Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom Marvolo Riddle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom Marvolo Riddle. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 maja 2014

Dziwny list i ochrona szkoły cz.2

Nasza strona na facebooku 


Weszli na plażę i rozłożyli swoje ręczniki na piasku. Dziewczyna zdjęła koszulę, klapki, okulary, kapelusz i weszła do morza. Ze zdziwieniem zorientowała się, że woda jest słodka.
-Dlaczego ta woda jest słodka? - zapytała mężczyzny, który kieruje się właśnie w stronę oceanu.
-Dlatego iż zmieniana jest specjalnym zaklęciem. Woda poza obrębem mojego domu jest już słona, czyli taka jaka powinna być.
Pływali tak codziennie przez dwa tygodnie. Dziewczyna zorientowała się, że naprawdę go kocha i w jego towarzystwie czuję się lepiej niż u jej dawnych przyjaciół teraz nie interesowało ją co oni robią zależało jej tylko na jednym na Tomie .
Pogoda się popsuła więc ten dzień spędzili w jego komnatach popijając trunki. Rozmawiali ze sobą szczerze 
aż po wypiciu z czterech butelek szampana zaczęli mówić na poważnie o swoich uczuciach.
-Wiesz co Tom nigdy nie myślałam, że to powiem akurat tobie, ale w życiu wszystko się zmienia. - podeszła do niego siadając mu na kolanach okrakiem-kocham cię.
To powiedziawszy pocałowała go na początku ciemnowłosy siedział w szoku ale po chwili otrzeźwiał (przynajmniej trochę) i przygarną dziewczynę bliżej siebie i odwzajemnił pocałunek.Oderwali się od siebie.
-Też cię kocham- to powiedziawszy na powrót zatopił się w jej ustach.
Dziewczyna zachwycona tym że on Lord Voldemort którego kiedyś nie podejrzewała że ma taki narząd jak serce wyzna jej miłość. Przenieśli się z ciemnozielonego fotela na łóżko. Ich garderoba lądowała w różnych częściach apartamentu.
Następnego dnia rano Hermiona obudziła się pierwsza na samym początku odczuła mocny ból głowy
później odkryła że jest nago i to nie jest jej pokój a czyjaś ręka leży na jej udzie spojrzała za siebie i przypomniała sobie co się wydarzyło poprzedniego dnia .Wyznali sobie miłość.
Od tego czasu wszystko się zmieni- pomyślała brązowooka.Nie myliła się. Spędzali ze sobą czas, wspólnie ciesząc się sobą nawzajem niestety te chwile były krótkie jeden dzień razem i kolejne cztery spędzone z dala od niego.Przez tą wojnę coraz bardziej miałam nadzieję że wygra ciemna strona. Przynajmniej on by przeżył a dla niej to lepiej.
-Kompletnie się zmieniłam z czasem się nie poznaje moje zachowanie uległo drastycznej zmianie.Tak ma racje niegdyś zaczytana kujonica a teraz nawet do książek nie chce jej się zaglądać bo zamiast czytać każdą wolną chwilę poświęca na spożytkowaniu wolnego czasu z ukochanym który mimo tych trudnych czasów znajduje dla niej czas nie zawsze w dzień ale każdą noc spędzają razem nie zawsze kochając się ze sobą ale także rozmawiając. 
Nie mają nic do ukrycia przed sobą po tym jak wyznali sobie miłość.
Okres mi się spóźnia-pomyślała Hermiona gdy już przez tydzień nie nadchodziło to co powinno-miejmy nadzieję że nie jestem w ciąży dla mnie to za wcześnie ale trzeba to sprawdzić.
-Smrudko-zawołała skrzatkę to chwilę później do jej nóg skłaniało się stworzenie-przynieś mi test ciążowy i zabraniam powtarzam zabraniam nie masz prawa mówić tego swojemu Panu.
-Tak Pani- znowu się skłoniła i zniknęła.
Po pięciu minutach wróciła z kilkoma pudełeczkami.Testy ciążowe.
-Dobrze się sprawiłaś możesz już iść.-powiedziała i nie zwracając uwagi na skrzata poszła do łazienki żeby sprawdzić swoje podejrzenia.
Miała rację jest w ciąży.
-Muszę iść i powiedzieć o tym Tomowi-szepnęła.
Wyszła z pokoju i skierowała się w stronę jego gabinetu. Słyszała rozmowy ale postanowiła przemóc swój strach.Zapukała. Usłyszała chłodne proszę.Weszła.Wszyscy tam obecni zdziwili się niektórzy nawet krzyknęli.
-Co ta szlama robi w tym domu.
Riddle był w swojej jaszczużej postaci podejrzewała że nikt z jego sług nigdy go nie widział normalnego.
-Wyjdźcie koniec na dzisiaj.to już koniec!-wysyczał.Jak na rozkaz śmierciojady wyszły.
-Hermiono jak przyszłaś tutaj to musi być jakiś ważny powód-powiedział zmieniając swoją twarz na normalną-powiedz co się stało-spytał usadzając ją na swoich kolanach.
-Tak masz rację dla mnie to ważne ale nie wiem czy dla ciebie będzie to szczęśliwe wydarzenie.
Powiedziała rumieniąc się.
-Kochana jak nie powiesz to się nie dowiem i nie będę wiedział czy się cieszyć czy smucić.
-No dobrze dzisiaj dowiedziałam się że będziemy mieli...jestem w ciąży-wypaliła.
-Ty żartujesz -spytał zszokowany tym co usłyszał.
-Czyli nie cieszysz cię to że będziemy mieli dziecko-powiedziała z łzami które ciekły jej już po policzkach
-Nie to nie tak kochanie tylko myślałem że sobie ze mnie żartujesz. Ja sam nie podejrzewałem że jakaś kobieta mnie zechce a co dopiero taka piękna jak ty. A do tego że zostanę ojcem.
-No już dobrze-uśmiechnęła się i wytarła kropelki z policzków no to może to jakoś uczcimy-zapytała znowu się rumieniąc.
-A co masz na myśli moja słodka Gryfoneczko-powiedziawszy to przyciągną ją bliżej siebie.
-No bo wiesz ty masz takie duuuże biurko-uśmiechnęła się figlarnie.
-Tak masz rację-zwalił wszystko z biurka za jednym machnięciem różdżki i położył ją na środku.
Co się stało chyba każdy się spodziewa.

