Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 października 2014

Może jednak istnieje długo i szczęśliwie?



Dawno nie było nic z Percy'iego, więc coś napisałam. Wpadłam na to podczas nauki rosyjskiego i mam nadzieję, że się spodoba :P
_____________________________

Od kiedy byłam małą dziewczynką uwielbiałam bajki, które opowiadał mi tata na dobranoc. Były o mężnych rycerzach, delikatnych księżniczkach, niebezpiecznych smokach.
W tych bajkach wszystko było idealne. Łuski smoka, włosy księżniczki, lśniąca zbroja rycerza. Wierzyłam, że kiedyś i ja zostanę uratowana przez przystojnego księcia i będziemy żyli długo i szczęśliwie.
Potem zaczęłam rosnąć i zapomniałam o bajkach. Zaczęłam rozumieć, że nie wszystko jest idealne i nikt nie żyje długo i szczęśliwie. Zawsze są jakieś komplikacje.
A potem dowiedziałam się, że jestem herosem. Że jestem córką Ateny. Wcześniej uciekłam z domu i zamieszkałam razem z Lukiem i Thalią. Trenowałam, próbowałam zapomnieć, że kiedyś wszystko było łatwiejsze. Skupiłam się na przetrwaniu.
A potem trafiłam do obozu herosów. Dostałam przepowiednię. Trenowałam. I tak w kółko dopóki nie miałam 12 lat i do obozu nie przyszedł Percy. Syn Posejdona. Wiem, że od początku powinnam była go nienawidzić, bo jest synem Boga Mórz. Jednak z jakiegoś powodu było inaczej. Oczywiście dobrze to ukrywałam. Pokazywałam, że uważam go za idiotę i czekałam aż to dziwne uczucie przeminie.Ale nie przeminęło  i rok później podczas misji na morzu potworów zobaczyłam go podczas śpiewu syren.
Kiedy podczas naszej trzeciej misji zostałam porwana wciąż myślałam o Glonomóżdżku. Zastanawiałam się czy mnie szuka. Czy kiedykolwiek moje uczucie do niego przeminie. Wmawiałam sobie, że tak, ale wiedziałam, że to kłamstwa. Chciałam żeby nie przemijało. Chciałam kiedyś być jego dziewczyną.
Podczas misji w labiryncie byłam tak bardzo zestresowana, że to zrobiłam. Pocałowałam go. Pocałowałam Percy’iego. A potem on był na wyspie Calypso. Martwiłam się i dlatego kiedy wrócił byłam na niego wściekła. Jak mógł pozwolić nam tak długo czekać?! Przecież wszyscy się martwili. Przecież ja się martwiłam…
Kiedy teraz o tym myślę, śmieję się z siebie. Wrzeszczałam na niego, a on nic sobie z tego nie robił. Percy zawsze taki był, nadal jest. 
I kiedy pokonaliśmy Kronosa moje czternastoletnie marzenie o Percym jako moim chłopaku spełniło się. Wszyscy świętowali, my również. Nagle herosi popchnęli nas do wody. Zapomnieli jednak, że Percy jest synem Posejdona. To był najlepszy podwodny pocałunek.
Po całym tym zamieszaniu z Kronosem wszystko było dobrze. A później Percy zniknął. Szukałam go, martwiłam się, chciałam znów go zobaczyć, przytulić. Jednak znalazłam go dopiero po sześciu miesiącach. Okazało się, że Hera zabrała mu wspomnienia, oprócz jednego. Percy nie zapomniał o mnie. Wciąż mnie kochał za co dziękowałam Bogom.
Całe to zamieszanie z Gają zbliżyło nas do siebie  jeszcze bardziej o ile jest to możliwe. Kiedy świętowaliśmy zwycięstwo Percy oświadczył mi się. Były to piękne oświadczyny. Proste i w hałasie, ale piękne.
Pobraliśmy się w obozie, nasi rodzice zostali tego dnia wyjątkowo wpuszczeni przez granicę. Ślub był prosty, taki jak chcieliśmy. Wszystko było białe i niebieskie. Nawet nasz tort był w połowie niebieski. Percy uwielbia niebieskie jedzenie więc pozwoliłam sobie na trochę szaleństwa.
Zeszłego roku, po roku małżeństwa okazało się, że jestem w ciąży. Nasza córeczka przyszła na świat parę miesięcy temu i oboje wiedzieliśmy od razu, że będziemy mieli wiele dzieci.
Kiedy kładę spać Sally i widzę jak Percy się nią opiekuje, wiem, że moje życie jest idealne. Nie jest może proste, ale idealne. Jest idealne w każdej mierze. W szczebiocie mojej córki, uśmiechu mojego męża, we wszystkich wspólnych chwilach.


Może jednak istnieje długo i szczęśliwie?


wtorek, 17 czerwca 2014

Smutne zdarzenia ale i radosne chwile

Oto Sevmione z dedykacją dla Gisi i Dominiki Siwej.
Przepraszam że nie jest ona długa.


 *&*&*&*&*&*&*&*&*&*


O związku Hermiony Granger uczennicy siódmego roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa chluby Gryffindor'u i Severusa Snape'a mistrza eliksirów wiedziało zaledwie parę osób. Była to Ginny Weasley, Albus Dumbledore, Minewra McGonnagal oraz rodzice dziewczyny.
Zaczęli spotykać się w wakacje poprzedzające ten rok szkolny.
W marcu para dowiedziała się, że zostaną rodzicami. Niestety były to ciężkie czasy.
Trzy miesiące później nastała chwila której,  nikt nie chciał.
Snape podał Hermionie (z którą pobrał się miesiąc wcześniej), eliksir Słodkiego Snu, zgodziła się na niego bardzo niechętnie, wiedziała że nie może walczyć ze względu na dzidziusia.
Gdy ogłoszono jawnie że wojna się zaczęła przyszła mama wypiła specyfik  i usnęła w ramionach ukochanego.
Severus nałożył na swoje kwatery zaklęcia ochronne i te dobre i czarno magiczne.
Przespała całe osiem godzin tyle ile trwała wojna.
Od razu po obudzeniu zdjęła zaklęcia z komnat i wyszła w poszukiwaniu ukochanego.
Weszła do wielkiej sali i nie zwracając uwagi na nawoływania przyjaciół szła prosto w stronę Albusa i Minerwy. Stanęła przy nich i zapytała.
-Czy on... czy on żyje-zapytała ze szklanymi od łez oczami.
-Przykro mi Hermiono nie przeżył ukąszenia węża Voldemorta.
Dziewczyna jak tylko to usłyszała jeszcze bardziej się rozpłakała aż tak że straciła przytomność.
Obudziła się w skrzydle szpitalnym a przy jej łóżku było pełno rudych czupryn.
Rozpoznała w nich Freda , Rona i Ginny którzy byli najbliżej niej.
-Hermiono nic ci nie jest- brązowooka tylko zaprzeczyła głową nie odzywając się do nikogo wyszła z
SS i skierowała się do lochów.
Pani Weasly  chciała za nią pobiec ale Ginny ją powstrzymała.
-Mamo nie idź ona musi pobyć sama.
-Ale dlaczego, co się stało, przecież nikt z jej bliskich nie zginął.
-Oj mamuś  nie wiesz jak się mylisz.
-Ginny o kogo chodzi - do rozmowy wtrącił się Harry.
-Niestety nie mogę wam powiedzieć obiecałam że nie zdradzę ich tajemnicy.
Przyszła mama gdy doszła do komnat męża spakowała ich wszystkie rzeczy.
Składniki i eliksiry z jego osobistego kantorka schowała do oddzielnego kufra.
Przeniosła się za pomocą sieci Fiuu do ich domu na obrzeżach Trondheim.(To w Norwegii)
Weszła do przedpokoju i odesłała kufry w różne kąty willi.
Nie zwracając uwagi na skrzata, poszła na górę do ich wspólnej sypialni.
Przebrała się znów zapłakana nie wyobrażała sobie życia bez niego.
Przed zaśnięciem zawołała Listka- skrzata domowego.
Poprosiła  go aby przyniósł eliksir Słodkiego Snu -chociaż na dzisiaj aby nie męczyły ją koszmary.
Odłączyła kominek od sieci i nałożyła na dom tyle zaklęć aby nikomu nie udało się ich zdjąć przez kolejne trzy miesiące ledwo wychodziła z sypialni mało jadła ale jadła tylko ze względu na dziecko.
W połowie szóstego miesiąca pod koniec sierpnia zdjęła zaklęcia i teleportowała się do Nory musi porozmawiać z Ginny.
Zapukała a drzwi otworzył jej Harry.
-Hermiono dlaczego się do nas nie odzywałaś. Czy ty jesteś w ciąży?- zapytał zaskoczony.
-Nie chciałam, muszę porozmawiać z Ginny i tak Harry jestem w ciąży.
Czarnowłosy przepuścił ją w drzwiach.
Gdy przestąpiła próg salonu wszyscy zwrócili się w jej stronę i gdy zobaczyli jej stan byli nim zaszokowani.
Lecz pierwsza odezwała się  Pani Weasly.
-Hermionko kochanie usiądź -pokazała na fotel starsza kobieta-może chcesz coś do picia, jedzenia.
-Nie dziękuję postoję- uśmiechnęła się blado- jak by można poprosiła bym czarnej herbaty-uśmiechnęła się bo Severus bardzo ją uwielbia.
-Ależ oczywiście -Molly pobiegła do kuchni i parę minut później wróciła z napojem.
-Czy mogłabyś nam powiedzieć jak to się stało że jesteś w ciąży- zapytał Ron wyraźnie wkurzony.
-Mogę ale nie muszę -odpowiedziała  zła zwróciła się do najmłodszej latorośli Weasly'ów
-Przyszłam do ciebie czy mogłybyśmy porozmawiać- Ruda tylko kiwnęła głową a reszta rodziny wyszła.
-Co się stało-zapytała siadając obok ciężarnej.
-Chciałabym abyś, jeżeli oczywiście możesz przeprowadziła się do mnie chociaż na okres ciąży.
-Ależ oczywiście Herm a wesz czy to chłopiec czy dziewczynka-dotknęła brzucha przyjaciółki.
-Chłopiec-była gryfonka dotknęła swojego szkraba-Severus Tobias Snape-powiedziała ledwo słyszalnie.
-Poczekaj tu  na mnie ja się spakuję i przeniesiemy się do was.
Po pięciu minutach stała przy niej przyjaciółka.
Dziewczyny pożegnały się z Weasley'ami i przeniosły się do rezydencji Snape'ów.

