Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Severus Snape. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Severus Snape. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 czerwca 2014

Smutne zdarzenia ale i radosne chwile

Oto Sevmione z dedykacją dla Gisi i Dominiki Siwej.
Przepraszam że nie jest ona długa.


 *&*&*&*&*&*&*&*&*&*


O związku Hermiony Granger uczennicy siódmego roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa chluby Gryffindor'u i Severusa Snape'a mistrza eliksirów wiedziało zaledwie parę osób. Była to Ginny Weasley, Albus Dumbledore, Minewra McGonnagal oraz rodzice dziewczyny.
Zaczęli spotykać się w wakacje poprzedzające ten rok szkolny.
W marcu para dowiedziała się, że zostaną rodzicami. Niestety były to ciężkie czasy.
Trzy miesiące później nastała chwila której,  nikt nie chciał.
Snape podał Hermionie (z którą pobrał się miesiąc wcześniej), eliksir Słodkiego Snu, zgodziła się na niego bardzo niechętnie, wiedziała że nie może walczyć ze względu na dzidziusia.
Gdy ogłoszono jawnie że wojna się zaczęła przyszła mama wypiła specyfik  i usnęła w ramionach ukochanego.
Severus nałożył na swoje kwatery zaklęcia ochronne i te dobre i czarno magiczne.
Przespała całe osiem godzin tyle ile trwała wojna.
Od razu po obudzeniu zdjęła zaklęcia z komnat i wyszła w poszukiwaniu ukochanego.
Weszła do wielkiej sali i nie zwracając uwagi na nawoływania przyjaciół szła prosto w stronę Albusa i Minerwy. Stanęła przy nich i zapytała.
-Czy on... czy on żyje-zapytała ze szklanymi od łez oczami.
-Przykro mi Hermiono nie przeżył ukąszenia węża Voldemorta.
Dziewczyna jak tylko to usłyszała jeszcze bardziej się rozpłakała aż tak że straciła przytomność.
Obudziła się w skrzydle szpitalnym a przy jej łóżku było pełno rudych czupryn.
Rozpoznała w nich Freda , Rona i Ginny którzy byli najbliżej niej.
-Hermiono nic ci nie jest- brązowooka tylko zaprzeczyła głową nie odzywając się do nikogo wyszła z
SS i skierowała się do lochów.
Pani Weasly  chciała za nią pobiec ale Ginny ją powstrzymała.
-Mamo nie idź ona musi pobyć sama.
-Ale dlaczego, co się stało, przecież nikt z jej bliskich nie zginął.
-Oj mamuś  nie wiesz jak się mylisz.
-Ginny o kogo chodzi - do rozmowy wtrącił się Harry.
-Niestety nie mogę wam powiedzieć obiecałam że nie zdradzę ich tajemnicy.
Przyszła mama gdy doszła do komnat męża spakowała ich wszystkie rzeczy.
Składniki i eliksiry z jego osobistego kantorka schowała do oddzielnego kufra.
Przeniosła się za pomocą sieci Fiuu do ich domu na obrzeżach Trondheim.(To w Norwegii)
Weszła do przedpokoju i odesłała kufry w różne kąty willi.
Nie zwracając uwagi na skrzata, poszła na górę do ich wspólnej sypialni.
Przebrała się znów zapłakana nie wyobrażała sobie życia bez niego.
Przed zaśnięciem zawołała Listka- skrzata domowego.
Poprosiła  go aby przyniósł eliksir Słodkiego Snu -chociaż na dzisiaj aby nie męczyły ją koszmary.
Odłączyła kominek od sieci i nałożyła na dom tyle zaklęć aby nikomu nie udało się ich zdjąć przez kolejne trzy miesiące ledwo wychodziła z sypialni mało jadła ale jadła tylko ze względu na dziecko.
W połowie szóstego miesiąca pod koniec sierpnia zdjęła zaklęcia i teleportowała się do Nory musi porozmawiać z Ginny.
Zapukała a drzwi otworzył jej Harry.
-Hermiono dlaczego się do nas nie odzywałaś. Czy ty jesteś w ciąży?- zapytał zaskoczony.
-Nie chciałam, muszę porozmawiać z Ginny i tak Harry jestem w ciąży.
Czarnowłosy przepuścił ją w drzwiach.
Gdy przestąpiła próg salonu wszyscy zwrócili się w jej stronę i gdy zobaczyli jej stan byli nim zaszokowani.
Lecz pierwsza odezwała się  Pani Weasly.
-Hermionko kochanie usiądź -pokazała na fotel starsza kobieta-może chcesz coś do picia, jedzenia.
-Nie dziękuję postoję- uśmiechnęła się blado- jak by można poprosiła bym czarnej herbaty-uśmiechnęła się bo Severus bardzo ją uwielbia.
-Ależ oczywiście -Molly pobiegła do kuchni i parę minut później wróciła z napojem.
-Czy mogłabyś nam powiedzieć jak to się stało że jesteś w ciąży- zapytał Ron wyraźnie wkurzony.
-Mogę ale nie muszę -odpowiedziała  zła zwróciła się do najmłodszej latorośli Weasly'ów
-Przyszłam do ciebie czy mogłybyśmy porozmawiać- Ruda tylko kiwnęła głową a reszta rodziny wyszła.
-Co się stało-zapytała siadając obok ciężarnej.
-Chciałabym abyś, jeżeli oczywiście możesz przeprowadziła się do mnie chociaż na okres ciąży.
-Ależ oczywiście Herm a wesz czy to chłopiec czy dziewczynka-dotknęła brzucha przyjaciółki.
-Chłopiec-była gryfonka dotknęła swojego szkraba-Severus Tobias Snape-powiedziała ledwo słyszalnie.
-Poczekaj tu  na mnie ja się spakuję i przeniesiemy się do was.
Po pięciu minutach stała przy niej przyjaciółka.
Dziewczyny pożegnały się z Weasley'ami i przeniosły się do rezydencji Snape'ów.