Czwarty miesiąc ciąży brzuszek był już widoczny.
Lada dzień miała być wojna oczywiście Hermiona nie miała prawa brać w niej udziału ze względu na dziecko.
Gdy jedli razem śniadanie Riddle dolał do jej soku eliksir Słodkiego Snu który będzie trwać dwie godziny.
-Tyle wystarczy abym pokonał tego smarkacza.-pomyślał.
Chwilę potem Hermiona leżała nieprzytomna na krześle.
Zaniósł ją do pokoju pocałował i znikną. Teleportował się blisko Hogsmade tam miała się toczyć cała walka.

Gdy Hermiona otworzyła oczy zorientowała się że Tom wlał jej coś do picia.
-Stary dureń-krzyknęła. Wyjęła zapasową różdżkę z kredensu i wyruszyła na miejsce bitwy.
To była chyba dobra chwila. Dziewczyna zobaczyła jak jej były przyjaciel i ukochany celują w siebie magicznymi patyczkami.
Wyszła z ukrycia i każdy zwrócił się w jej stronę. Wybraniec krzyknął.
-Hermiono nie wiesz jak długo cię szukaliśmy tak się cieszę że wróciłaś.
-Tak ja też się cieszę że zdążyłam- Wycelowała różdżką w Złotego chłopca.
-A teraz żegnaj Harry. Avada Kedavra!-krzyknęła a z patyczka wyleciał zielony promień.
-Hermion co..-nic więcej nie zdążył powiedzieć bo padł martwy na ziemię.
Następnie wycelowała różdżką w Rona.
-A teraz trochę pocierpisz tak jak ja gdy mnie biłeś-warknęła rudy patrzył na nią z przerażeniem w oczach.
-Crucio-najmłodszy z rodziny Weasley padł na ziemię krzycząc i wierzgając. Po paru minutach zaprzestała.
-Sectumsempra- na ciele rudzielca zaczęły się pojawiać ślady z krwi.
-A teraz przejdźmy do najistotniejszej rzeczy. Avada Kedavra Ron- jej były także upadł na ziemię martwy.
-A teraz wszyscy którzy są po przegranej stronie oddajcie im różdżki -wskazała ręką na zaszokowanych śmierciożerców.- Wygrali i to tylko dzięki tej szlamie.Każdy z nich miał taką albo podobną myśl.
Zwróciła się do ojca dziecka które nosi pod swoim sercem.
-Tom czy moglibyśmy już iść jestem zmęczona-Voldemort kiwną głową, złapał ciężarną za rękę i teleportowali się do Riddle Menor uczcić zwycięstwo.



