Ta miniaturka jest na prawdę bardzo krótka ale zachęcam was do przeczytania i zostawienia po sobie śladu na naszej stronce w formie komentarza.
______________________________________
Po wygranej wojnie z Voldemortem pewna młoda szatynka myślała, że nie spotka jej już nic gorszego lecz myliła się. Stało się coś okropnego.
Hermiona Grenger od pewnego czasu czuła się bardzo słabo, często mdlała. udała się więc do Munga aby sprawdzić co jej jest. Niestety magomedyk nie przyniósł Gryfonce dobrych wieści, okazało się, że ma bardzo rzadką chorobę genetyczną i został jej ostatni tydzień życia.
Kiedy wróciła do mieszkania, które dzieliła ze swoim chłopakiem Ronaldem Weasley'em, przekazała mu tą złą nowinę. Chłopak załamał się i spytał co ona chce zrobić w te ostatnie dni życia.
Szatynka bez chwili zastanowienia stwierdziła, że chce spędzić czas w gronie przyjaciół i rodziny.
Tak więc się stało. Na początku poinformowała wszystkich o swoim stanie.
Drugi dzień spędziła w Norze na szczerych rozmowach z rodziną swoją i swojego chłopaka.
Dzień trzeci przebywała wtedy u swojego przyjaciela (co prawda stał się nim dopiero po wojnie kiedy to przyznali się z rodziną, że działają po stronie Zakonu, a nie Śmierciożerców) tak więc ten dzień spędziła z nim. Był to jej najlepszy przyjaciel.
W kolejne dni do mieszkania pary przychodzili ludzie, którzy też chcieliby się z nią pożegnać.
W ostatnich dwóch dniach nie czuła się najlepiej w końcu jej organizm nie wytrzymał i dla złagodzenia cierpienia wzięła eliksir śmierci. O jej końcu można powiedzieć jedno. Nie męczyła się co nie można powiedzieć o kilku osobach, którzy kochali Gryfonkę. Tymi osobami byli nie kto inny jak Harry Potter, Ronald Weasly i Draco Malfoy.
Cała trójka ją kochała, lecz ona wiedziała o miłości tylko jednego z nich.
Trójka czarodziei nigdy się z tym nie pogodziła i już do końca życia nie związali się z inną kobietą.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Draco Malfoy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Draco Malfoy. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 października 2014
wtorek, 2 września 2014
List.
Witajcie Drodzy Czytelnicy!! Jesteśmy już razem z wami :)
Jak tam szkoła? Już jakieś zapowiedzi sprawdzianów? Bo u mnie tak :(
Mam nadzieję, że wam się spodoba :) Trochę krótka.
Zostawiłeś mnie. Tak po prostu powiedziałeś, że ze mną zrywasz. Twoje szare oczy były zimne, obojętne. Ton twojego głosu roztrzaskał moje serce. Chciałam wiedzieć tylko jedno.
-Dlaczego? - Mój głos lekko zadrżał, ale nie rozpłakałam się. Nie mogłam pokazać ci jak bardzo mnie zraniłeś.
-Nigdy cię nie kochałem. Byłaś tylko zabawką.
-Rozumiem - Powiedziałam, walcząc ze łzami. Machnięciem różdżki spakowałam swoje rzeczy i teleportowałam się z twojego mieszkania. Kiedy tylko znalazłam się w moim małym mieszkanku rozpłakałam się. Kochałam Cię, ale ty mnie nie. Złamałeś moje serce, które zawsze było kruche. Wiedziałeś o tym.
Następnego dnia snułam się po mieszkaniu wciąż wspominając piękne chwile kiedy żyłam w złudzeniu. Byłeś zupełnie innym człowiekiem niż w szkole. Byłeś wrażliwy, czuły, kochany. Wtedy zrozumiałam, że to była tylko gra. Nigdy się nie zmieniłeś.
Przez tydzień nie wychodziłam z domu, nie odzywałam się do nikogo. Dokładnie tydzień po twoim odejściu usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je niechętnie. To była Ginny.
-Boże Hermiono jak ty wyglądasz?!
-Też miło cię widzieć Ginn. - Powiedziałam, mimo, że wiedziałam o tym jak źle wyglądam. Nie jadłam praktycznie nic, nie czesałam się, cały czas chodziłam w piżamie. To ty doprowadziłeś mnie do takiego stanu.
-Nie możesz tak żyć Miona. Poradzisz sobie bez niego. - Moje oczy zaszkliły się.
-Wiesz?
-Tak, Blaise mi powiedział. On też nie pochwala działania Dracona.
Kiedy usłyszałam twoje imię nie wytrzymałam i rozpłakałam się. Ginny została przy mnie pocieszając.
Wtedy postanowiłam, że zamknę rozdział z twoją obecnością w moim życiu. Nie wiedziałam jednak jak trudno będzie mi to zrobić.
Wróciłam do pracy w małej księgarni i starałam się zapomnieć o tobie. Jednak ty na to nie pozwoliłeś. Zobaczyłam twoje zdjęcie z Astorią, a nad nim nagłówek.
DZIEDZIC MALFOY'ÓW ZARĘCZONY!
Straciłam oddech i wpatrywałam się w twoje zdjęcie. Zemdlałam.
W szpitalu dowiedziałam się, że jestem w ciąży z tobą. Nasze dziecko... Jednak ty o nim nie wiedziałeś. Nie chciałam, żebyś się dowiedział dlatego wyjechałam do Francji. Było to ulgą, ponieważ nic mi o tobie nie przypomniało. Tak myślałam, a jednak wciąż wspominałam twoje szare oczy. Zaczęłam nowe życie we Francji. Znalazłam pracę.
Kiedy urodziłam twojego syna, byłam najszczęśliwszą kobietą w świecie. Był zupełnie jak ty. Miał ten sam nos, oczy i włosy. Kiedy na niego patrzyłam widziałam ciebie. Bolało mnie to, ale byłam szczęśliwa, że mam przy sobie cząstkę ciebie.
Teraz nasz syn ma 4 latka i cały czas pyta o ciebie. Mówię, że byłeś dobrym człowiekiem, w co naprawdę wierzę. Ostatnio przeczytałam, że po wielu próbach Astoria zaszła w ciążę i macie ślicznego synka. Gratuluję. Naprawdę. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy. Ja jestem mimo, że nie ma cię przy mnie.
Hermiona nigdy nie wysłała tego listu. Do końca życia kochała Dracona.
Jak tam szkoła? Już jakieś zapowiedzi sprawdzianów? Bo u mnie tak :(
Mam nadzieję, że wam się spodoba :) Trochę krótka.
Zostawiłeś mnie. Tak po prostu powiedziałeś, że ze mną zrywasz. Twoje szare oczy były zimne, obojętne. Ton twojego głosu roztrzaskał moje serce. Chciałam wiedzieć tylko jedno.
-Dlaczego? - Mój głos lekko zadrżał, ale nie rozpłakałam się. Nie mogłam pokazać ci jak bardzo mnie zraniłeś.
-Nigdy cię nie kochałem. Byłaś tylko zabawką.
-Rozumiem - Powiedziałam, walcząc ze łzami. Machnięciem różdżki spakowałam swoje rzeczy i teleportowałam się z twojego mieszkania. Kiedy tylko znalazłam się w moim małym mieszkanku rozpłakałam się. Kochałam Cię, ale ty mnie nie. Złamałeś moje serce, które zawsze było kruche. Wiedziałeś o tym.
Następnego dnia snułam się po mieszkaniu wciąż wspominając piękne chwile kiedy żyłam w złudzeniu. Byłeś zupełnie innym człowiekiem niż w szkole. Byłeś wrażliwy, czuły, kochany. Wtedy zrozumiałam, że to była tylko gra. Nigdy się nie zmieniłeś.
Przez tydzień nie wychodziłam z domu, nie odzywałam się do nikogo. Dokładnie tydzień po twoim odejściu usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je niechętnie. To była Ginny.
-Boże Hermiono jak ty wyglądasz?!
-Też miło cię widzieć Ginn. - Powiedziałam, mimo, że wiedziałam o tym jak źle wyglądam. Nie jadłam praktycznie nic, nie czesałam się, cały czas chodziłam w piżamie. To ty doprowadziłeś mnie do takiego stanu.
-Nie możesz tak żyć Miona. Poradzisz sobie bez niego. - Moje oczy zaszkliły się.
-Wiesz?
-Tak, Blaise mi powiedział. On też nie pochwala działania Dracona.
Kiedy usłyszałam twoje imię nie wytrzymałam i rozpłakałam się. Ginny została przy mnie pocieszając.
Wtedy postanowiłam, że zamknę rozdział z twoją obecnością w moim życiu. Nie wiedziałam jednak jak trudno będzie mi to zrobić.
Wróciłam do pracy w małej księgarni i starałam się zapomnieć o tobie. Jednak ty na to nie pozwoliłeś. Zobaczyłam twoje zdjęcie z Astorią, a nad nim nagłówek.
DZIEDZIC MALFOY'ÓW ZARĘCZONY!
Straciłam oddech i wpatrywałam się w twoje zdjęcie. Zemdlałam.
W szpitalu dowiedziałam się, że jestem w ciąży z tobą. Nasze dziecko... Jednak ty o nim nie wiedziałeś. Nie chciałam, żebyś się dowiedział dlatego wyjechałam do Francji. Było to ulgą, ponieważ nic mi o tobie nie przypomniało. Tak myślałam, a jednak wciąż wspominałam twoje szare oczy. Zaczęłam nowe życie we Francji. Znalazłam pracę.
Kiedy urodziłam twojego syna, byłam najszczęśliwszą kobietą w świecie. Był zupełnie jak ty. Miał ten sam nos, oczy i włosy. Kiedy na niego patrzyłam widziałam ciebie. Bolało mnie to, ale byłam szczęśliwa, że mam przy sobie cząstkę ciebie.
Teraz nasz syn ma 4 latka i cały czas pyta o ciebie. Mówię, że byłeś dobrym człowiekiem, w co naprawdę wierzę. Ostatnio przeczytałam, że po wielu próbach Astoria zaszła w ciążę i macie ślicznego synka. Gratuluję. Naprawdę. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy. Ja jestem mimo, że nie ma cię przy mnie.
Hermiona nigdy nie wysłała tego listu. Do końca życia kochała Dracona.
środa, 19 marca 2014
Miłość pokona zło cz.4
Przepraszam za ogromne opóźnienie, ale ostatnimi czasy miałam poważny problem osobisty, który sprawił, że nie miałam weny ani chęci do pisania. Cała miniaturka zajęła 9 stron Worda z czego jestem duma, bo kiedyś moje miniaturki podzielone na części zajmowały najwyżej 4 strony. Mam nadzieję, że wam się podoba :)
_______________
_______________
Usłyszała jak ktoś wymawia jej imię. Nie rozpoznała głosu, ale po chwili mogła znów go usłyszeć.
-Hermiona, otwórz już oczy. Proszę. Nie rób sobie ze mnie żartów. - niewątpliwie był to głos mężczyzny. Dziewczyna spróbowała otworzyć oczy, ale nie udało się jej. Próbowała poruszyć ręką. Udało się.
-Dalej Hermiono, wiem, że potrafisz. Otwórz oczy.
Spróbowała i... udało się jej! Zobaczyła rozmazane kontury białego pokoju. Światło odbijające się od białych ścian raziło ją w oczy, więc znów je zamknęła. Po chwili jej powieki podniosły się, a teraz obraz był wyraźny. Rozejrzała się i zobaczyła, że przy jej łóżku siedzi blondwłosy, uśmiechający się Draco. Odwzajemniła uśmiech i zapytała.
-Gdzie jestem?
-W Mungu. Dostałaś niezłą klątwą i przez 3 dni byłaś w śpiączce.
Przypomniała sobie wojnę, swoje pierwsze zabójstwo. Jej oczy lekko się zaszkliły.
-Wygraliśmy?
-Tak. Mówiłem ci, że wygramy. - uśmiechnął się do niej.
-Mówiłeś - powiedziała i w przypływie radości przytuliła go. Chłopak na początku zaskoczony, również ją objął i zagłębił twarz w jej lokach. Hermiona się od niego odsunęła lekko zarumieniona, a on zaśmiał się pod nosem.
-Jak to się stało? Jak się mają wszyscy? - obrzuciła go pytaniami.
-Potter najpierw umarł, potem zmartwychwstał i epicko zabił najpotężniejszego czarnoksiężnika. Wszyscy cieszyli się jak oszaleli. No w końcu on umarł. I nikt nie zrobił biednemu Voldziowi pogrzebu. - Draco udał smutek, a Hermiona zaśmiała się.
-Och, jakie z niego biedactwo - dziewczyna parsknęła śmiechem, a później dołączył do niej Smok.
-Wiesz, jak ludzie świętowali? Wszędzie fajerwerki, toasty, a niektórzy nawet z radości latali nago na miotle. - chłopak zaśmiał się - No, ale wiesz, niektórzy mają też żałobę. Na przykład Weasley'owie.
-Co dlaczego?
-Fred nie żyje... - teraz smutek Dracona był autentyczny. Naprawdę lubił tego rudzielca i nie wyobrażał sobie Georga bez jego bliźniaka.
Hermiona przyłożyła dłoń do ust, a w oczach zalśniły jej łzy. Nie myślała, że ktoś z jej bliskich osób umrze, podczas tej bitwy. Teraz świat bez Freda będzie inny.
Przytuliła się do Dracona i załkała, a on przygarnął ją do siebie i pocieszał.
***
Brązowowłosa spędziła jeszcze tydzień w Mungu na obserwacji, mimo, że czuła się już dobrze. Codziennie odwiedzał ją Draco, co jakiś czas przychodził także Harry, Ginny i Luna. W końcu we wtorek mogła wyjść. Spakowała swoją piżamę do skórzanego plecaczka, a ubrała się w czarną koszulkę z Bartem Simpsonem, jeansowe, krótkie ogrodniczki i czarne trampki. Jedno ramiączko ogrodniczek zdjęła, a później wzięła swój bagaż i wyszła z sali. Draco miał odebrać ją spod szpitala. Wyszła więc na ulice Londynu, gdzie było tak tłoczno, że nikt nie zauważył wychodzącej z witryny sklepu dziewczyny. Rozejrzała się i zobaczyła pod drzewem chłopaka o blond włosach. Ruszyła do niego, przeciskając się przez ludzi. On przez ten cały czas śledził ją wzrokiem, opierając się o drzewo, a gdy dotarła do niego uśmiechnął się do niej i przytulił.
-Idziemy?
-Jasne - powiedział i pociągnął za rękę kierując się do bocznej uliczki, skąd mieli się teleportować. W chwili złączenia ich dłoni, obojga przeszedł przyjemny dreszcz i dziwne uczucie. W końcu znaleźli się w ciemnej uliczce i trzymając się za ręce aportowali się do Nory.
Hermiona otworzyła oczy, gdy poczuła z powrotem grunt pod nogami. Nora wciąż wydawała się taka sama. W końcu czy mogło zmienić się po śmierci Freda? Otóż mogło i to dużo. Hermiona przekonała się o tym wchodząc do środka. Atmosfera w pomieszczeniu, od razu dawała znać o żałobie. Domownicy byli smutniejsi, ale nie chorobliwie, ponieważ wiedzieli, że Fred nie pragnąłby aby wszyscy chodzili jak cienie. Dlatego starali się żyć normalnie, ale nie zapominając rudowłosego bliźniaka. Dziewczyna przywitała się z przyjaciółmi, a pani Weasley pobiegła do kuchni, aby nałożyć Hermionie obiadu, bo jak powiedziała schudła i pewnie jej nie dożywiali w tym szpitalu. Tak więc Miona musiała zjeść mimo, że była pełna. Po posiłku spędziła trochę czasu z przyjaciółmi, a później poszła spać.
Następnego ranka obudziło ją łaskotanie w nos. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą Dracona, który gilgotał ją piórkiem po nosie.
-Co robisz?
