Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 października 2014

Bardzo krótka, smutna miniaturka

Ta miniaturka jest na prawdę bardzo krótka ale zachęcam was do przeczytania i zostawienia po sobie śladu na naszej stronce w formie komentarza.
______________________________________

Po wygranej wojnie z Voldemortem pewna młoda szatynka myślała, że nie spotka jej już nic gorszego lecz myliła się. Stało się coś okropnego.
Hermiona Grenger od pewnego czasu czuła się bardzo słabo, często mdlała. udała się więc do Munga aby sprawdzić co jej jest. Niestety magomedyk nie przyniósł Gryfonce dobrych wieści, okazało się, że ma bardzo rzadką chorobę genetyczną i został jej ostatni tydzień życia.
Kiedy wróciła do mieszkania, które dzieliła ze swoim chłopakiem Ronaldem Weasley'em, przekazała mu tą złą nowinę. Chłopak załamał się i spytał co ona chce zrobić w te ostatnie dni życia.
Szatynka bez chwili zastanowienia stwierdziła, że chce spędzić czas w gronie przyjaciół i rodziny.
Tak więc się stało. Na początku poinformowała wszystkich o swoim stanie.
Drugi dzień spędziła w Norze na szczerych rozmowach z rodziną swoją i swojego chłopaka.
Dzień trzeci przebywała wtedy u swojego przyjaciela (co prawda stał się nim dopiero po wojnie kiedy to przyznali się z rodziną, że działają po stronie Zakonu, a nie Śmierciożerców) tak więc ten dzień spędziła z nim. Był to jej najlepszy przyjaciel.
W kolejne dni do mieszkania pary przychodzili ludzie, którzy też chcieliby się z nią pożegnać.
W ostatnich dwóch dniach nie czuła się najlepiej w końcu jej organizm nie wytrzymał i dla złagodzenia cierpienia wzięła eliksir śmierci. O jej końcu można powiedzieć jedno. Nie męczyła się co nie można powiedzieć o kilku osobach, którzy kochali Gryfonkę. Tymi osobami byli nie kto inny jak Harry Potter, Ronald Weasly i Draco Malfoy.
Cała trójka ją kochała, lecz ona wiedziała o miłości tylko jednego z nich.
Trójka czarodziei nigdy się z tym nie pogodziła i już do końca życia nie związali się z inną kobietą.

piątek, 30 maja 2014

Wyjazd służbowy

Pewne narzeczeństwo czarodziei stało na ganku swojego domku i żegnało się.
-Ron ale czy ty naprawdę musisz jechać?- powiedziała brązowowłosa.
-Hermiono, kochanie rozmawialiśmy o tym wielokrotnie. Nie mogę nie jechać. Zależy mi, aby dostać ten awans, a tylko dzięki temu to mi się uda.
-Oj dobrze, teleportuj się już. Pa - powiedziała panna Granger i pocałowała rudzielca.
Ron już wychodził zza furtkę gdy nagle się zatrzymał i odwrócił.
-Hermiono przypomniało mi się coś. Poprosiłem Syriusza, aby przychodził to od czasu do czasu. Pa.
Po chwili znikł przenosząc się do ośrodka szkolniczego w Toronto nie dając nic powiedzieć dziewczynie.
Przyszła pani Weasley weszła do domu przygotować się do swojej pracy w małej księgarence na Pokątnej.

Dni mijały spokojnie gdy pewnego gwieździstego wieczora do drzwi domu ktoś zapukał. 
Hermiona otworzyła je i zarejestrowała iż był to Syriusz .
-Witaj Hermionko. - Przywitał się. - mogę wejść?
-Ależ oczywiście wejdź. Cześć, cześć - Uśmiechnęła się do byłego huncwota i ustąpiła mu miejsca w drzwiach.
-Zgodnie z obietnicą daną twojemu rudzielcowi przyszedłem sprawdzić co z tobą.
-Nie potrzebnie się fatygujesz ja sobie świetnie radzę sama.
-Słuchaj mała dałem obietnicę i jej dotrzymam - uśmiechną się.
-Och no dobrze ale nie mów do mnie mała. Napijesz się czegoś.
Zapytała prowadząc Syriusza do salonu.
-Tak z chęcią a co masz? - spytał.
-Kawę, herbatę, sok dyniowy oraz Armagnac Delord 1897.
-Już dawno nie piłem wina z takiego dobrego rocznika więc poproszę.
-Ostrzegam bardzo mocne im starsze tym szybciej się upijesz. - uśmiechnęła się do niego wychodząc do kuchni. 
Mężczyzna widział jak brązowooka otwiera klapę w kuchni i wchodzi do jak myślał piwnicy z winami. Miał rację. Chwilę po tym dziewczyna zamknęła klapę i wróciła do salonu z cała butelką i dwoma kieliszkami. Usiadła obok niego i nalała alkoholu.
-Więc co robisz po wojnie? Jakoś nie miałam okazji zapytać.
-Nic ciekawego, dalej mieszkam na Grimuald Place. Pracuję w ministerstwie zostałem aurorem.
-Och to wspaniale ja otworzyłam małą księgarenkę.
-A takie bardziej osobiste pytanie. Jak tam z Ronem?
-Dobrze, ale wiesz, że nie powiedziałabym tego gdyby nie wypity alkohol.
-Jest dobrze, ale nie czuję do niego tego samego co kiedyś dzisiaj i od dawna jest to tylko przywiązanie.
-To po co się zgodziłaś zostać jego żoną? - Zapytał tak jakby z wyrzutem.
-Nie wiem. Może dlla wygody i dlatego, że mężczyzna którego tak na prawdę kocham mnie nie kocha. - powiedziała smutno.
-A jak on wygląda? - Zapytał z ciekawością.
-Ma średniej długości włosy koloru brązowego, tego samego koloru brodę. Jest wysoki i siedzi obok mnie.
Powiedziała przysuwając się nie zauważalnie do zaszokowanego mężczyzny.
-Czekaj , czekaj chcesz mi powiedzieć że tym facetem jestem ja?! - zdziwił się.
-Tak. Zrobię coś teraz, a ty mi obiecaj, że nie będziesz krzyczeć.
-No dobrze, ale o co ci..........- nic więcej nie zdążył powiedzieć, bo złączyła ich usta w pocałunku.
Black chwilę nic nie robił ale zaraz pogłębił pocałunek i przyciągnął brązowowłosą do siebie.

Gdy zabrakło im powietrza oderwali się od siebie a wtedy Syriusz się odezwał.
-Hermiono co ty przed chwilą zrobiłaś?
-Właśnie pocałowałam faceta, którego kocham. - powiedziawszy to pocałowała go w policzek.
-Aha - powiedział głupio - Muszę już iść i przemyśleć kilka spraw.
Panna Granger odprowadziła Syriusz wzrokiem do drzwi.
Od razu po wyjściu mężczyzny położyła się spać.
Obudziła się z potwornym bólem głowy i przypomniało jej się co mówiła Syriuszowi.
-Jezu co ja zrobiłam? Jestem przecież zaręczona z Ronem. - powiedział jej rozum.
-Hermiona ty nie kochasz Rona, a Syriusza. - podpowiedziało jej serce
-Nie wtrącaj się serce, ona jest z rudzielcem.
-Cicho rozsądku, ja tu rządzę. - zdecydowało serce.
-Ta na pewno gramy w papier, kamień, nożyce, ten który wygra decyduje z kim ma być Mionka.
-Zgoda to na trzy ; raz, dwa, trzy - serce wygrało z nożycami i krzyknęło.
-Jej Hermi będzie z Syrim.

Kilka godzin później do brązowookiej przyszedł Black i bez żadnych ceregieli zaczął.
-Hermiono ja doskonale wiem, że to co powiedziałaś było prawdą i dlatego się ciebie pytam czy chcesz zakończyć to nim się na dobre zacznie.
-Syriuszu jedyne co chcę zakończyć to wszystko co jest związane z Ronem.
Wciągnęła go do domu i pocałowała.
Przenieśli się do sypialni i stało się.
Gdy wyczerpani leżeli i ciężko oddychali odezwał się mężczyzna.
-Hermiono teraz to wydaję mi się trochę za wcześnie ale zapytam. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
-Tak - pocałowała go.

Spędzali każdy dzień razem.
W przed dzień przyjazdu Rona poprosiła ukochanego, aby z samego rana udał się na Grimuald Place, a ona do niego dołączy, gdy porozmawia z byłym narzeczonym.
Black z rana pożegnał się z brązowowłosą i zabrał jej kufer.
Godzinę później wrócił rudzielec, a gdy chciał pocałować dziewczynę ta odsunęła się.
-Ron musimy porozmawiać. - Powiedziała stanowczo.
-Dobrze, ale poczekaj chwilę odniosę walizkę do sypialni.
Po chwili wrócił trochę zaszokowany.
-Hermiono, czemu twoich rzeczy nie ma w szafie?
-Właśnie o tym chciałam porozmawiać. Wyprowadzam się. - Powiedziała wprost.
-Ale jak to? Dokąd? Przecież się kochamy.
-Nie Ron, ja ciebie nie kocham już od jakiegoś czasu. Znajdziesz sobie jakąś inną, odpowiedniejszą - Podała mu pierścionek. - Żegnaj.
Powiedziawszy to przeniosła się do swojego nowego domu do ukochanego. Do Syriusza.