10 lat później
Zmiana narratora

Od prawie jedenastu lat jestem Panią Riddle mam wspaniałego męża z którym rządzimy całym światem zarówno czarodziejskim jak i mugolskim. Rok po zdobyci świata czarodziei zapanowaliśmy także nad mugolami. Zaczęli nam czarodziejom służyć. 
Mam dwójkę wspaniałych dzieci.
-Dziesięcioletniego Paula- który jest jak skóra zdarta z ojca ale charakter ma po nas obojgu.
oraz
-Pięcioletnią Angelinę- jest ona mieszanką wybuchową wszystko ma po mnie i Tomie.
Jestem szczęśliwą matką i żoną.

KONIEC

czwartek, 1 maja 2014

Dziwny list i ochrona szkoły cz.1


Co sądzicie o nowym szablonie który jest na stronce?
Czytasz=Komentujesz 

^&^&^&^&^&^


Gabinet Dumbledora. Rozmowa toczy się między dyrektorem, a uczennicą Gryffindoru, niejaką Hermioną Granger.
-Dlaczego ja, profesorze? - spytała słabym głosem brązowowłosa.
-Nie wiem moja droga.
-A czy mogłabym zobaczyć ten list? - chwilę później dziewczyna trzymała w ręce pergamin.


-Profesorze pójdę, tylko proszę mi powiedzieć jedno. Kiedy dostał pan ten list?
-Dzisiaj mija ostatni dzień wyznaczonego terminu. - Dziewczyna tylko kiwnęła głową i wyszła z gabinetu.
Skierowała się w stronę swojej sypialni. Gdy już tam dotarła spakowała wszystkie swoje rzeczy za jednym machnięciem różdżki.
Wyszła za bramy Hogwartu. Stała w miejscu, gdzie można się teleportować. Zrobiła to i przeniosła się w wyznaczone miejsce, aby tylko oszczędzić jej drugi dom.
Długo nie musiała czekać chwile, później obok niej stał sam Lord Voldemort, najpotężniejszy czarodziej ciemnej strony.
-Jak miło, że się zjawiłaś. Już miałem plan jak zniszczyć tamto miejsce.Daj mi rękę - wystawił swoją dłoń. Brązowooka pomyślała nie była ona koścista, tak jak opowiadał Harry, tylko zwyczajna ludzka.
Zrobiła to co kazał.
Znaleźli się w ładnie urządzonym salonie z wielkim stołem na środku.
-Granger spójrz na mnie - rozkazał. Uczyniła to i zobaczyła przystojnego bruneta w czarnej szacie.
To o czym pomyślała było sprzeczne z jej naturą. Zapragnęła go pocałować.
Nie zrobiła jednak tego, bo za bardzo się bała, lecz odważyła się spytać:
-Co ze mną zrobisz? - Jej głos był drżący.
-Nie bój się. - Pogłaskał ją po policzku - Nic strasznego. A teraz chodź za mną.
Skierowali się na górę po białych marmurowych schodach. Weszli na pierwsze piętro i skierowali się w pierwsze drzwi po lewo od wielkich wrót, za którymi jak podejrzewała była jego kwatera.
Tom otworzył drzwi, a oczom dziewczyny ukazał się sporej wielkości pokój z dużym łóżkiem i pięknym widokiem na ocean.
-Jak tu pięknie. - W tej chwili zapomniała, że stał przy niej najpotężniejszy czarnoksiężnik w magicznym świecie.
-To jest twój apartament. Nie próbuj uciekać okna są zabezpieczone zaklęciami i proszę o oddanie różdżki.
No tak. Jej kochany patyczek, musi go oddać. Pokiwała głową i sięgnęła do kieszeni. Oddała różdżkę i została zamknięta w jej nowym więzieniu. Nie wiedziała tylko, że zmieni się to w przeciągu miesiąca w coś innego.
Zabrała się za przeszukiwanie jej lokum. Wielkim zdziwieniem było dla niej to, że znalazła wielką bibliotekę obok drzwi do łazienki. Były tam mugolskie jak i czarodziejskie czytadła.
Rozpakowała się już całkowicie, bo podejrzewała, że zostanie tu długo.
Dwa dni później odwiedził ją Riddle.
-Czy mogłabym wyjść na plażę? - spytała prosto z mostu jak tylko przeszedł przez próg.
-Nie - odpowiedział twardo.
-Dlaczego? Za oknem jest tak pięknie, a ja nie mogę z tego korzystać. To nie fair - powiedziała i dopiero po jakiejś chwili przypomniała sobie do kogo mówi - Przepraszam - wybełkotała szybko.
-Nic się nie stało - uśmiechnął się co było zaskoczeniem dla Gryfonki.
-Nie wyjdziesz, bo jeszcze przez dwa dni mają być tu moi śmierciożercy, a oni są przyzwyczajeni, że szlamami można się bawić. Ty jesteś nietykalna.
-Dlaczego jestem dla ciebie taka ważna? Przecież moi rodzice są mugolami - powiedziała.
On tylko pokiwał głową i wyszedł.
Odłożyła książkę, nie była w stanie się na niej skupić. Myślała tylko o jego pięknym uśmiechu.
Gdy usnęła śniła o nim.
Następne dwa dni czekała na wypad na plażę.
"Pewnie będzie mnie ktoś pilnował. Dobrze by było jak to był by on" - rozmarzyła się Hermiona.
Gdy wróciła z biblioteki na łóżku znalazła karteczkę.