Dzień porodu nadszedł niespodziewanie, gryffonki rozmaiwały i tak nagle się zaczęło.
Przefiukowały się kominkiem do Munga od razu zabrali ją na salę.
Poród był bolesny trwał około dziesięciu godzin i na świat przyszła istna kopia swojego taty
Severus Tobias Snape.
Gdy następnego dnia po porodzie przyszli rudowłosi odwiedzić świeżo upieczoną mamę i jej synka.
Weszli do sali.
-Witaj Hermiono możemy zobaczyć maluszka -zapytało Fleur
-Ależ oczywiście, Ginny możesz mi go podać.
Nie powiem wszyscy się zdziwili wyglądem dziecka Hermiony.
-Czy powiesz nam kto...-zapytał Fred
-...jest ojcem tego...-George zastąpił brata.
-...jakże wspaniałego..-Fred.
-...bobaska-dokończył George.
-Powiem.Ojcem tego dziecka jest Severus Snape.
-Ale jak...jak to możliwe-zapytał Ron
-Opowiem wam całość.
Zaczęło się to w wakacje poprzedzające siódmy rok nauki w Hogwarcie...-opowiedziała swojej przyszywanej rodzinie całą historię.
-Dlaczego nam nie powiedzieliście?- zapytała z wyrzutem Pani Weasley
-Ja bym wam powiedziała ale to była tajemnica przez rolę Seva jako szpiega, wiedziały tylko trzy osoby.
-Jakie?-zapytali jednocześnie bliźniacy.
-Dyrektor Dumbledore, profesor MacGonagal i Ginny.
-Hermiono chcesz zamieszkać z nami w  Norze?-zapytał Artur.
-Nie dziękuję chcę mieszkać tam gdzie egzystowałam po śmierci Severusa i tam wychowywać nasze dziecko.
-Rozumiem kochanie-odpowiedziała pani Weasley

11 LAT PÓŹNIEJ

-Severusie pamiętaj masz zachowywać i nie przesadzać z warzeniem eliksirów pamiętaj załatwiłam ci  tylko ze względu na twojego ojca osobisty pokój z pomieszczeniem na pracownie.
-Oj mamo wiem -mały jest jak skóra zdjęta z ojca-na pewno dostanę się do Slytherinu
-Też mi się tak wydaje-odpowiedziała pani Snape.
Gdy pociąg już odjeżdżał  machali do siebie.
Hermiona nigdy już się z nikim nie związała cieszyła się z syna i to on był jej powodem do życia dalej.
                                                         


piątek, 30 maja 2014

Wyjazd służbowy

Pewne narzeczeństwo czarodziei stało na ganku swojego domku i żegnało się.
-Ron ale czy ty naprawdę musisz jechać?- powiedziała brązowowłosa.
-Hermiono, kochanie rozmawialiśmy o tym wielokrotnie. Nie mogę nie jechać. Zależy mi, aby dostać ten awans, a tylko dzięki temu to mi się uda.
-Oj dobrze, teleportuj się już. Pa - powiedziała panna Granger i pocałowała rudzielca.
Ron już wychodził zza furtkę gdy nagle się zatrzymał i odwrócił.
-Hermiono przypomniało mi się coś. Poprosiłem Syriusza, aby przychodził to od czasu do czasu. Pa.
Po chwili znikł przenosząc się do ośrodka szkolniczego w Toronto nie dając nic powiedzieć dziewczynie.
Przyszła pani Weasley weszła do domu przygotować się do swojej pracy w małej księgarence na Pokątnej.

Dni mijały spokojnie gdy pewnego gwieździstego wieczora do drzwi domu ktoś zapukał. 
Hermiona otworzyła je i zarejestrowała iż był to Syriusz .
-Witaj Hermionko. - Przywitał się. - mogę wejść?
-Ależ oczywiście wejdź. Cześć, cześć - Uśmiechnęła się do byłego huncwota i ustąpiła mu miejsca w drzwiach.
-Zgodnie z obietnicą daną twojemu rudzielcowi przyszedłem sprawdzić co z tobą.
-Nie potrzebnie się fatygujesz ja sobie świetnie radzę sama.
-Słuchaj mała dałem obietnicę i jej dotrzymam - uśmiechną się.
-Och no dobrze ale nie mów do mnie mała. Napijesz się czegoś.
Zapytała prowadząc Syriusza do salonu.
-Tak z chęcią a co masz? - spytał.
-Kawę, herbatę, sok dyniowy oraz Armagnac Delord 1897.
-Już dawno nie piłem wina z takiego dobrego rocznika więc poproszę.
-Ostrzegam bardzo mocne im starsze tym szybciej się upijesz. - uśmiechnęła się do niego wychodząc do kuchni. 
Mężczyzna widział jak brązowooka otwiera klapę w kuchni i wchodzi do jak myślał piwnicy z winami. Miał rację. Chwilę po tym dziewczyna zamknęła klapę i wróciła do salonu z cała butelką i dwoma kieliszkami. Usiadła obok niego i nalała alkoholu.
-Więc co robisz po wojnie? Jakoś nie miałam okazji zapytać.
-Nic ciekawego, dalej mieszkam na Grimuald Place. Pracuję w ministerstwie zostałem aurorem.
-Och to wspaniale ja otworzyłam małą księgarenkę.
-A takie bardziej osobiste pytanie. Jak tam z Ronem?
-Dobrze, ale wiesz, że nie powiedziałabym tego gdyby nie wypity alkohol.
-Jest dobrze, ale nie czuję do niego tego samego co kiedyś dzisiaj i od dawna jest to tylko przywiązanie.
-To po co się zgodziłaś zostać jego żoną? - Zapytał tak jakby z wyrzutem.
-Nie wiem. Może dlla wygody i dlatego, że mężczyzna którego tak na prawdę kocham mnie nie kocha. - powiedziała smutno.
-A jak on wygląda? - Zapytał z ciekawością.
-Ma średniej długości włosy koloru brązowego, tego samego koloru brodę. Jest wysoki i siedzi obok mnie.
Powiedziała przysuwając się nie zauważalnie do zaszokowanego mężczyzny.
-Czekaj , czekaj chcesz mi powiedzieć że tym facetem jestem ja?! - zdziwił się.
-Tak. Zrobię coś teraz, a ty mi obiecaj, że nie będziesz krzyczeć.
-No dobrze, ale o co ci..........- nic więcej nie zdążył powiedzieć, bo złączyła ich usta w pocałunku.
Black chwilę nic nie robił ale zaraz pogłębił pocałunek i przyciągnął brązowowłosą do siebie.