-Budzę cię - uśmiechnął się lekko
-Dobrze, że nie wylałeś na mnie wody, bo byłbyś właśnie zabijany.
-Nie wpadłem na to. Na Merlina, ale strata... No cóż następnym razem - uśmiechnął się chytrze, po czym połaskotał Mionę po nogach. Ta się zaśmiała i zabrała nogi. Chłopak jednak nie dał za wygraną i rzucił się na nią. Zaczął ją łaskotać po bokach, a Hermiona nie mogła złapać oddechu.
-D...Draco!! Prze-essstań!! P...Proszę! Bła..Błagam! - zaśmiała się
-Nie ma tak łatwo. Musisz jakoś zapłacić - powiedział chytrze ciągle ją łaskocząc.
-Cz...Czegoo chcesssz?!
Smok przestał i pokazał na swoje usta.
-O nie, nie dostaniesz tego. - pokręciła stanowczo głową
-Nie to nie - wrócił do łaskotania śmiejąc się.
-Dddobraa! Z..Zgadzam się! Tttylko pprzestań!
Przestał i zszedł z dziewczyny, a ona usiadła na łóżku, trzymając się za bolący od śmiechu brzuch. Popatrzyła na niego i powiedziała:
-Dziękuję, a teraz muszę iść pomóc pani Weasley - zaczynała już wstawać, gdy Draco złapał ją za rękę, pociągnął z powrotem i przygwoździł do łóżka.
-O nie-e, nie tak się umawialiśmy.
Pochylił się nad nią tak, że ich twarze dzieliły zaledwie milimetry. Powoli przybliżył się jeszcze bardziej, a później musnął lekko jej usta. Gdy nie zaprotestowała, zaczął muskać jej wargi, a później pogłębił pocałunek. Ona oddawała je delikatnie, lecz z każdą chwilą coraz namiętniej. Całowali się jakby jutro nie istniało. W końcu obojgu zabrakło tlenu, więc oderwali się od siebie. Stykali się czołami, patrząc sobie w oczy. Draco uśmiechnął się, a ona to odwzajemniła.
-Kocham Cię Hermiono. - szepnął cicho chłopak
Dziewczyna spojrzała na niego poważnie, wyszukując w jego zachowaniu kłamstwa, a gdy go nie znalazła odpowiedziała.
-Ja ciebie też Smoku. - powiedziała prawdę, którą uświadomiła sobie przed chwilą. Kochała Dracona Malfoy'a, jej byłego wroga.
Rok później
-Idziemy?
-Jasne - powiedział i pociągnął za rękę kierując się do bocznej uliczki, skąd mieli się teleportować. W chwili złączenia ich dłoni, obojga przeszedł przyjemny dreszcz i dziwne uczucie. W końcu znaleźli się w ciemnej uliczce i trzymając się za ręce aportowali się do Nory.
Hermiona otworzyła oczy, gdy poczuła z powrotem grunt pod nogami. Nora wciąż wydawała się taka sama. W końcu czy mogło zmienić się po śmierci Freda? Otóż mogło i to dużo. Hermiona przekonała się o tym wchodząc do środka. Atmosfera w pomieszczeniu, od razu dawała znać o żałobie. Domownicy byli smutniejsi, ale nie chorobliwie, ponieważ wiedzieli, że Fred nie pragnąłby aby wszyscy chodzili jak cienie. Dlatego starali się żyć normalnie, ale nie zapominając rudowłosego bliźniaka. Dziewczyna przywitała się z przyjaciółmi, a pani Weasley pobiegła do kuchni, aby nałożyć Hermionie obiadu, bo jak powiedziała schudła i pewnie jej nie dożywiali w tym szpitalu. Tak więc Miona musiała zjeść mimo, że była pełna. Po posiłku spędziła trochę czasu z przyjaciółmi, a później poszła spać.
Następnego ranka obudziło ją łaskotanie w nos. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą Dracona, który gilgotał ją piórkiem po nosie.
-Co robisz?
-Budzę cię - uśmiechnął się lekko
-Dobrze, że nie wylałeś na mnie wody, bo byłbyś właśnie zabijany.
-Nie wpadłem na to. Na Merlina, ale strata... No cóż następnym razem - uśmiechnął się chytrze, po czym połaskotał Mionę po nogach. Ta się zaśmiała i zabrała nogi. Chłopak jednak nie dał za wygraną i rzucił się na nią. Zaczął ją łaskotać po bokach, a Hermiona nie mogła złapać oddechu.
-D...Draco!! Prze-essstań!! P...Proszę! Bła..Błagam! - zaśmiała się
-Nie ma tak łatwo. Musisz jakoś zapłacić - powiedział chytrze ciągle ją łaskocząc.
-Cz...Czegoo chcesssz?!
Smok przestał i pokazał na swoje usta.
-O nie, nie dostaniesz tego. - pokręciła stanowczo głową
-Nie to nie - wrócił do łaskotania śmiejąc się.
-Dddobraa! Z..Zgadzam się! Tttylko pprzestań!
Przestał i zszedł z dziewczyny, a ona usiadła na łóżku, trzymając się za bolący od śmiechu brzuch. Popatrzyła na niego i powiedziała:
-Dziękuję, a teraz muszę iść pomóc pani Weasley - zaczynała już wstawać, gdy Draco złapał ją za rękę, pociągnął z powrotem i przygwoździł do łóżka.
-O nie-e, nie tak się umawialiśmy.
Pochylił się nad nią tak, że ich twarze dzieliły zaledwie milimetry. Powoli przybliżył się jeszcze bardziej, a później musnął lekko jej usta. Gdy nie zaprotestowała, zaczął muskać jej wargi, a później pogłębił pocałunek. Ona oddawała je delikatnie, lecz z każdą chwilą coraz namiętniej. Całowali się jakby jutro nie istniało. W końcu obojgu zabrakło tlenu, więc oderwali się od siebie. Stykali się czołami, patrząc sobie w oczy. Draco uśmiechnął się, a ona to odwzajemniła.
-Kocham Cię Hermiono. - szepnął cicho chłopak
Dziewczyna spojrzała na niego poważnie, wyszukując w jego zachowaniu kłamstwa, a gdy go nie znalazła odpowiedziała.
-Ja ciebie też Smoku. - powiedziała prawdę, którą uświadomiła sobie przed chwilą. Kochała Dracona Malfoy'a, jej byłego wroga.
Rok później
Hermiona właśnie stała przed Draconem ubranym w garnitur. Ona sama ubrana była w białą suknię. Znajdowali się w kościele, stojąc przed ołtarzem. Dziewczyna usłyszała:
-Czy ty Hermiono Granger bierzesz sobie tego oto mężczyznę na męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską?
-Tak.
-Czy ty Draconie Malfoy bierzesz sobie tą oto niewiastę na żonę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską?
-Tak.
-Ogłaszam was mężem i żoną. Pan młody może pocałować pannę młodą.
Draconowi nie trzeba było powtarzać. Objął Hermionę i pocałował ją, a wtedy wybuchł aplauz. Wesele było wspaniałe i bawili się niesamowicie.
11 lat później
-Thomas tylko pamiętaj o sowach! Będziemy tęsknić!
-Dobrze mamo! Ja też!
Hermiona razem z mężem i dwójką dzieci żegnała najstarsze z rodzeństwa, które właśnie wybierało się na pierwszy rok w Hogwarcie. Pamiętała jak sama jechała tym pociągiem. Uśmiechnęła się do Dracona, który z niepokojem patrzył na odjeżdżającą lokomotywę.
-Da sobie radę.
-Wiem, ale boję się, że szkoła nie. Mieszanka naszych charakterów jest niebezpieczna.
-Masz rację - zaśmiała się - Chodźmy już, Marina musi przecież zdążyć na rozpoczęcie zerówki.
-Już idziemy - powiedział blondwłosy, po czym wziął na barana swojego 4 letniego synka.
Oboje spełnili swoje marzenia. Mieli niesamowitą rodzinę i szczęście. Każdego dnia patrzyli na swoje dzieci: 11-letniego Thomasa, który był mieszanką rodziców, 6-letnią Marinę, która była kopią mamusi i 4-letniego Scorpiusa, który był kropka w kropkę jak Draco; i nie mogli się nadziwić, że minęło już 12 lat odkąd wyznali sobie miłość.
piątek, 14 marca 2014
Drabble
Mam dla was parę drabble :) Mam nadzieję, że nie są złe i wam się spodobają :P Przepraszam, że nie były kiedy miały być, ale nie miałam pomysłu na 4 drabble, a teraz ze względu słonecznej pogody wpadłam na taki.
Drabble 1
Siedział przy stole. Widział jak na niego patrzy. Widział jak zagryza wargę. Jak nieudolnie próbuje ukryć zawstydzenie. Jak udaje, że nic nie robi. Rozbawiło go jej pożądanie w oczach. Spojrzał na Pansy. Schylił się aby powiedzieć jej coś, a ona spłonęła rumieńcem. Pocałował ją namiętnie, kątem oka spoglądając na stół Gryfonów. Była czerwona, a jej oczy ciskały pioruny w stronę czarnowłosej Ślizgonki. Uśmiechnął się i powiedział do siebie:
-Już jesteś moja.
Hermiona Granger właśnie stała się zdobyczą Dracona Malfoy'a.
Drabble 2
Siedziała w Wielkiej Sali. Zachowywała się jak zawsze. Uśmiechnęła się do Ginny. Próbowała ukryć cierpienie przed wszystkimi. W końcu nikt nie powinien tego wiedzieć. Nagle do sali wszedł ON. Platynowe włosy, stalowe, zimne oczy, ironiczny uśmieszek i postawa arystokraty. Jej serce zaczęło krwawić widząc jego kolejną zdobycz. Wyklinała sobie w tej chwili swoją naiwność. Zakochała się w nim, wierzyła, że się zmienił. A ON ją wykorzystał. Zostawił jak zabawkę, która mu się znudziła. Pocieszała się jedynie myślą, że nowa dziewczyna szybko mu się znudzi, tak jak ona i tak jak ona będzie cierpieć. Nie wiedziała jednak, że jego ojciec zagroził mu zabiciem jej. Dlatego Draco Malfoy musiał zostawić Hermionę Granger mimo ogromnej miłości.
Drabble 3
Percy widział jak jego dziewczyna rozmawia i śmieje się z jakimś przystojnym chłopakiem. Byli razem, a ona flirtowała z innym. Gotował się z zazdrości widząc jak nieznajomy obejmuje ramieniem i całuje w policzek jego Annabeth. Gdy się oddalili, Percy wyszedł z Central Parku i wściekły wszedł do mieszkania. Zjadł z mamą obiad i zaszył się w pokoju. Nawet nie myślał o porozmawianiu z Annabeth. . Następnego dnia przyszła do niego Ann. Nie odzywał się do niej.
-Co jest Percy?
-Z kim wczoraj się spotkałaś? Widziałem was.
-Z moim kuzynem. Jesteś zazdrosny? - chłopak zaczerwienił się ze wstydu. Dziewczyna zaśmiała się i usiadła na jego kolanach.
-Kocham Cię wiesz?
Drabble 4
Czwórka przyjaciół siedziała nad jeziorem. Odpoczywali w promieniach słońca. Czarnowłosy chłopak o niebieskich oczach wsłuchał się w śpiew ptaków, dźwięki uderzających o siebie mieczy i dźwięk małych fal. W końcu był spokój i pokój. Mógł odpocząć. Przytulił do siebie blondwłosą dziewczynę, a ona uśmiechnęła się do niego zamykając oczy. Cieszyli się, że wojna z Kronosem dobiegła końca, a oni mogą zacząć żyć jak normalni ludzie. No dobra, jak normalni herosi. Percy zaczął się nudzić, więc otworzył oczy i spojrzał na wodę. Wpadł na diabelski plan. Wyciągnął rękę, spojrzał na kozłonoga i cyklopa leżących koło niego i sprawił, że ciecz z jeziora chlupnęła na nich. Uśmiechnął się, wstając.
-PERCY!!!
Drabble 1
Siedział przy stole. Widział jak na niego patrzy. Widział jak zagryza wargę. Jak nieudolnie próbuje ukryć zawstydzenie. Jak udaje, że nic nie robi. Rozbawiło go jej pożądanie w oczach. Spojrzał na Pansy. Schylił się aby powiedzieć jej coś, a ona spłonęła rumieńcem. Pocałował ją namiętnie, kątem oka spoglądając na stół Gryfonów. Była czerwona, a jej oczy ciskały pioruny w stronę czarnowłosej Ślizgonki. Uśmiechnął się i powiedział do siebie:
-Już jesteś moja.
Hermiona Granger właśnie stała się zdobyczą Dracona Malfoy'a.
Drabble 2
Siedziała w Wielkiej Sali. Zachowywała się jak zawsze. Uśmiechnęła się do Ginny. Próbowała ukryć cierpienie przed wszystkimi. W końcu nikt nie powinien tego wiedzieć. Nagle do sali wszedł ON. Platynowe włosy, stalowe, zimne oczy, ironiczny uśmieszek i postawa arystokraty. Jej serce zaczęło krwawić widząc jego kolejną zdobycz. Wyklinała sobie w tej chwili swoją naiwność. Zakochała się w nim, wierzyła, że się zmienił. A ON ją wykorzystał. Zostawił jak zabawkę, która mu się znudziła. Pocieszała się jedynie myślą, że nowa dziewczyna szybko mu się znudzi, tak jak ona i tak jak ona będzie cierpieć. Nie wiedziała jednak, że jego ojciec zagroził mu zabiciem jej. Dlatego Draco Malfoy musiał zostawić Hermionę Granger mimo ogromnej miłości.
Drabble 3
Percy widział jak jego dziewczyna rozmawia i śmieje się z jakimś przystojnym chłopakiem. Byli razem, a ona flirtowała z innym. Gotował się z zazdrości widząc jak nieznajomy obejmuje ramieniem i całuje w policzek jego Annabeth. Gdy się oddalili, Percy wyszedł z Central Parku i wściekły wszedł do mieszkania. Zjadł z mamą obiad i zaszył się w pokoju. Nawet nie myślał o porozmawianiu z Annabeth. . Następnego dnia przyszła do niego Ann. Nie odzywał się do niej.
-Co jest Percy?
-Z kim wczoraj się spotkałaś? Widziałem was.
-Z moim kuzynem. Jesteś zazdrosny? - chłopak zaczerwienił się ze wstydu. Dziewczyna zaśmiała się i usiadła na jego kolanach.
-Kocham Cię wiesz?
Drabble 4
Czwórka przyjaciół siedziała nad jeziorem. Odpoczywali w promieniach słońca. Czarnowłosy chłopak o niebieskich oczach wsłuchał się w śpiew ptaków, dźwięki uderzających o siebie mieczy i dźwięk małych fal. W końcu był spokój i pokój. Mógł odpocząć. Przytulił do siebie blondwłosą dziewczynę, a ona uśmiechnęła się do niego zamykając oczy. Cieszyli się, że wojna z Kronosem dobiegła końca, a oni mogą zacząć żyć jak normalni ludzie. No dobra, jak normalni herosi. Percy zaczął się nudzić, więc otworzył oczy i spojrzał na wodę. Wpadł na diabelski plan. Wyciągnął rękę, spojrzał na kozłonoga i cyklopa leżących koło niego i sprawił, że ciecz z jeziora chlupnęła na nich. Uśmiechnął się, wstając.
-PERCY!!!
piątek, 21 lutego 2014
Miłość pokona zło cz.3
No, wreszcie się zebrałam i napisałam kolejną część. Wiem, że dużo czasu mi to zajęło, ale wcześniej nie miałam głowy do tego. Mam nadzieję, że wam się spodoba, bo ta część wyszła dokładnie tak jak chciałam.
Nie będzie mnie do końca lutego, bo wyjeżdżam, ale postaram się coś napisać, żebyście mieli do czytania po feriach.
