Dodaję dzisiaj bo nie jestem pewna czy jutro uda mi się wejść.
Ta para specjalnie dla anonima :)
_____________________
Jestem szczęśliwa, mam wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Pewnie zastanawiacie się jak to się stało?
Opowiem wam moją historię.
W czasie wojny zaczęłam spotykać się z Lucjuszem Malfoy'em. Jego żona Narcyza zmarła na mugolską chorobę, na którą nie ma nawet w naszym świecie lekarstwa. Guzu mózgu niestety nie dało się wyciąć i Pani Malfoy umarła.
Dumbledore poprosił mnie, abym pomogła Malfoy'owi seniorowi. Draco zajmuje się Astorią, a jego ojcem nie ma kto. Zgodziłam się, w końcu szpiegują wraz ze Snapem dla nas, Voldemorta.
Przez pierwsze dwa tygodnie od pogrzebu cały czas mówił tylko, że mogę sobie iść i nie zawracać nim głowy. Nie reagowałam na to, ponieważ, po pierwsze byłam Gryfonką, a po drugie chciałam pomóc osobie, którą kocham. Nie poddałam się i wyszło mi to na dobre. Po dwóch miesiącach kiedy zaczynały się wakacje, zrobiłam kolację, którą Lucjusz nie wiem z jakich powodów chciał zjeść w ogrodzie , a w nim za sprawą jego byłej żony, w nocy było romantycznie. Wypiliśmy wino i to ze trzy butelki, byliśmy nieźle wstawieni. Wstałam żeby się przejść na chwiejnych nogach, Malfoy wstał i nie wiem jak jego usta znalazły się przy moich. Złapał mnie za pośladki i podniósł nakazując, żebym oplotła nogami jego biodra. Teleportował nas do sypialni i stało to co się stało. Gdy rano się obudziłam, głowa mnie tak bolała, że nie mogę. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że jestem w sypialni mojej miłości.
-No pięknie - rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam kopertę z moim imieniem. Otworzyłam ją.
Hermiono.
Wiem, że po wczorajszym pewnie boli cię głowa.
Na szafce obok zegarka leży fiolka z eliksirem na kaca.
Ubierz się i przyjdź do salonu, musimy porozmawiać.
Lucjusz.
Owinęłam się szczelnie prześcieradłem, wzięłam bieliznę i koszulę Lucjusza. Nic innego nie było całego w tym pokoju, moja sukienka jest porwana. Ubrałam się, wypiłam eliksir i zeszłam na dół.
-Lucjuszu, o czym chciałeś porozmawiać ? -stanęłam w progu pokoju. Malfoy odwrócił się w moją stronę, przełknął gulę rosnącą mu w gardle i powiedział :
-Hermiono wiem, że to dzieje się dość szybko, ale po zeszłej nocy i tym co powiedziałaś upewniłem się, że nie jest to decyzja słuszna - przez chwilę bałam się co uczyni myślałam, że każe mi się stąd wynieść, ale nie on mnie kompletnie zaskoczył. Uklęknął na jedno kolano, wyjął z kieszeni spodni, aksamitne pudełeczko, otworzył je, a ujrzałam tam pierścionek ze szmaragdem. Pomyślałam wtedy ,,Typowy Ślizgon''.
-Czy ty Hermiono Jane Granger uczynisz zaszczyt takiemu głupcowi jak ja, który jest zakochany w tobie od początku wojny i zostaniesz jego żoną?
Nie wiedziałam co robić. Cieszyłam się, mężczyzna, którego kocham wyznał mi miłość. Rzuciłam się na niego i krzyknęłam-TAK.
Tydzień później, dokładnie 18 lipca 1998 roku stałam się panią Malfoy. Na ślubie byli obecni tylko Draco i Astoria jako nasi świadkowie oraz Albus Dumbledore, który udzielił nam ślubu.
Dwa tygodnie po uroczystości odbyła się bitwa o Hogwart. Niestety ja nie mogłam w niej uczestniczyć ze względów oczywistych. Przegapiłam ją, ponieważ mój ukochany małżonek obłożył dom tyloma zaklęciami iloma się dało, a moją różdżkę zabrał ze sobą. Strasznie się o niego bałam, bo cóż innego miałam robić w pustej rezydencji.