Dzień porodu nadszedł niespodziewanie, gryffonki rozmaiwały i tak nagle się zaczęło.
Przefiukowały się kominkiem do Munga od razu zabrali ją na salę.
Poród był bolesny trwał około dziesięciu godzin i na świat przyszła istna kopia swojego taty
Severus Tobias Snape.
Gdy następnego dnia po porodzie przyszli rudowłosi odwiedzić świeżo upieczoną mamę i jej synka.
Weszli do sali.
-Witaj Hermiono możemy zobaczyć maluszka -zapytało Fleur
-Ależ oczywiście, Ginny możesz mi go podać.
Nie powiem wszyscy się zdziwili wyglądem dziecka Hermiony.
-Czy powiesz nam kto...-zapytał Fred
-...jest ojcem tego...-George zastąpił brata.
-...jakże wspaniałego..-Fred.
-...bobaska-dokończył George.
-Powiem.Ojcem tego dziecka jest Severus Snape.
-Ale jak...jak to możliwe-zapytał Ron
-Opowiem wam całość.
Zaczęło się to w wakacje poprzedzające siódmy rok nauki w Hogwarcie...-opowiedziała swojej przyszywanej rodzinie całą historię.
-Dlaczego nam nie powiedzieliście?- zapytała z wyrzutem Pani Weasley
-Ja bym wam powiedziała ale to była tajemnica przez rolę Seva jako szpiega, wiedziały tylko trzy osoby.
-Jakie?-zapytali jednocześnie bliźniacy.
-Dyrektor Dumbledore, profesor MacGonagal i Ginny.
-Hermiono chcesz zamieszkać z nami w  Norze?-zapytał Artur.
-Nie dziękuję chcę mieszkać tam gdzie egzystowałam po śmierci Severusa i tam wychowywać nasze dziecko.
-Rozumiem kochanie-odpowiedziała pani Weasley

11 LAT PÓŹNIEJ

-Severusie pamiętaj masz zachowywać i nie przesadzać z warzeniem eliksirów pamiętaj załatwiłam ci  tylko ze względu na twojego ojca osobisty pokój z pomieszczeniem na pracownie.
-Oj mamo wiem -mały jest jak skóra zdjęta z ojca-na pewno dostanę się do Slytherinu
-Też mi się tak wydaje-odpowiedziała pani Snape.
Gdy pociąg już odjeżdżał  machali do siebie.
Hermiona nigdy już się z nikim nie związała cieszyła się z syna i to on był jej powodem do życia dalej.
                                                         


wtorek, 15 kwietnia 2014

Tak, a nie inaczej


Miłego czytania  

P.S. Komentujcie to dla mnie bardzo wiele
************************************

-Panno Granger proszę zostać po lekcji - rzekł swoim pozbawionym wyrazu głosem.