___________________
Był dziś 30 kwietnia. Zostały tylko dwa dni to wojny. Ron i Harry jeszcze nie wrócili, dlatego większość była zestresowana. W Hogwarcie potajemnie przygotowywano się, a młodsi uczniowie zostali wysłani do domów.
Nie będzie mnie do końca lutego, bo wyjeżdżam, ale postaram się coś napisać, żebyście mieli do czytania po feriach.
___________________
Był dziś 30 kwietnia. Zostały tylko dwa dni to wojny. Ron i Harry jeszcze nie wrócili, dlatego większość była zestresowana. W Hogwarcie potajemnie przygotowywano się, a młodsi uczniowie zostali wysłani do domów.
Hermiona właśnie siedziała przed kominkiem w Norze i powtarzała sobie wszystkie zaklęcia. Bała się, że zapomni zaklęć i trafi w nią śmiercionośne zaklęcie. Gdy tak czytała, książkę, poczuła jak ktoś łapie ją za biodra i podnosi do góry. Nim się obejrzała była niesiona przez Draco, prosto na dwór.
-Draco, puść mnie!
Chłopak jednak nic sobie z jej krzyków nie robił i zmierzał w stronę małej rzeczki. Gdy dziewczyna zrozumiała co chce zrobić, zaczęła znów krzyczeć.
-Malfoy, masz mnie natychmiast puścić! Jak będę na ziemi to... Aaaa!
Nie zdążyła dokończyć, ponieważ Draco puścił ją prosto do zimnej rzeczki.
-Dlaczego to zrobiłeś!?
-Powiedziałaś, żebym cię puścił, a tak po za tym, to dlatego, że za bardzo się martwisz. - powiedział z cwanym uśmieszkiem.
-Jest o co się martwić.
-Wygramy. Oni się nawet nie spodziewają, że wiemy.
-Dobra, pomóż mi wyjść.
Chłopak wyciągnął do niej rękę, a gdy ona ją złapała, pociągnęła go mocno, sprawiając, że wpadł do rzeczki
-Osz ty! - krzyknął oburzony i rzucił się na nią, przygniatając ją ciałem.
Oboje zaśmiali się, jednak gdy ich oczy spotkały się, śmiech ustał. Patrzyli na siebie, nie wiedząc co zrobić. Ich twarze dzieliły centymetry. 10.... 5.... 2....1..... Usłyszeli huk otwieranych drzwi i już po chwili obok nich pojawił się Ron. Jego twarz była tak bardzo czerwona, że niemal zlewała się z rudymi włosami. Tak właściwie co on tu robił? Zobaczył ich w tej pozycji i powiedział donośnie:
-Hermiona, moja mama cię woła.
Po czym wściekły odszedł. Oni powoli wstawali, starając się na siebie nie patrzeć. Rozeszli się w ciszy, a gdy Hermiona weszła do pokoju, który dzieliła z Ginny, rzuciła się na swoje łóżko.
-Co to miało być? - szepnęła sama do siebie.
Nie rozumiała, jak mogła dopuścić do takiej sytuacji. Fakt, nic się nie stało, ale gdyby Ron nie przyszedł do nich, pewnie by ją pocałował. A ona przecież, nie należy do osób, które całują się z kim popadnie. W końcu nic do niego nie czuła, prawda? Prawda?
W tym samym czasie w pokoju Dracona, chłopak przeżywał podobne rozterki, z tą różnicą, że on wcale nie żałowałby, gdyby się pocałowali. Ale ten kretyn Weasley zawsze musi coś popsuć! Draco był wściekły na rudowłosego, ponieważ w tamtym momencie nie zależało mu na niczym więcej, niż na posmakowaniu ust brązowookiej. Sam nie wiedział dlaczego, ale wiedział, że ta dziewczyna z każdym dniem staje się dla niego coraz ważniejsza. Nie przyznałby się do tego przed innymi. W końcu był Malfoy'em. Przeklął w myślach. Nie jest dobrze, że jestem Malfoy'em! To przez to nazwisko i cholerną rodzinę, mam takie problemy! Warczał tak w myślach, dopóki nie usłyszał wołania na kolację. Okazało się, że minęły już 2 godziny, od powrotu z dworu. Chłopak ruszył i chciał już wyjść, gdy poczuł, że jego ubrania wciąż są mokre. Wysuszył je różdżką, po czym zszedł na kolację.
***
Następnego dnia, wszyscy wstali wcześnie rano i zaczęli się przygotowywać do wyjazdu do Hogwartu. Mieli tam czekać na bitwę, aby być bliżej i szybciej móc walczyć. Draco i Hermiona wciąż nie odzywali się do siebie słowem, odrobinę zawstydzeni tamtą chwilą. Jednak co jakiś czas rzucali sobie ukradkowe spojrzenia, a gdy spotykały się, szybko odwracali wzrok. Wieczorem, wszyscy w nerwowej atmosferze znaleźli się w Hogwarcie. Trwały już tam przygotowania. Wszystko działo się w tajemnicy, ponieważ gdyby dowiedzieli się pilnujący zamku Śmierciożercy, kto wie co by się stało.
W końcu nadeszła wyczekiwana i przerażająca chwila. Harry Potter ujawnił się, co sprawiło, że Snape uciekł z zamku pokonany przez profesor McGonagall. Nauczyciele zaczęli rzucać zaklęcia ''Protego Maxima. Fianto Duri. Repello Inimicum.''. Opiekunka Gryffindoru rzuciła zaklęcie Piertorium Locomotor. Wszyscy uczniowie, członkowie Zakonu Feniksa i inni walczący rozproszyli się po całym zamku, aby go bronić. Hermiona chciała iść razem z Ronem i Harrym aby znaleźć jeden z ostatnich horkruksów.
-Nie Hermiono, damy sobie radę. Ty musisz walczyć. Znasz wiele zaklęć i możesz się przydać.
-Harry, ja muszę z wami iść. Przecież wy nawet nie wiecie gdzie macie szukać.
-Ty też nie wiesz. Zostań tutaj i walcz. Damy radę.
Przyjaciele Hermiony pobiegli w kierunku wieży Ravenclawu, gdzie jak myśleli może być diadem Roveny Ravenclaw. Dziewczyna spojrzała na nich i pobiegła przed zamek. Obserwowała jak Śmierciożercy rzucają zaklęcia na Hogwart. Te jednak nie docierały do nich, odbijając się od niewidzialnej tarczy. Nagle w ochraniającą ich bańkę uderzyło zaklęcie potężnej mocy. Z nieba zaczęły spadać kawałki palącej się tarczy. Bitwa się rozpoczęła. Do zamku zaczęli wlatywać Śmierciożercy. Z innych stron pojawiały się olbrzymy, wielkie pająki i inni sprzymierzeńcy Voldemorta. Hermiona odbiła zaklęcie jakiegoś poplecznika Czarnego Pana i zaczęła z nim walczyć. Rzuciła się w wir walki chroniąc swoich znajomych i mając nadzieję na lepsze jutro. Nie zabijała, bo nie potrafiła. Sprawiała, że przeciwnicy nie byli zdolni do ruchu, tracili wzrok. Nagle z tyłu usłyszała śmiercionośne zaklęcie. Ledwo odwróciła się i musiała rzucić się prawo, aby nie umrzeć. Wstała szybko i zaczęła walczyć.
-Expeliarmus!
-Protego! Crucio!
Uchyliła się i krzyknęła:
-Drętwota! - nie udało się.
-Avada Kedavra! - znów uciekła w bok, a kątem oka zobaczyła jak zaklęcie trafia w Parvati Patil. Była wściekła, dlatego nie myśląc więcej rzuciła w stronę Śmierciożercy dwa zabijające słowa:
-Avada Kedavra!
Gdy wypowiedziała zaklęcie z jej różdżki wyleciał snop zielonego światła. Po chwili przeciwnik padł na ziemię, ugodzony owym światłem prosto w serce. Hermiona spojrzała na swoje ręce i pomyślała Zabiłam, jestem morderczynią...
Nie kontaktowała z rzeczywistością wciąż powtarzając słowo ''Zabiłam...''. Po chwili usłyszała męski głos, który poznałaby wszędzie:
-Uważaj!
I straciła przytomność...
-Expeliarmus!
-Protego! Crucio!
Uchyliła się i krzyknęła:
-Drętwota! - nie udało się.
-Avada Kedavra! - znów uciekła w bok, a kątem oka zobaczyła jak zaklęcie trafia w Parvati Patil. Była wściekła, dlatego nie myśląc więcej rzuciła w stronę Śmierciożercy dwa zabijające słowa:
-Avada Kedavra!
Gdy wypowiedziała zaklęcie z jej różdżki wyleciał snop zielonego światła. Po chwili przeciwnik padł na ziemię, ugodzony owym światłem prosto w serce. Hermiona spojrzała na swoje ręce i pomyślała Zabiłam, jestem morderczynią...
Nie kontaktowała z rzeczywistością wciąż powtarzając słowo ''Zabiłam...''. Po chwili usłyszała męski głos, który poznałaby wszędzie:
-Uważaj!
I straciła przytomność...
czwartek, 13 lutego 2014
Wspomnienia bolą...
Zgłosiłam tą miniaturkę, do konkursu na http://stowarzyszenie-dhl.blogspot.com/
Mam nadzieję, że wam się spodoba :) Trochę krótka, ale no cóż.
_______________________________
''Przez łączkę biegnie dziewczynka. Jej brązowe włosy rozwiewa wiatr. Usta układają się w szczerym uśmiechu. Za nią biegnie blond-włosy chłopiec. Próbuje ją dogonić. Śmieją się radośnie. Promienie słońca padają na ich rumiane dziecięce twarze. Po chwili dobiegają do drzewa. Chłopiec wreszcie jest przy niej. Wyjmuje z kieszeni scyzoryk i przykłada do drewna, wyrzeźbiając napis: ''H+D=Forever Friends''. Kończy i przytula brązowowłosą. Całuje ją lekko w policzek i mówi
-Forever''
Ich przyjaźń. Była prawdziwa, tak jak tylko być może.
''Biblioteka. Przy stoliku w kącie siedzi dziewczynka. Jej brązowe loki opadają na twarz pochyloną w skupieniu. Jej dłoń co chwilę zanurza pióro w kałamażu. Pisze, najprawdopodobniej wypracowanie. Policzki ma zaróżowione. Po chwili nad nią staje jakiś chłopak. Dziewczyna podnosi głowę. Rozpoznaje go i posyła uśmiech.
-Hej Draco.
-Cześć. Musisz teraz to pisać?
-Tak, nie chcę mieć później tego zajęcia.
-Ale niedługo święta. Chodź na błonia. - chłopiec był nieugięty
-Draco, to że niedługo święta nic nie znaczy. Nadal będziemy mieć 11 lat i nadal będziemy mogli się pobawić w święta.
-No chodź, uparciuchu.
Zaczął pakować jej książki, a dziewczynka wiedząc, że nic nie wskura postanowiła się mu poddać.
Po chwili byli już na błoniach obsypanych śniegiem. Wszystko było tak piękne, że brązowowłosa zapatrzyła się na padające płatki puchu. Nagle poczuła jak ktoś uderza w nią śnieżką. Rozejrzała się i zobaczyła blondwłosego chłopca rzucającego jeszcze raz. Schyla się i robi kulkę. Rzuca w niego. Śmieje się widząc jego czerwoną twarz, po tym jak w nią dostał. On nie traci czasu i dziewczynka również dostaje w twarz. Śmieją się oboje. Spędzili cały dzień na budowaniu bałwana. ''
Pochyla się nad ziemią. Z jej oczu kapią łzy. Wspomnienia bolą.
''-Nie chcę z tobą rozmawiać!
-Hermiona! Mama zaraz przyjedzie po nas!
12 letni chłopiec podbiega do niej i przytula. Dziewczynka szarpie się, ale w końcu uspokaja. Zaczyna łkać.
-Dlaczego oni? Zostawili mnie samą...
-Nie wiem dlaczego, ale nie jesteś sama. Masz mnie, moją mamę, Harrego, Rona. Twoi rodzice nie chcieliby, żebyś się załamywała.
-Przepraszam, ale to tak boli''
Kolejna łza. Kolejne wspomnienie.
''-Draco nie podjadaj! Ty też Hermiona!
-Oj mamo. Jest jeszcze dużo jedzenia, goście taty dadzą radę bez babeczek - chłopiec przybrał minę niewiniątka
-Dobrze, weźcie sobie po jednej i na dwór.
Dzieci posłuchały się i wyszły. Postanowiły pójść nad rzeczkę. Zajadając się babeczkami wkońcu tam dotarli. Od razu wskoczyli do rzeki. Zaczęli się chlapać i pływać. Śmiali się głośno, płosząc ptaki.
-Draco, przestań! Proszę-ę przestaaań! - dziewczynka śmiała się próbując uciec przed chlapaniem. W końcu wyszła z wody i położyła się na trawie. Po chwili koło niej opadł zmęczony chłopiec. Zaśmiali się, widząc swoje przemoczone głowy.''
To była jedna z ich ostatnich wspólnych chwil. Później rozpętało się piekło. Draco namówił swoją mamę na zakupy w mugolskim świecie. Pech chciał, że akurat wtedy odbył się zamach. Narcyza, próbowała się teleportować, ale nie zdążyła. Dzieci rozdzieliły się, przez tłum ludzi. Hermiona schowała się w kącie. Po wszystkim, ktoś ją znalazł. Nie pamiętała kto. Spytał o rodziców, odpowiedziała, że nie ma. Dlatego zadzwoniono do Lucjusza. Okazało się, że ani Draco, ani Narcyza nie przeżyli.
A teraz dziewczyna siedziała, pod drzwem na którym wyryte były jej i Dracona inicjały. Płakała. Minęły 3 tygodnie od ich śmierci. Nadal miała 12 lat, nadal były wakacje, nadal była brązowowłosą dziewczyną. Jednak jej charakter się zmienił. Zamknęła się w sobie i nie chciała z nikim rozmawiać.
Tak skończyła się przyjaźń Dracona Malfoy'a i Hermiony Granger.
Mam nadzieję, że wam się spodoba :) Trochę krótka, ale no cóż.
_______________________________
''Przez łączkę biegnie dziewczynka. Jej brązowe włosy rozwiewa wiatr. Usta układają się w szczerym uśmiechu. Za nią biegnie blond-włosy chłopiec. Próbuje ją dogonić. Śmieją się radośnie. Promienie słońca padają na ich rumiane dziecięce twarze. Po chwili dobiegają do drzewa. Chłopiec wreszcie jest przy niej. Wyjmuje z kieszeni scyzoryk i przykłada do drewna, wyrzeźbiając napis: ''H+D=Forever Friends''. Kończy i przytula brązowowłosą. Całuje ją lekko w policzek i mówi
-Forever''
Ich przyjaźń. Była prawdziwa, tak jak tylko być może.
''Biblioteka. Przy stoliku w kącie siedzi dziewczynka. Jej brązowe loki opadają na twarz pochyloną w skupieniu. Jej dłoń co chwilę zanurza pióro w kałamażu. Pisze, najprawdopodobniej wypracowanie. Policzki ma zaróżowione. Po chwili nad nią staje jakiś chłopak. Dziewczyna podnosi głowę. Rozpoznaje go i posyła uśmiech.
-Hej Draco.
-Cześć. Musisz teraz to pisać?
-Tak, nie chcę mieć później tego zajęcia.
-Ale niedługo święta. Chodź na błonia. - chłopiec był nieugięty
-Draco, to że niedługo święta nic nie znaczy. Nadal będziemy mieć 11 lat i nadal będziemy mogli się pobawić w święta.
-No chodź, uparciuchu.
Zaczął pakować jej książki, a dziewczynka wiedząc, że nic nie wskura postanowiła się mu poddać.