Gdy wrócił po osiemnastu godzinach oznajmiając, że wygraliśmy wojnę, ja nie zważając na nic nakrzyczałam na niego z pretensjami jak mógł mnie zostawić.
Codziennie w wakacje teleportowaliśmy się do Hogwartu, żeby pomóc w jego odbudowie.
We wrześniu wróciłam do szkoły Magi i Czarodziejstwa. Trochę szkoda mi było opuszczać ukochanego, ale Dyrektor pozwolił mi wracać do domu po lekcjach.Ucieszyłam się.
Za pięć jedenasta znalazłam się na dworcu. Nikogo ze znajomych nie spotkałam w drodze. Udało mi się jakoś przecisnąć do pociągu. Zajęłam przedział na samym końcu i rozmyślałam, w jakim domu będę, w końcu Dumbledore chce, aby ostatnie klasy miały jeszcze raz przydział. I tak upłynęła mi cała podróż.
Usiadłam na swoim dawnym miejscu nie zwracając na nic uwagi. Tak bardzo tęskniłam za ,,Blondaskiem''
tak nazywam Lucjusza.
Pierwszoroczni zostali przydzieleni, więc teraz my. McGonagall wzięła drugą listę :
-Hermiona Granger- profesorka nie wiedziała, że zmieniłam nazwisko.
Rozmowa z Tiarą
,,Witam ponownie. Tym razem nie jesteś już taka mała i do tego jesteś mężatką.Cudownie.
-Zamknij się ty stary kapeluszu i przydziel mnie do tego cholernego domu-byłam wściekła, jeszcze ten kapelutek mi przypomina o osobie, której mi tak bardzo brakuje.
-SLYTHERIN- wykrzyknęła głośno tiara. Każdy siedział cicho, bo się tego nie spodziewał. Usiadłam na końcu stołu.
Nie wyspałam się w nowym dormitorium. Miałam koszmar, obudziłam się cała spocona, nie pamiętam o czym był, ale wiem ,że to coś strasznego. Wykonałam poranną toaletę, ubrałam się w nowy mundurek i usiadłam obok Harrego który, też trafił do Slytherinu.
-Hermiono cieszę się, że jesteśmy dalej w jednym domu.-uśmiechną się pogodnie.
-Ja też Harry wszytko jest prawie tak samo tylko, że bardzo tęsknię za mężem. - ja zaś uśmiechnęłam się smutno.
-Hermiono ty masz męża?-zapytał bliznowaty w szoku.
-Tak...-nic więcej nie zdążyłam powiedzieć, ponieważ profesor Snape przyszedł rozdać grafiki zajęć.
-Mionka spójrz, po śniadaniu mamy OPCM. Ciekawe kto w tym roku jest nauczycielem?
-Tak Harry mnie też to ciekawi.
Wstaliśmy ze swoich miejsc, wyszliśmy z WS i skierowaliśmy się w stronę lochów tyle, że ja zatrzymałam się przy obrazie prowadzącym do mojego dormitorium.
Umówiłam się z Potterem przy sali od Obrony. Głowiłam się kogo w tym roku wytrzasnął dyrektor. Nim się zorientowałam do lekcji zostało pięć minut, więc puściłam się biegiem i prosiłam Merlina, żeby schody nie robiły figla i nie zaczęły się poruszać.
Weszłam do sali jako jedna z ostatnich. Nauczyciel siedział tyłem w wielkim fotelu za biurkiem. Nie widziałam go gdyż ponieważ oparcie fotela było wysokie.
Ja jak zwykle zajęłam miejsce najbliżej biurka profesora. Gdy wszyscy już się wygodnie rozsiedli, a w sali zapanowała cisza, nauczyciel wstał. Nie spojrzałam na niego, tylko szukałam pióra w torbie. Odezwał się:
-Witajcie nazywam się Lucjusz Malfoy i będę was w tym roku uczył Obrony Przed Czarną Magią.
Gdy usłyszałam ten głos szybko podniosłam głowę, aby sprawdzić czy słuch nie płata mi figli. Ale nie, to była prawda. Mój kochany blondasek będzie moim nauczycielem.