Po dziesięciu minutach zadzwonił dzwonek i wszyscy oprócz Gryfonki wyszli.
-Słucham profesorze - odpowiedziała podchodząc do niego seksownie kręcąc biodrami.
-Ty nie słuchaj tylko mów dlaczego tak się zachowujesz na lekcjach, kochanie. - przygarnął
ją do siebie. - Przecież dobrze wiesz, że musimy zachowywać pozory tego, że nadal się nienawidzimy.
-Sev, doskonale o tym wiem, ale to niesprawiedliwie Ginny i Lucjusz nie mają takich problemów.
-Kotku, ale wiesz jak sprawa wygląda u nich. Ginevra zaprzestała chodzenia do szkoły po ich
ślubie. My mamy takie trudności bo, po pierwsze nasz jeszcze nie nastąpił, a po drugie ty nie chcesz siedzieć w domu, bo - cytuję: "W domu jest strasznie nudno i nie mam zamiaru czytać książek, tylko chcę być przy tobie cały czas".
-Wiem co powiedziałam i zdania nie zmieniam. Ja już muszę iść. bo zaraz zaczynam Obronę, której uczy mnie pewien seksowny nauczyciel w czarnej szacie - pocałowała go w policzek i wyszła.
W ich życiu w szkole nie działo się wiele. Od czasu do czasu dostawała bardzo długie szlabany, z których wracała przez kominek swojego ukochanego do jej prywatnego dormitorium, który otrzymała jako prefekt naczelna.
Tylko nieliczni, którym ufali wiedzieli o ich związku.
Dumbledore (tutaj on żyje), McGonagall, Ginny, Lucjusz i Draco Malfoy, rodzice Hermiony, którym ta po wojnie przywróciła pamięć i całe grono pedagogiczne, które nie odejmuje jej punktów kiedy się spóźni, bo wiedzą gdzie jest.
***
W styczniu wszystko przybrało inne obroty niż miało. Ślub był zaplanowany na sierpień.
Pewnego mroźnego wieczora Hermiona wracając późną porą z biblioteki zasłabła. Znalazł ją blondwłosy Ślizgon, który niezwłocznie zabrał pannę Granger do Skrzydła Szpitalnego i wysłał patronusa do wuja z wiadomością co się stało.
Dwie minuty później do Skrzydła przyszedł postrach Hogwartu.
-Draco dziękuję ci, możesz już iść - chłopak pokiwał głową, pożegnał się i wyszedł.
Po piętnastominutowym czekaniu zza parawanu wyszła pielęgniarka z wiadomością, której
się nikt nie spodziewaŁ.
-Severusie gratuluję ci - Powiedziała radośnie Poopy.
-Czego ty mi gratulujesz kobieto? Moja narzeczona tam leży, a ty jakieś bzdury pleciesz - warknął.
-Ty nic nie rozumiesz - zaśmiała się kobieta.
-Czego do cholery nie rozumiem? - prawie krzyknął.
-Zostaniesz ojcem Snape, ojcem - w dowodzie czego podała mu papiery.
Płeć: nieznana
Matka: Hermiona Jane Granger
Ojciec: Severus Tobias Snape.
Tydzień: szósty (1,5 miesiąca)
-Poopy, czy mogę do niej pójść - zapytał
-Ależ oczywiście mój drogi, idź, idź.
Przeszedł na drugą stronę parawanu.
-Kochanie, jak się czujesz? - zapytał siadając na skraju łóżka szpitalnego.
-Dobrze i nie mam pojęcia czemu zasłabłam. Zapytałam pani Pomfrey o co chodzi i co mi jest, a ona tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że ty mi wszystko wyjaśnisz. To jak, co mi jest?
-Oczywiście - podał jej tą samą kartkę, którą dostał od pielęgniarki.
-To niemożliwe - mówiła po cichu Gryfonka.
-Wiem też mi się tak wydawało, ale to prawda. Zostaniemy rodzicami, nie cieszysz się? - zapytał.
-Cieszę się, tylko wyobrażałam sobie najpierw ślub, a potem dzieci. Nie na odwrót.
-Wiem też myślałem podobnie. W przyszłym tygodniu wracasz do domu.
-Nie ja zostaję w szkole. Nie urodzę w szóstym miesiącu. Albo zostaje w szkole albo ślubu nie będzie - powiedziała stanowczo.
-No dobrze niech ci będzie. Zostaniesz, ale wiesz co się stanie. Zaczną ci dokuczać, a wiesz jak ja tego nie znoszę. - powiedział i zaborczym ruchem przygarnął ja do siebie.