PIĘĆ LAT PÓŹNIEJ

Byłe narzeczeństwo po raz pierwszy od rozstania spotkało się na Pokątnej.
Zasiedli do kawiarni.
-Hermiono, jak tam u ciebie? Słyszałem, że masz dziecko - powiedział.
-Tak, mam czteroletniego Rio. A u ciebie jak się sprawy mają?
-Dobrze. Rok po twoim odejściu zeszłem się z Luną i teraz oczekujemy dziecka. A kto jest twoim mężem?
-Moim mężem został Syriusz - uśmiechnęła się - My także oczekujemy dziecka jak widać.
Pokazała na sporej ilości brzuch.
-Spodziewałem się, że to może być on. Widziałem jak na niego patrzysz jak byliśmy jeszcze razem. - uśmiechną się pogodnie.
-Dziewczynka czy chłopczyk? - zapytała rudzielca.
-Dziewczyna, Annabeth. Ja już muszę iść.
-Do zobaczenia Ron. - powiedziała wstając od stolika i machając do chłopaka, który przed chwilą się teleportował.

                                      KONIEC




środa, 7 maja 2014

Niespodziewana miłość

 Macie tu miniaturkę. Wiem, że krótka, ale miałam pomysł i napisałam. Dawno niczego nie napisałam, bo od marca, ale zrobiłam nowy szablon, który mam nadzieję, że się podoba :) 
Zapraszam do czytania :P
____________________________________

Harry Potter od dziecka miał ciężko. Jego rodzice nie żyli, wujostwo traktowało go jak służbę, a od wieku 11 lat na jego barkach spoczywał los całego świata. Teraz po wygranej wojnie czuł się dziwnie pusty, wolny. Miał świadomość, że jego myślenie jest złe, jednak pragnął jakiejś niebezpiecznej wyprawy, walki, czegokolwiek co zapewniłoby mu adrenalinę.Wątpił jednak, żeby po wszystkich jego wyprawach coś dałoby mu ten powiew niebezpieczeństwa.
Od miesiąca wszyscy pomagali w odbudowie Hogwartu i czarodziejskiego świata. Harry zajmował się wszystkim tylko po to, żeby odpędzić od siebie złe myśli o poległych i pragnieniu adrenaliny. Wiedział, że gdyby wcześniej zabił Voldemorta wielu ludzi nadal byłoby z nimi. Wiedział również, że wcześniej się nie dało. Nie był gotowy, inni też.
Potrząsnął głową, aby pozbyć się ponurych myśli i rzucił zaklęcie odbudowujące na ścianę Hogwartu. Po chwili była naprawiona i mógł zająć się innymi rzeczami. Od miesiąca spędzał ze swoimi przyjaciółmi coraz mniej czasu. Wszyscy pogrążyli się w pracy lub żałobie. Harry mieszkał na Grimmauld Place, Hermiona wynajęła sobie mieszkanie, bo nie chciała być ciężarem dla innych, a Ron i Ginny byli w Norze.
Po wojnie zrozumiał, że jego uczucie do Ginny nie było prawdziwe. Kochał ją, ale jak siostrę. Ona to zrozumiała mimo bólu i zostali przyjaciółmi. Nie raz zastanawiał się dlaczego na to pozwoliła. Dlaczego zamiast walczyć, poddała się? Dawniej była inna, pełniejsza życia. Śmierć Freda tak ją przybiła, że nie potrafiła na powrót być sobą. Zresztą wszyscy Weasley'owie byli teraz inni. Harry próbował im pomóc, ale to na nic. Musieli sami sobie z tym poradzić.
Pod koniec tygodnia Wybraniec był wycieńczony. Hogwart został odbudowany w miesiąc. Był to nie lada wyczyn ze względu na wielkie zniszczenia. Ludzie jednak pomagali. Było mnóstwo wolontariuszy z innych krajów i dzięki temu we wrześniu uczniowie mogli powtórzyć rok. Osoby od klasy 1-6 musieli powtarzać klasę, a siódmoklasiści mogli jeśli tylko chcieli. Niektórzy, na przykład Ron, wybierali się na kurs Aurorski. Hermiona wracała do Hogwartu, a Harry nie wiedział co zrobić. Hogwart był dla niego domem, którego nigdy nie miał, ale od zawsze marzył o karierze Aurora.
Nie wiedząc co robić postanowił pójść coś zjeść. Był teraz na Grimmauld Place, zaprosił do siebie Hermionę i Rona. Gdy wszedł do kuchni zobaczył tych obojga siedzących przy stole i rozmawiających. Chłopak zrobił sobie kanapki, po czym usiadł obok Hermiony. Nie wtrącał się do rozmowy dopóki nie usłyszał głosu przyjaciółki.
-Nad czym myślisz Harry?
-Nad niczym - powiedział.
-Daj spokój, przecież widzimy, że czymś się martwisz - w jej głosie usłyszał troskę, dlatego postanowił powiedzieć.
-Zastanawiam się czy wrócić do Hogwartu. Nie wiem co robić.
-Stary, na kursie Aurorskim będzie mistrzowsko. Nie trzeba mieć owutemów! Sorki, ale muszę za potrzebą - Ron powiedział luzacko po czym wyszedł.
-Harry, posłuchaj. Wiem, że bycie aurorem zawsze było twoim marzeniem, ale możesz to zrobić za rok. Do Hogwartu już nie wrócisz. - położyła rękę, na jego dłoni, a Harry'emu zrobiło się gorąco - Zastanów się czy od razu chcesz mieć pracę. To nie takie proste jak myśli Ron. - ona także wyszła zostawiając czarnowłosego samego.
Myślał nad tym co powiedziała mu Hermiona i zgodził się z nią. Aurorem może zostać za rok, a do Hogwartu za rok już nie wróci. Postanowił dokończyć szkołę. Wyszedł z kuchni próbując nie myśleć o dziwnym uczuciu, kiedy przyjaciółka go dotknęła.
Miesiąc wakacji minął szybko. Harry spotykał się z przyjaciółmi, ale w obecności Hermiony czuł się nieswojo. Czarnowłosy nie wiedział dlaczego tak jest, ale wiedział, że Hermiona nie jest dla niego taka jak kiedyś. Zaczął zauważać ją jako dziewczynę, nie przyjaciółkę.
1 września Wybraniec razem z przyjaciółmi stał na peronie 9¾. Bagaże były już w pociągu, a Hermiona, Harry i Ginny żegnali się z Weasley'ami. Gdy pożegnania dobiegły końca trójka przyjaciół wskoczyła do pociągu, który za parę minut miał wyruszyć. Najmłodsza latorość Weasley'ów poszła do swoich przyjaciół z roku, a Harry i Hermiona usiedli w jednym przedziale. Oboje się nie odzywali, a gdy pociąg ruszył zerkali na siebie. W końcu Hermiona nie wytrzymała. Położyła książkę, którą czytała, na kolanach i spojrzała poważnie na Harrego.
-Dlaczego od pewnego czasu się tak dziwnie zachowujesz?
-Eee - chłopak podrapał się po głowie, nie wiedząc co powiedzieć. Nie mógł przecież jej powiedzieć, że się w niej zakochał. Teraz już wiedział, że się w niej zakochał.
-Harry możesz mi przecież zaufać.
-No dobra. Jest taka dziewczyna, która mi się podoba, ale ona widzi we mnie tylko przyjaciela. - Harry lekko skłamał, żeby usłyszeć od niej radę.
W oczach Hermiony przez chwilę było widać ból i zawód, ale dziewczyna to zamaskowała.
-Po prostu powiedz jej co do niej czujesz. Może ona jednak cię kocha.
-Dobrze - wstał i usiadł koło przyjaciółki. - Kocham cię Hermiono
-Harry? - patrzyła na niego z niedowierzaniem i radością - Ja ciebie też - pocałowała go lekko, a on uśmiechnął się.
Rok później
Szkoła się skończyła. Harry i Hermiona przez cały rok byli parą, a tydzień temu chłopak się jej oświadczył. Ron i Ginny byli na początku zazdrośni, jednak później pogodzili się z ich związkiem.
-Hermiona? Gdzie jesteś? - zawołał Harry wstając z łóżka. Już od 2 miesięcy mieszkali razem na Grimmauld Place. Chłopak usłyszał jakiś hałas dobiegający z łazienki. Otworzył drzwi do niej i zobaczył Hermionę siedzącą na wannie. Jedną dłonią zakrywała usta, a w drugiej trzymała biały, podłużny przedmiot. Harry zauważył, że dziewczyna ma w oczach łzy.
-Skarbie, co się stało?
-Harry-y, jestem w... jestem w - łkała. - Jestem w ciąży. 
Chłopak dopiero po chwili zrozumiał, co jego narzeczona powiedziała. Spojrzał na nią i przytulił. 
-I dlatego płaczesz?
-Przecież my jesteśmy jeszcze przed ślubem. Jesteś za młody na ojca. 
-Kochanie, to wspaniale, że będziemy mieć dziecko - powiedział Harry i pocałował ją namiętnie.
***
Dwa miesiące później odbył się ślub zakochanej pary. Wszystko było naprawdę piękne i oboje wiedzieli, że nie zapomną tego dnia nigdy.
Osiem miesięcy później na świat przyszedł James Syriusz - idealna kopia swojego taty. James był prawdziwym łobuzem, dlatego rodzice mieli cały czas ręce pełne roboty. 
Rok po narodzinach Jamesa na świat przyszedł Albus Potter, a dwa lata później Lilien Luna. 
Od końca wojny Harry myślał, że już nic nie zapewni mu adrenaliny i strachu, jednak zajmowanie się James'em i Lilien przysparzało mu nerwów, ponieważ oboje byli bardzo frywolni. Raz James omal nie wpadł pod samochód, a jego siostra zapragnęła pobawić się odchodami psa. Na szczęście Albus był spokojny i Harry miał trochę łatwiej. Tylko trochę. 
Razem z Hermioną wiódł szczęśliwe i pełne przygód życie. Mężczyzna do końca życia dziękował Bogu za odwagę, jaką miał 1 września 1999 roku. Wtedy wyznał Hermionie miłość i nie żałował tego.