Po chwili byli już na błoniach obsypanych śniegiem. Wszystko było tak piękne, że brązowowłosa zapatrzyła się na padające płatki puchu. Nagle poczuła jak ktoś uderza w nią śnieżką. Rozejrzała się i zobaczyła blondwłosego chłopca rzucającego jeszcze raz. Schyla się i robi kulkę. Rzuca w niego. Śmieje się widząc jego czerwoną twarz, po tym jak w nią dostał. On nie traci czasu i dziewczynka również dostaje w twarz. Śmieją się oboje. Spędzili cały dzień na budowaniu bałwana. ''
Pochyla się nad ziemią. Z jej oczu kapią łzy. Wspomnienia bolą.
''-Nie chcę z tobą rozmawiać!
-Hermiona! Mama zaraz przyjedzie po nas!
12 letni chłopiec podbiega do niej i przytula. Dziewczynka szarpie się, ale w końcu uspokaja. Zaczyna łkać.
-Dlaczego oni? Zostawili mnie samą...
-Nie wiem dlaczego, ale nie jesteś sama. Masz mnie, moją mamę, Harrego, Rona. Twoi rodzice nie chcieliby, żebyś się załamywała.
-Przepraszam, ale to tak boli''
Kolejna łza. Kolejne wspomnienie.
''-Draco nie podjadaj! Ty też Hermiona!
-Oj mamo. Jest jeszcze dużo jedzenia, goście taty dadzą radę bez babeczek - chłopiec przybrał minę niewiniątka
-Dobrze, weźcie sobie po jednej i na dwór.
Dzieci posłuchały się i wyszły. Postanowiły pójść nad rzeczkę. Zajadając się babeczkami wkońcu tam dotarli. Od razu wskoczyli do rzeki. Zaczęli się chlapać i pływać. Śmiali się głośno, płosząc ptaki.
-Draco, przestań! Proszę-ę przestaaań! - dziewczynka śmiała się próbując uciec przed chlapaniem. W końcu wyszła z wody i położyła się na trawie. Po chwili koło niej opadł zmęczony chłopiec. Zaśmiali się, widząc swoje przemoczone głowy.''
To była jedna z ich ostatnich wspólnych chwil. Później rozpętało się piekło. Draco namówił swoją mamę na zakupy w mugolskim świecie. Pech chciał, że akurat wtedy odbył się zamach. Narcyza, próbowała się teleportować, ale nie zdążyła. Dzieci rozdzieliły się, przez tłum ludzi. Hermiona schowała się w kącie. Po wszystkim, ktoś ją znalazł. Nie pamiętała kto. Spytał o rodziców, odpowiedziała, że nie ma. Dlatego zadzwoniono do Lucjusza. Okazało się, że ani Draco, ani Narcyza nie przeżyli.
A teraz dziewczyna siedziała, pod drzwem na którym wyryte były jej i Dracona inicjały. Płakała. Minęły 3 tygodnie od ich śmierci. Nadal miała 12 lat, nadal były wakacje, nadal była brązowowłosą dziewczyną. Jednak jej charakter się zmienił. Zamknęła się w sobie i nie chciała z nikim rozmawiać.
Tak skończyła się przyjaźń Dracona Malfoy'a i Hermiony Granger.
niedziela, 26 stycznia 2014
Miłość pomimo wszystko...
Pisałam tą miniaturkę w nocy. Naszła mnie ochota na coś innego, więc jest. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Posłuchajcie sobie do tego:
____________________
Słońce właśnie wstawało, powoli oświetlając mały, ponury pokój. Na łóżku, w kącie siedziała skulona postać. Hermiona opierała czoło o kolana, cały czas drżąc. Było zimno, ale nie chciała tego zmienić. Bolały ją mięśnie, a skóra piekła od zimna. Uważała, że zasługuje na ten ból. Nienawidziła się za to co zrobiła. Codziennie żyła z poczuciem winy. Nie, ona nie żyła. Ona istniała. Istniała, nic nie jedząc, nie ruszając się wiele. Co noc nie spała. Jej skóra była blada, a włosy straciły swój dawny blask. Pod oczami widniały cienie, a gdyby przyjrzeć się lepiej, ubrania zwisały z niej. Była wychudzona.
Czuła się potwornie. Minęło już pół roku od bitwy, a oni wciąż nie pisali. Miała nadzieję, że jej przyjaciele nie odwrócą się od niej. Myliła się. Nie chcieli jej znać. Spędzała w tym małym pokoiku całe dnie, z ogromnymi wyrzutami sumienia. Chciała zniknąć, zapomnieć, ale nie mogła. Czekała cierpliwie na swój wyrok. Chciała cierpieć, tak jak ci których zraniła.
W południe do jej pokoju wleciała sowa, która opuściła list na łóżko i szybko wyleciała. Dziewczyna podniosła go i zaczęła czytać, a jej twarz była pełna zaskoczenia.
A więc, jeszcze miesiąc. Został jej miesiąc wolności. Zastanawiało ją po co wysyłają aurora. Była ciekawa, kto nim będzie. Po przeczytaniu listu, poczuła się jeszcze bardziej zmęczona. Pierwszy raz od paru tygodni postanowiła usnąć. Pragnęła zasnąć i nigdy się nie obudzić.
Obudziła się w środku nocy, z krzykiem. Znów śnił się jej ten koszmar. Właśnie dlatego nie spała. Bała się wspomnień. Usnęła jednak jeszcze raz, tym razem spokojniej.
Następnego dnia do drzwi jej małego domu, ktoś zapukał. Powoli ruszyła schodami, garbiąc się i zasłaniając oczy przed słońcem wpadającym przez nie zasłonięte okna. Znalazła się już przy drzwiach i otworzyła je. Zdziwiła się widząc przed sobą Dracona Malfoy'a. Wpuściła go jednak bez słowa.
- Witam, zostałem tutaj przysłany przez Ministerstwo, aby przypilnować pani do czasu przesłuchania - powiedział wyćwiczoną regułkę.
Skinęła głową, patrząc na podłogę. Nie potrafiła popatrzeć na niego. Zrobiła coś niesamowicie raniącego go. Żałowała tego, ale czasu nie da się cofnąć. A tak bardzo tego chciała. Mężczyzna spojrzał na jej przykuloną sylwetkę i wspomniał, jej dawny wygląd. Gdy chodzili do Hogwartu, była radosną i przyjacielską dziewczyną. Teraz na jej twarzy nie było widać cienia radości. Mimo, że wyrządziła tyle złego, współczuł jej. Była samotna, zostawiona z problemami, bez nadziei na normalne życie. W końcu postanowił przerwać ciszę, która zapanowała, po jego przywitaniu.
- Mogłaby pani pokazać mi pokój, w którym będę mieszkał?
- Co? - spytała zachrypniętym głosem. Od tak dawna nic nie mówiła.
- Mam tutaj zamieszkać, aby być cały czas z panią.
- Dobrze - ruszyła wolnym krokiem na górę. Poprowadziła go do największego pokoju w tym domu. Był to jednocześnie jedyny pokój, poza jej sypialnią, w którym było łóżko.
Cały pokój był zakurzony, a Draco czekał, aż ona coś powie, zrobi. Nie doczekał się jednak. Stała i myślała. Wspominała czasy, gdy się nienawidzili. Później dołączyła do Voldemorta... To był jej największy błąd w życiu. Mężczyzna w tym czasie wyciągnął różdżkę, a gdy ona to zobaczyła, odsunęła się panicznie w tył. W oczach miała przerażenie. Spoglądała na jego różdżkę, a Draco na nią. Widział jej panikę i zastanawiał się co spowodowało taki strach, przed... Przed czym? Machnął magicznym patykiem, a w pokoju zrobiło się czyściej, jaśniej i świeżej. Schował różdżkę, a kobieta wyraźnie się uspokoiła.
- Stało się coś? - spytał
Zaprzeczyła głową, a później powiedziała.
- Proszę się rozgościć. Nie mam nic w lodówce, więc czy mógłby pan sam sobie coś kupić? - pokiwał głową. - To ja sobie pójdę. - powiedziała i już po chwili szła chwiejnym krokiem do pokoju. Oczy miała załzawione, a twarz zbolałą. Widok różdżki podziałał na nią jak odstraszacz. To przecież, właśnie takim patykiem zabijała tylu ludzi. To przez niego, czary działały. Usiadła w kącie pokoju i skuliła się najbardziej jak mogła. Pogrążyła się w przemyśleniach....
W tym czasie Draco, był w kuchni. Siedział i popijał kawę, ponieważ tylko to znalazł w szafkach. Zastanawiał się, co ona je skoro nic nie ma w lodówce. Najprawdopodobniej nic. Wciąż nie umiał zapomnieć jej przerażenia na widok różdżki. Teraz wiedział, że bała się jej. Myślał nad tym, że pilnowanie jej nie będzie ciekawe. Mimo, że współczuł jej takiego życia, to czuł do niej lekką odrazę. W końcu zabiła jedyną osobę, która go kochała. Jego matkę.
******
Minął tydzień. Hermiona nie wychodziła z pokoju, mimo, że Draco namawiał ją do tego. Zapraszał na posiłki, ale to nic nie dawało. A ona marniała jeszcze bardziej. W końcu nie wytrzymał i wpadł do jej pokoju.
- Mogłabyś mi powiedzieć, dlaczego tak się maltretujesz?
- Zabiłam ich, to moja wina. Powinnam cierpieć - szepnęła
- Nie rozumiesz, że to nic nie da? Oni nie żyją. Nie pomożesz im już!
- Ale, to moja wina...
- Nie twierdzę, że nie. Jednak nie możesz tak postępować! Siedzę tu od tygodnia, a ty nic nie zjadłaś!
- Czemu cię to obchodzi? - spytała cicho
Nie wiedział co odpowiedzieć. Sam nie wiedział. Może miał dość ciszy, jaka panowała w tym domu. Samotności, mroku, smutku?
- Nie wiem. - powiedział tylko
Usłyszał jej cichy płacz. Usiadł na łóżku i położył rękę na jej ramieniu. Czuł, że powinien ją pocieszyć. Płakała, coraz rzewniej. Draco przytulił ją, szepcząc do ucha uspokajające słowa. Po jakimś czasie jej szloch ucichł, a oddech uspokoił się. Odsunął ją trochę od siebie i spojrzał na jej twarz. Okazało się, że usnęła. Położył ją delikatnie na łóżku, opatulił kołdrą, pogłaskał po czole i wyszedł. Umył się i po paru minutach leżał w łóżku. Szybko zasnął, mając pod powiekami, jej brązowe oczy.
Rano obudziła się przykryta kołdrą. Przypomniała sobie wczorajszy wieczór. Okazała swoją słabość. Ból głowy dawał jej się we znaki, dlatego wstała i poszła do łazienki. Ochlapała twarz zimną wodą. Miała wrażenie, jakby robiła to nie wodą lecz krwią. Krwią jej ofiar. Wyszła szybko z łazienki i ubrała się. Usiadła jak zwykle na łóżku i pogrążyła się we wspomnieniach, które zadawały jej mnóstwo bólu. Żałowała tego dnia, kiedy stała się Śmierciożerczynią. Zrobiła to, ponieważ miała dość tego, że każdy mówi jakim to jest przykładem, że czystokrwiści mogą być dobrzy. Nie wiedziała, dlaczego jej to przeszkadzało. Nie przewidziała, że Mroczny Znak, zmieni jej charakter. Stała się zimna, okrutna i bezwzględnie poddana Lordowi Voldemortowi. Dopiero gdy umarł, przestał na nią tak działać. Dopiero wtedy żałowała swoich czynów. Nadal zastanawiała, się dlaczego mimo wielu dowodów, dopiero nie dawno postanowili zająć się jej sprawą. Może wiedzieli, że jest nieszkodliwa i mogą się zająć bardziej problematycznymi Śmierciożercami? Nie wiedziała.
Do jej pokoju wszedł Malfoy. Jego blond włosy były roztrzepane, kilka kosmyków spadało na czoło. Oczy miał niebiesko-stalowe, nie wyrażały żadnych uczuć. Kilku dniowy zarost dodawał mu uroku. Hermiona pomyślała, że jest przystojny, ale później wygoniła takie myśli z głowy.
- Zjesz coś? - spytał i posłał jej taki uśmieszek, że mimo prób uległa mu
- Tak - powiedziała to cicho, jak zawsze i już po chwili szła do kuchni. Na stole stało już naszykowane jedzenie. Usiadła przy nim i spojrzała na wszystko. Dopiero teraz, zdała sobie sprawę, z tego jaka jest głodna. Nałożyła sobie na talerz sporo jajecznicy i zaczęła jeść. Draco, który smarował chleb masłem powiedział do niej:
- Nie tak szybko. Twój organizm musi przyzwyczaić się do jedzenia, bo.... No właśnie - dodał, gdy dziewczyna rzuciła się do łazienki, zatykając usta ręką. Już po chwili słyszał odgłos wymiotowania. Poszedł za nią, a gdy był w drzwiach łazienki, zobaczył jak pochyla się nad sedesem. Podszedł do niej i złapał za włosy, aby jej nie przeszkadzały. Gdy skończyła, wstała i umyła zęby.
- Może zaczniesz od napoi? - spytał
Pokiwała głową i już po 5 minutach siedziała przy stole pijąc ciepłą herbatę. Draco przez cały cały dzień był przy niej. Zagadywał ją, czasem udało mu się ją rozśmieszyć, dzięki czemu mógł usłyszeć jej perlisty śmiech. Przez, a raczej dzięki jego towarzystwu, zapomniała na chwilę o swoich zbrodniach i zaczęła normalnie funkcjonować.
Następne dwa tygodnie minęły podobnie. Hermiona mimo, że nadal wyglądała na opuszczoną i zaniedbaną, już się tak nie czuła. Malfoy stał się jej przyjacielem. Przy nim czuła się bezpiecznie. Mimo wszystko nie zapominała o tym, że za tydzień znajdzie się w Azkabanie.
Draco właśnie włączał jakiś film. Oboje siedzieli na kanapie i wpatrywali się w ekran. Hermiona opierała głowę o jego ramię, a on trzymał rękę na zagłówku za nią. Okazało się, że mężczyzna postawił na komedię. Był to dobry wybór, bo już po chwili śmiali się w najlepsze. Gdy film się skończył, oboje spojrzeli na siebie. Ich oczy były nieodgadnione. Twarze zbliżały się coraz bardziej, aż wreszcie były na tyle blisko, aby mogli zatopić usta w pocałunku. Był on namiętny, pełny uczuć. Sprawiał, że przez ich ciała przechodziły przyjemne dreszcze. Draco przyciągnął ją bliżej, a ona oparła dłonie zaciśnięte w pięści na jego torsie. Gdy zabrakło im oddechu, odsunęli się od siebie, by po chwili znów zatracić się w pocałunku. Z każdym pocałunkiem ubywało z nich ubrań....
Rano Hermiona obudziła się na kanapie. Czuła pod sobą ciepłe ciało Dracona. Otworzyła oczy i powoli przypominała sobie noc. Przyglądała się mężczyźnie, który podczas snu, wyglądał jak anioł. Nawet nie zauważyła, jak uchylił powieki.
- Przyglądasz mi się? - spytał, po czym musnął jej usta. Pierwszy raz odkąd żyje, czuła się naprawdę dobrze, szczęśliwie. Wiedziała, że to tylko i wyłącznie jego zasługa.
- Tak - powiedział i teraz to ona go pocałowała. Wstali i zjedli śniadanie. Później postanowili udać się do ogrodu. Było ciepło, więc skorzystali. Praktycznie cały dzień tam spędzili, a wieczorem Draco przygotował kolację. Było romantycznie i miło, dlatego całkowicie zapomniała o rzeczywistości. Jednak kiedy mężczyzna się kąpał, ona poszła do swojego pokoju. Otworzyła szuflady i przeczytała jeden, jedyny list, który dostała od czasu wojny. Został tylko tydzień do rozprawy. Teraz było jej trudniej pogodzić się z tym, że zostało jej tak mało czasu. Teraz miała Dracona, którego zostawi, aby dożywotnio siedzieć w Azkabanie. Nie płakała jednak, ponieważ udało jej się odbudować odrobinę silnego charakteru dawnej Granger.