SZÓSTY MIESIĄC CIĄŻY. POCZĄTEK CZERWCA
-Granger, przyznaj. Z kim się puściłaś? - naśmiewali się Ślizgoni.
Gryfonka nie zdążyła odpowiedzieć, bo ktoś wszedł do sali, a tym kimś była Ginevra Malfoy.
-Witam dyrektorze. Przepraszam, że przerywam, ale czy mogłabym zabrać Hermionę na chwilę?
Młodsza, a także brzemienna kobieta wskazała na brązowowłosą.
-Ależ oczywiście, pani Malfoy.
-Herm, chodź.
Zaciągnęła Gryfonkę do kuchni i przeniosły się do Malfoy Manor.
-Kochana wiem, że w tę suknię, którą kupowałyśmy w święta na ślub nie wejdziesz - pokazała na brzuch i uśmiechnęła się.
-Tak wiem, a to była najładniejsza sukienka jaką widziałam i u mugoli i czarodziejów - westchnęła smutno.
-Wiem, dlatego ją poszerzyłam do odpowiednich rozmiarów.
-Naprawdę? Ginny dziękuje - brązowooka przytuliła przyjaciółkę. - A mogłabym ją przymierzyć?
Rudowłosa przytaknęła i zabrała ją na górę.
-Mionka wiem, że jest za duża przy brzuszku, ale urośnie ci jeszcze, więc to tak na zapas. Coś pewnie jeszcze przed ślubem dopasujemy.
-Dziękuję. Muszę już lecieć, bo się zagadałyśmy i Severus będzie się martwił.

DZIEŃ UKOŃCZENIA HOGWARTU

Każdy dostał swój dyplom.
Wielką Salę pozmieniano tak, żeby dało się ustawić pełno krzeseł.

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ
Goście wrócili razem ze swoimi pociechami do domów.
Szkoła opustoszała, został w niej tylko woźny wraz ze swoją kotką .
W sierpniu odbył się ślub. Uroczystość była skromna, ale piękna. Niektórzy byli zdziwieni tym, inni myśleli, że wpadli z dzieckiem i teraz muszą się pobrać. Nie była to prawda, ponieważ oni są razem, bo się kochają.

CZTERY LATA PÓŹNIEJ
Severus po urodzeniu się córeczki odszedł ze szkoły. Pani Snape martwiła się z czego będą żyć, ale jak się okazało mężczyzna na swoim koncie w Gringocie ma grube miliony jak nie miliardy za patenty na eliksiry.
Severus i Hermiona kochają się tak samo o ile nie mocniej. Do ich rodziny niedawno dołączyły dwie małe istotki:
Pierwsza - Elien Hermiona Snape.
Druga - Eric Severus Snape.
I dwie nowe rosnące jeszcze w brzuszku mamy.

KONIEC

piątek, 10 stycznia 2014

Historia miłosna

Piszcie w komentarzu z kim chcecie następną miniaturkę może być jakaś para
z ,,Igrzysk Śmierci'' czy z ,,Percy'ego Jackson'a'' bo nie może być tylko z jednej serii.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^