piątek, 21 marca 2014

Ciemna strona zwycięża.

Miałam dodać pod koniec miesiąca ale dodaję dzisiaj za prośbą
Życzę wam miłego czytania
Pamiętajcie o zasadzie 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
                          _-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-


Pewnie się zastanawiacie co mi się przytrafiło. Dowiecie się za chwilę.
Po przyjeździe do domu postanowiłam przerwać bycie grzeczną dziewczynką chociaż na jakiś czas. Pierwsze co zrobiłam to zaniosłam swój kufer na górę i przebrałam się w ten strój, a do tego nałożyłam lekki makijaż. Spacerowałam sobie z książką gdy nagle ktoś na mnie wpadł, z ręki wyleciała mi książka. Spojrzałam w górę, aby zobaczyć jaki kretyn mnie potrącił, ale od razu myślenie o nim jak o kimś głupim wyleciało mi z głowy. Chłopak miał piękne ciemne włosy i oczy, przeszkodził mi w rozmyślaniach na jego temat odzywając się głosem anioła.
- Przepraszam cię za potrącenie, zamyśliłem się. Mógłbym ci to wynagrodzić w formie kolacji? - zapytał z szelmowskim uśmiechem. Przez chwilę się zastanawiałam, ale w końcu postanowiłam, że raz się żyje.
-Jasne yy... mogę wiedzieć jak się nazywasz? Jestem Hermiona.
-Tom, nazywam się Tom. Masz piękne imię, może spotkajmy się dziś o ósmej wieczorem w restauracji
 Rajski Ogród?
-Oczywiście, widzimy się tam, do zobaczenia. - Odwróciłam się w stronę kierunku domu.
Gdy już wróciłam spostrzegłam, że jest po piętnastej. Zaczęłam panikować w co ja się ubiorę. W końcu udało mi się wymyślić zestaw pod kolor beżu. Po dwóch godzinach byłam gotowa, spojrzałam na zegarek i zaniepokoiłam się, ponieważ za pół godziny muszę być na miejscu.
Korzystając z tego, że rodzice wyjechali na wakacje, zabrałam wóz i w restauracji byłam za pięć ósma.
Tajemniczy Tom już czekał na mnie przy wejściu do lokalu.
-Witaj piękna, zapraszam do środka - przepuścił mnie w drzwiach.
Usiedliśmy przy stole, zamówiliśmy dania oraz wino.
Zaczęliśmy rozmawiać. Mówiłam mu o sobie i zauważyłam, że on jest bardziej skryty i nie chwali się swoim życiem. Nasze jedno wino zamieniło się w trzy.
Po wspaniałej kolacji, zaproponował mi żebym pojechała z nim do jego rezydencji.  A z tego, że byłam już nieźle napita zgodziłam się. Swój samochód zostawiłam, najwyżej przyjadę po niego jutro. Wsiedliśmy do jego Porsche panamera nie wiem ile tak jechaliśmy ale dość długo.
W końcu dojechaliśmy wyszliśmy z wozu i skierowaliśmy się w stronę drzwi lokaj nam je otworzył.
Jedyne o czym w tej chwili myślałam to o jego ustach.Chwile później znaleźliśmy się na piętrze w jego willi a dokładniej to w jego sypialni.Czułam jego usta no swoich i sprawy potoczyły się jak miały.
Obudziłam się jak mi się wydawało pierwsza z okropnym bólem głowy spojrzałam na szafkę nocną na której powinien stać zegarek lecz nie było wielkim moim zdziwieniem zobaczyłam różdżkę i to nie była moja ja zostawiłam swoją w torebce.
Odwróciłam się lekko żeby go nie obudzić lecz on już nie spał patrzył na mnie z wielkim uśmiechem na ustach ja odwzajemniłam ten gest ale bardziej nieśmiało.
-I co moja piękna czarodziejka się wyspała? - przejechał dłonią po moim policzku.
-S...skąd wiesz że jestem czarownicą? Skąd masz różdżkę? - opatuliłam się bardziej pościelą.
-Kochana nie musisz się zakrywać, widziałem już wszystko panno Granger - zarumieniłam się jak  burak.
-Ja zdradziłam ci moje nazwisko, teraz ty powiedz mi swoje - dla odwagi jeszcze go pocałowałam i pomyślałam ''O matko zakochałam się''. Dla mnie nie miałoby znaczenia gdyby był nawet Voldemortem, ponieważ i tak bym go kochała.
-Chyba już zgadłaś. Nazywam  się Tom Marvolo Riddle - uśmiechnął się chytrze i przygarnął mnie bliżej siebie przez co znowu się zarumieniłam.Użył na mnie legilimencji.
-Ale ty mówisz serio,serio? - kiwnął głową - dla mnie nie ma to znaczenia i tak mi się podobasz.
Zaczęliśmy się spotykać. Jego nie interesowało to ,że jestem szlamą, mnie nie obchodziło to, że jest Voldemortem.
Po tygodniu przeprowadziłam się do niego. Zostałam śmierciożerczynią od razu po przeprowadzce. Miałam pokój razem z ukochanym, ale chyba tego się raczej domyślacie.
Niektórzy zwolennicy Toma byli oburzeni tym, że ja nieczystej krwi czarownica, zostałam śmierciożerczynią i to w wewnętrznym kręgu.
Na początku sierpnia oficjalnie zostałam panią Riddle.
W ostatni dzień wakacji w przeddzień mojego wyjazdu mój ukochany pokazał mi zaklęcie dzięki, któremu nie widać znaku. Gdy tylko weszliśmy do sypialni ostro zabalowaliśmy. Taka pamiątka przed wyjazdem do szkoły. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że ta noc przyniesie taki piękny owoc.

W Hogwarcie musiałam udawać dalej grzeczną kujonkę.
Zrobiłam to w pociągu. Siedziałam z Wieprzelejem i Grzmoterem w przedziale. Mieli do mnie wyrzuty, że nie przyjechałam do Nory, lecz wykręciłam się tym iż byłam z rodzicami na wakacjach. Uwierzyli. Co za pacany.
Do listopada było wszystko dobrze, ale w tym miesiącu miało się wszystko zacząć - poszukiwania horkruksów.
Zaobserwowałam też, że trochę przytyłam, miałam już kilka razy mdłości, ale zwalałam to na zatrucie.
Wolałam jednak się jeszcze upewnić. Ale teraz nie mam na to czasu. Za pięć minut zaczynają się zajęcia, a pierwsze są eliksiry.
Napisałam karteczkę, żeby móc ją wcisnąć w dłoń Severusa.
Gdy wchodziłam do klasy udało mi się to zrobić. Specjalnie na lekcji sknociłam eliksir i po chwili usłyszałam:
-Panno Granger ma pani dzisiaj szlaban o ósmej i odejmuje dwadzieścia punktów od Gryffindoru.
Reszta lekcji minęła spokojnie. O dwudziestej zjawiłam się w gabinecie Snape'a.
-Pani po co miałem dać pani szlaban? - zapytał sługa mojego męża.
-Muszę skontaktować się z Narcyzą, a jak wiesz mój kominek jest nieczynny.
-Dobrze - ukłonił się, wziął garść proszku Fiuu i przeniósł się do Malfoy Manor.
Po pięciu minutach przyszedł wraz z moją przyjaciółką.
-Severusie proszę abyś zostawił nas same - mężczyzna tylko przytakną i wszedł.
-Hermiono co się stało?-zaniepokoiła się.
-Wydaje mi się, że jestem w ciąży, a nie mam pojęcia jak to sprawdzić.
-Zaraz to sprawdzimy. Podwiń do góry bluzkę, muszę rzucić to zaklęcie na gołą skórę - przytaknęłam i zrobiłam to co kazała. Mgiełka, która po jakimś czasie wyłoniła się z różdżki była zielona.
-Zostaniesz mamą. Gratuluję - powiedziała wprost Pani Malfoy.
-Dziękuję ci Narcyzo, poczekaj chwilę tylko coś napiszę - przywołałam pergamin i pióro.