Gdy zabrakło im powietrza oderwali się od siebie a wtedy Syriusz się odezwał.
-Hermiono co ty przed chwilą zrobiłaś?
-Właśnie pocałowałam faceta, którego kocham. - powiedziawszy to pocałowała go w policzek.
-Aha - powiedział głupio - Muszę już iść i przemyśleć kilka spraw.
Panna Granger odprowadziła Syriusz wzrokiem do drzwi.
Od razu po wyjściu mężczyzny położyła się spać.
Obudziła się z potwornym bólem głowy i przypomniało jej się co mówiła Syriuszowi.
-Jezu co ja zrobiłam? Jestem przecież zaręczona z Ronem. - powiedział jej rozum.
-Hermiona ty nie kochasz Rona, a Syriusza. - podpowiedziało jej serce
-Nie wtrącaj się serce, ona jest z rudzielcem.
-Cicho rozsądku, ja tu rządzę. - zdecydowało serce.
-Ta na pewno gramy w papier, kamień, nożyce, ten który wygra decyduje z kim ma być Mionka.
-Zgoda to na trzy ; raz, dwa, trzy - serce wygrało z nożycami i krzyknęło.
-Jej Hermi będzie z Syrim.

Kilka godzin później do brązowookiej przyszedł Black i bez żadnych ceregieli zaczął.
-Hermiono ja doskonale wiem, że to co powiedziałaś było prawdą i dlatego się ciebie pytam czy chcesz zakończyć to nim się na dobre zacznie.
-Syriuszu jedyne co chcę zakończyć to wszystko co jest związane z Ronem.
Wciągnęła go do domu i pocałowała.
Przenieśli się do sypialni i stało się.
Gdy wyczerpani leżeli i ciężko oddychali odezwał się mężczyzna.
-Hermiono teraz to wydaję mi się trochę za wcześnie ale zapytam. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
-Tak - pocałowała go.

Spędzali każdy dzień razem.
W przed dzień przyjazdu Rona poprosiła ukochanego, aby z samego rana udał się na Grimuald Place, a ona do niego dołączy, gdy porozmawia z byłym narzeczonym.
Black z rana pożegnał się z brązowowłosą i zabrał jej kufer.
Godzinę później wrócił rudzielec, a gdy chciał pocałować dziewczynę ta odsunęła się.
-Ron musimy porozmawiać. - Powiedziała stanowczo.
-Dobrze, ale poczekaj chwilę odniosę walizkę do sypialni.
Po chwili wrócił trochę zaszokowany.
-Hermiono, czemu twoich rzeczy nie ma w szafie?
-Właśnie o tym chciałam porozmawiać. Wyprowadzam się. - Powiedziała wprost.
-Ale jak to? Dokąd? Przecież się kochamy.
-Nie Ron, ja ciebie nie kocham już od jakiegoś czasu. Znajdziesz sobie jakąś inną, odpowiedniejszą - Podała mu pierścionek. - Żegnaj.
Powiedziawszy to przeniosła się do swojego nowego domu do ukochanego. Do Syriusza.


PIĘĆ LAT PÓŹNIEJ

Byłe narzeczeństwo po raz pierwszy od rozstania spotkało się na Pokątnej.
Zasiedli do kawiarni.
-Hermiono, jak tam u ciebie? Słyszałem, że masz dziecko - powiedział.
-Tak, mam czteroletniego Rio. A u ciebie jak się sprawy mają?
-Dobrze. Rok po twoim odejściu zeszłem się z Luną i teraz oczekujemy dziecka. A kto jest twoim mężem?
-Moim mężem został Syriusz - uśmiechnęła się - My także oczekujemy dziecka jak widać.
Pokazała na sporej ilości brzuch.
-Spodziewałem się, że to może być on. Widziałem jak na niego patrzysz jak byliśmy jeszcze razem. - uśmiechną się pogodnie.
-Dziewczynka czy chłopczyk? - zapytała rudzielca.
-Dziewczyna, Annabeth. Ja już muszę iść.
-Do zobaczenia Ron. - powiedziała wstając od stolika i machając do chłopaka, który przed chwilą się teleportował.

                                      KONIEC




poniedziałek, 19 maja 2014

Ostatni dzień czasem wielkie przynosi korzyści.

Mam nadzieję że się wam spodoba.


+_+_+_+_+_+_+_+_++_+_+_+_+_+_+_+_+_+_+_+_+

-Hadesie, ale ja nie chcę wychodzić do matki. Wolę być tu z tobą - powiedziała pani podziemia leżąc na torsie ukochanego.

-Wiem wspominałaś mi to już wiele razy najukochańsza - Mężczyzna pogładził ją po policzku.
-A co chciałabyś zrobić w ten ostatni dzień spędzony ze mną? - zapytał.
-Hmm....daj chwilę  do namysłu, ponieważ jest tak wiele rzeczy, które chciałabym uczynić - zamyśliła się, a po chwili wpiła się w jego usta.
Państwo umarłych zabalowało ostro.

Następnego dnia z samego rana Persefona wyszła na powierzchnię, na której czekała jej matka - bogini urodzaju.

-Moja kochana Kora. Nareszcie w domu. - Przyuliła swoją córkę lecz ta nie odwzajemniła uścisku. Pokiwała tylko głową na znak przywitania po czym skierowała się w stronę rezydencji matki.
Weszła do środka, przyniosła sobie krzesło, które ustawiła przy oknie. Widok z niego padał na polanę, z której przyszła z podziemia.
Nidy nie cieszyła się z odwiedzin u matki, lecz to ukrywała. Jednak teraz powiedziała sobie :
  ,,Koniec nie będę ukrywać przed nią swoich uczuć do Hadesa. Niech widzi co się ze mną dzieje''. 

Przez pierwszy tydzień siedziała w miejscu nic nie robiąc, nie jedząc ambrozji ani nie pijąc nektaru. Nic.

Matka próbowała do niej dotrzeć jednak to nic nie dawało. W końcu na początku drugiego tygodnia pobytu u swej rodzicielki dopadły ją mdłości, więc zerwała się z krzesła i pobiegła do łazienki, w której zwymiotowała.
Dalej nie odzywając się do matki skierowała się do biblioteki po to aby znaleźć księgę o boskich ciążach. Niby takie zwykłe, a Apollo napisał o tym książkę dla każdej boskiej przyszłej matki.
Odszukała stronę o objawach i przeczytała. Tak wszystko się zgadza..
A teraz ciekawostki :


Gdzie dziecko zostało poczęte tam jego matka w czasie ciąży i dwadzieścia jeden lat ludzkich po wydaniu na świat potomka tam pozostać musi.
Gdy znajdzie się poza wyznaczonym miejscem zaczynają się dziać bardzo złe rzeczy w stosunku do dziecka.
Bogini jeśli to czytasz i znajdujesz się poza wyznaczonym miejscem wróć do niego jak najszybciej.
Pamiętaj - mali bogowie, którzy są jeszcze w łonie matki są śmiertelni. Uważaj !!!

-Matko! - krzyknęła Persefona wybiegając w biblioteki - muszę wracać do Hadesu !

-Co? Koro zapomnij - powiedziała kategorycznie zaprzeczając.
-Muszę. Jak nie wierzysz to patrz - podała jej wolumin.
-Nie chcę tego ale muszę ci na to pozwolić.Wracaj do niego i opiekuj się moim wnukiem lub wnuczką.
Brązowowłosa przytuliła matkę i wyszła z domu w kierunku miejsca na polanie, które zabierze przyszłą matkę do podziemi. Tak też się stało.

Zamek pana umarłych 
 Narracja pierwszoosobowa. Hades.

Mojej ukochanej nie ma już dwa tygodnie. Tęsknię za nią,  a jeszcze tyle czasu nam pozostało do ponownego spotkania. Zacząłem grać różne akordy na moje gitarze.

Ktoś przerwał moje wywody na temat małżonki. Usłyszałem hukwrót.
Miałem już wypuścić ogary gdy w wejściu od salonu pojawiła się ONA.
-Persefono, moja najdroższa to jakiś cud, że tu jesteś. - Podszedłem do niej od razu wpijając się w te piękne czerwone usta.
- Tak kochany to jest cud, ale chyba jeszcze bardziej uszczęśliwi cię fakt, że zostanę z tobą na dwadzieścia dwa lata śmiertelników.
Zdziwił mnie ten fakt, czyżbym miał zostać ojcem?
-Czy...czy ty jesteś w ciąży? - zająkałem się.
-Tak - pisnęła i potem znowu wpiliśmy się w swoje usta pragnąc siebie.
Kiedy zdjąłem ukochanej sukienkę pstryknąłem palcami i znaleźliśmy się w sypialni.