Pewna brązowooka dziewczyna siedziała na kanapie ze swoim zdjęciem, zrobionym 
jeszcze w czasach szkolnych ze swoim ukochanym.
Ten dzień był dla niej wyjątkowy, bo tego dnia pewien mężczyzna bliski jej
sercu poprosił ją o rękę. Oczywiście zgodziła się. Kochała go ponad wszystko.
W dalszych rozmyślaniach przeszkodziła jej piękna czarnowłosa dziewczynka.
-Mamo, mam już piętnaście lat, chodzę do Hogwartu od czterech czy mogłabyś mi
teraz opowiedzieć jak zaczęła się wasza miłość? Proszę. Tyle już na to czekam.
-Emily jak już tak bardzo chcesz, wiesz przecież, że ja nie jestem tak bardzo wytrzymała
jak twój ojciec, jeżeli chodzi o miłosne historie.
-Powiesz mi mamo? Naprawdę mi powiesz ?-dziewczyna rzuciła się na szyję starszej  
kobiety.-Dziękuję, dziękuję, dziękuje.
-Więc tak. Zaczęło się to od pewnego szlabanu, który miałam w siódmej klasie
Byłam rozkojarzona na eliksirach profesor Snape - Kobieta uśmiechnęła się gdy to
powiedziała - zobaczył to i się o coś spytał, odjął punkty mojemu domowi
i dał mi szlaban. Musiałam do niego pójść o dwudziestej.Nie wiedziałam,
że podczas tej lekcji czytał mi w myślach, a ja myślałam głównie o nim jak by to
było jak bym z nim była. On stary nietoperz z lochów - obie panie się zaśmiały gdy 
starsza z nich to powiedziała - mógł się zakochać w uczennicy i to jeszcze w
Gryfonce. Po wszystkich moich lekcjach skierowałam się do biblioteki, żeby odrobić
prace domowe, którymi nauczyciele nas obarczyli .Skończyłam, spojrzałam na zegarek 
i była za dziesięć ósma. Wstałam więc i zaczęłam biec w stronę lochów, modląc się o to 
żeby być  na czas.Zdyszana zapukałam do drzwi i usłyszałam ,,Proszę".
Weszłam. I przywitałam się:
-Dzień dobry profesorze. Co mam robić w czasie trwania szlabanu?
Spojrzał na mnie a po chwili powiedział.
-Na razie nic nie musisz robić usiądź. Chcesz czegoś do picia? Herbaty, soku?
Zdziwiłam się tak miłym zachowaniem profesora, zawsze oschłego, nie 
czułego, obojętnego.
-Yyy...poproszę, jeśli można sok z dyni.
Wyszedł jak myślę do kuchni. Rozglądałam się po gabinecie profesora, bo nigdy tam nie 
byłam. W tym samym czasie jak dużo później się dowiedziałam, Snape
dolał mi do soku Veritaserum, ponieważ chciał sprawdzić czy to o czym myślałam, czyli o 
tym że go kocham jest prawdą, a bał się mnie zapytać o to, bo myślał że go wyśmieję.
Po około dwóch minutach wszedł do pomieszczenia z dwoma szklankami w jednej  
był sok dla mnie, a w drugiej herbata dla niego. Podał mi szklankę z napojem, a sam usiadł przy biurku. Patrzył na mnie uważnie, a gdy wzięłam łyk soku, zaczął mnie pytać o jakieś błahe
rzeczy, aż po kilku minutach...
-Granger czy ty się we mnie zakochałaś?
Zdziwiło mnie to pytanie nie powiem. Chciałam powiedzieć ''nie'', żeby mnie nie wyśmiał
,ale nie mogłam. Na usta cisnęło mi się jedynie słowo
-Tak kocham pana, panie profesorze-gdy to powiedziałam przyłożyłam sobie rękę do ust
a on tylko się uśmiechnął i dodał
-To dobrze że mi to powiedziałaś.
-Ale ja nie chciałam tego powiedzieć profesorze coś mi kazało-przyznałam.
-Wiem sam podałem ci eliksir-uśmiechną się tym swoim uśmieszkiem.
-Ale pan nie powinien tego robić, to zabronione. Pójdę do dyrektora i pana wyrzucą.
Skierowałam się w stronę drzwi. A gdy już chciałam je otworzyć jakaś siła rzuciła mnie na
 foteli przywiązała niewidzialnymi linami. Krzyknęłam.
-Proszę mnie stąd wypuścić!! - A on jak gdyby nic podszedł do mnie. Pochylił się i pocałował.
Nie wiedziałam co robić, ale w końcu oddałam pocałunek, poczułam jak liny puszczają 
i założyłam mu ręce na szyję. Sama wstałam, a go posadziłam, żeby po chwili usiąść 