Kochany,
Chciałabym Ci przekazać dwie dobre wiadomości.
Pierwsza - razem z Weasley'em i Potter'em wyruszamy na początku tego tygodnia z samego świtu. Zamierzam ci ich przyprowadzić do Malfoy Manor za trzy miesiące w lutym.
Druga, bardziej mnie obchodząca - Jestem w ciąży.
Tak, dobrze przeczytałeś zostaniemy rodzicami.
Jestem w trzecim miesiącu.
                                                       Kocham, Hermiona


Zgięłam pergamin i  podałam go Narcyzie.
-Przekaż to proszę mojemu mężowi.
Blondynka tylko przytaknęła. Pożegnałyśmy się i zniknęła w płomieniach.
Reszta tygodnia minęła spokojnie, tylko męczyły mnie poranne mdłości.
Znalazłam w bibliotece zaklęcie na maskowanie ciąży.
W najbliższy poniedziałek wyruszyliśmy. Tak jak się spodziewałam od razu zaczęli poszukiwania, ja sprytnie im to utrudniałam i tak zleciały trzy miesiące. Zniszczyli cztery sztuczne horkruksy, które zamieniałam z prawdziwymi.
Zbliżał się luty, dawno zaczęłam używać zaklęcia maskującego ciążę.Miałam szczęście, że mdłości już mi przeszły.
-Chłopcy kiedy spotkałam paru Śmierciożerców słyszałam jak rozmawiali o tym, że jeden z kawałków duszy Sami-Wiecie-Kogo jest w dworze Malfoyów.
-Ale Herm jak my się tam dostaniemy?-zapytał Wieprzlej.
-Trzeba po prostu wymówić jego imię na V.
-To na trzy Voldemort - powiedział głośno Potter.
Chwilę później zaczęli nas gonić szmalcownicy.
Ja udałam, że się przewróciłam i mnie złapali. Dyskretnie pokazałam im znak.
-Masz udawać, że jestem po ich stronie- zwróciłam się do Scabiora i wskazałam głową na chłopców.
Od razu teleportowaliśmy się do dworu Lucjusza.
Weszliśmy do środka rezydencji. Wyszliśmy zza rogu i zobaczyłam tam Bellę, Narcyzę, Lucjusza i Draco.
-Panowie odprowadźcie te dwie przybłędy do lochu, a mnie zostawcie tę szlamę - krzyknęła Lestrange.
Gdy ciołków nie było już w zasięgu wzroku puścili mnie.
-Witaj pani - każdy się skłonił.
-Czy moglibyście zaprowadzić mnie do jakiejś komnaty i przynieść jakieś szaty ciążowe? - to powiedziawszy zdjęłam zaklęcie maskujące. Nie powiem, każdy się zdziwił moim stanem.
Po godznie byłam już gotowa, a mój małżonek zawiadomiony. Pewnie na mnie czekał, ponieważ mieliśmy raz na zawsze rozprawić się ze złotym chłopcem. Przyszedł po mnie skrzat ogłaszając, że wszyscy czekają.
Gdy zobaczyłam Toma w normalnej postaci podeszłam do niego. Zobaczył mnie i pocałował.
Chwilę później jego twarz była wężowata, a ja stwierdziłam w myślach, że jej nienawidzę, bo ukrywa przystojne oblicze mojego męża.
Pettigrew wprowadził więźniów, a ja miałam na sobie kaptur, który zasłaniał moją twarz, aby mnie nie poznali. Na razie.
-O witam Złotego Chłopca. Gotowy na śmierć? - powiedział lekko sycząc Voldemort
-Gdzie jest Hermiona ty jaszczurze?! - krzyknął Potter.
Wszyscy zaczęli się śmiać włącznie ze mną.
-O nią nie masz się co martwić - wysyczał
-Zabiłeś ją ty potworze, a ja ją kocham! - wrzasnął rudzielec.
Zaśmiałam się nie zważając na to, że robię to jedyna.
-Ty dziwko nie śmiej się! - krzyknęli obaj.
-Nie waż się tak do niej odzywać. Crucio! - powiedział Voldemort celując różdżką w Rona.
Ten zaczął krzyczeć z bólu i padł na podłogę.
-Tom przestań - powiedziałam, a on tak uczynił - Weasley wstań i spójrz na mnie - warknęłam.
Zrobił to niechętnie, ale zrobił.
-Patrz, bo to będzie ostatni obraz w twoim życiu - Wstałam z kolan ukochanego, na których cały czas siedziałam. Zdjęłam kaptur z głowy, a to wywołało szok na twarzach obydwojga.
-Hermiona jak mogłaś? Zdradziłaś nas! - wrzasnął.
-A i zapomniałam, Wesley, Potter jestem w ciąży, a teraz żegnajcie- powiedziałam im -Tom możesz już z nimi kończyć. Wychodzę - jak powiedziałam tak też zrobiłam i aportowałam się do domu
Wygraliśmy, czarna strona zwyciężyła.
Przebrałam się i położyłam spać. Gdy rano się obudziłam wyczułam rękę na moim dużym już brzuszku.
Wojna w Hogwarcie się nie odbyła. Jasna strona się poddała, nie było Złotego Chłopca ,więc nie było możliwości wygranej.
Moja najlepsza przyjaciółka, Ginny, przeszła na stronę moją i mojego męża cieszyłam się.
Tym razem zło było konieczne dla naszej miłości.

KONIEC.


piątek, 14 marca 2014

Drabble

Mam dla was parę drabble :) Mam nadzieję, że nie są złe i wam się spodobają :P Przepraszam, że nie były kiedy miały być, ale nie miałam pomysłu na 4 drabble, a teraz ze względu słonecznej pogody wpadłam na taki.

Drabble 1
Siedział przy stole. Widział jak na niego patrzy. Widział jak zagryza wargę. Jak nieudolnie próbuje ukryć zawstydzenie. Jak udaje, że nic nie robi. Rozbawiło go jej pożądanie w oczach. Spojrzał na Pansy. Schylił się aby powiedzieć jej coś, a ona spłonęła rumieńcem. Pocałował ją namiętnie, kątem oka spoglądając na stół Gryfonów. Była czerwona, a jej oczy ciskały pioruny w stronę czarnowłosej Ślizgonki. Uśmiechnął się i powiedział do siebie:
-Już jesteś moja.
Hermiona Granger właśnie stała się zdobyczą Dracona Malfoy'a.

Drabble 2
Siedziała w Wielkiej Sali. Zachowywała się jak zawsze. Uśmiechnęła się do Ginny. Próbowała ukryć cierpienie przed wszystkimi. W końcu nikt nie powinien tego wiedzieć. Nagle do sali wszedł ON. Platynowe włosy, stalowe, zimne oczy, ironiczny uśmieszek i postawa arystokraty. Jej serce zaczęło krwawić widząc jego kolejną zdobycz. Wyklinała sobie w tej chwili swoją naiwność. Zakochała się w nim, wierzyła, że się zmienił. A ON ją wykorzystał. Zostawił jak zabawkę, która mu się znudziła. Pocieszała się jedynie myślą, że nowa dziewczyna szybko mu się znudzi, tak jak ona i tak jak ona będzie cierpieć. Nie wiedziała jednak, że jego ojciec zagroził mu zabiciem jej. Dlatego Draco Malfoy musiał zostawić Hermionę Granger mimo ogromnej miłości.

Drabble 3
Percy widział jak jego dziewczyna rozmawia i śmieje się z jakimś przystojnym chłopakiem. Byli razem, a ona flirtowała z innym. Gotował się z zazdrości widząc jak nieznajomy obejmuje ramieniem i całuje w policzek jego Annabeth. Gdy się oddalili, Percy wyszedł z Central Parku i wściekły wszedł do mieszkania. Zjadł z mamą obiad i zaszył się w pokoju. Nawet nie myślał o porozmawianiu z Annabeth. . Następnego dnia przyszła do niego Ann. Nie odzywał się do niej.
-Co jest Percy?
-Z kim wczoraj się spotkałaś? Widziałem was.
-Z moim kuzynem. Jesteś zazdrosny? - chłopak zaczerwienił się ze wstydu. Dziewczyna zaśmiała się i usiadła na jego kolanach.
-Kocham Cię wiesz?