Tydzień minął zdecydowanie za szybko. Przez ten czas, Hermiona korzystała z każdej chwili w obecności Dracona. On robił to samo, bo dobrze wiedział, że kobieta nie uniknie Azkabanu. Mieli dowody. Mimo, jej zbrodni mężczyzna kochał ją i wspierał ją w czasie rozprawy.
Po pół godzinie wyszli z sali. Na ich twarzach było widać ból. Hermionę, za ramiona trzymali dementorzy. Mieli ją zaraz zabrać do więzienia dla czarodziei. Draco złapał jej twarz i pocałował. Oddała ostatni pocałunek.
- Kocham Cię Draco..
- Ja ciebie też..
Już po chwili została pociągnięta przez zbieraczy szczęścia i przeniesiona do Azkabanu. Rzuciła ostatnie spojrzenie na ukochanego i znikła razem z dementorami. Zaprowadzili ją do sali, w której przebywali strażnicy. Została postawiona na jej środku, podleciał do niej czarny stwór. Zaczął wsysać jej duszę, powoli odsłaniając twarz. Ostatnim wspomnieniem Hermiony Granger były stalowe oczy....
Czuła się potwornie. Minęło już pół roku od bitwy, a oni wciąż nie pisali. Miała nadzieję, że jej przyjaciele nie odwrócą się od niej. Myliła się. Nie chcieli jej znać. Spędzała w tym małym pokoiku całe dnie, z ogromnymi wyrzutami sumienia. Chciała zniknąć, zapomnieć, ale nie mogła. Czekała cierpliwie na swój wyrok. Chciała cierpieć, tak jak ci których zraniła.
W południe do jej pokoju wleciała sowa, która opuściła list na łóżko i szybko wyleciała. Dziewczyna podniosła go i zaczęła czytać, a jej twarz była pełna zaskoczenia.
Panno Granger!
W związku z popełnionymi przez panią zbrodniami, zostaje pani wezwana na przesłuchanie, które odbędzie się 30 października 1998 roku, o godzinie 10:00. Do tego czasu, zostanie do pani wysłany auror.
Minister, Kingsley Shacklebolt
A więc, jeszcze miesiąc. Został jej miesiąc wolności. Zastanawiało ją po co wysyłają aurora. Była ciekawa, kto nim będzie. Po przeczytaniu listu, poczuła się jeszcze bardziej zmęczona. Pierwszy raz od paru tygodni postanowiła usnąć. Pragnęła zasnąć i nigdy się nie obudzić.
Obudziła się w środku nocy, z krzykiem. Znów śnił się jej ten koszmar. Właśnie dlatego nie spała. Bała się wspomnień. Usnęła jednak jeszcze raz, tym razem spokojniej.
Następnego dnia do drzwi jej małego domu, ktoś zapukał. Powoli ruszyła schodami, garbiąc się i zasłaniając oczy przed słońcem wpadającym przez nie zasłonięte okna. Znalazła się już przy drzwiach i otworzyła je. Zdziwiła się widząc przed sobą Dracona Malfoy'a. Wpuściła go jednak bez słowa.
- Witam, zostałem tutaj przysłany przez Ministerstwo, aby przypilnować pani do czasu przesłuchania - powiedział wyćwiczoną regułkę.
Skinęła głową, patrząc na podłogę. Nie potrafiła popatrzeć na niego. Zrobiła coś niesamowicie raniącego go. Żałowała tego, ale czasu nie da się cofnąć. A tak bardzo tego chciała. Mężczyzna spojrzał na jej przykuloną sylwetkę i wspomniał, jej dawny wygląd. Gdy chodzili do Hogwartu, była radosną i przyjacielską dziewczyną. Teraz na jej twarzy nie było widać cienia radości. Mimo, że wyrządziła tyle złego, współczuł jej. Była samotna, zostawiona z problemami, bez nadziei na normalne życie. W końcu postanowił przerwać ciszę, która zapanowała, po jego przywitaniu.
- Mogłaby pani pokazać mi pokój, w którym będę mieszkał?
- Co? - spytała zachrypniętym głosem. Od tak dawna nic nie mówiła.
- Mam tutaj zamieszkać, aby być cały czas z panią.
- Dobrze - ruszyła wolnym krokiem na górę. Poprowadziła go do największego pokoju w tym domu. Był to jednocześnie jedyny pokój, poza jej sypialnią, w którym było łóżko.
Cały pokój był zakurzony, a Draco czekał, aż ona coś powie, zrobi. Nie doczekał się jednak. Stała i myślała. Wspominała czasy, gdy się nienawidzili. Później dołączyła do Voldemorta... To był jej największy błąd w życiu. Mężczyzna w tym czasie wyciągnął różdżkę, a gdy ona to zobaczyła, odsunęła się panicznie w tył. W oczach miała przerażenie. Spoglądała na jego różdżkę, a Draco na nią. Widział jej panikę i zastanawiał się co spowodowało taki strach, przed... Przed czym? Machnął magicznym patykiem, a w pokoju zrobiło się czyściej, jaśniej i świeżej. Schował różdżkę, a kobieta wyraźnie się uspokoiła.
- Stało się coś? - spytał
Zaprzeczyła głową, a później powiedziała.
- Proszę się rozgościć. Nie mam nic w lodówce, więc czy mógłby pan sam sobie coś kupić? - pokiwał głową. - To ja sobie pójdę. - powiedziała i już po chwili szła chwiejnym krokiem do pokoju. Oczy miała załzawione, a twarz zbolałą. Widok różdżki podziałał na nią jak odstraszacz. To przecież, właśnie takim patykiem zabijała tylu ludzi. To przez niego, czary działały. Usiadła w kącie pokoju i skuliła się najbardziej jak mogła. Pogrążyła się w przemyśleniach....
W tym czasie Draco, był w kuchni. Siedział i popijał kawę, ponieważ tylko to znalazł w szafkach. Zastanawiał się, co ona je skoro nic nie ma w lodówce. Najprawdopodobniej nic. Wciąż nie umiał zapomnieć jej przerażenia na widok różdżki. Teraz wiedział, że bała się jej. Myślał nad tym, że pilnowanie jej nie będzie ciekawe. Mimo, że współczuł jej takiego życia, to czuł do niej lekką odrazę. W końcu zabiła jedyną osobę, która go kochała. Jego matkę.
******
Minął tydzień. Hermiona nie wychodziła z pokoju, mimo, że Draco namawiał ją do tego. Zapraszał na posiłki, ale to nic nie dawało. A ona marniała jeszcze bardziej. W końcu nie wytrzymał i wpadł do jej pokoju.
- Mogłabyś mi powiedzieć, dlaczego tak się maltretujesz?
- Zabiłam ich, to moja wina. Powinnam cierpieć - szepnęła
- Nie rozumiesz, że to nic nie da? Oni nie żyją. Nie pomożesz im już!
- Ale, to moja wina...
- Nie twierdzę, że nie. Jednak nie możesz tak postępować! Siedzę tu od tygodnia, a ty nic nie zjadłaś!
- Czemu cię to obchodzi? - spytała cicho
Nie wiedział co odpowiedzieć. Sam nie wiedział. Może miał dość ciszy, jaka panowała w tym domu. Samotności, mroku, smutku?
- Nie wiem. - powiedział tylko
Usłyszał jej cichy płacz. Usiadł na łóżku i położył rękę na jej ramieniu. Czuł, że powinien ją pocieszyć. Płakała, coraz rzewniej. Draco przytulił ją, szepcząc do ucha uspokajające słowa. Po jakimś czasie jej szloch ucichł, a oddech uspokoił się. Odsunął ją trochę od siebie i spojrzał na jej twarz. Okazało się, że usnęła. Położył ją delikatnie na łóżku, opatulił kołdrą, pogłaskał po czole i wyszedł. Umył się i po paru minutach leżał w łóżku. Szybko zasnął, mając pod powiekami, jej brązowe oczy.
Rano obudziła się przykryta kołdrą. Przypomniała sobie wczorajszy wieczór. Okazała swoją słabość. Ból głowy dawał jej się we znaki, dlatego wstała i poszła do łazienki. Ochlapała twarz zimną wodą. Miała wrażenie, jakby robiła to nie wodą lecz krwią. Krwią jej ofiar. Wyszła szybko z łazienki i ubrała się. Usiadła jak zwykle na łóżku i pogrążyła się we wspomnieniach, które zadawały jej mnóstwo bólu. Żałowała tego dnia, kiedy stała się Śmierciożerczynią. Zrobiła to, ponieważ miała dość tego, że każdy mówi jakim to jest przykładem, że czystokrwiści mogą być dobrzy. Nie wiedziała, dlaczego jej to przeszkadzało. Nie przewidziała, że Mroczny Znak, zmieni jej charakter. Stała się zimna, okrutna i bezwzględnie poddana Lordowi Voldemortowi. Dopiero gdy umarł, przestał na nią tak działać. Dopiero wtedy żałowała swoich czynów. Nadal zastanawiała, się dlaczego mimo wielu dowodów, dopiero nie dawno postanowili zająć się jej sprawą. Może wiedzieli, że jest nieszkodliwa i mogą się zająć bardziej problematycznymi Śmierciożercami? Nie wiedziała.
Do jej pokoju wszedł Malfoy. Jego blond włosy były roztrzepane, kilka kosmyków spadało na czoło. Oczy miał niebiesko-stalowe, nie wyrażały żadnych uczuć. Kilku dniowy zarost dodawał mu uroku. Hermiona pomyślała, że jest przystojny, ale później wygoniła takie myśli z głowy.
- Zjesz coś? - spytał i posłał jej taki uśmieszek, że mimo prób uległa mu
- Tak - powiedziała to cicho, jak zawsze i już po chwili szła do kuchni. Na stole stało już naszykowane jedzenie. Usiadła przy nim i spojrzała na wszystko. Dopiero teraz, zdała sobie sprawę, z tego jaka jest głodna. Nałożyła sobie na talerz sporo jajecznicy i zaczęła jeść. Draco, który smarował chleb masłem powiedział do niej:
- Nie tak szybko. Twój organizm musi przyzwyczaić się do jedzenia, bo.... No właśnie - dodał, gdy dziewczyna rzuciła się do łazienki, zatykając usta ręką. Już po chwili słyszał odgłos wymiotowania. Poszedł za nią, a gdy był w drzwiach łazienki, zobaczył jak pochyla się nad sedesem. Podszedł do niej i złapał za włosy, aby jej nie przeszkadzały. Gdy skończyła, wstała i umyła zęby.
- Może zaczniesz od napoi? - spytał
Pokiwała głową i już po 5 minutach siedziała przy stole pijąc ciepłą herbatę. Draco przez cały cały dzień był przy niej. Zagadywał ją, czasem udało mu się ją rozśmieszyć, dzięki czemu mógł usłyszeć jej perlisty śmiech. Przez, a raczej dzięki jego towarzystwu, zapomniała na chwilę o swoich zbrodniach i zaczęła normalnie funkcjonować.
Następne dwa tygodnie minęły podobnie. Hermiona mimo, że nadal wyglądała na opuszczoną i zaniedbaną, już się tak nie czuła. Malfoy stał się jej przyjacielem. Przy nim czuła się bezpiecznie. Mimo wszystko nie zapominała o tym, że za tydzień znajdzie się w Azkabanie.
Draco właśnie włączał jakiś film. Oboje siedzieli na kanapie i wpatrywali się w ekran. Hermiona opierała głowę o jego ramię, a on trzymał rękę na zagłówku za nią. Okazało się, że mężczyzna postawił na komedię. Był to dobry wybór, bo już po chwili śmiali się w najlepsze. Gdy film się skończył, oboje spojrzeli na siebie. Ich oczy były nieodgadnione. Twarze zbliżały się coraz bardziej, aż wreszcie były na tyle blisko, aby mogli zatopić usta w pocałunku. Był on namiętny, pełny uczuć. Sprawiał, że przez ich ciała przechodziły przyjemne dreszcze. Draco przyciągnął ją bliżej, a ona oparła dłonie zaciśnięte w pięści na jego torsie. Gdy zabrakło im oddechu, odsunęli się od siebie, by po chwili znów zatracić się w pocałunku. Z każdym pocałunkiem ubywało z nich ubrań....
Rano Hermiona obudziła się na kanapie. Czuła pod sobą ciepłe ciało Dracona. Otworzyła oczy i powoli przypominała sobie noc. Przyglądała się mężczyźnie, który podczas snu, wyglądał jak anioł. Nawet nie zauważyła, jak uchylił powieki.
- Przyglądasz mi się? - spytał, po czym musnął jej usta. Pierwszy raz odkąd żyje, czuła się naprawdę dobrze, szczęśliwie. Wiedziała, że to tylko i wyłącznie jego zasługa.
- Tak - powiedział i teraz to ona go pocałowała. Wstali i zjedli śniadanie. Później postanowili udać się do ogrodu. Było ciepło, więc skorzystali. Praktycznie cały dzień tam spędzili, a wieczorem Draco przygotował kolację. Było romantycznie i miło, dlatego całkowicie zapomniała o rzeczywistości. Jednak kiedy mężczyzna się kąpał, ona poszła do swojego pokoju. Otworzyła szuflady i przeczytała jeden, jedyny list, który dostała od czasu wojny. Został tylko tydzień do rozprawy. Teraz było jej trudniej pogodzić się z tym, że zostało jej tak mało czasu. Teraz miała Dracona, którego zostawi, aby dożywotnio siedzieć w Azkabanie. Nie płakała jednak, ponieważ udało jej się odbudować odrobinę silnego charakteru dawnej Granger.
Tydzień minął zdecydowanie za szybko. Przez ten czas, Hermiona korzystała z każdej chwili w obecności Dracona. On robił to samo, bo dobrze wiedział, że kobieta nie uniknie Azkabanu. Mieli dowody. Mimo, jej zbrodni mężczyzna kochał ją i wspierał ją w czasie rozprawy.
Po pół godzinie wyszli z sali. Na ich twarzach było widać ból. Hermionę, za ramiona trzymali dementorzy. Mieli ją zaraz zabrać do więzienia dla czarodziei. Draco złapał jej twarz i pocałował. Oddała ostatni pocałunek.
- Kocham Cię Draco..
- Ja ciebie też..
Już po chwili została pociągnięta przez zbieraczy szczęścia i przeniesiona do Azkabanu. Rzuciła ostatnie spojrzenie na ukochanego i znikła razem z dementorami. Zaprowadzili ją do sali, w której przebywali strażnicy. Została postawiona na jej środku, podleciał do niej czarny stwór. Zaczął wsysać jej duszę, powoli odsłaniając twarz. Ostatnim wspomnieniem Hermiony Granger były stalowe oczy....
środa, 15 stycznia 2014
Miłość pokona zło cz.2
Usunęłam stare konto, bo miałam z nim problemy :( Teraz jestem Panna Crazy :)
Jest druga część :) Prawdopodobnie będą jeszcze dwie :) Mam nadzieję, że się spodoba :P
Trochę krótsze, niż poprzednia część, ale no cóż :P
_______________________________________________
Jest druga część :) Prawdopodobnie będą jeszcze dwie :) Mam nadzieję, że się spodoba :P
Trochę krótsze, niż poprzednia część, ale no cóż :P
_______________________________________________
Minęły
2 tygodnie podczas, których Draco i Hermiona coraz bardziej się
poznawali i zaprzyjaźniali. Ginny i bliźniaki zaczęli akceptować Smoka,
przez co poczuł się wreszcie szczęśliwy. Hermiona miała parę kłótni z
Wybrańcem i Ronem, którzy uważali, że Draconowi nie powinno się ufać.
Wszyscy właśnie jedli obiad. Smok siedział naprzeciwko Miony, a po jego
obu stronach bliźniacy, którzy wciąż żartowali. Gdy Hermiona wkładała do
ust porcję sałatki, Fred powiedział:
-Hej Dracuś, jak tam związek z Mioną?