        Hermiono 
Jutro tak jak chciałaś pójdziesz na plażę.
Oczywiście będę cię pilnował.


"I to tyle nawet się nie podpisał" - pomyślała.
-A co myślałaś pewnie, że podpisze się "Twój na zawsze Tom? - usłyszała w głowie swój kpiący głos
-Wcale, że nie - odpowiedziała, rumieniąc się.
-Tak, a ja jestem święta krowa. Przyznaj, zakochałaś się w nim.
-No dobrze, zakochałam się. I co z tego? On widzi we mnie tylko szlamę.
-Pewna jesteś? Jakby tak myślał nie przychodziłby do ciebie, nie sprawdzał czy dobrze się masz, martwił się, że możesz natrafić na jakiegoś Śmierciojada. Dałby ci ten apartament, gdyby tak myślał? Chyba nie.
Musisz się zastanowić jak go w sobie rozkochać. Myśl pozytywnie. 

Brązowooka przez cały dzień leżała na łóżku i rozmyślała o tym co powiedziały jej skryte myśli. W pewnym czasie zasnęła. Obudziła się rano i z przerażeniem odkryła, że jest dwadzieścia po dziesiątej, a w pół do jedenastej miał przyjść po nią Marvolo.
Szybko przebierała swoje ubrania w szafie, żeby znaleźć jakiś strój kąpielowy. W końcu znalazła niebieski jednoczęściowy strój, do tego wzięła japonki, kapelusz, okulary przeciwsłoneczne oraz lekką zwiewną koszulę na przejście z willi na plażę.
Chwilę po przygotowaniu się, ktoś zapukał do jej drzwi.
-Proszę - powiedziała. W wejściu do jej ,,więzienia'' stał ubrany tylko w spodenki do pływania Lord Voldemort (oczywiście w swojej ludzkiej postaci).
-Gotowa? - zapytał. Hermiona tylko pokiwała głową - No to zapraszam.
Przeszedł przez jej pokój do drzwi tarasowych i otworzył je.
-Tylko nie próbuj uciekać - zaznaczył jeszcze przed ich wyjściem na zewnątrz.
-Nawet nie mam zamiaru próbować - powiedziała szeptem, aby jej nie usłyszał, lecz nie udało się jej to.
Tom uśmiechnął się lekko na to stwierdzenie.


CDN.

piątek, 21 marca 2014

Ciemna strona zwycięża.