Nie no, po lekcji z nim porozmawiam i mnie popamięta, że nie powiedział tego w domu. A jak się okaże, że Draco o tym wiedział oboje tego pożałują. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos:
-Panno Granger-uśmiechną się do mnie swoim firmowym uśmieszkiem-proszę się skupić na lekcji, a nie bujać w obłokach i wymyślać sobie nie wiadomo co. Jeszcze jeden raz panią upomnę, a będę musiał wyciągnąć konsekwencje-odwrócił się ode mnie wzrok i spojrzał na resztę klasy- I to tyczy się każdego, ponieważ na moich lekcjach będziecie się uczyć, a nie obijać. Zrozumiano? -warknął
-Tak panie profesorze-odpowiedziała cała klasa, ponieważ widocznie bali się go bardziej niż Snape'a.
Lekcja skończyła się w miarę szybko, bo nie była tak nudna. Gdy zadzwonił dzwonek, każdy oprócz mnie wyszedł z klasy. Malfoy senior po wyjściu uczniów nie zaszczycił sali spojrzeniem, może to i dobrze. Wyjęłam różdżkę i usunęłam wszystko z biurka, usiadłam na nim robiąc obrażoną minkę. Lucjusz spojrzał na mnie z wielkim uśmiechem, bo jak on to zwykł mawiać, w tej mince mi do twarzy, bo go kusi.
-Mała, co się stało?-zapytał opierając ręce na moich udach.
-Jak śmiałeś mi nie powiedzieć, że będziesz tu uczył? Ja już się zastanawiałam jak tu wyjść niepostrzeżenie za szkoły i pójść do ciebie, bo wielki pan arystokrata nie raczył oznajmić swojej jakże przepięknej żonie, że będzie jej nauczycielem.
-Niuniu-powiedział i zwalił mnie z biurka tak żebym wylądowała okrakiem na jego kolanach - chciałem ci zrobić niespodziankę.
Pocałował mnie namiętnie. Nie umiem się długo na niego gniewać, więc oddałam pocałunek tyle, że zachłanniej. Stęskniłam się za smakiem jego warg. Po oderwaniu się od siebie zorientowałam się, że mój ukochany ma rozpiętą szatę, a ja nie mam na sobie bluzki.
Nagle drzwi do sali się otworzyły, a stanął w nich mój przyjaciel Harry Potter. Nie patrzył się na nas tylko na ziemie. A dokładniej na swoje buty.
-Panie profesorze ja... ja przepraszam, ale zostawiłem książkę i chciałem ją tylko zabrać. - Zastygliśmy w bezruchu. Podszedł do ławki wziął wolumin, schował do torby i wtedy podniósł głowę. Na jego twarzy malował się szok. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale krzyknął:
-Hermiono jak możesz? To jest nauczyciel ,a ty w dodatku masz męża! Zejdź z niego! A pan panie Malfoy zostanie pewnie usunięty ze szkoły, bo nie omieszkam się o tym powiedzieć dyrektorowi Dumbledor'owi!
-Potter, Potter, Potter a zapytałeś się swojej przyjaciółki...-próbowałam wstać z kolan Lucjusza, ale on mnie trzymał-...jak ma teraz na nazwisko lub jak zwie się jej mąż? - Chłopiec-który-pokonał-Voldzia-żeby-robić-siarę pobladł i pokręcił głową na znak tego, że nie zapytał.
-No właśnie. A chcesz to usłyszeć? - Harry przytaknął
-Teraz nazywa się Hermiona Jane Malfoy - ostatnie słowo mocno zaakcentował
-Hermiono czy nasz profesor jest twoim mężem? - popatrzył na mnie, a ja tylko przytuliłam się do mojego blondasa i przytaknęłam.
Bliznowaty nic nie mówiąc wyszedł z klasy zamykając drzwi.
-Lucjuszu. a jak on to rozpowie całej szkole? - zamartwiałam się, korzystając z nieuwagi mojego mężczyzny wstałam i się ubrałam.
-Nie ważne, muszę już iść za... - spojrzałam na zegarek - ...trzy minuty transmutacja - pocałowałam go na pożegnanie.
Reszta lekcji minęła spokojnie, dostałam dużo punktów. Skierowałam się na kolacje do wielkiej sali, usiadłam na swoim miejscu, a na moim talerzu pojawiła się koperta zaadresowana do mnie. Szybko ją otworzyłam.