Kochaliśmy się tydzień bez żadnej przerwy.

Niestety musieliśmy przerwać ze względu na tą małą istotkę.


Narracja trzecioosobowa


Persefona była już w szóstym miesiącu. Zmieniła swój styl ubioru teraz nosiła czarne sukienki ciążowe.
















Gdy dziecko było w drodze (w brzuchu mamy) Hades zabronił jakimkolwiek potwornym bestiom (oprócz Cerbera) wchodzić do pałacu.

Był na każdą prośbę ukochane, która dziwne zachcianki na ludzkie jedzenie, a w szczególności ogórki z nutellą i arbuz z rybą. Ze względu tego, że dziecko (dzieci) było śmiertelne musiało odżywiać się takim pokarmem.

Reszta ciąży zleciała podobnie, lecz najgorszy był oczywiście poród, przy którym pomagała matka ciężarnej oraz szkolona przez Apolla akuszerka*.


Przez kilka godzin pan umarłych słyszał krzyki, wyzwiska oraz groźby między innymi takie 

,,Jak cię dopadnę to ukatrupię!''   ,,Jak mogłeś mi to zrobić durniu jeden?!''  ,,Od dzisiaj śpisz na kanapie!''
i wiele innych.

Po godzinach na świat przyszły pierwsze od czasu Artemidy i Apolla boskie bliźnięta.

Tris i Theo (chłopiec jest młodszy).

Hades i Persefona kochają swoje dzieci, a umowa o tym iż mama bliźniaków miała wiosnę lato oraz jesień spędzić na powierzchni została zerwana i już zawsze może być ze swoim ukochanym.


________________________________

*akuszerka- Kobieta pomagająca innym kobietom (w ty przypadku boginiom ) przy porodzie.

środa, 7 maja 2014

Niespodziewana miłość

 Macie tu miniaturkę. Wiem, że krótka, ale miałam pomysł i napisałam. Dawno niczego nie napisałam, bo od marca, ale zrobiłam nowy szablon, który mam nadzieję, że się podoba :) 
Zapraszam do czytania :P
____________________________________

Harry Potter od dziecka miał ciężko. Jego rodzice nie żyli, wujostwo traktowało go jak służbę, a od wieku 11 lat na jego barkach spoczywał los całego świata. Teraz po wygranej wojnie czuł się dziwnie pusty, wolny. Miał świadomość, że jego myślenie jest złe, jednak pragnął jakiejś niebezpiecznej wyprawy, walki, czegokolwiek co zapewniłoby mu adrenalinę.Wątpił jednak, żeby po wszystkich jego wyprawach coś dałoby mu ten powiew niebezpieczeństwa.
Od miesiąca wszyscy pomagali w odbudowie Hogwartu i czarodziejskiego świata. Harry zajmował się wszystkim tylko po to, żeby odpędzić od siebie złe myśli o poległych i pragnieniu adrenaliny. Wiedział, że gdyby wcześniej zabił Voldemorta wielu ludzi nadal byłoby z nimi. Wiedział również, że wcześniej się nie dało. Nie był gotowy, inni też.
Potrząsnął głową, aby pozbyć się ponurych myśli i rzucił zaklęcie odbudowujące na ścianę Hogwartu. Po chwili była naprawiona i mógł zająć się innymi rzeczami. Od miesiąca spędzał ze swoimi przyjaciółmi coraz mniej czasu. Wszyscy pogrążyli się w pracy lub żałobie. Harry mieszkał na Grimmauld Place, Hermiona wynajęła sobie mieszkanie, bo nie chciała być ciężarem dla innych, a Ron i Ginny byli w Norze.
Po wojnie zrozumiał, że jego uczucie do Ginny nie było prawdziwe. Kochał ją, ale jak siostrę. Ona to zrozumiała mimo bólu i zostali przyjaciółmi. Nie raz zastanawiał się dlaczego na to pozwoliła. Dlaczego zamiast walczyć, poddała się? Dawniej była inna, pełniejsza życia. Śmierć Freda tak ją przybiła, że nie potrafiła na powrót być sobą. Zresztą wszyscy Weasley'owie byli teraz inni. Harry próbował im pomóc, ale to na nic. Musieli sami sobie z tym poradzić.
Pod koniec tygodnia Wybraniec był wycieńczony. Hogwart został odbudowany w miesiąc. Był to nie lada wyczyn ze względu na wielkie zniszczenia. Ludzie jednak pomagali. Było mnóstwo wolontariuszy z innych krajów i dzięki temu we wrześniu uczniowie mogli powtórzyć rok. Osoby od klasy 1-6 musieli powtarzać klasę, a siódmoklasiści mogli jeśli tylko chcieli. Niektórzy, na przykład Ron, wybierali się na kurs Aurorski. Hermiona wracała do Hogwartu, a Harry nie wiedział co zrobić. Hogwart był dla niego domem, którego nigdy nie miał, ale od zawsze marzył o karierze Aurora.
Nie wiedząc co robić postanowił pójść coś zjeść. Był teraz na Grimmauld Place, zaprosił do siebie Hermionę i Rona. Gdy wszedł do kuchni zobaczył tych obojga siedzących przy stole i rozmawiających. Chłopak zrobił sobie kanapki, po czym usiadł obok Hermiony. Nie wtrącał się do rozmowy dopóki nie usłyszał głosu przyjaciółki.
-Nad czym myślisz Harry?
-Nad niczym - powiedział.
-Daj spokój, przecież widzimy, że czymś się martwisz - w jej głosie usłyszał troskę, dlatego postanowił powiedzieć.
-Zastanawiam się czy wrócić do Hogwartu. Nie wiem co robić.
-Stary, na kursie Aurorskim będzie mistrzowsko. Nie trzeba mieć owutemów! Sorki, ale muszę za potrzebą - Ron powiedział luzacko po czym wyszedł.
-Harry, posłuchaj. Wiem, że bycie aurorem zawsze było twoim marzeniem, ale możesz to zrobić za rok. Do Hogwartu już nie wrócisz. - położyła rękę, na jego dłoni, a Harry'emu zrobiło się gorąco - Zastanów się czy od razu chcesz mieć pracę. To nie takie proste jak myśli Ron. - ona także wyszła zostawiając czarnowłosego samego.
Myślał nad tym co powiedziała mu Hermiona i zgodził się z nią. Aurorem może zostać za rok, a do Hogwartu za rok już nie wróci. Postanowił dokończyć szkołę. Wyszedł z kuchni próbując nie myśleć o dziwnym uczuciu, kiedy przyjaciółka go dotknęła.
Miesiąc wakacji minął szybko. Harry spotykał się z przyjaciółmi, ale w obecności Hermiony czuł się nieswojo. Czarnowłosy nie wiedział dlaczego tak jest, ale wiedział, że Hermiona nie jest dla niego taka jak kiedyś. Zaczął zauważać ją jako dziewczynę, nie przyjaciółkę.
1 września Wybraniec razem z przyjaciółmi stał na peronie 9¾. Bagaże były już w pociągu, a Hermiona, Harry i Ginny żegnali się z Weasley'ami. Gdy pożegnania dobiegły końca trójka przyjaciół wskoczyła do pociągu, który za parę minut miał wyruszyć. Najmłodsza latorość Weasley'ów poszła do swoich przyjaciół z roku, a Harry i Hermiona usiedli w jednym przedziale. Oboje się nie odzywali, a gdy pociąg ruszył zerkali na siebie. W końcu Hermiona nie wytrzymała. Położyła książkę, którą czytała, na kolanach i spojrzała poważnie na Harrego.
-Dlaczego od pewnego czasu się tak dziwnie zachowujesz?
-Eee - chłopak podrapał się po głowie, nie wiedząc co powiedzieć. Nie mógł przecież jej powiedzieć, że się w niej zakochał. Teraz już wiedział, że się w niej zakochał.
-Harry możesz mi przecież zaufać.
-No dobra. Jest taka dziewczyna, która mi się podoba, ale ona widzi we mnie tylko przyjaciela. - Harry lekko skłamał, żeby usłyszeć od niej radę.
W oczach Hermiony przez chwilę było widać ból i zawód, ale dziewczyna to zamaskowała.
-Po prostu powiedz jej co do niej czujesz. Może ona jednak cię kocha.
-Dobrze - wstał i usiadł koło przyjaciółki. - Kocham cię Hermiono
-Harry? - patrzyła na niego z niedowierzaniem i radością - Ja ciebie też - pocałowała go lekko, a on uśmiechnął się.
Rok później
Szkoła się skończyła. Harry i Hermiona przez cały rok byli parą, a tydzień temu chłopak się jej oświadczył. Ron i Ginny byli na początku zazdrośni, jednak później pogodzili się z ich związkiem.
-Hermiona? Gdzie jesteś? - zawołał Harry wstając z łóżka. Już od 2 miesięcy mieszkali razem na Grimmauld Place. Chłopak usłyszał jakiś hałas dobiegający z łazienki. Otworzył drzwi do niej i zobaczył Hermionę siedzącą na wannie. Jedną dłonią zakrywała usta, a w drugiej trzymała biały, podłużny przedmiot. Harry zauważył, że dziewczyna ma w oczach łzy.
-Skarbie, co się stało?
-Harry-y, jestem w... jestem w - łkała. - Jestem w ciąży. 
Chłopak dopiero po chwili zrozumiał, co jego narzeczona powiedziała. Spojrzał na nią i przytulił. 
-I dlatego płaczesz?
-Przecież my jesteśmy jeszcze przed ślubem. Jesteś za młody na ojca. 
-Kochanie, to wspaniale, że będziemy mieć dziecko - powiedział Harry i pocałował ją namiętnie.
***
Dwa miesiące później odbył się ślub zakochanej pary. Wszystko było naprawdę piękne i oboje wiedzieli, że nie zapomną tego dnia nigdy.
Osiem miesięcy później na świat przyszedł James Syriusz - idealna kopia swojego taty. James był prawdziwym łobuzem, dlatego rodzice mieli cały czas ręce pełne roboty. 
Rok po narodzinach Jamesa na świat przyszedł Albus Potter, a dwa lata później Lilien Luna. 
Od końca wojny Harry myślał, że już nic nie zapewni mu adrenaliny i strachu, jednak zajmowanie się James'em i Lilien przysparzało mu nerwów, ponieważ oboje byli bardzo frywolni. Raz James omal nie wpadł pod samochód, a jego siostra zapragnęła pobawić się odchodami psa. Na szczęście Albus był spokojny i Harry miał trochę łatwiej. Tylko trochę. 
Razem z Hermioną wiódł szczęśliwe i pełne przygód życie. Mężczyzna do końca życia dziękował Bogu za odwagę, jaką miał 1 września 1999 roku. Wtedy wyznał Hermionie miłość i nie żałował tego.