I
Miona już po chwili się dławiła. Jej oczy zaszły łzami, a ona sama,
próbowała wypluć jedzenie stojące w gardle. Nie udawało się jej to,
dlatego Draco widząc stan dziewczyny, złapał ją i lekko nacisnął. Zrobił
to parę razy, aż wreszcie Hermiona mogła oddychać. Podał jej wodę i
spojrzał wściekle na bliźniaków. Ci od razu rzucili się na Mionę:
-Mionuś, przepraszamy.... - zaczął Fred
-Nie wiedzieliśmy, że wasz... - George
-....związek, jest sekretny. - znów Fred
Chłopcy oberwali sójkę w ramię i krzyk w uszy:
-JA I DRACO NIE JESTEŚMY RAZEM!! CO WAM STRZELIŁO DO GŁOWY?!
-Oj, Mionka, nie musisz się ukrywać - powiedział George udawaną skruchą
-Właśnie Hermiono. Trzeba wreszcie wyjawić nasz związek - tym razem powiedział to Draco, obejmując ją w talii.
Wszyscy się zdziwili, a dziewczyna najbardziej.
-Coo?
-No, przecież jesteśmy razem.
-Hermiono, czy to prawda? Jesteś z tym Śmierciożercą? - spytał Ron
-Nie nazywaj go tak, Ron. - odezwała się Miona, która nie chciała, aby Ronald obrażał jej przyjaciela
-A więc tak. Jesteś zdrajczynią. Zadajesz się z wrogiem! - po czym wyszedł.
Hermiona stała zszokowana, a chwilę później stała zła, przodem do Dracona
-Co to miało być,co? - założyła ręce na biodra i ciskała w jego stronę pioruny
-Oj, taka zabawa. Już nie bądź zła. Podobno złość piękności szkodzi, a to była by prawdziwa strata - powiedział żartobliwie
-Mam cię dość... Czekaj, czy ty powiedziałeś mi komplement? - spytała zszokowana
-Przypadek - powiedział i zrobił coś co ją zaskoczyło. Pocałował ją w policzek. Draco odszedł szybko obawiając się jej reakcji.
A
Hermiona stała z ręką na policzku. To była miła niespodzianka. Po
jakimś czasie otrząsnęła się i ruszyła do pokoju. Wzięła do ręki książkę
do transmutacji i zaczęła się uczyć. Niestety nie może tego robić w
Hogwarcie ze względu na obecność Śmierciożerców. Sam dyrektor musiał się
ukrywać.Gdy jej oczy się zmęczyły postanowiła wyjść na powietrze. Usiadła nad małą rzeczką, która znajdowała się zaraz za ogrodem Weasley'ów. Była trochę zła na Dracona, ponieważ skłócił ją z przyjacielem, ale gdy wtedy pocałował ją w policzek, przestała się gniewać. Nie wiedziała, dlaczego tak łatwo mu wybaczyła, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. Mogłaby wtedy dojść do zaskakujących wniosków. Parę minut później poczuła jak, ktoś zakłada jej na ramiona kurtkę.
-Przeziębisz się, kochanie - Draco uśmiechnął się lekko
-Draco nie mów tak do mnie, proszę cię - posłała mu proszący wzrok. Bała się, że jeśli on będzie się tak zachowywał, nie przejdzie jej to dziwne uczucie ciepła w jego obecności.
-Nie mogę obiecać - uśmiechnął się rozbrajająco, po czym objął ją ramieniem
-Nad czym myślałaś?
-O wszystkim, o Ronie, o Tobie..
-O mnie?
-Zastanawiałam się czy... - przerwała, nie będąc pewną czy może to powiedzieć
-Dokończ
-Myślałam, dlaczego przeszedłeś na naszą stronę.
Draco zamilkł, a Hermiona już otwierała usta, żeby przeprosić, jednak on zaczął mówić.
-Zrobiłem to, bo nigdy nie chciałem być sługą Voldemorta. Od zawsze nienawidziłem ojca, za to, że jest Śmierciożercą. To przez niego mam to - odwinął rękaw bluzy, pokazując Mroczny Znak, na jego lewym przedramieniu - dopiero w szóstej klasie, gdy miałem zabić Dumbledora, zrozumiałem, że muszę wreszcie postawić na swoim i zrobiłem to.
Opowiadał to z taką goryczą, że Hermionie zrobiło się smutno.
-Przykro mi Draco, że miałeś takie ciężkie życie.
-A mi nie jest przykro.
Hermiona spojrzała na niego pytającym wzrokiem, a on kontynuował
-Przynajmniej zrozumiałem wiele rzeczy i wiem co jest ważne. - uśmiechnął się do niej
Minął styczeń, luty i marzec. W lutym, Harry i Ron wyruszyli na poszukiwania ostatnich 2 horkruksów. Nie wzięli ze sobą Miony, a ona bardzo przez to cierpiała. Później jednak zajęła się pomocą w przygotowaniach i spędzaniem z Draconem czasu. Nim się obejrzała była już połowa kwietnia. Tak mało czasu zostało do walki. Walki o życie...
piątek, 10 stycznia 2014
Historia miłosna
Piszcie w komentarzu z kim chcecie następną miniaturkę może być jakaś para
z ,,Igrzysk Śmierci'' czy z ,,Percy'ego Jackson'a'' bo nie może być tylko z jednej serii.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
z ,,Igrzysk Śmierci'' czy z ,,Percy'ego Jackson'a'' bo nie może być tylko z jednej serii.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Pewna brązowooka dziewczyna siedziała na kanapie ze swoim zdjęciem, zrobionym
jeszcze w czasach szkolnych ze swoim ukochanym.
Ten dzień był dla niej wyjątkowy, bo tego dnia pewien mężczyzna bliski jej
sercu poprosił ją o rękę. Oczywiście zgodziła się. Kochała go ponad wszystko.
W dalszych rozmyślaniach przeszkodziła jej piękna czarnowłosa dziewczynka.
-Mamo, mam już piętnaście lat, chodzę do Hogwartu od czterech czy mogłabyś mi
teraz opowiedzieć jak zaczęła się wasza miłość? Proszę. Tyle już na to czekam.
-Emily jak już tak bardzo chcesz, wiesz przecież, że ja nie jestem tak bardzo wytrzymała
jak twój ojciec, jeżeli chodzi o miłosne historie.
-Powiesz mi mamo? Naprawdę mi powiesz ?-dziewczyna rzuciła się na szyję starszej
kobiety.-Dziękuję, dziękuję, dziękuje.
-Więc tak. Zaczęło się to od pewnego szlabanu, który miałam w siódmej klasie
Byłam rozkojarzona na eliksirach profesor Snape - Kobieta uśmiechnęła się gdy to
powiedziała - zobaczył to i się o coś spytał, odjął punkty mojemu domowi
i dał mi szlaban. Musiałam do niego pójść o dwudziestej.Nie wiedziałam,
że podczas tej lekcji czytał mi w myślach, a ja myślałam głównie o nim jak by to
było jak bym z nim była. On stary nietoperz z lochów - obie panie się zaśmiały gdy
starsza z nich to powiedziała - mógł się zakochać w uczennicy i to jeszcze w
Gryfonce. Po wszystkich moich lekcjach skierowałam się do biblioteki, żeby odrobić
prace domowe, którymi nauczyciele nas obarczyli .Skończyłam, spojrzałam na zegarek
i była za dziesięć ósma. Wstałam więc i zaczęłam biec w stronę lochów, modląc się o to
żeby być na czas.Zdyszana zapukałam do drzwi i usłyszałam ,,Proszę".
Weszłam. I przywitałam się:
-Dzień dobry profesorze. Co mam robić w czasie trwania szlabanu?
Spojrzał na mnie a po chwili powiedział.
-Na razie nic nie musisz robić usiądź. Chcesz czegoś do picia? Herbaty, soku?
Zdziwiłam się tak miłym zachowaniem profesora, zawsze oschłego, nie
czułego, obojętnego.
-Yyy...poproszę, jeśli można sok z dyni.
Wyszedł jak myślę do kuchni. Rozglądałam się po gabinecie profesora, bo nigdy tam nie
byłam. W tym samym czasie jak dużo później się dowiedziałam, Snape
dolał mi do soku Veritaserum, ponieważ chciał sprawdzić czy to o czym myślałam, czyli o
tym że go kocham jest prawdą, a bał się mnie zapytać o to, bo myślał że go wyśmieję.
Po około dwóch minutach wszedł do pomieszczenia z dwoma szklankami w jednej
był sok dla mnie, a w drugiej herbata dla niego. Podał mi szklankę z napojem, a sam usiadł przy biurku. Patrzył na mnie uważnie, a gdy wzięłam łyk soku, zaczął mnie pytać o jakieś błahe
rzeczy, aż po kilku minutach...
-Granger czy ty się we mnie zakochałaś?
Zdziwiło mnie to pytanie nie powiem. Chciałam powiedzieć ''nie'', żeby mnie nie wyśmiał
,ale nie mogłam. Na usta cisnęło mi się jedynie słowo
-Tak kocham pana, panie profesorze-gdy to powiedziałam przyłożyłam sobie rękę do ust
a on tylko się uśmiechnął i dodał
-To dobrze że mi to powiedziałaś.
-Ale ja nie chciałam tego powiedzieć profesorze coś mi kazało-przyznałam.
-Wiem sam podałem ci eliksir-uśmiechną się tym swoim uśmieszkiem.
-Ale pan nie powinien tego robić, to zabronione. Pójdę do dyrektora i pana wyrzucą.
Skierowałam się w stronę drzwi. A gdy już chciałam je otworzyć jakaś siła rzuciła mnie na
foteli przywiązała niewidzialnymi linami. Krzyknęłam.
-Proszę mnie stąd wypuścić!! - A on jak gdyby nic podszedł do mnie. Pochylił się i pocałował.
Nie wiedziałam co robić, ale w końcu oddałam pocałunek, poczułam jak liny puszczają
i założyłam mu ręce na szyję. Sama wstałam, a go posadziłam, żeby po chwili usiąść
na jego kolanach. Odsunęłam się żeby móc złapać oddech i dodałam.
-Teraz mogę mówić ci na ty prawda? -Położyłam głowę na jego ramieniu .
-Tak teraz możesz mi mówić na ty, ale jak jesteśmy sami - objął mnie ręką w pasie.
-Dlaczego dodałeś mi do soku Veritaserum ?-powiedziałam i dodałam swoją minkę
obrażonej gryfonki.
-Dolałem go dlatego, że sama byś mi o tym nie powiedziała, a jak bym ci powiedział, że
widziałem to w twoich myślach, to nie chciała byś się przyznać. Mówiłabyś, że kłamię.
-No dobrze może i masz rację, ale proszę nie czytaj mi w myślach chyba, że dostaniesz moją
słowną zgodę na to. - Dałam mu buziaka w policzek
-A teraz Hermiono musisz już iść, bo jest po dwudziestej drugiej.
Przytuliłam go oraz pocałowałam i wyszłam, Byłam szczęśliwa, moje marzenie
na razie zostało spełnione, ale czy to się nie popsuje? O to się właśnie martwiłam.
Rano obudziłam się wyspana jak nigdy wcześniej, choć spałam tyle co zwykle.
Dzisiaj podwójne eliksiry i to jeszcze z samego rana. Po wojnie moja przyjaźń z Ronem i
Harrym się rozpadła nie utrzymywałam z nim kontaktów. Jedyna Ginny jeszcze wtedy nie opuściła
mnie po zakończeniu wojny.Mówiłam jej o wszystkim co było ważne dla mnie,
dzieliłyśmy się sekretami, ona ze wszystkich uczniów w szkole wiedziała o
naszym związku.
Mijały miesiące spotykaliśmy się codziennie poznawaliśmy się, opowiadaliśmy o swoim
dzieciństwie czy też innych przeżyciach.
Aż w końcu nadszedł ten dzień, który Severus planował. Siedzieliśmy na błoniach
(mogliśmy to spokojnie robić bo reszta była w Hogsmade)
przytulaliśmy się, odsunął się ode mnie, nie wiedziałam co robi. A on uklęknął na jedno
kolano, wyjął pudełeczko z pierścionkiem i zapytał:
-Hermiono Jane Granger czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Nie wiedziałam co powiedzieć,a on cały czas na mnie patrzył w końcu zdecydowałam.
Rzuciłam się na niego, zwaliłam go na ziemię i pocałowałam namiętnie, co jednoznacznie
oznaczało tak.
Był początek czerwca jak zgodziłam się. Tydzień później zostałam Panią Snape, moją
świadkową była nie kto inny jak Ginny Weasley, która pomogła mi w wybraniu sukni.
Dostałyśmy od dyrektora zezwolenie na pójście na Pokątną po suknię ślubną.
Ceremonia była skromna w gabinecie Dumbledora.
W dniu zakończenia szkoły byłam szczęśliwa, nie wracałam tak jak wszyscy pociągiem do
domów, tylko przeniosłam się z Sev'em do jego domu.
Tam było wspaniale, a raczej jest. Nazajutrz rano obudziłam się w łóżku sama, nie
wiedziałam gdzie jest mój ukochany. Po pierwszej wspólnej nocy jestem sama w pokoju,
ale chwila na dole słyszę odgłosy wzięłam jego koszulę, założyłam ją i skierowałam się
w stronę schodów a potem do kuchni. Usłyszałam głosy:
-Snape ja nie wiem po co sam ślęczysz w tym domu, ale radzę ci wyjść z niego
i poszukać kogoś dla siebie - to był ewidentnie głos Draco Malfoy'a
-Draconie nie mam chęci wychodzić z tego domu i dla twojej informacji nie jestem sam .
Machnął różdżką i otworzył drzwi zza których przysłuchiwałam się rozmowie.
Gdy ta fretka mnie zobaczyła, włosy jej dęba stanęły na głowie.
-Granger co ty tu do cholery robisz?
-Po pierwsze tleniony, nie jestem Granger tylko Snape i jak widzisz stoję.
Cynicznie się uśmiechnęłam.
-Yy...że co? Nie chyba, nie chcecie mi wmówić że wy razem.
Ja nic nie powiedziałam, tylko pokazałam swoją rękę na której był pierścionek.
Draco tylko pokiwał głową i wyszedł bez słowa.
-Sev co mu się stało? -usiadłam na jego kolanach, a on mnie pocałował.
-Nie wiem skarbie, ale uwierz mi już nas więcej nachodzić nie będzie.
Zjedliśmy śniadanie gdy dostaliśmy list od Dumbeldora.
''Kochani wiem, że to może wam przeszkadzać, ale proszę
żebyśmy się spotkali w Norze o godzinie 15:00
Będzie zebranie starych członków Zakonu Feniksa
Pozdrawiam
Albus Dumbeldore''
-No i widzisz moja droga, a miałem chęć zabrać cię jeszcze do naszej sypialni, byśmy
sobie jeszcze trochę poleżeli, a tak musimy za niecałą godzinę wychodzić bo jest.
Spojrzał na zegarek.
-Czternasta piętnaście, więc...
Reszty zdania nie usłyszałam, bo popędziłam do łazienki gdyż zrobiło mi się nie dobrze.
Otarłam usta i spuściłam wodę. Chwilę po przybiegł mój mąż.
-Kochanie co się stało? - widać, że się martwił.
-Nic takiego po prostu zrobiło mi się niedobrze.-Chwilę pomyślałam.
-I wydaje mi się że jestem w ciąży. Mogło to się stać po zaręczynach, bo poszliśmy do
ciebie.
Wstałam z muszli i podeszłam do umywalki opłukać usta zimną wodą.
Wyszliśmy z łazienki i skierowaliśmy się w stronę sypialni.
Gdy już tam byliśmy Severus kazał mi się położyć, wyjął różdżkę i wykonał nade mną
kilka ruchów. Mgiełka zrobiła się zielona, czyli że byłam w ciąży.
Ubraliśmy się i przenieśliśmy do Nory akurat równo na piętnastą.
