaś pewnie, że podpisze się "Twój na zawsze Tom? - usłyszała w głowie swój kpiący głos
-Wcale, że nie - odpowiedziała, rumieniąc się.
-Tak, a ja jestem święta krowa. Przyznaj, zakochałaś się w nim.
-No dobrze, zakochałam się. I co z tego? On widzi we mnie tylko szlamę.
-Pewna jesteś? Jakby tak myślał nie przychodziłby do ciebie, nie sprawdzał czy dobrze się masz, martwił się, że możesz natrafić na jakiegoś Śmierciojada. Dałby ci ten apartament, gdyby tak myślał? Chyba nie.
Musisz się zastanowić jak go w sobie rozkochać. Myśl pozytywnie. 

Brązowooka przez cały dzień leżała na łóżku i rozmyślała o tym co powiedziały jej skryte myśli. W pewnym czasie zasnęła. Obudziła się rano i z przerażeniem odkryła, że jest dwadzieścia po dziesiątej, a w pół do jedenastej miał przyjść po nią Marvolo.
Szybko przebierała swoje ubrania w szafie, żeby znaleźć jakiś strój kąpielowy. W końcu znalazła niebieski jednoczęściowy strój, do tego wzięła japonki, kapelusz, okulary przeciwsłoneczne oraz lekką zwiewną koszulę na przejście z willi na plażę.
Chwilę po przygotowaniu się, ktoś zapukał do jej drzwi.
-Proszę - powiedziała. W wejściu do jej ,,więzienia'' stał ubrany tylko w spodenki do pływania Lord Voldemort (oczywiście w swojej ludzkiej postaci).
-Gotowa? - zapytał. Hermiona tylko pokiwała głową - No to zapraszam.
Przeszedł przez jej pokój do drzwi tarasowych i otworzył je.
-Tylko nie próbuj uciekać - zaznaczył jeszcze przed ich wyjściem na zewnątrz.
-Nawet nie mam zamiaru próbować - powiedziała szeptem, aby jej nie usłyszał, lecz nie udało się jej to.
Tom uśmiechnął się lekko na to stwierdzenie.


CDN.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Tak, a nie inaczej


Miłego czytania  

P.S. Komentujcie to dla mnie bardzo wiele
************************************

-Panno Granger proszę zostać po lekcji - rzekł swoim pozbawionym wyrazu głosem.