List był od dyrektora, który prosi o spotkanie. Po skończonym posiłku skierowałam się do gargulca, który pilnował wejścia do gabinetu. Wypowiedziawszy hasło weszłam:
-Och, witaj Hermiono, proszę usiądź-wskazał fotel-przyszedł do mnie dzisiaj pan Potter złożyć skargę na nauczyciela od OPCM ze względu na to, że jesteście małżeństwem. Żeby już nie było tego typu wpadek połączyłem kominek znajdujący się u ciebie w dormitorium z tymi do prywatnych kwater twojego współmałżonka i tego znajdującego się w Malfoy's Manor.
-Dziękuję panie dyrektorze.-uśmiechnęłam się i wyszłam
Dni powoli zamieniały się w tygodnie a tygodnie w miesiące które wyglądały tak samo:
1.Budzenie się w ramionach ukochanego.
2.Przeniesienie się za pomocą proszku Fiuu do dormitorium by przygotować się do zajęć.
3.Śniadanie.
4.Lekcje.
5.Obiad.
6.Odrabianie lekcji w bibliotece.
7.Kolacja.
8.Powrót do dormitorium, przebranie się z mundurka.
9.Przeniesienie się za pomocą proszku fiuu do domu, czekanie na Lucjusza.
10.Upojna noc.
11.Sen.
Ale pewnego dnia lutego to się zmieniło. Obudziły mnie mdłości, jak oparzona pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam, a chwilę później obok mnie pojawił się arystokrata.
-Kochanie ubieraj się -powiedział to głosem nieznoszącym sprzeciwu, więc wolałam się go posłuchać. Teleportowaliśmy się do Munga. Lucjusz zażądał natychmiastowego zbadania mnie, a że się go bali to tak uczynili.
Po dwóch godzinach badań okazało się, że jestem w ciąży.
Wróciliśmy do rezydencji , ja odezwałam się pierwsza
-Kochanie mam taką prośbę tyle, że jest ona dość nietypowa.
-O co chodzi?
-Czy dałoby się abym w najbliższym czasie napisała egzaminy i skończyła szkołę wcześniej?
-Tak kochanie, na pewno uda mi się namówić do tego Dumbledor'a.
Po tygodniu od rozmowy ukończyłam szkołę Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Wasz ojciec obchodził się ze mną jak z porcelanową laleczką, aż szlak mnie trafił. Dałam mu, więc do słuchu.
-Lucjuszu Malfoy'u jak będziesz się tak dalej zachowywał przeprowadzam się do rodziców!-Po ośmiu miesiącu na świecie pojawiłyście się na świecie wy, moje kochane córeczki, które nazwaliśmy, jedną po świętej pamięci żonie waszego ojca Narcyzie, a druga z was ma imię po osobie wyjątkowej, która poległa w drugiej bitwie o Hogwart, Ginny mojej najlepszej przyjaciółce Ginewrze Weasley
Hermiona uroniła kilka łez na wspomnienie o kobietach które były bliskie jej i jej rodzinie.
KONIEC
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucjusz Malfoy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucjusz Malfoy. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 6 marca 2014
piątek, 10 stycznia 2014
Historia miłosna
Piszcie w komentarzu z kim chcecie następną miniaturkę może być jakaś para
z ,,Igrzysk Śmierci'' czy z ,,Percy'ego Jackson'a'' bo nie może być tylko z jednej serii.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
z ,,Igrzysk Śmierci'' czy z ,,Percy'ego Jackson'a'' bo nie może być tylko z jednej serii.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Pewna brązowooka dziewczyna siedziała na kanapie ze swoim zdjęciem, zrobionym
jeszcze w czasach szkolnych ze swoim ukochanym.
Ten dzień był dla niej wyjątkowy, bo tego dnia pewien mężczyzna bliski jej
sercu poprosił ją o rękę. Oczywiście zgodziła się. Kochała go ponad wszystko.
W dalszych rozmyślaniach przeszkodziła jej piękna czarnowłosa dziewczynka.
-Mamo, mam już piętnaście lat, chodzę do Hogwartu od czterech czy mogłabyś mi
teraz opowiedzieć jak zaczęła się wasza miłość? Proszę. Tyle już na to czekam.
-Emily jak już tak bardzo chcesz, wiesz przecież, że ja nie jestem tak bardzo wytrzymała
jak twój ojciec, jeżeli chodzi o miłosne historie.