Drabble 4
Czwórka przyjaciół siedziała nad jeziorem. Odpoczywali w promieniach słońca. Czarnowłosy chłopak o niebieskich oczach wsłuchał się w śpiew ptaków, dźwięki uderzających o siebie mieczy i dźwięk małych fal. W końcu był spokój i pokój. Mógł odpocząć. Przytulił do siebie blondwłosą dziewczynę, a ona uśmiechnęła się do niego zamykając oczy. Cieszyli się, że wojna z Kronosem dobiegła końca, a oni mogą zacząć żyć jak normalni ludzie. No dobra, jak normalni herosi. Percy zaczął się nudzić, więc otworzył oczy i spojrzał na wodę. Wpadł na diabelski plan. Wyciągnął rękę, spojrzał na kozłonoga i cyklopa leżących koło niego i sprawił, że ciecz z jeziora chlupnęła na nich. Uśmiechnął się, wstając.
-PERCY!!!

czwartek, 27 lutego 2014

Po kręceniu drugiej części

Druga część Insygnii Śmierci kręcenie sceny w Malfoy Manor (nie muszę tłumaczyć jak to wyglądało). Koniec na dzisiaj, każdy w końcu chciał do domu, a mi szczególnie na spotkaniu z moim ukochanym. Nie wiem czy wiecie, ale ja i Tom niedługo będziemy małżeństwem.
Felton zabrał mnie na kolację, nie powiem bardzo romantyczną, uklęknął przede mną. Nie
miałam pojęcia co zamierza. Nagle wyjął pudełeczko (byliśmy już wtedy zaręczeni),w którym znajdowały się kluczyki i spytał:
-Emmo, kochanie czy zechcesz się do mnie przeprowadzić?
Uklęknęłam przy nim i powiedziałam TAK.
Zjedliśmy, zapłaciliśmy i skierowaliśmy się do naszych samochodów.
-Mała, czy ty naprawdę chcesz jechać sama? Przecież ja mogę z tobą pojechać, mi to różnicy nie robi.
-Pojadę sama, wezmę jeszcze moje rzeczy.
Po godzinie byłam przed willą swojego narzeczonego, wyjęłam komórkę i zadzwoniłam.
-Tom, jestem pod bramą. Otworzysz mi?
Po chwili brama otwierała się. Wjechałam na posesje i po chwili byłam już w środku z torbą na ramieniu.
-Tom gdzie jest mój pokój? - zapytałam stawiając bagaż na ziemi .
-Jesteśmy razem i ty myślisz, że dam Ci spać gdzie indziej niż w moim pokoju?
Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.
-Co ty robisz wariacie?! Jestem za ciężka, puść mnie.
-Jak sobie pani życzy - upuścił mnie na łóżko
-Przez to co zrobiłeś musisz mi to jakoś wynagrodzić-uśmiechnęłam się Watson.
-I już chyba wiem nawet jak - zaczęliśmy się całować coraz namiętniej, zachłanniej. Ubrania lądowały w różnych częściach pokoju
Stało się to co zwykle u zakochanych osób.
Zmiana narratora
Przy kręceniu sceny z łamaniem czarnej różdżki stało się coś niepokojącego. Gdy Daniel miał ją złamać Emma zasłabła i upadłaby gdyby nie silne ręce Ruperta, który stał najbliżej dziewczyny.Wstrzymano pracę kamer i zadzwoniono po pogotowie.
Do szpitala z Emmą pojechał Tom, który nie mógł jej zostawić samej. Po jakimś czasie do szpitala przyjechała najlepsza przyjaciółka aktorki, Bonnie.
-Hej, przyniosłam ci kawę - podała ją chłopakowi - wiadomo już co z nią?
-Nie, niestety jeszcze nie.
Po pół godziny do aktorów wyszedł lekarz.
-Witam nazywam się Max Johanson. Czy jest tu może ktoś z rodziny panny Watson?
-Tak, jestem jej narzeczonym. Co się stało panie doktorze? Wiadomo na co jest chora? - spytał zaniepokojony Tom.
-Nic poważnego, nie uznał bym to za chorobę - lekarz się uśmiechnął.
-Może pan dokładniej? Chciałbym ją stąd zabrać zanim przyjedzie prasa.
-Ależ oczywiście może pan liczyć na dyskrecje z naszej strony. Więc, tak panna Whatson
jest w ciąży. W jej stanie mogą się zdarzać omdlenia czy poranne mdłości. Gratuluję.
-Dziękuję panu, zabieram ją już. Do widzenia. - lekarz od nich odszedł z pewnością po
pacjętkę.
-Tom ja już idę. Nie będę wam przeszkadzać, cieszcie się tą chwilą. - Bonnie wyszła ze szpitala
Gdy przyszłe państwo Felton siedziało w samochodzie i jechali w stronę domu pierwsza odezwała się kobieta.
-Kochanie powiedz mi czy coś się stało? Jestem chora albo co? - zaniepokoiła się aktorka.
-To raczej nie choroba - uśmiechnął się i przyłożył rękę do jej brzucha.
-Tom ty chyba mi nie chcesz powiedzieć, że...że zostaniemy rro...rrodzi...rodzicami?
Chłopak tylko przytaknął i uśmiechnął się szeroko.
SZEŚĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ - PREMIERA HARRY POTTER I INSYGNIA ŚMIERCI CZĘŚĆ II
Tom i Emma pobrali się cztery miesiące przed premierą dlatego, że chcieli być rodziną, gdy urodzi się maleństwo.



Na premierze aktorka była ubrana w białą sukienkę z wzorkami na górze i dole, na ramiączka do kostek

W tym okresie mówiono się tylko o trzech rzeczach:
1.Ślub Emmy Watson i Toma Feltona
2.Premiera Harry Potter i Insygnia Śmierci część II
3.Ciąża Emmy Watson

KILKA LAT PÓŹNIEJ
Emma po urodzeniu się Lily odeszła ze świata showbiznesu. Od czasu do czasu
dawała jakieś wywiady. W między czasie zaszała w drugą i ostatnią ciążę. Tym razem urodziła chłopca Alec'a. Napisała swoją biografię i otworzyła małą ksiągarnię.

Mówi się, że życie nigdy nie kończy się Heppy End'em, a w życiu Emmy właśnie się tak stało. Ma wspaniałego męża, dwójkę niesamowitych dzieci. Jej marzenia się spełniły.
Wasze też się mogą wypełnić, jeśli tego chcecie.

niedziela, 26 stycznia 2014

Miłość pomimo wszystko...

Pisałam tą miniaturkę w nocy. Naszła mnie ochota na coś innego, więc jest. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Posłuchajcie sobie do tego:
____________________
       Słońce właśnie wstawało, powoli oświetlając mały, ponury pokój. Na łóżku, w kącie siedziała skulona postać. Hermiona opierała czoło o kolana, cały czas drżąc. Było zimno, ale nie chciała tego zmienić. Bolały ją mięśnie, a skóra piekła od zimna. Uważała, że zasługuje na ten ból. Nienawidziła się za to co zrobiła. Codziennie żyła z poczuciem winy. Nie, ona nie żyła. Ona istniała. Istniała, nic nie jedząc, nie ruszając się wiele. Co noc nie spała. Jej skóra była blada, a włosy straciły swój dawny blask. Pod oczami widniały cienie, a gdyby przyjrzeć się lepiej, ubrania zwisały z niej. Była wychudzona.
Czuła się potwornie. Minęło już pół roku od bitwy, a oni wciąż nie pisali. Miała nadzieję, że jej przyjaciele nie odwrócą się od niej. Myliła się. Nie chcieli jej znać. Spędzała w tym małym pokoiku całe dnie, z ogromnymi wyrzutami sumienia. Chciała zniknąć, zapomnieć, ale nie mogła. Czekała cierpliwie na swój wyrok. Chciała cierpieć, tak jak ci których zraniła.
W południe do jej pokoju wleciała sowa, która opuściła list na łóżko i szybko wyleciała. Dziewczyna podniosła go i zaczęła czytać, a jej twarz była pełna zaskoczenia.
Panno Granger!
W związku z popełnionymi przez panią zbrodniami, zostaje pani wezwana na przesłuchanie, które odbędzie się 30 października 1998 roku, o godzinie 10:00. Do tego czasu, zostanie do pani wysłany auror.
                                                 Minister, Kingsley Shacklebolt