na jego kolanach. Odsunęłam się żeby móc złapać oddech i dodałam.
-Teraz mogę mówić ci na ty prawda? -Położyłam głowę na jego ramieniu .
-Tak teraz możesz mi mówić na ty, ale jak jesteśmy sami - objął mnie ręką w pasie.
-Dlaczego dodałeś mi do soku Veritaserum ?-powiedziałam i dodałam swoją minkę 
obrażonej gryfonki.
-Dolałem go dlatego, że sama byś mi o tym nie powiedziała, a jak bym ci powiedział, że 
widziałem to w twoich myślach, to nie chciała byś się przyznać. Mówiłabyś, że kłamię.
-No dobrze może i masz rację, ale proszę nie czytaj mi w myślach chyba, że dostaniesz moją
 słowną zgodę na to. - Dałam mu buziaka w policzek
-A teraz Hermiono musisz już iść, bo jest po dwudziestej drugiej.
Przytuliłam go oraz pocałowałam i wyszłam, Byłam szczęśliwa, moje marzenie 
na razie zostało spełnione, ale czy to się nie popsuje? O to się właśnie martwiłam.
Rano obudziłam się wyspana jak nigdy wcześniej, choć spałam tyle co zwykle.
Dzisiaj podwójne eliksiry i to jeszcze z samego rana. Po wojnie moja przyjaźń z Ronem i
Harrym się rozpadła nie utrzymywałam z nim kontaktów. Jedyna Ginny jeszcze wtedy nie opuściła
mnie po zakończeniu wojny.Mówiłam jej o wszystkim co było ważne dla mnie, 
dzieliłyśmy się sekretami, ona ze wszystkich uczniów w szkole wiedziała o 
naszym związku.
Mijały miesiące spotykaliśmy się codziennie poznawaliśmy się, opowiadaliśmy o swoim
 dzieciństwie czy też innych przeżyciach.
Aż w końcu nadszedł ten dzień, który Severus planował. Siedzieliśmy na błoniach
(mogliśmy to spokojnie robić bo reszta była w Hogsmade)
przytulaliśmy się, odsunął się ode mnie, nie wiedziałam co robi. A on uklęknął na jedno 
kolano, wyjął pudełeczko z pierścionkiem i zapytał:
-Hermiono Jane Granger czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Nie wiedziałam co powiedzieć,a on cały czas na mnie patrzył w końcu zdecydowałam.
Rzuciłam się na niego, zwaliłam go na ziemię i pocałowałam namiętnie, co jednoznacznie 
oznaczało tak.
Był początek czerwca jak zgodziłam się. Tydzień później zostałam Panią Snape, moją 
świadkową była nie kto inny jak Ginny Weasley, która pomogła mi w wybraniu sukni.
Dostałyśmy od dyrektora zezwolenie na pójście na Pokątną po suknię ślubną.
Ceremonia była skromna w gabinecie Dumbledora.
W dniu zakończenia szkoły byłam szczęśliwa, nie wracałam tak jak wszyscy pociągiem do
 domów, tylko przeniosłam się z Sev'em do jego domu.
Tam było wspaniale, a raczej jest. Nazajutrz rano obudziłam się w łóżku sama, nie 
wiedziałam gdzie jest mój ukochany. Po pierwszej wspólnej nocy jestem sama w pokoju,
ale chwila na dole słyszę odgłosy wzięłam jego koszulę, założyłam ją i skierowałam się 
w stronę schodów a potem do kuchni. Usłyszałam głosy:
-Snape ja nie wiem po co sam ślęczysz w tym domu, ale radzę ci wyjść z niego 
i poszukać kogoś dla siebie - to był ewidentnie głos Draco Malfoy'a
-Draconie nie mam chęci wychodzić z tego domu i dla twojej informacji nie jestem sam .
Machnął różdżką i otworzył drzwi zza których przysłuchiwałam się rozmowie.
Gdy ta fretka mnie zobaczyła, włosy jej dęba stanęły na głowie.
-Granger co ty tu do cholery robisz?
-Po pierwsze tleniony, nie jestem Granger tylko Snape i jak widzisz stoję.
Cynicznie się uśmiechnęłam.
-Yy...że co? Nie chyba, nie chcecie mi wmówić że wy razem.
Ja nic nie powiedziałam, tylko pokazałam swoją rękę na której był pierścionek.
Draco tylko pokiwał głową i wyszedł bez słowa.
-Sev co mu się stało? -usiadłam na jego kolanach, a on mnie pocałował.
-Nie wiem skarbie, ale uwierz mi już nas więcej nachodzić nie będzie.
Zjedliśmy śniadanie gdy dostaliśmy list od Dumbeldora.