środa, 22 stycznia 2014

Ognista Miłość

 Mam nadzieję, że się podoba. Pierwsza moja miniaturka Bliny :) Pozdrawiam, Crazy

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥


Przy jeziorze siedziała właśnie pewna rudowłosa dziewczyna. Wiatr rozwiewał jej ogniste włosy odsłaniając wściekłą twarz.
-Głupi Potter... Co mu to da...?Przecież tylko z nim rozmawiałam...Cholerny Wybraniec...
Mruczała tak pod nosem, przeklinając swojego chłopaka. Harry zrobił jej awanturę, że rozmawiała z Zabinim. Przecież spytała się go o godzinę! Co z tego, że ją rozśmieszył? A po za tym wojna już się skończyła i Harry, mógł sobie darować te argumenty o Ślizgonach i Gryfonach.  Siedziała tak, aż ktoś się do niej nie dosiadł
-Cześć Weasley. Jak tam humorek dopisuje?
-Spadaj Zabini. Jeszcze ciebie brakowało.
-Nie tak ostro Wiewiórko - powiedział złośliwie
-Serio Zabini, spadaj jeśli nie chcesz poznać moich Upiorogacków.
-Uuu, już się boję
Na te słowa Ruda wyjęła różdżkę i machnęła nią w stronę Blaisa. Ten odskoczył trochę, jednak zaklęcie trafiło go. Zaczął mówić, oczy mając nieprzytomne:
-Niee... Zostaw ją... Nie wolno ci... Zostaw Ginny!
Zaskoczona podeszła do niego i potrząsła jego ramieniem. Nic się nie stało, dlatego spróbowała mocniej. Tym razem udało się i gdy chłopak spojrzał na nią krzyknął
-Ruda! - przytulił ją unosząc do góry
Dziewczyna była tak zaskoczona, że się nie ruszała, mając szeroko otwarte oczy. Po chwili Blaise, oprzytomniał i opuścił ją wyraźnie zmieszany. Spojrzał na nią, pochylił się i szybko musnął jej usta, a następnie niemal pobiegł do Hogwartu. Ginny stała jak słup soli jeszcze parę minut, a potem ruszyła do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Po drodze męczyły ją wyrzuty sumienia ''Jak ja mogłam na to pozwolić? Harry nie może się dowiedzieć! Nie, nie, nie, muszę mu powiedzieć! Cholerny Blaise! Dobra, powiem Harremu''
-Sok z dyni - wypowiedziała hasło, gdy była już przy obrazie Grubej Damy.
Obraz odsunął się, a Ginny weszła przez dziurę do Pokoju Wspólnego. To co tam zobaczyła, sprawiło ,że zabrakło jej gruntu pod nogami. Czuła jakby miała zemdleć, jednak po chwili wściekłość opanowała jej ciało. Podeszła w dwóch krokach do kanapy, na której siedział Harry, jak gdyby nigdy nic obściskujący się z Puchonką z jej roku.
-Jak możesz?! - powiedziała głośno Ginn
Harry z ociąganiem oderwał się od towarzyszki i zwrócił twarz w kierunku Rudej
-Normalnie. Ty też możesz - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem
-Jak to? Jeszcze 2 godziny temu zrobiłeś mi awanturę o rozmowę z Zabinim, a teraz pozwalasz mi się całować z innym? Pogięło cię czy co!?
Teraz wszyscy obecni w Pokoju spoglądali na rozgrywającą się scenę.
-To było jak byliśmy razem, teraz nie jesteśmy, więc rób co chcesz - zamierzał wrócić do całowania się z Puchonką, która miała na imię Jade.
-Jak byliśmy razem? Teraz nie jesteśmy? O czym ty pieprzysz? - zdziwiona Ginny spytała swojego chłopaka, lub byłego chłopaka
-Skończyłem z tobą, jak pocałowałaś tego obleśnego Zabiniego - wrócił do poprzedniej czynności.
Ginny zrezygnowana poszła na Wieżę Astronomiczną. Tam dała upust wszystkim uczuciom. Płakała ze złości, bezsilności i z powodu złamanego serca. Jakiś czas później usłyszała głos, dochodzący zza niej.
-Ruda co się stało?
-Nic Blaise, idź sobie.. - pociągnęła nosem i mocniej opatuliła się beżowym swetrem.
-Nie pójdę dopóki nie powiesz - postawił na swoim
-Zerwałam z Harrym...
-Idiota z niego, zrezygnować z takiego skarbu to zbrodnia - powiedział siedząc już obok niej - Rzucisz we mnie Upiorogackiem jeśli cię przytulę?
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i potrząsnęła przecząco głową. Już po chwili czuła jego ciepłe ciało przyciskające ją do siebie. Rozpłakała się bardziej, gdy poczuła podobne perfumy do tych Pottera.
-Co jest? - spytał z niepokojem. ''Miało jej się polepszyć, a nie...''
-Masz takie same perfumy jak on..
-Na Merlina, muszę kupić sobie nowe - powiedział głosem pełnym udawanej rozpaczy. Ginny roześmiała się na jego słowa.
Spędzili razem miły wieczór. Chłopak zaproponował jej pójście do jego dormitorium. Zgodziła się, ponieważ nie chciała wracać do Gryfonów, i już po chwili byli w prywatnym pokoju Diabła. Tam dziewczyna umyła się i przebrała w daną jej koszulę. Koszula była na nią o wiele za duża i sięgała jej do połowy ud. Ginny wyszła i położyła się na kanapie, gdzie postanowiła spać. Gdy Blaise wyszedł z łazienki i zobaczył śpiącą już Rudą na kanapie, pokręcił głową, podniósł ją i zaniósł na łóżko.