A więc, jeszcze miesiąc. Został jej miesiąc wolności. Zastanawiało ją po co wysyłają aurora. Była ciekawa, kto nim będzie. Po przeczytaniu listu, poczuła się jeszcze bardziej zmęczona. Pierwszy raz od paru tygodni postanowiła usnąć. Pragnęła zasnąć i nigdy się nie obudzić.
Obudziła się w środku nocy, z krzykiem. Znów śnił się jej ten koszmar. Właśnie dlatego nie spała. Bała się wspomnień. Usnęła jednak jeszcze raz, tym razem spokojniej.
Następnego dnia do drzwi jej małego domu, ktoś zapukał. Powoli ruszyła schodami, garbiąc się i zasłaniając oczy przed słońcem wpadającym przez nie zasłonięte okna. Znalazła się już przy drzwiach i otworzyła je. Zdziwiła się widząc przed sobą Dracona Malfoy'a. Wpuściła go jednak bez słowa.
- Witam, zostałem tutaj przysłany przez Ministerstwo, aby przypilnować pani do czasu przesłuchania - powiedział wyćwiczoną regułkę.
Skinęła głową, patrząc na podłogę. Nie potrafiła popatrzeć na niego. Zrobiła coś niesamowicie raniącego go. Żałowała tego, ale czasu nie da się cofnąć. A tak bardzo tego chciała. Mężczyzna spojrzał na jej przykuloną sylwetkę i wspomniał, jej dawny wygląd. Gdy chodzili do Hogwartu, była radosną i przyjacielską dziewczyną. Teraz na jej twarzy nie było widać cienia radości. Mimo, że wyrządziła tyle złego, współczuł jej. Była samotna, zostawiona z problemami, bez nadziei na normalne życie. W końcu postanowił przerwać ciszę, która zapanowała, po jego przywitaniu.
- Mogłaby pani pokazać mi pokój, w którym będę mieszkał?
- Co? - spytała zachrypniętym głosem. Od tak dawna nic nie mówiła.
- Mam tutaj zamieszkać, aby być cały czas z panią.
- Dobrze - ruszyła wolnym krokiem na górę. Poprowadziła go do największego pokoju w tym domu. Był to jednocześnie jedyny pokój, poza jej sypialnią, w którym było łóżko.
Cały pokój był zakurzony, a Draco czekał, aż ona coś powie, zrobi. Nie doczekał się jednak. Stała i myślała. Wspominała czasy, gdy się nienawidzili. Później dołączyła do Voldemorta... To był jej największy błąd w życiu. Mężczyzna w tym czasie wyciągnął różdżkę, a gdy ona to zobaczyła, odsunęła się panicznie w tył. W oczach miała przerażenie. Spoglądała na jego różdżkę, a Draco na nią. Widział jej panikę i zastanawiał się co spowodowało taki strach, przed... Przed czym? Machnął magicznym patykiem, a w pokoju zrobiło się czyściej, jaśniej i świeżej. Schował różdżkę, a kobieta wyraźnie się uspokoiła.
- Stało się coś? - spytał
Zaprzeczyła głową, a później powiedziała.
- Proszę się rozgościć. Nie mam nic w lodówce, więc czy mógłby pan sam sobie coś kupić? - pokiwał głową. - To ja sobie pójdę. - powiedziała i już po chwili szła chwiejnym krokiem do pokoju. Oczy miała załzawione, a twarz zbolałą. Widok różdżki podziałał na nią jak odstraszacz. To przecież, właśnie takim patykiem zabijała tylu ludzi. To przez niego, czary działały. Usiadła w kącie pokoju i skuliła się najbardziej jak mogła. Pogrążyła się w przemyśleniach....
W tym czasie Draco, był w kuchni. Siedział i popijał kawę, ponieważ tylko to znalazł w szafkach. Zastanawiał się, co ona je skoro nic nie ma w lodówce. Najprawdopodobniej nic. Wciąż nie umiał zapomnieć jej przerażenia na widok różdżki. Teraz wiedział, że bała się jej. Myślał nad tym, że pilnowanie jej nie będzie ciekawe. Mimo, że współczuł jej takiego życia, to czuł do niej lekką odrazę. W końcu zabiła jedyną osobę, która go kochała. Jego matkę.
******
Minął tydzień. Hermiona nie wychodziła z pokoju, mimo, że Draco namawiał ją do tego. Zapraszał na posiłki, ale to nic nie dawało. A ona marniała jeszcze bardziej. W końcu nie wytrzymał i wpadł do jej pokoju.
- Mogłabyś mi powiedzieć, dlaczego tak się maltretujesz?
- Zabiłam ich, to moja wina. Powinnam cierpieć - szepnęła
- Nie rozumiesz, że to nic nie da? Oni nie żyją. Nie pomożesz im już!
- Ale, to moja wina...
- Nie twierdzę, że nie. Jednak nie możesz tak postępować! Siedzę tu od tygodnia, a ty nic nie zjadłaś!
- Czemu cię to obchodzi? - spytała cicho
Nie wiedział co odpowiedzieć. Sam nie wiedział. Może miał dość ciszy, jaka panowała w tym domu. Samotności, mroku, smutku?
- Nie wiem. - powiedział tylko
Usłyszał jej cichy płacz. Usiadł na łóżku i położył rękę na jej ramieniu. Czuł, że powinien ją pocieszyć. Płakała, coraz rzewniej. Draco przytulił ją, szepcząc do ucha uspokajające słowa. Po jakimś czasie jej szloch ucichł, a oddech uspokoił się. Odsunął ją trochę od siebie i spojrzał na jej twarz. Okazało się, że usnęła. Położył ją delikatnie na łóżku, opatulił kołdrą, pogłaskał po czole i wyszedł. Umył się i po paru minutach leżał w łóżku. Szybko zasnął, mając pod powiekami, jej brązowe oczy.

       Rano obudziła się przykryta kołdrą. Przypomniała sobie wczorajszy wieczór. Okazała swoją słabość. Ból głowy dawał jej się we znaki, dlatego wstała i poszła do łazienki. Ochlapała twarz zimną wodą. Miała wrażenie, jakby robiła to nie wodą lecz krwią. Krwią jej ofiar. Wyszła szybko z łazienki i ubrała się. Usiadła jak zwykle na łóżku i pogrążyła się we wspomnieniach, które zadawały jej mnóstwo bólu. Żałowała tego dnia, kiedy stała się Śmierciożerczynią. Zrobiła to, ponieważ miała dość tego, że każdy mówi jakim to jest przykładem, że czystokrwiści mogą być dobrzy. Nie wiedziała, dlaczego jej to przeszkadzało. Nie przewidziała, że Mroczny Znak, zmieni jej charakter. Stała się zimna, okrutna i bezwzględnie poddana Lordowi Voldemortowi. Dopiero gdy umarł, przestał na nią tak działać. Dopiero wtedy żałowała swoich czynów. Nadal zastanawiała, się dlaczego mimo wielu dowodów, dopiero nie dawno postanowili zająć się jej sprawą. Może wiedzieli, że jest nieszkodliwa i mogą się zająć bardziej problematycznymi Śmierciożercami? Nie wiedziała.
Do jej pokoju wszedł Malfoy. Jego blond włosy były roztrzepane, kilka kosmyków spadało na czoło. Oczy miał niebiesko-stalowe, nie wyrażały żadnych uczuć. Kilku dniowy zarost dodawał mu uroku. Hermiona pomyślała, że jest przystojny, ale później wygoniła takie myśli z głowy.
- Zjesz coś? - spytał i posłał jej taki uśmieszek, że mimo prób uległa mu
- Tak - powiedziała to cicho, jak zawsze i już po chwili szła do kuchni. Na stole stało już naszykowane jedzenie. Usiadła przy nim i spojrzała na wszystko. Dopiero teraz, zdała sobie sprawę, z tego jaka jest głodna. Nałożyła sobie na talerz sporo jajecznicy i zaczęła jeść. Draco, który smarował chleb masłem powiedział do niej:
- Nie tak szybko. Twój organizm musi przyzwyczaić się do jedzenia, bo.... No właśnie - dodał, gdy dziewczyna rzuciła się do łazienki, zatykając usta ręką. Już po chwili słyszał odgłos wymiotowania. Poszedł za nią, a gdy był w drzwiach łazienki, zobaczył jak pochyla się nad sedesem. Podszedł do niej i złapał za włosy, aby jej nie przeszkadzały. Gdy skończyła, wstała i umyła zęby.
- Może zaczniesz od napoi? - spytał
Pokiwała głową i już po 5 minutach siedziała przy stole pijąc ciepłą herbatę. Draco przez cały cały dzień był przy niej. Zagadywał ją, czasem udało mu się ją rozśmieszyć, dzięki czemu mógł usłyszeć jej perlisty śmiech. Przez, a raczej dzięki jego towarzystwu, zapomniała na chwilę o swoich zbrodniach i zaczęła normalnie funkcjonować.
Następne dwa tygodnie minęły podobnie. Hermiona mimo, że nadal wyglądała na opuszczoną i zaniedbaną, już się tak nie czuła. Malfoy stał się jej przyjacielem. Przy nim czuła się bezpiecznie. Mimo wszystko nie zapominała o tym, że za tydzień znajdzie się w Azkabanie.
Draco właśnie włączał jakiś film. Oboje siedzieli na kanapie i wpatrywali się w ekran. Hermiona opierała głowę o jego ramię, a on trzymał rękę na zagłówku za nią. Okazało się, że mężczyzna postawił na komedię. Był to dobry wybór, bo już po chwili śmiali się w najlepsze. Gdy film się skończył, oboje spojrzeli na siebie. Ich oczy były nieodgadnione. Twarze zbliżały się coraz bardziej, aż wreszcie były na tyle blisko, aby mogli zatopić usta w pocałunku. Był on namiętny, pełny uczuć. Sprawiał, że przez ich ciała przechodziły przyjemne dreszcze. Draco przyciągnął ją bliżej, a ona oparła dłonie zaciśnięte w pięści na jego torsie. Gdy zabrakło im oddechu, odsunęli się od siebie, by po chwili znów zatracić się w pocałunku. Z każdym pocałunkiem ubywało z nich ubrań....
Rano Hermiona obudziła się na kanapie. Czuła pod sobą ciepłe ciało Dracona. Otworzyła oczy i powoli przypominała sobie noc. Przyglądała się mężczyźnie, który podczas snu, wyglądał jak anioł. Nawet nie zauważyła, jak uchylił powieki.
- Przyglądasz mi się? - spytał, po czym musnął jej usta. Pierwszy raz odkąd żyje, czuła się naprawdę dobrze, szczęśliwie. Wiedziała, że to tylko i wyłącznie jego zasługa.
- Tak - powiedział i teraz to ona go pocałowała. Wstali i zjedli śniadanie. Później postanowili udać się do ogrodu. Było ciepło, więc skorzystali. Praktycznie cały dzień tam spędzili, a wieczorem Draco przygotował kolację. Było romantycznie i miło, dlatego całkowicie zapomniała o rzeczywistości. Jednak kiedy mężczyzna się kąpał, ona poszła do swojego pokoju. Otworzyła szuflady i przeczytała jeden, jedyny list, który dostała od czasu wojny. Został tylko tydzień do rozprawy. Teraz było jej trudniej pogodzić się z tym, że zostało jej tak mało czasu. Teraz miała Dracona, którego zostawi, aby dożywotnio siedzieć w Azkabanie. Nie płakała jednak, ponieważ udało jej się odbudować odrobinę silnego charakteru dawnej Granger.
         Tydzień minął zdecydowanie za szybko. Przez ten czas, Hermiona korzystała z każdej chwili w obecności Dracona. On robił to samo, bo dobrze wiedział, że kobieta nie uniknie Azkabanu. Mieli dowody. Mimo, jej zbrodni mężczyzna kochał ją i wspierał ją w czasie rozprawy.
Po pół godzinie wyszli z sali. Na ich twarzach było widać ból. Hermionę, za ramiona trzymali dementorzy. Mieli ją zaraz zabrać do więzienia dla czarodziei. Draco złapał jej twarz i pocałował. Oddała ostatni pocałunek.
- Kocham Cię Draco..
- Ja ciebie też..
Już po chwili została pociągnięta przez zbieraczy szczęścia i przeniesiona do Azkabanu. Rzuciła ostatnie spojrzenie na ukochanego i znikła razem z dementorami. Zaprowadzili ją do sali, w której przebywali strażnicy. Została postawiona na jej środku, podleciał do niej czarny stwór. Zaczął wsysać jej duszę, powoli odsłaniając twarz. Ostatnim wspomnieniem Hermiony Granger były stalowe oczy....