''Kochani wiem, że to może wam przeszkadzać, ale proszę 
żebyśmy się spotkali w Norze o godzinie 15:00
Będzie zebranie starych członków Zakonu Feniksa

                                                       Pozdrawiam 
                                                                         Albus Dumbeldore''

-No i widzisz moja droga, a miałem chęć zabrać cię jeszcze do naszej sypialni, byśmy 
sobie jeszcze trochę poleżeli, a tak musimy za niecałą godzinę wychodzić bo jest.
Spojrzał na zegarek.
-Czternasta piętnaście, więc...
Reszty zdania nie usłyszałam, bo popędziłam do łazienki gdyż zrobiło mi się nie dobrze.
Otarłam  usta i spuściłam wodę. Chwilę po przybiegł mój mąż.
-Kochanie co się stało? - widać, że się martwił.
-Nic takiego po prostu zrobiło mi się niedobrze.-Chwilę pomyślałam.
-I wydaje mi się że jestem w ciąży. Mogło to się stać po zaręczynach, bo poszliśmy do 
ciebie.
Wstałam z muszli i podeszłam do umywalki opłukać usta zimną wodą.
Wyszliśmy z łazienki i skierowaliśmy się w stronę sypialni.
Gdy już tam byliśmy Severus kazał mi się położyć, wyjął różdżkę i wykonał nade mną 
kilka ruchów. Mgiełka zrobiła się zielona, czyli że byłam w ciąży.
Ubraliśmy się i przenieśliśmy do Nory akurat równo na piętnastą.
Weszliśmy i usłyszeliśmy dużo głosów witających nas do mnie podeszła Ginny, a
do mojego ukochanego dyrektor Hogwartu.
Niektórzy się zdziwili, że przyszliśmy razem, ale uznali to za przypadek.
Usiadłyśmy na kanapie chwilę porozmawiałyśmy, aż w końcu odważyłam się:
-Gin muszę powiedzieć ci coś ważnego.
-Mów kochana coś się stało-spytała tonem godnej swojej mamy.
-Tak stało się coś i to bardzo ważnego ja...ja jestem w ciąży.
Najmłodsza z Weasley'ów pisnęła, aż wszyscy się spojrzeli na nas a kilka osób nawet 
podeszło się spytać co się stało, ale uniemożliwił mi to głos dyrektora
-Moi drodzy siądźmy-wszyscy już siedzieli gdy mnie znów zrobiło się  niedobrze 
wybiegłam z salonu a wszyscy za mną . Usłyszałam zza drzwi głosy.
-Ginny nie wiesz co się dzieje Hermionie? - głos Pani Weasley
-Wiem mamo, ale ja nie jestem upoważniona do udzielania odpowiedzi na ten temat
tylko profesor Snape.
-Hermiona jest w ciąży - musieli się nieźle zdziwić, gdy po pierwsze powiedział do 
mnie po imieniu i wiedział o tym. Z oddali usłyszałam głos mojego byłego przyjaciela
-Ha, wiedziałem. na pewno się z kimś puściła i teraz ma bękarta.
-Ronaldzie jak ci nie wstyd? -Ja w tym czasie spuściłam wodę i wyszłam
Podeszłam do twojego ojca i się do niego przytuliłam wielkie było zdziwienie, jak 
to uczyniłam ,ale nie przejmowałam się tym i zapytałam:
-Słabo mi czy nie możemy iść do domu?
On tylko pokiwał głową i wyszliśmy.
Do twojego urodzenia nie wychodziłam z domu, bo słabo się czułam.
Gdy byłaś już starsza miałaś gdzieś z siedem lat objawiałaś cechy
swojego ojca, zrobiłaś pierwszy eliksir i o dziwo wyszedł ci dobrze, a twój ojciec pokroił ci
 tylko składniki, bo bał się że się skaleczysz.
Straciłam kontakt ze wszystkimi oprócz Ginny Malfoy, która często przychodzi tu ze 
swoim mężem Lucjuszem
(on i jego rodzina nawrócili się na dobrą stronę niestety Narcyza zginęła w wojnie)
Koniec mojej historii a teraz leć, bo coś  czuję że ten eliksir co go robisz zaraz się spali.
Emily pobiegła do swojego laboratorium.
A ja cieszyłam się swoim szczęściem i tą pociechą, która rozwijała się pod moim sercem.

KONIEC