Po dziesięciu minutach zadzwonił dzwonek i wszyscy oprócz Gryfonki wyszli.
-Słucham profesorze - odpowiedziała podchodząc do niego seksownie kręcąc biodrami.
-Ty nie słuchaj tylko mów dlaczego tak się zachowujesz na lekcjach, kochanie. - przygarnął
ją do siebie. - Przecież dobrze wiesz, że musimy zachowywać pozory tego, że nadal się nienawidzimy.
-Sev, doskonale o tym wiem, ale to niesprawiedliwie Ginny i Lucjusz nie mają takich problemów.
-Kotku, ale wiesz jak sprawa wygląda u nich. Ginevra zaprzestała chodzenia do szkoły po ich
ślubie. My mamy takie trudności bo, po pierwsze nasz jeszcze nie nastąpił, a po drugie ty nie chcesz siedzieć w domu, bo - cytuję: "W domu jest strasznie nudno i nie mam zamiaru czytać książek, tylko chcę być przy tobie cały czas".
-Wiem co powiedziałam i zdania nie zmieniam. Ja już muszę iść. bo zaraz zaczynam Obronę, której uczy mnie pewien seksowny nauczyciel w czarnej szacie - pocałowała go w policzek i wyszła.
W ich życiu w szkole nie działo się wiele. Od czasu do czasu dostawała bardzo długie szlabany, z których wracała przez kominek swojego ukochanego do jej prywatnego dormitorium, który otrzymała jako prefekt naczelna.
Tylko nieliczni, którym ufali wiedzieli o ich związku.
Dumbledore (tutaj on żyje), McGonagall, Ginny, Lucjusz i Draco Malfoy, rodzice Hermiony, którym ta po wojnie przywróciła pamięć i całe grono pedagogiczne, które nie odejmuje jej punktów kiedy się spóźni, bo wiedzą gdzie jest.
***
W styczniu wszystko przybrało inne obroty niż miało. Ślub był zaplanowany na sierpień.
Pewnego mroźnego wieczora Hermiona wracając późną porą z biblioteki zasłabła. Znalazł ją blondwłosy Ślizgon, który niezwłocznie zabrał pannę Granger do Skrzydła Szpitalnego i wysłał patronusa do wuja z wiadomością co się stało.
Dwie minuty później do Skrzydła przyszedł postrach Hogwartu.
-Draco dziękuję ci, możesz już iść - chłopak pokiwał głową, pożegnał się i wyszedł.
Po piętnastominutowym czekaniu zza parawanu wyszła pielęgniarka z wiadomością, której
się nikt nie spodziewaŁ.
-Severusie gratuluję ci - Powiedziała radośnie Poopy.
-Czego ty mi gratulujesz kobieto? Moja narzeczona tam leży, a ty jakieś bzdury pleciesz - warknął.
-Ty nic nie rozumiesz - zaśmiała się kobieta.
-Czego do cholery nie rozumiem? - prawie krzyknął.
-Zostaniesz ojcem Snape, ojcem - w dowodzie czego podała mu papiery.
Płeć: nieznana
Matka: Hermiona Jane Granger
Ojciec: Severus Tobias Snape.
Tydzień: szósty (1,5 miesiąca)
-Poopy, czy mogę do niej pójść - zapytał
-Ależ oczywiście mój drogi, idź, idź.
Przeszedł na drugą stronę parawanu.
-Kochanie, jak się czujesz? - zapytał siadając na skraju łóżka szpitalnego.
-Dobrze i nie mam pojęcia czemu zasłabłam. Zapytałam pani Pomfrey o co chodzi i co mi jest, a ona tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że ty mi wszystko wyjaśnisz. To jak, co mi jest?
-Oczywiście - podał jej tą samą kartkę, którą dostał od pielęgniarki.
-To niemożliwe - mówiła po cichu Gryfonka.
-Wiem też mi się tak wydawało, ale to prawda. Zostaniemy rodzicami, nie cieszysz się? - zapytał.
-Cieszę się, tylko wyobrażałam sobie najpierw ślub, a potem dzieci. Nie na odwrót.
-Wiem też myślałem podobnie. W przyszłym tygodniu wracasz do domu.
-Nie ja zostaję w szkole. Nie urodzę w szóstym miesiącu. Albo zostaje w szkole albo ślubu nie będzie - powiedziała stanowczo.
-No dobrze niech ci będzie. Zostaniesz, ale wiesz co się stanie. Zaczną ci dokuczać, a wiesz jak ja tego nie znoszę. - powiedział i zaborczym ruchem przygarnął ja do siebie.

SZÓSTY MIESIĄC CIĄŻY. POCZĄTEK CZERWCA
-Granger, przyznaj. Z kim się puściłaś? - naśmiewali się Ślizgoni.
Gryfonka nie zdążyła odpowiedzieć, bo ktoś wszedł do sali, a tym kimś była Ginevra Malfoy.
-Witam dyrektorze. Przepraszam, że przerywam, ale czy mogłabym zabrać Hermionę na chwilę?
Młodsza, a także brzemienna kobieta wskazała na brązowowłosą.
-Ależ oczywiście, pani Malfoy.
-Herm, chodź.
Zaciągnęła Gryfonkę do kuchni i przeniosły się do Malfoy Manor.
-Kochana wiem, że w tę suknię, którą kupowałyśmy w święta na ślub nie wejdziesz - pokazała na brzuch i uśmiechnęła się.
-Tak wiem, a to była najładniejsza sukienka jaką widziałam i u mugoli i czarodziejów - westchnęła smutno.
-Wiem, dlatego ją poszerzyłam do odpowiednich rozmiarów.
-Naprawdę? Ginny dziękuje - brązowooka przytuliła przyjaciółkę. - A mogłabym ją przymierzyć?
Rudowłosa przytaknęła i zabrała ją na górę.
-Mionka wiem, że jest za duża przy brzuszku, ale urośnie ci jeszcze, więc to tak na zapas. Coś pewnie jeszcze przed ślubem dopasujemy.
-Dziękuję. Muszę już lecieć, bo się zagadałyśmy i Severus będzie się martwił.