środa, 15 stycznia 2014

Miłość pokona zło cz.2

Usunęłam stare konto, bo miałam z nim problemy :( Teraz jestem Panna Crazy :)
Jest druga część :) Prawdopodobnie będą jeszcze dwie :) Mam nadzieję, że się spodoba :P
Trochę krótsze, niż poprzednia część, ale no cóż :P
_______________________________________________

Minęły 2 tygodnie podczas, których Draco i Hermiona coraz bardziej się poznawali i zaprzyjaźniali. Ginny i bliźniaki zaczęli akceptować Smoka, przez co poczuł się wreszcie szczęśliwy. Hermiona miała parę kłótni z Wybrańcem i Ronem, którzy uważali, że Draconowi nie powinno się ufać. Wszyscy właśnie jedli obiad. Smok siedział naprzeciwko Miony, a po jego obu stronach bliźniacy, którzy wciąż żartowali. Gdy Hermiona wkładała do ust porcję sałatki, Fred powiedział:
-Hej Dracuś, jak tam związek z Mioną?
I Miona już po chwili się dławiła. Jej oczy zaszły łzami, a ona sama, próbowała wypluć jedzenie stojące w gardle. Nie udawało się jej to, dlatego Draco widząc stan dziewczyny, złapał ją i lekko nacisnął. Zrobił to parę razy, aż wreszcie Hermiona mogła oddychać. Podał jej wodę i spojrzał wściekle na bliźniaków. Ci od razu rzucili się na Mionę:
-Mionuś, przepraszamy.... - zaczął Fred
-Nie wiedzieliśmy, że wasz... - George
-....związek, jest sekretny. - znów Fred
Chłopcy oberwali sójkę w ramię i krzyk w uszy:
-JA I DRACO NIE JESTEŚMY RAZEM!! CO WAM STRZELIŁO DO GŁOWY?!
-Oj, Mionka, nie musisz się ukrywać - powiedział George udawaną skruchą
-Właśnie Hermiono. Trzeba wreszcie wyjawić nasz związek - tym razem powiedział to Draco, obejmując ją w talii.
Wszyscy się zdziwili, a dziewczyna najbardziej.
-Coo?
-No, przecież jesteśmy razem.
-Hermiono, czy to prawda? Jesteś z tym Śmierciożercą? - spytał Ron
-Nie nazywaj go tak, Ron. - odezwała się Miona, która nie chciała, aby Ronald obrażał jej przyjaciela
-A więc tak. Jesteś zdrajczynią. Zadajesz się z wrogiem! - po czym wyszedł.
Hermiona stała zszokowana, a chwilę później stała zła, przodem do Dracona
-Co to miało być,co? - założyła ręce na biodra i ciskała w jego stronę pioruny
-Oj, taka zabawa. Już nie bądź zła. Podobno złość piękności szkodzi, a to była by prawdziwa strata - powiedział żartobliwie
-Mam cię dość... Czekaj, czy ty powiedziałeś mi komplement? - spytała zszokowana
-Przypadek - powiedział i zrobił coś co ją zaskoczyło. Pocałował ją w policzek. Draco odszedł szybko obawiając się jej reakcji.
A Hermiona stała z ręką na policzku. To była miła niespodzianka. Po jakimś czasie otrząsnęła się i ruszyła do pokoju. Wzięła do ręki książkę do transmutacji i zaczęła się uczyć. Niestety nie może tego robić w Hogwarcie ze względu na obecność Śmierciożerców. Sam dyrektor musiał się ukrywać.Gdy jej oczy się zmęczyły postanowiła wyjść na powietrze. Usiadła nad małą rzeczką, która znajdowała się zaraz za ogrodem Weasley'ów. Była trochę zła na Dracona, ponieważ skłócił ją z przyjacielem, ale gdy wtedy pocałował ją w policzek, przestała się gniewać. Nie wiedziała, dlaczego tak łatwo mu wybaczyła, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. Mogłaby wtedy dojść do zaskakujących wniosków. Parę minut później poczuła jak, ktoś zakłada jej na ramiona kurtkę.
-Przeziębisz się, kochanie - Draco uśmiechnął się lekko
-Draco nie mów tak do mnie, proszę cię - posłała mu proszący wzrok. Bała się, że jeśli on będzie się tak zachowywał, nie przejdzie jej to dziwne uczucie ciepła w jego obecności.
-Nie mogę obiecać - uśmiechnął się rozbrajająco, po czym objął ją ramieniem
-Nad czym myślałaś?
-O wszystkim, o Ronie, o Tobie..
-O mnie?
-Zastanawiałam się czy... - przerwała, nie będąc pewną czy może to powiedzieć
-Dokończ
-Myślałam, dlaczego przeszedłeś na naszą stronę.
Draco zamilkł, a Hermiona już otwierała usta, żeby przeprosić, jednak on zaczął mówić.
-Zrobiłem to, bo nigdy nie chciałem być sługą Voldemorta. Od zawsze nienawidziłem ojca, za to, że jest Śmierciożercą. To przez niego mam to - odwinął rękaw bluzy, pokazując Mroczny Znak, na jego lewym przedramieniu - dopiero w szóstej klasie, gdy miałem zabić Dumbledora, zrozumiałem, że muszę wreszcie postawić na swoim i zrobiłem to.
Opowiadał to z taką goryczą, że Hermionie zrobiło się smutno.
-Przykro mi Draco, że miałeś takie ciężkie życie.
-A mi nie jest przykro.
Hermiona spojrzała na niego pytającym wzrokiem, a on kontynuował
-Przynajmniej zrozumiałem wiele rzeczy i wiem co jest ważne. - uśmiechnął się do niej

Minął styczeń, luty i marzec. W lutym, Harry i Ron wyruszyli na poszukiwania ostatnich 2 horkruksów. Nie wzięli ze sobą Miony, a ona bardzo przez to cierpiała. Później jednak zajęła się pomocą w przygotowaniach i spędzaniem z Draconem czasu. Nim się obejrzała była już połowa kwietnia. Tak mało czasu zostało do walki. Walki o życie...