Ginny właśnie się obudziła. Lekko otworzyła oczy i ze zdumieniem zauważyła, że nie jest na kanapie. Poczuła, że coś się pod nią rusza. Podniosła głowę i zobaczyła uśmiechniętego Diabła opatulającego ją ramieniem. To znaczy, że przez całą noc leżała na nim jak na poduszce. Dziwnie się poczuła.
-Dzień Doberek. Jak się spało? - spytał wyraźnie uradowany Blaise
-Cześć. Niewygodnie - powiedziała z przekąsem
-Co? Niewygodnie? Ja od północy ręki nie czuję, a ty mówisz mi, że nie wygodnie? - Zabini świetnie udawał oburzonego
-No dobrze, było dobrze - pstryknęła go w nos, po czym wstała z łóżka. Poszła do łazienki, gdzie wykonała wszystkie poranne czynności i ubrała tylko spodnie i stanik, zostawiając białą koszulę z wyszytym wężem na kołnierzyku. Uśmiechnęła się lekko na ten widok i wyszła. Blaise leżał jeszcze na łóżku, a kiedy zauważył, że jest już ubrana, posmutniał trochę.
-Idziesz?
-Tak, jest mało czasu do śniadania, więc pójdę szybko do siebie, zanim ktoś mnie tu zauważy - powiedziała i od razu wyszła. Po drodze wkasała sobie koszulę do jasnych jeansów. Gdy była już przy obrazie Grubej Damy, wypowiedziała hasło i poszła szybko do swojego dormitorium. Przebrała się i wyszła na korytarz. Ruszyła w kierunku Wielkiej Sali. Zasiadła przy pustym jeszcze stole Gryffindoru i zaczęła jeść. Po 5 minutach, do Sali zaczęły wpływać tłumy uczniów. Gdy Ginny zauważyła Harrego, od razu wstała i poszła po swoje książki. Przez cały dzień unikała Pottera, ale nie było to trudne, ponieważ siódmoklasiści byli podzieleni na dwie grupy, ze względu na ilość. Tak więc Gin nie miała lekcji z Potterem. Musiała się jednak użerać z Zabinim, który siedział za nią i zagadywał.
-Wiewiórko, chodź ze mną do Hogsmeade.
-Nie. - powiedziała twardo
-Rudaaa, proszęęę...
-Prosi to się świnia.
-Mogę być świnią, ale się zgódź
Popatrzyła na niego z politowaniem, ale kiwnęła głową i uśmiechnęła się lekko. Blaise już do końca lekcji nie odezwał się słowem, tylko siedział z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy.

Była sobota. Oznaczało to, że już za 5 minut pójdzie na randkę z Zabinim. Stała przy bramie Hogwartu, trzymając ręce w czarnej, skórzanej kurtce. Pod spodem miała bluzkę ''galaxy''. Założyła rajstopy w gwiazdkę, krótkie, czarne spodenki i czarne botki.
Strój Wiewióry
Było przyjemnie ciepło, ponieważ właśnie zaczynała się wiosna. Tak właściwie to był pierwszy dzień wiosny. Ginny nie czekała długo, ponieważ 2 minuty przed umówioną godziną na horyzoncie pojawił się Blaise. Miał na sobie jasne, poszarpane jeansy i czarną kurtkę, pod którą widać było zielony podkoszulek. Dziewczyna musiała przyznać, że wyglądał bardzo przystojnie.
-Cześć Ruda!
-Cześć, Zabini. Idziemy?
-Tak - powiedział, po czym pociągnął ją za rękę. Szli tak przez całą drogę, w ciszy. Gdy doszli do Hogsmeade, wszyscy uczniowie Hogwartu, przebywający tam, spojrzeli na nich dziwnie. Były to zdziwione i zszokowane spojrzenia. Ginny spojrzała w dół i spostrzegła, że Diabeł cały czas trzyma jej rękę. Chciała ją wyrwać, ale chłopak na to nie pozwolił i ruszył w stronę Trzech Mioteł. Usiedli przy stoliku w kącie i zamówili po Kremowym Piwie. Zaczęli rozmawiać na błahe tematy, coraz bardziej się poznając.

♥♣♥♣♥♣♥♣♥♣♥♣♥♣
5 lat później

W pewnym domu, można było usłyszeć niesamowitą ciszę. Wydawałoby się, że nikogo nie ma w domu. Jednak w jednym z pokoi, spało małżeństwo, przytulające się. Nagle do pokoju wpadła czteroletnia dziewczynka, z ciemną karnacją, brązowymi włosami i niebieskimi oczami. Wskoczyła na łóżko i zaczęła budzić rodziców.
-Mamo, jestem głodna.
-Kochanie, zrób śniadanie swojej córce.
-O nie, to twoja córka do 12 godziny
Kobieta na to zrzuciła go z łóżka. Można było usłyszeć głośne ''Auć'' oraz huk. Mężczyzna wstał i marudząc pod nosem, wziął swoją córeczkę na ręce i wyszedł do kuchni. Rudowłosa wstała i ruszyła do łazienki. Założyła tam ubrania i pomalowała się lekko. Zeszła na dół, wiedziona niezwykłymi zapachami. Podeszła do swojego męża, stojącego przy kuchence i robiącego naleśniki.
-Gniewasz się? - spytała
-Tak.
-Co mam zrobić, Blaise? - spytała, wiedząc, że ciemnowłosy mężczyzna udaje.
Ten nic nie powiedział tylko, pokazał na swoje usta. Kobieta stanęła na palcach i podarowała mu czułego całusa.
-Bleee...  - przerwała im mała Naomi - Kiedy będą naleśniki?
-Zaraz - odpowiedział Zabini
Rodzina zjadła spokojnie śniadanie, a później jego żona oznajmiła, że musi porozmawiać z mężem. Poszli do sypialni, a kobieta wyjęła z szuflady małe pudełeczko. Przekazała je mężczyźnie, a on szybko je rozpakował. W środku zobaczył małe dziecięce buciki. Spojrzał na żonę z niedowierzaniem.
-Będziemy mieć dziecko?
-Tak, skarbie - powiedziała i pocałowała go czule.
Blaise, przez cały dzień chodził szczęśliwy. Kobieta patrzyła właśnie, na bawiące się na dworze, na dwie osoby, które były dla niej najważniejsze. Uśmiechała się, do własnych wspomnień z ich randek.
Tak, Ginewra Zabini była zdecydowanie szczęśliwa.

piątek, 17 stycznia 2014

Prawdziwa Historia

Mam nadzieję że się wam spodoba ,starałam się i wy ocenicie czy mi wyszła czy nie.