-Powiesz mi mamo? Naprawdę mi powiesz ?-dziewczyna rzuciła się na szyję starszej
kobiety.-Dziękuję, dziękuję, dziękuje.
-Więc tak. Zaczęło się to od pewnego szlabanu, który miałam w siódmej klasie
Byłam rozkojarzona na eliksirach profesor Snape - Kobieta uśmiechnęła się gdy to
powiedziała - zobaczył to i się o coś spytał, odjął punkty mojemu domowi
i dał mi szlaban. Musiałam do niego pójść o dwudziestej.Nie wiedziałam,
że podczas tej lekcji czytał mi w myślach, a ja myślałam głównie o nim jak by to
było jak bym z nim była. On stary nietoperz z lochów - obie panie się zaśmiały gdy
starsza z nich to powiedziała - mógł się zakochać w uczennicy i to jeszcze w
Gryfonce. Po wszystkich moich lekcjach skierowałam się do biblioteki, żeby odrobić
prace domowe, którymi nauczyciele nas obarczyli .Skończyłam, spojrzałam na zegarek
i była za dziesięć ósma. Wstałam więc i zaczęłam biec w stronę lochów, modląc się o to
żeby być na czas.Zdyszana zapukałam do drzwi i usłyszałam ,,Proszę".
Weszłam. I przywitałam się:
-Dzień dobry profesorze. Co mam robić w czasie trwania szlabanu?
Spojrzał na mnie a po chwili powiedział.
-Na razie nic nie musisz robić usiądź. Chcesz czegoś do picia? Herbaty, soku?
Zdziwiłam się tak miłym zachowaniem profesora, zawsze oschłego, nie
czułego, obojętnego.
-Yyy...poproszę, jeśli można sok z dyni.
Wyszedł jak myślę do kuchni. Rozglądałam się po gabinecie profesora, bo nigdy tam nie
byłam. W tym samym czasie jak dużo później się dowiedziałam, Snape
dolał mi do soku Veritaserum, ponieważ chciał sprawdzić czy to o czym myślałam, czyli o
tym że go kocham jest prawdą, a bał się mnie zapytać o to, bo myślał że go wyśmieję.
Po około dwóch minutach wszedł do pomieszczenia z dwoma szklankami w jednej
był sok dla mnie, a w drugiej herbata dla niego. Podał mi szklankę z napojem, a sam usiadł przy biurku. Patrzył na mnie uważnie, a gdy wzięłam łyk soku, zaczął mnie pytać o jakieś błahe
rzeczy, aż po kilku minutach...
-Granger czy ty się we mnie zakochałaś?
Zdziwiło mnie to pytanie nie powiem. Chciałam powiedzieć ''nie'', żeby mnie nie wyśmiał
,ale nie mogłam. Na usta cisnęło mi się jedynie słowo
-Tak kocham pana, panie profesorze-gdy to powiedziałam przyłożyłam sobie rękę do ust
a on tylko się uśmiechnął i dodał
-To dobrze że mi to powiedziałaś.
-Ale ja nie chciałam tego powiedzieć profesorze coś mi kazało-przyznałam.
-Wiem sam podałem ci eliksir-uśmiechną się tym swoim uśmieszkiem.
-Ale pan nie powinien tego robić, to zabronione. Pójdę do dyrektora i pana wyrzucą.
Skierowałam się w stronę drzwi. A gdy już chciałam je otworzyć jakaś siła rzuciła mnie na
foteli przywiązała niewidzialnymi linami. Krzyknęłam.
-Proszę mnie stąd wypuścić!! - A on jak gdyby nic podszedł do mnie. Pochylił się i pocałował.
Nie wiedziałam co robić, ale w końcu oddałam pocałunek, poczułam jak liny puszczają
i założyłam mu ręce na szyję. Sama wstałam, a go posadziłam, żeby po chwili usiąść
na jego kolanach. Odsunęłam się żeby móc złapać oddech i dodałam.
-Teraz mogę mówić ci na ty prawda? -Położyłam głowę na jego ramieniu .
-Tak teraz możesz mi mówić na ty, ale jak jesteśmy sami - objął mnie ręką w pasie.
-Dlaczego dodałeś mi do soku Veritaserum ?-powiedziałam i dodałam swoją minkę
obrażonej gryfonki.