Miałam dodać pod koniec miesiąca ale dodaję dzisiaj za prośbą
Życzę wam miłego czytania
Pamiętajcie o zasadzie 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
                          _-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-


Pewnie się zastanawiacie co mi się przytrafiło. Dowiecie się za chwilę.
Po przyjeździe do domu postanowiłam przerwać bycie grzeczną dziewczynką chociaż na jakiś czas. Pierwsze co zrobiłam to zaniosłam swój kufer na górę i przebrałam się w ten strój, a do tego nałożyłam lekki makijaż. Spacerowałam sobie z książką gdy nagle ktoś na mnie wpadł, z ręki wyleciała mi książka. Spojrzałam w górę, aby zobaczyć jaki kretyn mnie potrącił, ale od razu myślenie o nim jak o kimś głupim wyleciało mi z głowy. Chłopak miał piękne ciemne włosy i oczy, przeszkodził mi w rozmyślaniach na jego temat odzywając się głosem anioła.
- Przepraszam cię za potrącenie, zamyśliłem się. Mógłbym ci to wynagrodzić w formie kolacji? - zapytał z szelmowskim uśmiechem. Przez chwilę się zastanawiałam, ale w końcu postanowiłam, że raz się żyje.
-Jasne yy... mogę wiedzieć jak się nazywasz? Jestem Hermiona.
-Tom, nazywam się Tom. Masz piękne imię, może spotkajmy się dziś o ósmej wieczorem w restauracji
 Rajski Ogród?
-Oczywiście, widzimy się tam, do zobaczenia. - Odwróciłam się w stronę kierunku domu.
Gdy już wróciłam spostrzegłam, że jest po piętnastej. Zaczęłam panikować w co ja się ubiorę. W końcu udało mi się wymyślić zestaw pod kolor beżu. Po dwóch godzinach byłam gotowa, spojrzałam na zegarek i zaniepokoiłam się, ponieważ za pół godziny muszę być na miejscu.
Korzystając z tego, że rodzice wyjechali na wakacje, zabrałam wóz i w restauracji byłam za pięć ósma.
Tajemniczy Tom już czekał na mnie przy wejściu do lokalu.
-Witaj piękna, zapraszam do środka - przepuścił mnie w drzwiach.
Usiedliśmy przy stole, zamówiliśmy dania oraz wino.
Zaczęliśmy rozmawiać. Mówiłam mu o sobie i zauważyłam, że on jest bardziej skryty i nie chwali się swoim życiem. Nasze jedno wino zamieniło się w trzy.
Po wspaniałej kolacji, zaproponował mi żebym pojechała z nim do jego rezydencji.  A z tego, że byłam już nieźle napita zgodziłam się. Swój samochód zostawiłam, najwyżej przyjadę po niego jutro. Wsiedliśmy do jego Porsche panamera nie wiem ile tak jechaliśmy ale dość długo.
W końcu dojechaliśmy wyszliśmy z wozu i skierowaliśmy się w stronę drzwi lokaj nam je otworzył.
Jedyne o czym w tej chwili myślałam to o jego ustach.Chwile później znaleźliśmy się na piętrze w jego willi a dokładniej to w jego sypialni.Czułam jego usta no swoich i sprawy potoczyły się jak miały.
Obudziłam się jak mi się wydawało pierwsza z okropnym bólem głowy spojrzałam na szafkę nocną na której powinien stać zegarek lecz nie było wielkim moim zdziwieniem zobaczyłam różdżkę i to nie była moja ja zostawiłam swoją w torebce.
Odwróciłam się lekko żeby go nie obudzić lecz on już nie spał patrzył na mnie z wielkim uśmiechem na ustach ja odwzajemniłam ten gest ale bardziej nieśmiało.
-I co moja piękna czarodziejka się wyspała? - przejechał dłonią po moim policzku.
-S...skąd wiesz że jestem czarownicą? Skąd masz różdżkę? - opatuliłam się bardziej pościelą.
-Kochana nie musisz się zakrywać, widziałem już wszystko panno Granger - zarumieniłam się jak  burak.
-Ja zdradziłam ci moje nazwisko, teraz ty powiedz mi swoje - dla odwagi jeszcze go pocałowałam i pomyślałam ''O matko zakochałam się''. Dla mnie nie miałoby znaczenia gdyby był nawet Voldemortem, ponieważ i tak bym go kochała.
-Chyba już zgadłaś. Nazywam  się Tom Marvolo Riddle - uśmiechnął się chytrze i przygarnął mnie bliżej siebie przez co znowu się zarumieniłam.Użył na mnie legilimencji.
-Ale ty mówisz serio,serio? - kiwnął głową - dla mnie nie ma to znaczenia i tak mi się podobasz.
Zaczęliśmy się spotykać. Jego nie interesowało to ,że jestem szlamą, mnie nie obchodziło to, że jest Voldemortem.
Po tygodniu przeprowadziłam się do niego. Zostałam śmierciożerczynią od razu po przeprowadzce. Miałam pokój razem z ukochanym, ale chyba tego się raczej domyślacie.
Niektórzy zwolennicy Toma byli oburzeni tym, że ja nieczystej krwi czarownica, zostałam śmierciożerczynią i to w wewnętrznym kręgu.
Na początku sierpnia oficjalnie zostałam panią Riddle.
W ostatni dzień wakacji w przeddzień mojego wyjazdu mój ukochany pokazał mi zaklęcie dzięki, któremu nie widać znaku. Gdy tylko weszliśmy do sypialni ostro zabalowaliśmy. Taka pamiątka przed wyjazdem do szkoły. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że ta noc przyniesie taki piękny owoc.