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

W nocy na łące siedziały dwie osoby, piękna brązowowłosa dziewczyna w białej sukni z wiankiem na włosach. Zaś mężczyzna miał średniej długości czarne włosy spaloną bluzkę spodnie oraz bezrękawnik wszystko ubrane w czerń.
Domyślacie się już kto to może być? 
Nie?
Opowiem wam prawdziwą historię Hadesa i Kory.
Kora w piękną kwietniową noc wyszła na spacer spotkała tam, jak myślała, śmiertelnika. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. Odezwała się do niego.
-Witaj jak się nazywasz? Co robisz tu na łąkach o tak późnej porze?
Pan podziemi gdy ją ujrzał wiedział, iż jest to córka jego brata Zeusa, ponieważ obserwował ją już od dłuższego czasu, lecz nigdy nie wychodziła wtedy kiedy on wychodził potajemnie ze swojego podziemia, żeby móc ją obserwować.
-Witaj piękna pani, obserwuję kobietę piękniejszą nawet od samej Afrodyty.
Kora zarumieniła się, gdy zorientowała się że ów mężczyzna mówi o niej.
-Panie nie wyjawiłeś mi jak brzmi twoje imię . Ja zwę się...
Ale nie dokończyła
-Zwiesz się Kora wiem o tym.
Ukłonił się przed nią.
-Skąd to wiesz, jeśli łaskaw mi powiedzieć.
-Nie jestem śmiertelnikiem tak jak i też ty nim nie jesteś. Zwę się Hades.
Dziewczyna się zlękła, ale nie wierzyła, że jest on tak okropny jak mówiła jej matka
-Czy boisz się mnie moja śliczna?
Odpowiedziała trochę lękliwie:
-Nie.. nie boję się ciebie, budzisz we mnie inne uczucie niż strach.
Pan podziemia ucieszył się tą nowiną.
-A jakim to uczuciem pałasz do mnie córko Demeter?
-Spodobałeś mi się i nie obchodzi mnie to co opowiada mi o tobie matka i nie wierzę, że to co ona mówi jest prawdą.-Uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Jeśli jak mówisz nie pałasz do mnie lękiem, to spotkajmy się tutaj jutro o tej samej porze, a może opowiem ci o sobie prawdziwą historię, a nie tą którą Bogowie usłyszeli od mojego brata Zeusa.
Kora jak obiecała tak zrobiła, lecz przyniosła ze sobą koc oraz wino.
Ułożyła wszystko i czekała. Chwilę później ziemia się otworzyła i wyszedł z niej Pan Podziemia we własnej osobie.
-Witaj Hadesie -Uśmiechnęła się pogodnie od niego.
-Witaj Persefono-Dziewczyna gdy usłyszała nie swoje imię ,zdziwiła się. Zapytała więc.
-Dlaczego używasz nie mojego imienia?
-Persefona, to imię bardziej do ciebie pasuje, piękna.
-Dobrze rozumiem i pozwalam ci tak na siebie mówić, ale pod warunkiem, że opowiesz mi tą historię.
Położyli się na kocu. Dziewczyna oparta o Hadesa zaczęła słuchać jego opowieści:
-Zaczęło się, gdy zbuntowaliśmy się naszemu ojcu Kronosowi, który zjadał swoje dzieci. Po pokonaniu go, nasza trójka cieszyła się zwycięstwem lecz nie ja. Zdecydowaliśmy kto obejmie władzę w poszczególnych miejscach. Twój ojciec Zeus przywłaszczył sobie niebo, że niby mu się należało, bo miał największy wkład w pokonaniu ojca, lecz to nie prawda on sam miał najmniejszy. Posejdona zesłał, żeby był panem wód, a mnie, do Podziemia. Nie chciał, żeby ktokolwiek się dowiedział o tym że to ja w większości razem z Posejdonem pokonaliśmy Kronosa ,a on się tylko przyglądał. Wszyscy uwierzyli, że zesłał mnie tam, bo chciałem zagarnąć wszystko.
-Wierzę Ci. Nie wiem dlaczego, ale wiem, że mówisz prawdę.
Od tego zdarzenia spotykali się codziennie w nocy, o tej samej porze i w tym samym miejscu. W końcu prawie pół roku po pierwszym spotkaniu Pan Podziemia zadał Persefonie decydujące pytanie.
-Persefono kocham cię. Nie chciałabyś uszczęśliwić mnie tym i zostać moją żoną?
Bogini niewiele myśląc rzuciła się na szyje ukochanego i pocałowała go, między pocałunkami mówiąc TAK.
-Ukochany czy teraz mam się przenieść do ciebie do Podziemia?
-Persefono jak nie chcesz to nie musisz, ale z tobą w Podziemiach nie czuł bym się taki samotny jak zawsze.
-Ależ oczywiście, że pójdę z tobą. - Przytuliła się do niego zamykając oczy, a chwilę później ,gdy je otworzyła stała w holu pięknego dużego zamku, który od dzisiaj miał się stać jej nowym domem.
-Jak tu pięknie. - Okręciła się dookoła 
-Jak chcesz możesz zrobić tu taki mały remanent. Mi jest wszystko jedno byle by z tobą.
Pocałował ją a, ona oddała pocałunek. Całowali się, aż zabrakło im tchu i musieli złapać powietrza, a chwilę potem znowu złączyli swe usta w pocałunku.

MIESIĄC PÓŹNIEJ

Do zamku Państwa podziemi przyleciał posłaniec z wiadomością od Gromowładnego.
-Witaj panie Hadesie.-Ukłonił się posłaniec
-Hermesie czegóż to mój brat chce?
Do salonu weszła Persefona.
-Zeus prosi, abyś oddał mu córkę.
Gdy kobieta to usłyszała podbiegła do męża przytuliła się do niego i powiedziała do posłańca.
-Powiedz mojemu ojcu, że ja się nigdzie stąd nie ruszam.
Mężczyzna pokiwał tylko głową i odleciał.
-Hadesie ja nie chcę stąd odchodzić.-Załkała kobieta.
-Nie oddam cię, za bardzo mi na tobie zależy - podprowadził ją do kanapy i usiadł sadzając ją na swoich kolanach, a ona tylko bardziej się wtuliła w tors męża.
Następnego dnia przybył sam władca piorunów z wizytą.
-Hadesie !-krzyknął - Oddaj mi moją Korę!
-Witaj bracie. Nie wrzeszcz tak, bo ją obudzisz.
Władca podziemi był tylko w starych przetartych czarnych Jansach.
Z góry usłyszeli wołanie.
-Choć tu kochany, jestem śpiąca - czarnooki uśmiechnął się tylko do starszego brata.
-Zeusie czy jakbym trzymał ją tutaj siłą wołała by tak?
-Ale ty nic nie rozumiesz bracie - pokiwał głową i krzyknął w stronę schodów
-Koro chodź tutaj!-Po dwóch minutach przy swoim mężu stała odziana tylko w
męską koszulę kobieta.
-Nie jestem Kora nazywam się Persefona-warknęła i przytuliła się do Hadesa.
Gromowładny przemówił.
-Ko...Persefono przyroda obumiera, twoja matka szuka cię po całym świecie.Tam gdzie przejdzie zamiera wszystko dookoła.
Gdy brązowowłosa usłyszała to, aż pisnęła.
-A nie możesz jej powiedzieć, że ja jestem szczęśliwa ,więc niech się o mnie nie martwi?
-Przykro mi, ale ona uwierzy tylko tobie.
Persefona spojrzała na męża, pokiwała do niego głową i poszła na górę się ubrać.
Chwilę potem stała całkowicie ubrana. Odezwała się do ojca.
-Pojadę z tobą, ale tylko po to, żeby jej uświadomić, że jestem szczęśliwa.
Pocałowała męża i wyszła na powierzchnię. Zobaczyła co się stało. Przywróciła do życia rośliny. Zobaczyła matkę zaczęła do niej biec i krzyknęła.
-Matko! - starsza kobieta odwróciła się i pobiegła do córki. Gdy ją uściskała, odezwała się.
-Moja kochana Koro, nic ci nie jest? Ten potwór nic ci nie zrobił? Zostaniesz już ze mną na zawsze.
-Nie mamo, przyszłam ci tylko powiedzieć ,że nie możesz krzywdzić niewinnych śmiertelników tylko dlatego, że ja od ciebie odeszłam w imię prawdziwej miłości. Co oni ci są winni? Nie możesz tego zrozumieć, że ja jestem w Hadesie z własnej nie przymuszonej woli, bo jestem zakochana ? A teraz już idę do ukochanego i proszę cię o jedno. Nie rób im krzywdy, bo inaczej się więcej nie zobaczymy i to będzie tylko i wyłącznie  z twojej winy. Żegnaj.
Ziemia się rozstąpiła i zabrała dziewczynę.
Demeter ,żeby nie stracić swojej córki wypełniła obietnice.
A Persefona była z mężem szczęśliwa. Do matki na powierzchnię wychodziła dwa razy na rok.
Dorobiła się z Hadesem dwójki nowych boskich dzieci.


KONIEC








poniedziałek, 6 stycznia 2014

Miłość pokona zło cz.1

 Mam kolejną miniaturkę. Tym razem Dramione :)
Ostrzegam, parę informacji odbiega od kanonu, jak np.: Dumbledore żyje
 ________________________________________________________________