Weszliśmy i usłyszeliśmy dużo głosów witających nas do mnie podeszła Ginny, a
do mojego ukochanego dyrektor Hogwartu.
Niektórzy się zdziwili, że przyszliśmy razem, ale uznali to za przypadek.
Usiadłyśmy na kanapie chwilę porozmawiałyśmy, aż w końcu odważyłam się:
-Gin muszę powiedzieć ci coś ważnego.
-Mów kochana coś się stało-spytała tonem godnej swojej mamy.
-Tak stało się coś i to bardzo ważnego ja...ja jestem w ciąży.
Najmłodsza z Weasley'ów pisnęła, aż wszyscy się spojrzeli na nas a kilka osób nawet
podeszło się spytać co się stało, ale uniemożliwił mi to głos dyrektora
-Moi drodzy siądźmy-wszyscy już siedzieli gdy mnie znów zrobiło się niedobrze
wybiegłam z salonu a wszyscy za mną . Usłyszałam zza drzwi głosy.
-Ginny nie wiesz co się dzieje Hermionie? - głos Pani Weasley
-Wiem mamo, ale ja nie jestem upoważniona do udzielania odpowiedzi na ten temat
tylko profesor Snape.
-Hermiona jest w ciąży - musieli się nieźle zdziwić, gdy po pierwsze powiedział do
mnie po imieniu i wiedział o tym. Z oddali usłyszałam głos mojego byłego przyjaciela
-Ha, wiedziałem. na pewno się z kimś puściła i teraz ma bękarta.
-Ronaldzie jak ci nie wstyd? -Ja w tym czasie spuściłam wodę i wyszłam
Podeszłam do twojego ojca i się do niego przytuliłam wielkie było zdziwienie, jak
to uczyniłam ,ale nie przejmowałam się tym i zapytałam:
-Słabo mi czy nie możemy iść do domu?
On tylko pokiwał głową i wyszliśmy.
Do twojego urodzenia nie wychodziłam z domu, bo słabo się czułam.
Gdy byłaś już starsza miałaś gdzieś z siedem lat objawiałaś cechy
swojego ojca, zrobiłaś pierwszy eliksir i o dziwo wyszedł ci dobrze, a twój ojciec pokroił ci
tylko składniki, bo bał się że się skaleczysz.
Straciłam kontakt ze wszystkimi oprócz Ginny Malfoy, która często przychodzi tu ze
swoim mężem Lucjuszem
(on i jego rodzina nawrócili się na dobrą stronę niestety Narcyza zginęła w wojnie)
Koniec mojej historii a teraz leć, bo coś czuję że ten eliksir co go robisz zaraz się spali.
Emily pobiegła do swojego laboratorium.
A ja cieszyłam się swoim szczęściem i tą pociechą, która rozwijała się pod moim sercem.
KONIEC
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Miłość pokona zło cz.1
Mam kolejną miniaturkę. Tym razem Dramione :)
Ostrzegam, parę informacji odbiega od kanonu, jak np.: Dumbledore żyje
________________________________________________________________
Draco właśnie pakował się do niewielkiej walizki. Brał tylko najpotrzebniejsze rzeczy, aby wreszcie uciec z Malfoy Manor. Od kiedy otrzymał Mroczny Znak znienawidził Voldemorta i swoją rodzinę. Jego ojciec od zawsze wpajał mu nauki, że szlamy i mieszańce należy wytępiać. Przez jakiś czas wierzył, że szlamy są głupie i niepotrzebne, jednak w 2 klasie Hogwartu zaczął wątpić w tą tezę. Było bowiem wiele mądrzejszych od niego osób brudnej krwi. Najbardziej wyróżniała się Granger. Parę lat uważał ją za nic nie wartą mugolaczkę, jednak z każdym rokiem pokazywała mu, że się myli. Niedawno postanowił uciec i zaplanował to właśnie na ten wieczór. Był 3 stycznia. Wziął do ręki różdżkę, zdjął zabezpieczenia teleportacyjne i aportował się w umówione miejsce.Gdy znalazł się przed Świńskim Łbem, szybko do niego wszedł. W pubie siedziało parę osób, a na końcu Albus Dumbledore. Podszedł do staruszka, który powitał go dobrodusznym uśmiechem.
-Witaj Draconie!
-Dobry wieczór Profesorze.
-Jesteś gotowy na spotkanie?
-Chyba tak - powiedział niepewnie lecz później się poprawił - Tak
-No, więc możemy się teleportować. - powiedział Dyrektor Hogwartu, po czym wstał i kiwnął Draconowi.
Wyszli z powrotem przed pub i złapali się za ramiona. Teleportowali się przed Norę. Draco trochę się denerwował, ale wiedział, że w końcu trzeba to zrobić. Dumbledore zapukał głośno do drzwi, które po chwili otworzyła pulchna pani Weasley.
-Albusie! Wchodź, wszyscy już są! - powiedziała po czym zauważyła Malfoy'a - Ooo..
-Dobry wieczór pani Weasley..
-Dobry wieczór - Kobieta był zaskoczona
-Molly, Draco przyszedł ze mną. Mamy ważną wiadomość.
-Och, dobrze. Wchodźcie, wchodźcie.
Mężczyźni weszli do przytulnego pomieszczenia. W salonie Draco zauważył członków Zakonu Feniksa. Byli także wszyscy Weasley'owie, Snape, Potter i Granger. Gdy go zauważyli zapadła głucha cisza. Ciszę przerwał Ron.
-Co robi tu ten Śmierciożerca?
-Ronaldzie! Profesor Dumbledore go przyprowadził.
Draco się nie odezwał. Wiedział, że nie jest tu mile widziany, jednak Dumbledore nalegał, aby on też ogłosił tą wiadomość. Po chwili dyrektor powiedział.
-Dobrze skoro są tu wszyscy, to powiem dlaczego zwołałem zebranie. Otóż Draco, który od roku jest moim szpiegiem razem z Severusem, - wszyscy byli zaskoczeni. W końcu jak to możliwe, że Malfoy jest po ich stronie? - dowiedział się, że Voldemort zaplanował bitwę. Odbędzie się w maju. - zapanowało poruszenie.
-Tak więc od tego momentu będziemy się przygotowywać. Molly czy Draco będzie mógł tu zamieszkać?
-Oczywiście. Dzieciaki zajmijcie się gościem. - rzuciła po czym ze starszymi członkami Zakonu poszła do innego pomieszczenia.
Draco został sam z Hermioną, Harrym, Ronem i resztą dzieci Weasley'ów. Wszyscy spojrzeli na niego z niechęcią, jednak jedynie Granger przełamała się i powiedziała.
-Chodź pokażę ci gdzie będziesz spać - po czym ruszyła na górę. Draco posłusznie za nią podążył. Doszli do pokoju na 2 piętrze.
-To był pokój Charliego, ale jego nie ma więc zamieszkasz tu sam. - mówiła ścieląc mu łóżko. Chciał trochę jej pomóc, ale nie wiedział jak, ponieważ to skrzaty odwalały za niego robotę. Stał więc pod ścianą, a gdy ona skończyła , usiadł na łóżku i powiedział coś co mu się rzadko zdarza.
-Dziękuję..
-Co? Ty dziękujesz?
-Tak Granger... Dziękuję
-Nie ma za co - uśmiechnęła się do niego, po czym wyszła. Draco padł na łóżko, oddychając głęboko. Po jakiś 15 minutach, ktoś zapukał do pokoju, a następnie wszedł. Chłopak podniósł się i zauważył Hermionę z tacą jedzenia.
-Pani Weasley kazała przynieść ci jedzenie. Pewnie jesteś głodny.
-Trochę, dzięki.
Dziewczyna chciała wyjść, ale Draco powiedział.
-Granger, zostań. Masz - podał jej kanapkę z dżemem wiśniowym. Hermiona była tak zaskoczona, że przez chwilę stała nieruchomo.
-Nie stój tak. Siadaj - poklepał miejsce na łóżku
-Zmieniłeś się - powiedziała lekko zdezorientowana
-Może trochę... - mruknął
-Trochę? Człowieku, dziękujesz, dajesz kanapkę i proponujesz siedzenie przy sobie, zwykłej szlamie.
-Nie mów tak. Jesteś lepsza niż dziesięciu czystokrwistych. - był trochę zakłopotany
-Dzięki - powiedziała po czym zaczęła jeść. Rozmawiali dopóki Draco nie zjadł, a następnie dziewczyna zostawiła chłopaka samego. Wcześniej pokazała mu jeszcze łazienkę, dlatego poszedł pod prysznic. Gdy usypiał miał przed oczami czekoladowe źrenice, w których tańczyły małe płomyki radości.
Rano został obudzony przez krzyki, które najprawdopodobniej wydawała pani Weasley. Ubrał się szybko, rozczochrał swoje, do tej pory przylizane włosy, po czym zszedł na dół. Okazało się, że gospodyni po prostu postanowiła zawołać wszystkich na śniadanie.
-Witaj kochanieńki. Jesteś równie szybki jak Hermiona. - uśmiechnęła się, a Draco dopiero teraz zauważył Granger rozkładającą talerze. Patrzył na nią trochę, a gdy poczuła, że ktoś ją obserwuje, podniosła wzrok. Natrafiła na stalowe źrenice, na jej policzki zaróżowiły się. Draco uśmiechnął się pod nosem, po czym podszedł do niej i powiedział szeptem:
-Wiem, że jestem przystojny, ale nie musisz się tak rumienić.
Hermiona jeszcze bardziej się zarumieniła, ale oburzona wzięła ścierkę do rąk i schłostała nią po rękach Dracona
-Jak śmiesz mnie bić? Choć no tu, zaraz cię dorwę.
Dziewczyna zaczęła biec, a on za nią. W tym czasie do kuchni zaczęło wpływać domowników. Hermiona przez nieuwagę potknęła się i upadła na plecy, a zaskoczony Draco nie zdążył wyhamować i upadł na Mionę. Ich twarze dzieliło 15 centymetrów. Patrzyli na siebie jak zaklęci. Ciszę, która zapanowała po upadku wśród wszystkich przebywających w jadalni, przerwał Ron, chrząkając natrętnie.
Speszeni nastolatkowie podnieśli się szybko. Draco napotkał wściekły wzrok Rudego, który cały czas odchrząkiwał.
-Weasley, coś ci wpadło do gardła? Napij się. - po czym jak gdyby nigdy nic usiadł przy zastawionym już stole. Wszyscy wzięli z niego przykład i już po chwili przed Draconem siedziała wściekła Miona. Spojrzała na niego zła, a on zrobił minę niewiniątka. Po śniadaniu Smok postanowił pomóc pani Weasley, w zamian za opiekę. Wszyscy byli zdziwieni, ale nie przejmował się. Gdy skończył poszedł po swój płaszcz i wyszedł z domu. Ruszył na małą górkę, na której stało samotne drzewo. O tej porze roku, wszystko przysypane było śniegiem. Wyczarował sobie mały koc, na którym usiadł, a następnie patrzył na naturę. Parę minut później usłyszał kroki, kogoś kto wyraźnie próbował być cicho. Wyjął różdżkę i gdy osoba była za nim wycelował w nią. Okazało się, że była to nieźle wystraszona Hermiona. Opuścił różdżkę, po czym spytał:
-Co ty tu robisz Granger?
-W Norze wszyscy panikują na myśl o wojnie, a moje próby uspokojenia ich nie działają, więc poszłam za tobą.
-Siadaj.
Dziewczyna usiadła koło niego, po czym wzdychnęła.
-Co tak wzdychasz?
-Masz czasem coś takiego, że masz ochotę zakopać się w kołdrze i nie wychodzić do końca świata?
-Czasami, a co?
-Nie nic..
-Granger nie umiesz kłamać. Co Ci?
-Ron ze mną zerwał - powiedziała ściszonym głosem
-Idiota.. - mruknął Draco
-Co?
-Mówię, że Weasley to idiota skoro cię rzucił. Przecież on bez ciebie nie przeżyje. Jego móżdżek nie będzie wiedział co robić.
-Hej, nie obrażaj go, to nadal mój przyjaciel. Choć masz rację. - zaśmiała się cicho
-Zawsze mam - uśmiechnął się lekko, po czym zamyślił się
-O czym myślisz? - spytała dziewczyna po paru minutach
-O życiu, o tym, że nienawidzę mojej rodziny, Voldemorta, o tym, że zraniłem tyle osób... Przepraszam Granger...
-Za co?
-Za lata wyzwisk, za wszystko. Nienawidzisz mnie, a mimo to tylko ty mnie akceptujesz
-Wybaczam - powiedziała i uśmiechnęła się do niego szeroko.
Ostrzegam, parę informacji odbiega od kanonu, jak np.: Dumbledore żyje
________________________________________________________________
Draco właśnie pakował się do niewielkiej walizki. Brał tylko najpotrzebniejsze rzeczy, aby wreszcie uciec z Malfoy Manor. Od kiedy otrzymał Mroczny Znak znienawidził Voldemorta i swoją rodzinę. Jego ojciec od zawsze wpajał mu nauki, że szlamy i mieszańce należy wytępiać. Przez jakiś czas wierzył, że szlamy są głupie i niepotrzebne, jednak w 2 klasie Hogwartu zaczął wątpić w tą tezę. Było bowiem wiele mądrzejszych od niego osób brudnej krwi. Najbardziej wyróżniała się Granger. Parę lat uważał ją za nic nie wartą mugolaczkę, jednak z każdym rokiem pokazywała mu, że się myli. Niedawno postanowił uciec i zaplanował to właśnie na ten wieczór. Był 3 stycznia. Wziął do ręki różdżkę, zdjął zabezpieczenia teleportacyjne i aportował się w umówione miejsce.Gdy znalazł się przed Świńskim Łbem, szybko do niego wszedł. W pubie siedziało parę osób, a na końcu Albus Dumbledore. Podszedł do staruszka, który powitał go dobrodusznym uśmiechem.
-Witaj Draconie!
-Dobry wieczór Profesorze.
-Jesteś gotowy na spotkanie?
-Chyba tak - powiedział niepewnie lecz później się poprawił - Tak
-No, więc możemy się teleportować. - powiedział Dyrektor Hogwartu, po czym wstał i kiwnął Draconowi.
Wyszli z powrotem przed pub i złapali się za ramiona. Teleportowali się przed Norę. Draco trochę się denerwował, ale wiedział, że w końcu trzeba to zrobić. Dumbledore zapukał głośno do drzwi, które po chwili otworzyła pulchna pani Weasley.
-Albusie! Wchodź, wszyscy już są! - powiedziała po czym zauważyła Malfoy'a - Ooo..
-Dobry wieczór pani Weasley..
-Dobry wieczór - Kobieta był zaskoczona
-Molly, Draco przyszedł ze mną. Mamy ważną wiadomość.
-Och, dobrze. Wchodźcie, wchodźcie.
Mężczyźni weszli do przytulnego pomieszczenia. W salonie Draco zauważył członków Zakonu Feniksa. Byli także wszyscy Weasley'owie, Snape, Potter i Granger. Gdy go zauważyli zapadła głucha cisza. Ciszę przerwał Ron.
-Co robi tu ten Śmierciożerca?
-Ronaldzie! Profesor Dumbledore go przyprowadził.
Draco się nie odezwał. Wiedział, że nie jest tu mile widziany, jednak Dumbledore nalegał, aby on też ogłosił tą wiadomość. Po chwili dyrektor powiedział.
-Dobrze skoro są tu wszyscy, to powiem dlaczego zwołałem zebranie. Otóż Draco, który od roku jest moim szpiegiem razem z Severusem, - wszyscy byli zaskoczeni. W końcu jak to możliwe, że Malfoy jest po ich stronie? - dowiedział się, że Voldemort zaplanował bitwę. Odbędzie się w maju. - zapanowało poruszenie.
-Tak więc od tego momentu będziemy się przygotowywać. Molly czy Draco będzie mógł tu zamieszkać?
-Oczywiście. Dzieciaki zajmijcie się gościem. - rzuciła po czym ze starszymi członkami Zakonu poszła do innego pomieszczenia.