W Hogwarcie musiałam udawać dalej grzeczną kujonkę.
Zrobiłam to w pociągu. Siedziałam z Wieprzelejem i Grzmoterem w przedziale. Mieli do mnie wyrzuty, że nie przyjechałam do Nory, lecz wykręciłam się tym iż byłam z rodzicami na wakacjach. Uwierzyli. Co za pacany.
Do listopada było wszystko dobrze, ale w tym miesiącu miało się wszystko zacząć - poszukiwania horkruksów.
Zaobserwowałam też, że trochę przytyłam, miałam już kilka razy mdłości, ale zwalałam to na zatrucie.
Wolałam jednak się jeszcze upewnić. Ale teraz nie mam na to czasu. Za pięć minut zaczynają się zajęcia, a pierwsze są eliksiry.
Napisałam karteczkę, żeby móc ją wcisnąć w dłoń Severusa.
Gdy wchodziłam do klasy udało mi się to zrobić. Specjalnie na lekcji sknociłam eliksir i po chwili usłyszałam:
-Panno Granger ma pani dzisiaj szlaban o ósmej i odejmuje dwadzieścia punktów od Gryffindoru.
Reszta lekcji minęła spokojnie. O dwudziestej zjawiłam się w gabinecie Snape'a.
-Pani po co miałem dać pani szlaban? - zapytał sługa mojego męża.
-Muszę skontaktować się z Narcyzą, a jak wiesz mój kominek jest nieczynny.
-Dobrze - ukłonił się, wziął garść proszku Fiuu i przeniósł się do Malfoy Manor.
Po pięciu minutach przyszedł wraz z moją przyjaciółką.
-Severusie proszę abyś zostawił nas same - mężczyzna tylko przytakną i wszedł.
-Hermiono co się stało?-zaniepokoiła się.
-Wydaje mi się, że jestem w ciąży, a nie mam pojęcia jak to sprawdzić.
-Zaraz to sprawdzimy. Podwiń do góry bluzkę, muszę rzucić to zaklęcie na gołą skórę - przytaknęłam i zrobiłam to co kazała. Mgiełka, która po jakimś czasie wyłoniła się z różdżki była zielona.
-Zostaniesz mamą. Gratuluję - powiedziała wprost Pani Malfoy.
-Dziękuję ci Narcyzo, poczekaj chwilę tylko coś napiszę - przywołałam pergamin i pióro.

Kochany,
Chciałabym Ci przekazać dwie dobre wiadomości.
Pierwsza - razem z Weasley'em i Potter'em wyruszamy na początku tego tygodnia z samego świtu. Zamierzam ci ich przyprowadzić do Malfoy Manor za trzy miesiące w lutym.
Druga, bardziej mnie obchodząca - Jestem w ciąży.
Tak, dobrze przeczytałeś zostaniemy rodzicami.
Jestem w trzecim miesiącu.
                                                       Kocham, Hermiona