DZIEŃ UKOŃCZENIA HOGWARTU

Każdy dostał swój dyplom.
Wielką Salę pozmieniano tak, żeby dało się ustawić pełno krzeseł.

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ
Goście wrócili razem ze swoimi pociechami do domów.
Szkoła opustoszała, został w niej tylko woźny wraz ze swoją kotką .
W sierpniu odbył się ślub. Uroczystość była skromna, ale piękna. Niektórzy byli zdziwieni tym, inni myśleli, że wpadli z dzieckiem i teraz muszą się pobrać. Nie była to prawda, ponieważ oni są razem, bo się kochają.

CZTERY LATA PÓŹNIEJ
Severus po urodzeniu się córeczki odszedł ze szkoły. Pani Snape martwiła się z czego będą żyć, ale jak się okazało mężczyzna na swoim koncie w Gringocie ma grube miliony jak nie miliardy za patenty na eliksiry.
Severus i Hermiona kochają się tak samo o ile nie mocniej. Do ich rodziny niedawno dołączyły dwie małe istotki:
Pierwsza - Elien Hermiona Snape.
Druga - Eric Severus Snape.
I dwie nowe rosnące jeszcze w brzuszku mamy.

KONIEC

piątek, 21 marca 2014

Ciemna strona zwycięża.

Miałam dodać pod koniec miesiąca ale dodaję dzisiaj za prośbą
Życzę wam miłego czytania
Pamiętajcie o zasadzie 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
                          _-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-