Draco został sam z Hermioną, Harrym, Ronem i resztą dzieci Weasley'ów. Wszyscy spojrzeli na niego z niechęcią, jednak jedynie Granger przełamała się i powiedziała.
-Chodź pokażę ci gdzie będziesz spać - po czym ruszyła na górę. Draco posłusznie za nią podążył. Doszli do pokoju na 2 piętrze.
-To był pokój Charliego, ale jego nie ma więc zamieszkasz tu sam. - mówiła ścieląc mu łóżko. Chciał trochę jej pomóc, ale nie wiedział jak, ponieważ to skrzaty odwalały za niego robotę. Stał więc pod ścianą, a gdy ona skończyła , usiadł na łóżku i powiedział coś co mu się rzadko zdarza.
-Dziękuję..
-Co? Ty dziękujesz?
-Tak Granger... Dziękuję
-Nie ma za co - uśmiechnęła się do niego, po czym wyszła. Draco padł na łóżko, oddychając głęboko. Po jakiś 15 minutach, ktoś zapukał do pokoju, a następnie wszedł. Chłopak podniósł się i zauważył Hermionę z tacą jedzenia.
-Pani Weasley kazała przynieść ci jedzenie. Pewnie jesteś głodny.
-Trochę, dzięki.
Dziewczyna chciała wyjść, ale Draco powiedział.
-Granger, zostań. Masz - podał jej kanapkę z dżemem wiśniowym. Hermiona była tak zaskoczona, że przez chwilę stała nieruchomo.
-Nie stój tak. Siadaj - poklepał miejsce na łóżku
-Zmieniłeś się - powiedziała lekko zdezorientowana
-Może trochę... - mruknął
-Trochę? Człowieku, dziękujesz, dajesz kanapkę i proponujesz siedzenie przy sobie, zwykłej szlamie.
-Nie mów tak. Jesteś lepsza niż dziesięciu czystokrwistych. - był trochę zakłopotany
-Dzięki - powiedziała po czym zaczęła jeść. Rozmawiali dopóki Draco nie zjadł, a następnie dziewczyna zostawiła chłopaka samego. Wcześniej pokazała mu jeszcze łazienkę, dlatego poszedł pod prysznic. Gdy usypiał miał przed oczami czekoladowe źrenice, w których tańczyły małe płomyki radości.
Rano został obudzony przez krzyki, które najprawdopodobniej wydawała pani Weasley. Ubrał się szybko, rozczochrał swoje, do tej pory przylizane włosy, po czym zszedł na dół. Okazało się, że gospodyni po prostu postanowiła zawołać wszystkich na śniadanie.
-Witaj kochanieńki. Jesteś równie szybki jak Hermiona. - uśmiechnęła się, a Draco dopiero teraz zauważył Granger rozkładającą talerze. Patrzył na nią trochę, a gdy poczuła, że ktoś ją obserwuje, podniosła wzrok. Natrafiła na stalowe źrenice, na jej policzki zaróżowiły się. Draco uśmiechnął się pod nosem, po czym podszedł do niej i powiedział szeptem:
-Wiem, że jestem przystojny, ale nie musisz się tak rumienić.
Hermiona jeszcze bardziej się zarumieniła, ale oburzona wzięła ścierkę do rąk i schłostała nią po rękach Dracona
-Jak śmiesz mnie bić? Choć no tu, zaraz cię dorwę.
Dziewczyna zaczęła biec, a on za nią. W tym czasie do kuchni zaczęło wpływać domowników. Hermiona przez nieuwagę potknęła się i upadła na plecy, a zaskoczony Draco nie zdążył wyhamować i upadł na Mionę. Ich twarze dzieliło 15 centymetrów. Patrzyli na siebie jak zaklęci. Ciszę, która zapanowała po upadku wśród wszystkich przebywających w jadalni, przerwał Ron, chrząkając natrętnie.
Speszeni nastolatkowie podnieśli się szybko. Draco napotkał wściekły wzrok Rudego, który cały czas odchrząkiwał.
-Weasley, coś ci wpadło do gardła? Napij się. - po czym jak gdyby nigdy nic usiadł przy zastawionym już stole. Wszyscy wzięli z niego przykład i już po chwili przed Draconem siedziała wściekła Miona. Spojrzała na niego zła, a on zrobił minę niewiniątka. Po śniadaniu Smok postanowił pomóc pani Weasley, w zamian za opiekę. Wszyscy byli zdziwieni, ale nie przejmował się. Gdy skończył poszedł po swój płaszcz i wyszedł z domu. Ruszył na małą górkę, na której stało samotne drzewo. O tej porze roku, wszystko przysypane było śniegiem. Wyczarował sobie mały koc, na którym usiadł, a następnie patrzył na naturę. Parę minut później usłyszał kroki, kogoś kto wyraźnie próbował być cicho. Wyjął różdżkę i gdy osoba była za nim wycelował w nią. Okazało się, że była to nieźle wystraszona Hermiona. Opuścił różdżkę, po czym spytał:
-Co ty tu robisz Granger?
-W Norze wszyscy panikują na myśl o wojnie, a moje próby uspokojenia ich nie działają, więc poszłam za tobą.
-Siadaj.
Dziewczyna usiadła koło niego, po czym wzdychnęła.
-Co tak wzdychasz?
-Masz czasem coś takiego, że masz ochotę zakopać się w kołdrze i nie wychodzić do końca świata?
-Czasami, a co?
-Nie nic..
-Granger nie umiesz kłamać. Co Ci?
-Ron ze mną zerwał - powiedziała ściszonym głosem
-Idiota.. - mruknął Draco
-Co?
-Mówię, że Weasley to idiota skoro cię rzucił. Przecież on bez ciebie nie przeżyje. Jego móżdżek nie będzie wiedział co robić.
-Hej, nie obrażaj go, to nadal mój przyjaciel. Choć masz rację. - zaśmiała się cicho
-Zawsze mam - uśmiechnął się lekko, po czym zamyślił się
-O czym myślisz? - spytała dziewczyna po paru minutach
-O życiu, o tym, że nienawidzę mojej rodziny, Voldemorta, o tym, że zraniłem tyle osób... Przepraszam Granger...
-Za co?
-Za lata wyzwisk, za wszystko. Nienawidzisz mnie, a mimo to tylko ty mnie akceptujesz
-Wybaczam - powiedziała i uśmiechnęła się do niego szeroko.
piątek, 3 stycznia 2014
A myślała, że straciła go na zawsze.
Po drugiej wojnie o Hogwart pewna brązowowłosa dziewczyna siedziała
skulona w fotelu w Malfoy Manor(w mojej opowieści Malfolowie są po stronie
Zakonu Feniksa) i płakała. Tą dziewczyną była Hermiona Granger
Posłuchajcie co się stało.
Harry i Ron nie mogli się pogodzić z tym, że ich była najlepsza przyjaciółka
zakochała się ze wzajemnością w ich odwiecznym wrogu Draco Malfoy'u.
Para była w sobie bardzo zakochana. Nic nie stawało na przeszkodzie w tym
żeby się pobrali. Zrobili to ale, ponieważ Draco i jego rodzice udawali
razem z profesorem Snape'm sługusów Czarnego Pana nie mogła zmienić
nazwiska, dla bezpieczeństwa przed wszystkimi innymi
dalej odgrywali szopkę pod tytułem ,,Nienawiść''. Spotykali się po nocach
i żaden nauczyciel nie wstawił im szlabanu ,kiedy ich zobaczył na korytarzach
późną porą chyba, że chcieli pobyć chwilę sami pod pretekstem
sprzątanie sali. Gdy wybuchła wojna Hermiona była w 4 miesiącu ciąży,
więc została schowana przez rodziców swojego męża
z dala od wojny, bo nie chcieli aby coś się stało ich wnukowi czy wnuczce.
Hermiona była załamana. Nie dość, że nie mogła uczestniczyć w wojnie,
to została uwięziona bez różdżki, z masą zaklęć ochraniających żeby nie mogła wyjść z domu,
to jeszcze nie miała żadnych wieści.Dwa dni później odwiedziła ją Narcyza
-Hermiono mam smutną wiadomość.
-Mamo, jaka to wiadomość? Coś się stało z Draco?-dziewczyna przestraszyła się
nie na żarty
-Tak kochanie. po skończeniu wojny razem z Lucjuszem poszliśmy szukać go
lecz nigdzie nie znaleźliśmy ani jego samego ani ciała.
A teraz zarządzam abyś spakowała swoje najpotrzebniejsze rzeczy i
wracamy razem do Malfoy Manor. Nie pozwolę ci samej mieszkać w
tym domu.-Dziewczyna tylko pokiwała głową i skierowała się w
stronę schodów, bo nie była w stanie wypowiedzieć żadnego słowa, bo
by się rozpłakała na dobre i nie byłaby w stanie się ruszyć z miejsca dopóki
nie wylałaby wszystkich łez. Po godzinie obie kobiety stały już przed rodzinnym
domem Draco. Weszły do środka, Pani Malfoy zawołała skrzata, który zabrał torbę
torbę brązowookiej do pokoju Dracona.
Hermiona usiadła na fotelu w salonie i zaczęła płakać. Rodzice chłopaka nic nie mówili, bo
wiedzieli że ona musi się wypłakać. Po pół godziny Hermiona otarła łzy i
zaczęła zachrypniętym głosem:
-Wiecie może kiedy wznawiają naukę w Hogwarcie?
-Tak Hermiono wiemy. Za tydzień-odpowiedział pan domu.
Dziewczyna pokiwała tylko głową i poszła na piętro do swojego tymczasowego
lokum.Cały pokój był urządzony w ulubionych barwach chłopaka, czyli
zielono-srebrnym. Poszła się wykąpać do łazienki przyłączonej do pokoju.
Po godzinnej odprężającej i relaksującej kąpieli weszła do pokoju w samym ręczniku,
z torby wzieła bieliznę, założyła ją.Nie miała chęci zakładać swoich obszernych koszul nocnych, które wraz z Narcyzą nabyły u Madame Malkin, więc wyjęła z szafy która była
w pokoju, zieloną koszulę na długi rękaw i zapinaną poprzez guziki.
Położyła się do łóżka zmęczona.
Tej nocy miała koszmary przez, które krzyczała przez sen.
-Nie Draco nie!!
Do pokoju dziewczyny wbiegła przerażona Narcyza. Usiadła obok i zaczęła
ją uspokajać. Było tak codziennie przez cały tydzień.
Malfoy'owie obawiają się, że taki stres może doprowadzić do poronienia.
Gdy Hermiona już się uspokajała, starsza kobieta wychodziła z pokoju.
Następnego dnia rano po śniadaniu odwieziono Hermionę na stację
King Cross. Niestety Lucjusz nie mógł jej odprowadzić jej na pociąg gdyż,
spieszył się do swojej firmy na jakieś bardzo ważne zebranie.
Przyszła mama, przeszła przez ścianę prowadzącą na peron 9 i 3/4
Było tłoczno jak zawsze. Zmniejszyła swoją walizkę żeby nie użerać się
z tą ciężką rzeczą weszła szybko do pociągu i chodziła szukając pustego przedziału.
Znalazła na samym końcu pociągu, usiadła i położyła swoje ręce na zaokrąglonym
brzuchu. Dalej się smuciła, że ojca dziecka nie ma przy nich. Nawet nie wiedziała co się
z nim stało. Odgarnęła szybko złe myśli, a po chwili usłyszała:
-Czy możemy się dosiąść do ciebie? Poza tym przedziałem wszystkie są pełne.
Odwróciła się w stronę mówiącego i zobaczyła, że jest to jej najlepsza
przyjaciółka, której mimo skończonej przyjaźni z Harrym i Ronem, nie straciła
Była to Ginny, która stała w drzwiach wraz ze swym chłopakiem Blaise'm.
-Tak wchodźcie, nie krępujcie się. Udawajcie, że mnie nie ma.-Uśmiechnęła się
smutno.
-Hermiono nie mów tak. Słyszałam, co się stało z Draco. Przykro mi.- Rudowłosa podeszła i przytuliła się do ciężarnej.
-A teraz Hermiono proszę cię, prześpij się. Widzę, że jesteś zmęczona, a to nie
dobrze dla tego małego szkraba, który jest u ciebie w brzuszku.
Kiwnęła tylko głową i położyła się dziewczynie na kolana i zamknęła oczy.
Po pół godzinnej rozmowie Ruda i Diabeł usłyszeli krzyki.
-Draco nie! Nie zostawiaj mnie, proszę nie!
Obudzili dziewczynę i powiedzieli jej co się stało.
-Przepraszam was za to, mam to od dnia, kiedy dowiedziałam się że On albo
zaginął czy zginął. Miewam takie koszmary, Narcyza mówi, że to normalne i
przychodzi do mnie. Uspokajam się martwię się tylko o to że będą się
śmieli z tego że jestem w ciąży.Skończyła z nimi rozmowę a Hermiona
żeby odgnić myśli zagłębiła się w lekturze.
9 miesiąc ciąży
-Granger, przyznaj się kto cię zapłodnił?-śmieli się Ślizgoni, kiedy brązowooka
wchodziła razem z Ginny do wielkiej sali.
Gryfonka nic nie powiedziała tylko skierowała się w stronę swojego stolika
Ginny została przeniesiona na siódmy rok dlatego iż musiał ktoś pomagać
Hermonie, bo jest blisko rozwiązania to Państwo Malfoy załatwili Rudej to
przeniesienie.Gdy po obiedzie skierowały się do sali od transmutacji.
Brązowowłosa zaczęła odczuwać wielkie skurcze chwilę wytrzymała myślała że
przejdzie jej to jak tylko usiądzie ale nie lekcja chwilę posiedziała niespokojnie
w ławce a wody jej odeszły krzykneła profesor McGonagall kazała Ginny zawiadomić
odpowiednie osoby a sama Hermionę przeniosła do Skrzydła Szpitalnego. Zaczął
się poród.Pani Pomfrey kazała wszystkim wyjść zostać mogła tylko Narcyza
ze względu tego żeby pomóc dziewczynie to przetrwać było ciężko ale się udało.
Po czterech godzinach porodu młoda mama trzymała na rękach swojego nowo
narodzonego synka był taki podobny do Draco, jej Draco. Uroniła łzę
ale teraz wie że nie mogła by porzucić go za bardzo się do niego przywiązała
przez ten krótki czas ale już miała włączony instynkt macierzyński.
Po pięciu minutach przybyły osoby ze Św Munga że by zabrać
ją i małego do szpitala na obserwacje.Od razu za nią przyszli przez
Sieć Fiuu, Malfoy'owie z pewną osobą, na którą młoda czarownica
tak długo czekała.
Po tym jak lekarze wyszli z jej pokoju, wszedł nie kto inny jak
jej ukochany Draco. Gdy dziewczyna go zobaczyła rozpłakała się, a on
podszedł do niej, usiadł na łóżku i przytulił
-Kochanie już wszystko dobrze. Przepraszam, że mnie tak długo nie było,
ale ja sam nie wiem co się ze mną działo. Rodzice odnaleźli mnie dzisiaj
rano. Od dziś dopiero mam świadomość tego co się stało
jak matka mi opowiadała co się z tobą działo.-spuścił wzrok
-Przepraszam cię za to i obiecuję już nigdy cię nie zostawię obiecuję ci to.
Zaczęli się całować ale przerwali gdy usłyszeli z rogu pokoju dochodzący płacz.
Draco wstał wyją chłopca małego z łóżeczka i podał żonie.
Od tej pory nic już ich nigdy nie rozdzieliło. Nawet umarli razem
przytuleni do siebie.Dorobili się czterech pociech:
Najstarszego chłopca - Scorpiusa
Bliźniaczek-Mary i Sary
oraz
Chłopczyka-Lucjusza.
Byli najszczęśliwsi na świecie bo mieli siebie.
KONIEC
Subskrybuj:
Posty (Atom)