Zgięłam pergamin i  podałam go Narcyzie.
-Przekaż to proszę mojemu mężowi.
Blondynka tylko przytaknęła. Pożegnałyśmy się i zniknęła w płomieniach.
Reszta tygodnia minęła spokojnie, tylko męczyły mnie poranne mdłości.
Znalazłam w bibliotece zaklęcie na maskowanie ciąży.
W najbliższy poniedziałek wyruszyliśmy. Tak jak się spodziewałam od razu zaczęli poszukiwania, ja sprytnie im to utrudniałam i tak zleciały trzy miesiące. Zniszczyli cztery sztuczne horkruksy, które zamieniałam z prawdziwymi.
Zbliżał się luty, dawno zaczęłam używać zaklęcia maskującego ciążę.Miałam szczęście, że mdłości już mi przeszły.
-Chłopcy kiedy spotkałam paru Śmierciożerców słyszałam jak rozmawiali o tym, że jeden z kawałków duszy Sami-Wiecie-Kogo jest w dworze Malfoyów.
-Ale Herm jak my się tam dostaniemy?-zapytał Wieprzlej.
-Trzeba po prostu wymówić jego imię na V.
-To na trzy Voldemort - powiedział głośno Potter.
Chwilę później zaczęli nas gonić szmalcownicy.
Ja udałam, że się przewróciłam i mnie złapali. Dyskretnie pokazałam im znak.
-Masz udawać, że jestem po ich stronie- zwróciłam się do Scabiora i wskazałam głową na chłopców.
Od razu teleportowaliśmy się do dworu Lucjusza.
Weszliśmy do środka rezydencji. Wyszliśmy zza rogu i zobaczyłam tam Bellę, Narcyzę, Lucjusza i Draco.
-Panowie odprowadźcie te dwie przybłędy do lochu, a mnie zostawcie tę szlamę - krzyknęła Lestrange.
Gdy ciołków nie było już w zasięgu wzroku puścili mnie.
-Witaj pani - każdy się skłonił.
-Czy moglibyście zaprowadzić mnie do jakiejś komnaty i przynieść jakieś szaty ciążowe? - to powiedziawszy zdjęłam zaklęcie maskujące. Nie powiem, każdy się zdziwił moim stanem.
Po godznie byłam już gotowa, a mój małżonek zawiadomiony. Pewnie na mnie czekał, ponieważ mieliśmy raz na zawsze rozprawić się ze złotym chłopcem. Przyszedł po mnie skrzat ogłaszając, że wszyscy czekają.
Gdy zobaczyłam Toma w normalnej postaci podeszłam do niego. Zobaczył mnie i pocałował.
Chwilę później jego twarz była wężowata, a ja stwierdziłam w myślach, że jej nienawidzę, bo ukrywa przystojne oblicze mojego męża.
Pettigrew wprowadził więźniów, a ja miałam na sobie kaptur, który zasłaniał moją twarz, aby mnie nie poznali. Na razie.
-O witam Złotego Chłopca. Gotowy na śmierć? - powiedział lekko sycząc Voldemort
-Gdzie jest Hermiona ty jaszczurze?! - krzyknął Potter.
Wszyscy zaczęli się śmiać włącznie ze mną.
-O nią nie masz się co martwić - wysyczał
-Zabiłeś ją ty potworze, a ja ją kocham! - wrzasnął rudzielec.
Zaśmiałam się nie zważając na to, że robię to jedyna.
-Ty dziwko nie śmiej się! - krzyknęli obaj.
-Nie waż się tak do niej odzywać. Crucio! - powiedział Voldemort celując różdżką w Rona.
Ten zaczął krzyczeć z bólu i padł na podłogę.
-Tom przestań - powiedziałam, a on tak uczynił - Weasley wstań i spójrz na mnie - warknęłam.
Zrobił to niechętnie, ale zrobił.
-Patrz, bo to będzie ostatni obraz w twoim życiu - Wstałam z kolan ukochanego, na których cały czas siedziałam. Zdjęłam kaptur z głowy, a to wywołało szok na twarzach obydwojga.
-Hermiona jak mogłaś? Zdradziłaś nas! - wrzasnął.
-A i zapomniałam, Wesley, Potter jestem w ciąży, a teraz żegnajcie- powiedziałam im -Tom możesz już z nimi kończyć. Wychodzę - jak powiedziałam tak też zrobiłam i aportowałam się do domu
Wygraliśmy, czarna strona zwyciężyła.
Przebrałam się i położyłam spać. Gdy rano się obudziłam wyczułam rękę na moim dużym już brzuszku.
Wojna w Hogwarcie się nie odbyła. Jasna strona się poddała, nie było Złotego Chłopca ,więc nie było możliwości wygranej.
Moja najlepsza przyjaciółka, Ginny, przeszła na stronę moją i mojego męża cieszyłam się.
Tym razem zło było konieczne dla naszej miłości.

KONIEC.