Pewnie się zastanawiacie co mi się przytrafiło. Dowiecie się za chwilę.
Po przyjeździe do domu postanowiłam przerwać bycie grzeczną dziewczynką chociaż na jakiś czas. Pierwsze co zrobiłam to zaniosłam swój kufer na górę i przebrałam się w ten strój, a do tego nałożyłam lekki makijaż. Spacerowałam sobie z książką gdy nagle ktoś na mnie wpadł, z ręki wyleciała mi książka. Spojrzałam w górę, aby zobaczyć jaki kretyn mnie potrącił, ale od razu myślenie o nim jak o kimś głupim wyleciało mi z głowy. Chłopak miał piękne ciemne włosy i oczy, przeszkodził mi w rozmyślaniach na jego temat odzywając się głosem anioła.
- Przepraszam cię za potrącenie, zamyśliłem się. Mógłbym ci to wynagrodzić w formie kolacji? - zapytał z szelmowskim uśmiechem. Przez chwilę się zastanawiałam, ale w końcu postanowiłam, że raz się żyje.
-Jasne yy... mogę wiedzieć jak się nazywasz? Jestem Hermiona.
-Tom, nazywam się Tom. Masz piękne imię, może spotkajmy się dziś o ósmej wieczorem w restauracji
 Rajski Ogród?
-Oczywiście, widzimy się tam, do zobaczenia. - Odwróciłam się w stronę kierunku domu.
Gdy już wróciłam spostrzegłam, że jest po piętnastej. Zaczęłam panikować w co ja się ubiorę. W końcu udało mi się wymyślić zestaw pod kolor beżu. Po dwóch godzinach byłam gotowa, spojrzałam na zegarek i zaniepokoiłam się, ponieważ za pół godziny muszę być na miejscu.
Korzystając z tego, że rodzice wyjechali na wakacje, zabrałam wóz i w restauracji byłam za pięć ósma.
Tajemniczy Tom już czekał na mnie przy wejściu do lokalu.
-Witaj piękna, zapraszam do środka - przepuścił mnie w drzwiach.
Usiedliśmy przy stole, zamówiliśmy dania oraz wino.
Zaczęliśmy rozmawiać. Mówiłam mu o sobie i zauważyłam, że on jest bardziej skryty i nie chwali się swoim życiem. Nasze jedno wino zamieniło się w trzy.
Po wspaniałej kolacji, zaproponował mi żebym pojechała z nim do jego rezydencji.  A z tego, że byłam już nieźle napita zgodziłam się. Swój samochód zostawiłam, najwyżej przyjadę po niego jutro. Wsiedliśmy do jego Porsche panamera nie wiem ile tak jechaliśmy ale dość długo.
W końcu dojechaliśmy wyszliśmy z wozu i skierowaliśmy się w stronę drzwi lokaj nam je otworzył.
Jedyne o czym w tej chwili myślałam to o jego ustach.Chwile później znaleźliśmy się na piętrze w jego willi a dokładniej to w jego sypialni.Czułam jego usta no swoich i sprawy potoczyły się jak miały.
Obudziłam się jak mi się wydawało pierwsza z okropnym bólem głowy spojrzałam na szafkę nocną na której powinien stać zegarek lecz nie było wielkim moim zdziwieniem zobaczyłam różdżkę i to nie była moja ja zostawiłam swoją w torebce.
Odwróciłam się lekko żeby go nie obudzić lecz on już nie spał patrzył na mnie z wielkim uśmiechem na ustach ja odwzajemniłam ten gest ale bardziej nieśmiało.
-I co moja piękna czarodziejka się wyspała? - przejechał dłonią po moim policzku.
-S...skąd wiesz że jestem czarownicą? Skąd masz różdżkę? - opatuliłam się bardziej pościelą.
-Kochana nie musisz się zakrywać, widziałem już wszystko panno Granger - zarumieniłam się jak  burak.
-Ja zdradziłam ci moje nazwisko, teraz ty powiedz mi swoje - dla odwagi jeszcze go pocałowałam i pomyślałam ''O matko zakochałam się''. Dla mnie nie miałoby znaczenia gdyby był nawet Voldemortem, ponieważ i tak bym go kochała.
-Chyba już zgadłaś. Nazywam  się Tom Marvolo Riddle - uśmiechnął się chytrze i przygarnął mnie bliżej siebie przez co znowu się zarumieniłam.Użył na mnie legilimencji.
-Ale ty mówisz serio,serio? - kiwnął głową - dla mnie nie ma to znaczenia i tak mi się podobasz.
Zaczęliśmy się spotykać. Jego nie interesowało to ,że jestem szlamą, mnie nie obchodziło to, że jest Voldemortem.
Po tygodniu przeprowadziłam się do niego. Zostałam śmierciożerczynią od razu po przeprowadzce. Miałam pokój razem z ukochanym, ale chyba tego się raczej domyślacie.
Niektórzy zwolennicy Toma byli oburzeni tym, że ja nieczystej krwi czarownica, zostałam śmierciożerczynią i to w wewnętrznym kręgu.
Na początku sierpnia oficjalnie zostałam panią Riddle.
W ostatni dzień wakacji w przeddzień mojego wyjazdu mój ukochany pokazał mi zaklęcie dzięki, któremu nie widać znaku. Gdy tylko weszliśmy do sypialni ostro zabalowaliśmy. Taka pamiątka przed wyjazdem do szkoły. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że ta noc przyniesie taki piękny owoc.