Draco właśnie pakował się do niewielkiej walizki. Brał tylko najpotrzebniejsze rzeczy, aby wreszcie uciec z Malfoy Manor. Od kiedy otrzymał Mroczny Znak znienawidził Voldemorta i swoją rodzinę. Jego ojciec od zawsze wpajał mu nauki, że szlamy i mieszańce należy wytępiać. Przez jakiś czas wierzył, że szlamy są głupie i niepotrzebne, jednak w 2 klasie Hogwartu zaczął wątpić w tą tezę. Było bowiem wiele mądrzejszych od niego osób brudnej krwi. Najbardziej wyróżniała się Granger. Parę lat uważał ją za nic nie wartą mugolaczkę, jednak z każdym rokiem pokazywała mu, że się myli. Niedawno postanowił uciec i zaplanował to właśnie na ten wieczór. Był 3 stycznia. Wziął do ręki różdżkę, zdjął zabezpieczenia teleportacyjne i aportował się w umówione miejsce.Gdy znalazł się przed Świńskim Łbem, szybko do niego wszedł. W pubie siedziało parę osób, a na końcu Albus Dumbledore. Podszedł do staruszka, który powitał go dobrodusznym uśmiechem.
-Witaj Draconie!
-Dobry wieczór Profesorze.
-Jesteś gotowy na spotkanie?
-Chyba tak - powiedział niepewnie lecz później się poprawił - Tak
-No, więc możemy się teleportować. - powiedział Dyrektor Hogwartu, po czym wstał i kiwnął Draconowi.
Wyszli z powrotem przed pub i złapali się za ramiona. Teleportowali się przed Norę. Draco trochę się denerwował, ale wiedział, że w końcu trzeba to zrobić. Dumbledore zapukał głośno do drzwi, które po chwili otworzyła pulchna pani Weasley.
-Albusie! Wchodź, wszyscy już są! - powiedziała po czym zauważyła Malfoy'a - Ooo..
-Dobry wieczór pani Weasley..
-Dobry wieczór - Kobieta był zaskoczona
-Molly, Draco przyszedł ze mną. Mamy ważną wiadomość.
-Och, dobrze. Wchodźcie, wchodźcie.
Mężczyźni weszli do przytulnego pomieszczenia. W salonie Draco zauważył członków Zakonu Feniksa. Byli także wszyscy Weasley'owie, Snape, Potter i Granger. Gdy go zauważyli zapadła głucha cisza. Ciszę przerwał Ron.
-Co robi tu ten Śmierciożerca?
-Ronaldzie! Profesor Dumbledore go przyprowadził.
Draco się nie odezwał. Wiedział, że nie jest tu mile widziany, jednak Dumbledore nalegał, aby on też ogłosił tą wiadomość. Po chwili dyrektor powiedział.
-Dobrze skoro są tu wszyscy, to powiem dlaczego zwołałem zebranie. Otóż Draco, który od roku jest moim szpiegiem razem z Severusem, - wszyscy byli zaskoczeni. W końcu jak to możliwe, że Malfoy jest po ich stronie? - dowiedział się, że Voldemort zaplanował bitwę. Odbędzie się w maju. - zapanowało poruszenie.
-Tak więc od tego momentu będziemy się przygotowywać. Molly czy Draco będzie mógł tu zamieszkać?
-Oczywiście. Dzieciaki zajmijcie się gościem. - rzuciła po czym ze starszymi członkami Zakonu poszła do innego pomieszczenia.
Draco został sam z Hermioną, Harrym, Ronem i resztą dzieci Weasley'ów. Wszyscy spojrzeli na niego z niechęcią, jednak jedynie Granger przełamała się i powiedziała.
-Chodź pokażę ci gdzie będziesz spać - po czym ruszyła na górę. Draco posłusznie za nią podążył. Doszli do pokoju na 2 piętrze.
-To był pokój Charliego, ale jego nie ma więc zamieszkasz tu sam. - mówiła ścieląc mu łóżko. Chciał trochę jej pomóc, ale nie wiedział jak, ponieważ to skrzaty odwalały za niego robotę. Stał więc pod ścianą, a gdy ona skończyła , usiadł na łóżku i powiedział coś co mu się rzadko zdarza.
-Dziękuję..
-Co? Ty dziękujesz?
-Tak Granger... Dziękuję
-Nie ma za co - uśmiechnęła się do niego, po czym wyszła. Draco padł na łóżko, oddychając głęboko. Po jakiś 15 minutach, ktoś zapukał do pokoju, a następnie wszedł. Chłopak podniósł się i zauważył Hermionę z tacą jedzenia.
-Pani Weasley kazała przynieść ci jedzenie. Pewnie jesteś głodny.
-Trochę, dzięki.
Dziewczyna chciała wyjść, ale Draco powiedział.
-Granger, zostań. Masz - podał jej kanapkę z dżemem wiśniowym. Hermiona była tak zaskoczona, że przez chwilę stała nieruchomo.
-Nie stój tak. Siadaj - poklepał miejsce na łóżku
-Zmieniłeś się - powiedziała lekko zdezorientowana
-Może trochę... - mruknął
-Trochę? Człowieku, dziękujesz, dajesz kanapkę i proponujesz siedzenie przy sobie, zwykłej szlamie.
-Nie mów tak. Jesteś lepsza niż dziesięciu czystokrwistych. - był trochę zakłopotany
-Dzięki - powiedziała po czym zaczęła jeść. Rozmawiali dopóki Draco nie zjadł, a następnie dziewczyna zostawiła chłopaka samego. Wcześniej pokazała mu jeszcze łazienkę, dlatego poszedł pod prysznic. Gdy usypiał miał przed oczami czekoladowe źrenice, w których tańczyły małe płomyki radości.
Rano został obudzony przez krzyki, które najprawdopodobniej wydawała pani Weasley. Ubrał się szybko, rozczochrał swoje, do tej pory przylizane włosy, po czym zszedł na dół. Okazało się, że gospodyni po prostu postanowiła zawołać wszystkich na śniadanie.
-Witaj kochanieńki. Jesteś równie szybki jak Hermiona. - uśmiechnęła się, a Draco dopiero teraz zauważył Granger rozkładającą talerze. Patrzył na nią trochę, a gdy poczuła, że ktoś ją obserwuje, podniosła wzrok. Natrafiła na stalowe źrenice, na jej policzki zaróżowiły się. Draco uśmiechnął się pod nosem, po czym podszedł do niej i powiedział szeptem:
-Wiem, że jestem przystojny, ale nie musisz się tak rumienić.
Hermiona jeszcze bardziej się zarumieniła, ale oburzona wzięła ścierkę do rąk i schłostała nią po rękach Dracona
-Jak śmiesz mnie bić? Choć no tu, zaraz cię dorwę.
Dziewczyna zaczęła biec, a on za nią. W tym czasie do kuchni zaczęło wpływać domowników. Hermiona przez nieuwagę potknęła się i upadła na plecy, a zaskoczony Draco nie zdążył wyhamować i upadł na Mionę. Ich twarze dzieliło 15 centymetrów. Patrzyli na siebie jak zaklęci. Ciszę, która zapanowała po upadku wśród wszystkich przebywających w jadalni, przerwał Ron, chrząkając natrętnie.
Speszeni nastolatkowie podnieśli się szybko.  Draco napotkał wściekły wzrok Rudego, który cały czas odchrząkiwał.
-Weasley, coś ci wpadło do gardła? Napij się. - po czym jak gdyby nigdy nic usiadł przy zastawionym już stole. Wszyscy wzięli z niego przykład i już po chwili przed Draconem siedziała wściekła Miona. Spojrzała na niego zła, a on zrobił minę niewiniątka. Po śniadaniu Smok postanowił pomóc pani Weasley, w zamian za opiekę. Wszyscy byli zdziwieni, ale nie przejmował się. Gdy skończył poszedł po swój płaszcz i wyszedł z domu. Ruszył na małą górkę, na której stało samotne drzewo. O tej porze roku, wszystko przysypane było śniegiem. Wyczarował sobie mały koc, na którym usiadł, a następnie patrzył na naturę. Parę minut później usłyszał kroki,  kogoś kto wyraźnie próbował być cicho. Wyjął różdżkę i gdy osoba była za nim wycelował w nią. Okazało się, że była to nieźle wystraszona Hermiona. Opuścił różdżkę, po czym spytał:
-Co ty tu robisz Granger?
-W Norze wszyscy panikują na myśl o wojnie, a moje próby uspokojenia ich nie działają, więc poszłam za tobą.
-Siadaj.
Dziewczyna usiadła koło niego, po czym wzdychnęła.
-Co tak wzdychasz?
-Masz czasem coś takiego, że masz ochotę zakopać się w kołdrze i nie wychodzić do końca świata?
-Czasami, a co?
-Nie nic..
-Granger nie umiesz kłamać. Co Ci?
-Ron ze mną zerwał - powiedziała ściszonym głosem
-Idiota.. - mruknął Draco
-Co?
-Mówię, że Weasley to idiota skoro cię rzucił. Przecież on bez ciebie nie przeżyje. Jego móżdżek nie będzie wiedział co robić.
-Hej, nie obrażaj go, to nadal mój przyjaciel. Choć masz rację. - zaśmiała się cicho
-Zawsze mam - uśmiechnął się lekko, po czym zamyślił się
-O czym myślisz? - spytała dziewczyna po paru minutach
-O życiu, o tym, że nienawidzę mojej rodziny, Voldemorta, o tym, że zraniłem tyle osób... Przepraszam Granger...
-Za co?
-Za lata wyzwisk, za wszystko. Nienawidzisz mnie, a mimo to tylko ty mnie akceptujesz
-Wybaczam - powiedziała i uśmiechnęła się do niego szeroko.