-Dolałem go dlatego, że sama byś mi o tym nie powiedziała, a jak bym ci powiedział, że
widziałem to w twoich myślach, to nie chciała byś się przyznać. Mówiłabyś, że kłamię.
-No dobrze może i masz rację, ale proszę nie czytaj mi w myślach chyba, że dostaniesz moją
słowną zgodę na to. - Dałam mu buziaka w policzek
-A teraz Hermiono musisz już iść, bo jest po dwudziestej drugiej.
Przytuliłam go oraz pocałowałam i wyszłam, Byłam szczęśliwa, moje marzenie
na razie zostało spełnione, ale czy to się nie popsuje? O to się właśnie martwiłam.
Rano obudziłam się wyspana jak nigdy wcześniej, choć spałam tyle co zwykle.
Dzisiaj podwójne eliksiry i to jeszcze z samego rana. Po wojnie moja przyjaźń z Ronem i
Harrym się rozpadła nie utrzymywałam z nim kontaktów. Jedyna Ginny jeszcze wtedy nie opuściła
mnie po zakończeniu wojny.Mówiłam jej o wszystkim co było ważne dla mnie,
dzieliłyśmy się sekretami, ona ze wszystkich uczniów w szkole wiedziała o
naszym związku.
Mijały miesiące spotykaliśmy się codziennie poznawaliśmy się, opowiadaliśmy o swoim
dzieciństwie czy też innych przeżyciach.
Aż w końcu nadszedł ten dzień, który Severus planował. Siedzieliśmy na błoniach
(mogliśmy to spokojnie robić bo reszta była w Hogsmade)
przytulaliśmy się, odsunął się ode mnie, nie wiedziałam co robi. A on uklęknął na jedno
kolano, wyjął pudełeczko z pierścionkiem i zapytał:
-Hermiono Jane Granger czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Nie wiedziałam co powiedzieć,a on cały czas na mnie patrzył w końcu zdecydowałam.
Rzuciłam się na niego, zwaliłam go na ziemię i pocałowałam namiętnie, co jednoznacznie
oznaczało tak.
Był początek czerwca jak zgodziłam się. Tydzień później zostałam Panią Snape, moją
świadkową była nie kto inny jak Ginny Weasley, która pomogła mi w wybraniu sukni.
Dostałyśmy od dyrektora zezwolenie na pójście na Pokątną po suknię ślubną.
Ceremonia była skromna w gabinecie Dumbledora.
W dniu zakończenia szkoły byłam szczęśliwa, nie wracałam tak jak wszyscy pociągiem do
domów, tylko przeniosłam się z Sev'em do jego domu.
Tam było wspaniale, a raczej jest. Nazajutrz rano obudziłam się w łóżku sama, nie
wiedziałam gdzie jest mój ukochany. Po pierwszej wspólnej nocy jestem sama w pokoju,
ale chwila na dole słyszę odgłosy wzięłam jego koszulę, założyłam ją i skierowałam się
w stronę schodów a potem do kuchni. Usłyszałam głosy:
-Snape ja nie wiem po co sam ślęczysz w tym domu, ale radzę ci wyjść z niego
i poszukać kogoś dla siebie - to był ewidentnie głos Draco Malfoy'a
-Draconie nie mam chęci wychodzić z tego domu i dla twojej informacji nie jestem sam .
Machnął różdżką i otworzył drzwi zza których przysłuchiwałam się rozmowie.
Gdy ta fretka mnie zobaczyła, włosy jej dęba stanęły na głowie.
-Granger co ty tu do cholery robisz?
-Po pierwsze tleniony, nie jestem Granger tylko Snape i jak widzisz stoję.
Cynicznie się uśmiechnęłam.
-Yy...że co? Nie chyba, nie chcecie mi wmówić że wy razem.
Ja nic nie powiedziałam, tylko pokazałam swoją rękę na której był pierścionek.
Draco tylko pokiwał głową i wyszedł bez słowa.
-Sev co mu się stało? -usiadłam na jego kolanach, a on mnie pocałował.
-Nie wiem skarbie, ale uwierz mi już nas więcej nachodzić nie będzie.
Zjedliśmy śniadanie gdy dostaliśmy list od Dumbeldora.