W Hogwarcie musiałam udawać dalej grzeczną kujonkę.
Zrobiłam to w pociągu. Siedziałam z Wieprzelejem i Grzmoterem w przedziale. Mieli do mnie wyrzuty, że nie przyjechałam do Nory, lecz wykręciłam się tym iż byłam z rodzicami na wakacjach. Uwierzyli. Co za pacany.
Do listopada było wszystko dobrze, ale w tym miesiącu miało się wszystko zacząć - poszukiwania horkruksów.
Zaobserwowałam też, że trochę przytyłam, miałam już kilka razy mdłości, ale zwalałam to na zatrucie.
Wolałam jednak się jeszcze upewnić. Ale teraz nie mam na to czasu. Za pięć minut zaczynają się zajęcia, a pierwsze są eliksiry.
Napisałam karteczkę, żeby móc ją wcisnąć w dłoń Severusa.
Gdy wchodziłam do klasy udało mi się to zrobić. Specjalnie na lekcji sknociłam eliksir i po chwili usłyszałam:
-Panno Granger ma pani dzisiaj szlaban o ósmej i odejmuje dwadzieścia punktów od Gryffindoru.
Reszta lekcji minęła spokojnie. O dwudziestej zjawiłam się w gabinecie Snape'a.
-Pani po co miałem dać pani szlaban? - zapytał sługa mojego męża.
-Muszę skontaktować się z Narcyzą, a jak wiesz mój kominek jest nieczynny.
-Dobrze - ukłonił się, wziął garść proszku Fiuu i przeniósł się do Malfoy Manor.
Po pięciu minutach przyszedł wraz z moją przyjaciółką.
-Severusie proszę abyś zostawił nas same - mężczyzna tylko przytakną i wszedł.
-Hermiono co się stało?-zaniepokoiła się.
-Wydaje mi się, że jestem w ciąży, a nie mam pojęcia jak to sprawdzić.
-Zaraz to sprawdzimy. Podwiń do góry bluzkę, muszę rzucić to zaklęcie na gołą skórę - przytaknęłam i zrobiłam to co kazała. Mgiełka, która po jakimś czasie wyłoniła się z różdżki była zielona.
-Zostaniesz mamą. Gratuluję - powiedziała wprost Pani Malfoy.
-Dziękuję ci Narcyzo, poczekaj chwilę tylko coś napiszę - przywołałam pergamin i pióro.

Kochany,
Chciałabym Ci przekazać dwie dobre wiadomości.
Pierwsza - razem z Weasley'em i Potter'em wyruszamy na początku tego tygodnia z samego świtu. Zamierzam ci ich przyprowadzić do Malfoy Manor za trzy miesiące w lutym.
Druga, bardziej mnie obchodząca - Jestem w ciąży.
Tak, dobrze przeczytałeś zostaniemy rodzicami.
Jestem w trzecim miesiącu.
                                                       Kocham, Hermiona