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Miłość pokona zło cz.1

 Mam kolejną miniaturkę. Tym razem Dramione :)
Ostrzegam, parę informacji odbiega od kanonu, jak np.: Dumbledore żyje
 ________________________________________________________________

Draco właśnie pakował się do niewielkiej walizki. Brał tylko najpotrzebniejsze rzeczy, aby wreszcie uciec z Malfoy Manor. Od kiedy otrzymał Mroczny Znak znienawidził Voldemorta i swoją rodzinę. Jego ojciec od zawsze wpajał mu nauki, że szlamy i mieszańce należy wytępiać. Przez jakiś czas wierzył, że szlamy są głupie i niepotrzebne, jednak w 2 klasie Hogwartu zaczął wątpić w tą tezę. Było bowiem wiele mądrzejszych od niego osób brudnej krwi. Najbardziej wyróżniała się Granger. Parę lat uważał ją za nic nie wartą mugolaczkę, jednak z każdym rokiem pokazywała mu, że się myli. Niedawno postanowił uciec i zaplanował to właśnie na ten wieczór. Był 3 stycznia. Wziął do ręki różdżkę, zdjął zabezpieczenia teleportacyjne i aportował się w umówione miejsce.Gdy znalazł się przed Świńskim Łbem, szybko do niego wszedł. W pubie siedziało parę osób, a na końcu Albus Dumbledore. Podszedł do staruszka, który powitał go dobrodusznym uśmiechem.
-Witaj Draconie!
-Dobry wieczór Profesorze.
-Jesteś gotowy na spotkanie?
-Chyba tak - powiedział niepewnie lecz później się poprawił - Tak
-No, więc możemy się teleportować. - powiedział Dyrektor Hogwartu, po czym wstał i kiwnął Draconowi.
Wyszli z powrotem przed pub i złapali się za ramiona. Teleportowali się przed Norę. Draco trochę się denerwował, ale wiedział, że w końcu trzeba to zrobić. Dumbledore zapukał głośno do drzwi, które po chwili otworzyła pulchna pani Weasley.
-Albusie! Wchodź, wszyscy już są! - powiedziała po czym zauważyła Malfoy'a - Ooo..
-Dobry wieczór pani Weasley..
-Dobry wieczór - Kobieta był zaskoczona
-Molly, Draco przyszedł ze mną. Mamy ważną wiadomość.
-Och, dobrze. Wchodźcie, wchodźcie.
Mężczyźni weszli do przytulnego pomieszczenia. W salonie Draco zauważył członków Zakonu Feniksa. Byli także wszyscy Weasley'owie, Snape, Potter i Granger. Gdy go zauważyli zapadła głucha cisza. Ciszę przerwał Ron.
-Co robi tu ten Śmierciożerca?
-Ronaldzie! Profesor Dumbledore go przyprowadził.
Draco się nie odezwał. Wiedział, że nie jest tu mile widziany, jednak Dumbledore nalegał, aby on też ogłosił tą wiadomość. Po chwili dyrektor powiedział.
-Dobrze skoro są tu wszyscy, to powiem dlaczego zwołałem zebranie. Otóż Draco, który od roku jest moim szpiegiem razem z Severusem, - wszyscy byli zaskoczeni. W końcu jak to możliwe, że Malfoy jest po ich stronie? - dowiedział się, że Voldemort zaplanował bitwę. Odbędzie się w maju. - zapanowało poruszenie.
-Tak więc od tego momentu będziemy się przygotowywać. Molly czy Draco będzie mógł tu zamieszkać?
-Oczywiście. Dzieciaki zajmijcie się gościem. - rzuciła po czym ze starszymi członkami Zakonu poszła do innego pomieszczenia.
Draco został sam z Hermioną, Harrym, Ronem i resztą dzieci Weasley'ów. Wszyscy spojrzeli na niego z niechęcią, jednak jedynie Granger przełamała się i powiedziała.
-Chodź pokażę ci gdzie będziesz spać - po czym ruszyła na górę. Draco posłusznie za nią podążył. Doszli do pokoju na 2 piętrze.
-To był pokój Charliego, ale jego nie ma więc zamieszkasz tu sam. - mówiła ścieląc mu łóżko. Chciał trochę jej pomóc, ale nie wiedział jak, ponieważ to skrzaty odwalały za niego robotę. Stał więc pod ścianą, a gdy ona skończyła , usiadł na łóżku i powiedział coś co mu się rzadko zdarza.
-Dziękuję..
-Co? Ty dziękujesz?
-Tak Granger... Dziękuję
-Nie ma za co - uśmiechnęła się do niego, po czym wyszła. Draco padł na łóżko, oddychając głęboko. Po jakiś 15 minutach, ktoś zapukał do pokoju, a następnie wszedł. Chłopak podniósł się i zauważył Hermionę z tacą jedzenia.
-Pani Weasley kazała przynieść ci jedzenie. Pewnie jesteś głodny.
-Trochę, dzięki.
Dziewczyna chciała wyjść, ale Draco powiedział.
-Granger, zostań. Masz - podał jej kanapkę z dżemem wiśniowym. Hermiona była tak zaskoczona, że przez chwilę stała nieruchomo.
-Nie stój tak. Siadaj - poklepał miejsce na łóżku
-Zmieniłeś się - powiedziała lekko zdezorientowana
-Może trochę... - mruknął
-Trochę? Człowieku, dziękujesz, dajesz kanapkę i proponujesz siedzenie przy sobie, zwykłej szlamie.
-Nie mów tak. Jesteś lepsza niż dziesięciu czystokrwistych. - był trochę zakłopotany
-Dzięki - powiedziała po czym zaczęła jeść. Rozmawiali dopóki Draco nie zjadł, a następnie dziewczyna zostawiła chłopaka samego. Wcześniej pokazała mu jeszcze łazienkę, dlatego poszedł pod prysznic. Gdy usypiał miał przed oczami czekoladowe źrenice, w których tańczyły małe płomyki radości.
Rano został obudzony przez krzyki, które najprawdopodobniej wydawała pani Weasley. Ubrał się szybko, rozczochrał swoje, do tej pory przylizane włosy, po czym zszedł na dół. Okazało się, że gospodyni po prostu postanowiła zawołać wszystkich na śniadanie.
-Witaj kochanieńki. Jesteś równie szybki jak Hermiona. - uśmiechnęła się, a Draco dopiero teraz zauważył Granger rozkładającą talerze. Patrzył na nią trochę, a gdy poczuła, że ktoś ją obserwuje, podniosła wzrok. Natrafiła na stalowe źrenice, na jej policzki zaróżowiły się. Draco uśmiechnął się pod nosem, po czym podszedł do niej i powiedział szeptem:
-Wiem, że jestem przystojny, ale nie musisz się tak rumienić.
Hermiona jeszcze bardziej się zarumieniła, ale oburzona wzięła ścierkę do rąk i schłostała nią po rękach Dracona
-Jak śmiesz mnie bić? Choć no tu, zaraz cię dorwę.
Dziewczyna zaczęła biec, a on za nią. W tym czasie do kuchni zaczęło wpływać domowników. Hermiona przez nieuwagę potknęła się i upadła na plecy, a zaskoczony Draco nie zdążył wyhamować i upadł na Mionę. Ich twarze dzieliło 15 centymetrów. Patrzyli na siebie jak zaklęci. Ciszę, która zapanowała po upadku wśród wszystkich przebywających w jadalni, przerwał Ron, chrząkając natrętnie.
Speszeni nastolatkowie podnieśli się szybko.  Draco napotkał wściekły wzrok Rudego, który cały czas odchrząkiwał.
-Weasley, coś ci wpadło do gardła? Napij się. - po czym jak gdyby nigdy nic usiadł przy zastawionym już stole. Wszyscy wzięli z niego przykład i już po chwili przed Draconem siedziała wściekła Miona. Spojrzała na niego zła, a on zrobił minę niewiniątka. Po śniadaniu Smok postanowił pomóc pani Weasley, w zamian za opiekę. Wszyscy byli zdziwieni, ale nie przejmował się. Gdy skończył poszedł po swój płaszcz i wyszedł z domu. Ruszył na małą górkę, na której stało samotne drzewo. O tej porze roku, wszystko przysypane było śniegiem. Wyczarował sobie mały koc, na którym usiadł, a następnie patrzył na naturę. Parę minut później usłyszał kroki,  kogoś kto wyraźnie próbował być cicho. Wyjął różdżkę i gdy osoba była za nim wycelował w nią. Okazało się, że była to nieźle wystraszona Hermiona. Opuścił różdżkę, po czym spytał:
-Co ty tu robisz Granger?
-W Norze wszyscy panikują na myśl o wojnie, a moje próby uspokojenia ich nie działają, więc poszłam za tobą.
-Siadaj.
Dziewczyna usiadła koło niego, po czym wzdychnęła.
-Co tak wzdychasz?
-Masz czasem coś takiego, że masz ochotę zakopać się w kołdrze i nie wychodzić do końca świata?
-Czasami, a co?
-Nie nic..
-Granger nie umiesz kłamać. Co Ci?
-Ron ze mną zerwał - powiedziała ściszonym głosem
-Idiota.. - mruknął Draco
-Co?
-Mówię, że Weasley to idiota skoro cię rzucił. Przecież on bez ciebie nie przeżyje. Jego móżdżek nie będzie wiedział co robić.
-Hej, nie obrażaj go, to nadal mój przyjaciel. Choć masz rację. - zaśmiała się cicho
-Zawsze mam - uśmiechnął się lekko, po czym zamyślił się
-O czym myślisz? - spytała dziewczyna po paru minutach
-O życiu, o tym, że nienawidzę mojej rodziny, Voldemorta, o tym, że zraniłem tyle osób... Przepraszam Granger...
-Za co?
-Za lata wyzwisk, za wszystko. Nienawidzisz mnie, a mimo to tylko ty mnie akceptujesz
-Wybaczam - powiedziała i uśmiechnęła się do niego szeroko.