''Kochani wiem, że to może wam przeszkadzać, ale proszę
żebyśmy się spotkali w Norze o godzinie 15:00
Będzie zebranie starych członków Zakonu Feniksa
Pozdrawiam
Albus Dumbeldore''
-No i widzisz moja droga, a miałem chęć zabrać cię jeszcze do naszej sypialni, byśmy
sobie jeszcze trochę poleżeli, a tak musimy za niecałą godzinę wychodzić bo jest.
Spojrzał na zegarek.
-Czternasta piętnaście, więc...
Reszty zdania nie usłyszałam, bo popędziłam do łazienki gdyż zrobiło mi się nie dobrze.
Otarłam usta i spuściłam wodę. Chwilę po przybiegł mój mąż.
-Kochanie co się stało? - widać, że się martwił.
-Nic takiego po prostu zrobiło mi się niedobrze.-Chwilę pomyślałam.
-I wydaje mi się że jestem w ciąży. Mogło to się stać po zaręczynach, bo poszliśmy do
ciebie.
Wstałam z muszli i podeszłam do umywalki opłukać usta zimną wodą.
Wyszliśmy z łazienki i skierowaliśmy się w stronę sypialni.
Gdy już tam byliśmy Severus kazał mi się położyć, wyjął różdżkę i wykonał nade mną
kilka ruchów. Mgiełka zrobiła się zielona, czyli że byłam w ciąży.
Ubraliśmy się i przenieśliśmy do Nory akurat równo na piętnastą.
Weszliśmy i usłyszeliśmy dużo głosów witających nas do mnie podeszła Ginny, a
do mojego ukochanego dyrektor Hogwartu.
Niektórzy się zdziwili, że przyszliśmy razem, ale uznali to za przypadek.
Usiadłyśmy na kanapie chwilę porozmawiałyśmy, aż w końcu odważyłam się:
-Gin muszę powiedzieć ci coś ważnego.
-Mów kochana coś się stało-spytała tonem godnej swojej mamy.
-Tak stało się coś i to bardzo ważnego ja...ja jestem w ciąży.
Najmłodsza z Weasley'ów pisnęła, aż wszyscy się spojrzeli na nas a kilka osób nawet
podeszło się spytać co się stało, ale uniemożliwił mi to głos dyrektora
-Moi drodzy siądźmy-wszyscy już siedzieli gdy mnie znów zrobiło się niedobrze
wybiegłam z salonu a wszyscy za mną . Usłyszałam zza drzwi głosy.
-Ginny nie wiesz co się dzieje Hermionie? - głos Pani Weasley
-Wiem mamo, ale ja nie jestem upoważniona do udzielania odpowiedzi na ten temat
tylko profesor Snape.
-Hermiona jest w ciąży - musieli się nieźle zdziwić, gdy po pierwsze powiedział do
mnie po imieniu i wiedział o tym. Z oddali usłyszałam głos mojego byłego przyjaciela
-Ha, wiedziałem. na pewno się z kimś puściła i teraz ma bękarta.
-Ronaldzie jak ci nie wstyd? -Ja w tym czasie spuściłam wodę i wyszłam
Podeszłam do twojego ojca i się do niego przytuliłam wielkie było zdziwienie, jak
to uczyniłam ,ale nie przejmowałam się tym i zapytałam:
-Słabo mi czy nie możemy iść do domu?
On tylko pokiwał głową i wyszliśmy.
Do twojego urodzenia nie wychodziłam z domu, bo słabo się czułam.
Gdy byłaś już starsza miałaś gdzieś z siedem lat objawiałaś cechy
swojego ojca, zrobiłaś pierwszy eliksir i o dziwo wyszedł ci dobrze, a twój ojciec pokroił ci
tylko składniki, bo bał się że się skaleczysz.
Straciłam kontakt ze wszystkimi oprócz Ginny Malfoy, która często przychodzi tu ze
swoim mężem Lucjuszem
(on i jego rodzina nawrócili się na dobrą stronę niestety Narcyza zginęła w wojnie)
Koniec mojej historii a teraz leć, bo coś czuję że ten eliksir co go robisz zaraz się spali.
Emily pobiegła do swojego laboratorium.
A ja cieszyłam się swoim szczęściem i tą pociechą, która rozwijała się pod moim sercem.
KONIEC
Subskrybuj:
Posty (Atom)