Zgięłam pergamin i  podałam go Narcyzie.
-Przekaż to proszę mojemu mężowi.
Blondynka tylko przytaknęła. Pożegnałyśmy się i zniknęła w płomieniach.
Reszta tygodnia minęła spokojnie, tylko męczyły mnie poranne mdłości.
Znalazłam w bibliotece zaklęcie na maskowanie ciąży.
W najbliższy poniedziałek wyruszyliśmy. Tak jak się spodziewałam od razu zaczęli poszukiwania, ja sprytnie im to utrudniałam i tak zleciały trzy miesiące. Zniszczyli cztery sztuczne horkruksy, które zamieniałam z prawdziwymi.
Zbliżał się luty, dawno zaczęłam używać zaklęcia maskującego ciążę.Miałam szczęście, że mdłości już mi przeszły.
-Chłopcy kiedy spotkałam paru Śmierciożerców słyszałam jak rozmawiali o tym, że jeden z kawałków duszy Sami-Wiecie-Kogo jest w dworze Malfoyów.
-Ale Herm jak my się tam dostaniemy?-zapytał Wieprzlej.
-Trzeba po prostu wymówić jego imię na V.
-To na trzy Voldemort - powiedział głośno Potter.
Chwilę później zaczęli nas gonić szmalcownicy.
Ja udałam, że się przewróciłam i mnie złapali. Dyskretnie pokazałam im znak.
-Masz udawać, że jestem po ich stronie- zwróciłam się do Scabiora i wskazałam głową na chłopców.
Od razu teleportowaliśmy się do dworu Lucjusza.
Weszliśmy do środka rezydencji. Wyszliśmy zza rogu i zobaczyłam tam Bellę, Narcyzę, Lucjusza i Draco.
-Panowie odprowadźcie te dwie przybłędy do lochu, a mnie zostawcie tę szlamę - krzyknęła Lestrange.
Gdy ciołków nie było już w zasięgu wzroku puścili mnie.
-Witaj pani - każdy się skłonił.
-Czy moglibyście zaprowadzić mnie do jakiejś komnaty i przynieść jakieś szaty ciążowe? - to powiedziawszy zdjęłam zaklęcie maskujące. Nie powiem, każdy się zdziwił moim stanem.
Po godznie byłam już gotowa, a mój małżonek zawiadomiony. Pewnie na mnie czekał, ponieważ mieliśmy raz na zawsze rozprawić się ze złotym chłopcem. Przyszedł po mnie skrzat ogłaszając, że wszyscy czekają.
Gdy zobaczyłam Toma w normalnej postaci podeszłam do niego. Zobaczył mnie i pocałował.
Chwilę później jego twarz była wężowata, a ja stwierdziłam w myślach, że jej nienawidzę, bo ukrywa przystojne oblicze mojego męża.
Pettigrew wprowadził więźniów, a ja miałam na sobie kaptur, który zasłaniał moją twarz, aby mnie nie poznali. Na razie.
-O witam Złotego Chłopca. Gotowy na śmierć? - powiedział lekko sycząc Voldemort
-Gdzie jest Hermiona ty jaszczurze?! - krzyknął Potter.
Wszyscy zaczęli się śmiać włącznie ze mną.
-O nią nie masz się co martwić - wysyczał
-Zabiłeś ją ty potworze, a ja ją kocham! - wrzasnął rudzielec.
Zaśmiałam się nie zważając na to, że robię to jedyna.
-Ty dziwko nie śmiej się! - krzyknęli obaj.
-Nie waż się tak do niej odzywać. Crucio! - powiedział Voldemort celując różdżką w Rona.
Ten zaczął krzyczeć z bólu i padł na podłogę.
-Tom przestań - powiedziałam, a on tak uczynił - Weasley wstań i spójrz na mnie - warknęłam.
Zrobił to niechętnie, ale zrobił.
-Patrz, bo to będzie ostatni obraz w twoim życiu - Wstałam z kolan ukochanego, na których cały czas siedziałam. Zdjęłam kaptur z głowy, a to wywołało szok na twarzach obydwojga.
-Hermiona jak mogłaś? Zdradziłaś nas! - wrzasnął.
-A i zapomniałam, Wesley, Potter jestem w ciąży, a teraz żegnajcie- powiedziałam im -Tom możesz już z nimi kończyć. Wychodzę - jak powiedziałam tak też zrobiłam i aportowałam się do domu
Wygraliśmy, czarna strona zwyciężyła.
Przebrałam się i położyłam spać. Gdy rano się obudziłam wyczułam rękę na moim dużym już brzuszku.
Wojna w Hogwarcie się nie odbyła. Jasna strona się poddała, nie było Złotego Chłopca ,więc nie było możliwości wygranej.
Moja najlepsza przyjaciółka, Ginny, przeszła na stronę moją i mojego męża cieszyłam się.
Tym razem zło było konieczne dla naszej miłości.

KONIEC.