Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ginny Weasley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ginny Weasley. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lutego 2014

Ostatnie pożegnanie...

 Witam z nową miniaturką. Mam nadzieję, że się wam spodoba.
Trochę smutna i krótka, ale nie miałam siły tego ciągnąć, bo się tak, tyci tyci, wzruszyłam. Zawsze lubiłam bliźniaków i ponieważ nie widziałam jeszcze miniaturki o Weasley'ach po śmierci Freda, postanowiłam ją napisać.
__________________________

Ginny miała dość. Codziennie od wojny musiała patrzeć na smutne twarze swojej rodziny. Bolało ją to, że już nigdy nie będzie tak samo. Po śmierci Freda wszyscy zamknęli się w sobie. Ginn również cierpiała po jego stracie. Pamiętała o nim, mimo prób wrócenia do normalności. Prosiła mamę, Rona, Georga, wszystkich, aby się od niej nie odsuwali. Jednak to nie działało. Byli pogrążeni w żałobie, niezdolni do śmiechu. Podobnie było w całym świecie czarodziei. Wszyscy przechodzili przez żałobę, po śmierci najbliższych. Jednak z każdym dniem świat czarodziei wstawał na nogi. Ludzie uśmiechali się, otwierali nowe sklepy, zakładali rodziny. Próbowali stworzyć nowy, lepszy i radośniejszy świat.
Życie rudowłosej było rutyną. Wstawała, szła na śniadanie, próbowała porozmawiać z rodziną, wracała do siebie załamana, wychodziła na obiad i kolację, kładła się spać. Tego dnia, po prostu miała dość. Wstała szybko i ubrała się w najbardziej kolorowe i radosne ubrania jakie miała. Wiedziała, że Fred wolałby to niż ciągłe załamywanie się. Dlatego jej usta wygięły się w uśmiechu i radosnym krokiem zeszła na dół. W jadalni powitał ją przytłaczający smutek i pustka. Nikt się nie uśmiechał. Spojrzeli na nią z bólem. Jednak Gin się nie zgięła. Ruszyła pomóc mamie, posyłając jej miły uśmiech. Wszystko co dziś robiła wydawało się być wypełnione życzliwością, dobrocią i radością. Jednak nikt nie zwracał na to uwagi. Twarze Weasley'ów były smutne, a oczy patrzyły na wszystko z obojętnością, pustką. Tego dnia po śniadaniu Ginny nie zaszyła się w pokoju, mając dość rodziny, tylko wyszła z domu. Ruszyła do ulubionego miejsca Freda. Było to przekrzywione drzewo. Jego gruba gałąź rosła nad ciepłą rzeką. Zawsze w wakacje rodzeństwo bawiło się tutaj. Ginny spojrzała na wszystko, a jej oczy zaszły łzami. Wiedziała, że musi w końcu pozbyć się tego brzemienia, dlatego rozpłakała się.
-Fred, tak bardzo mi ciebie brakuje. Dlaczego odszedłeś?
Płakała, jednak gdy wykorzystała wszystkie łzy, przemyła twarz wodą z rzeki.
-Dam radę. Muszę.
Wstała i odeszła trochę w stronę Nory. Po paru krokach, odwróciła się jednak i spojrzała na drzewo.
-Żegnaj Fred. Kocham Cię.-wyszeptała i ruszyła do domu.
Postanowiła od dziś, cieszyć się z każdej drobnostki, jak chociażby promienia słońca, czy śpiew ptaków. Postanowiła naprawić rodzinę. Zacznie od wyrzucenia, po kryjomu wszystkich czarnych i szarych ubrań rodziny. Jak postanowiła tak zrobiła i następnego dnia, wszyscy domownicy, wyszli z pokoi w kolorowych ubraniach. Na twarzy mieli ból, jakby to kolory go sprawiały. Gdy weszli do kuchni, od razu poczuli zapach jedzenia. Zaskoczeni rozejrzeli się i zobaczyli na długim stole, mnóstwo jedzenia. Z kuchni wyszła właśnie Ginny. W ręku miała talerz z goframi. Położyła go na blacie i wskazała rodzinie dłonią, aby usiedli, a potem radosnym głosem powiedziała:
-Smacznego wszystkim!
Rodzina odpowiedziała cichymi słowami ''Dziękujemy''. Rudowłosa latorośl Weasley'ów wiedziała, że nie będzie łatwo. Mimo to nie poddawała się.
Przez cały tydzień pracowała nad rodziną. Dawało to efekty, bo domownicy, rozmawiali głośniej i częściej. Na ich twarzach, czasem pojawiał się uśmiech. W końcu dziewczyna postanowiła zrobić ostatni krok w kierunku normalnego życia. Po obiedzie, zawołała wszystkich mieszkańców Nory. Gdy byli już wszyscy, zaczęła mówić.
-Mam zamiar was gdzieś zabrać. Pragnę wam pokazać coś naprawdę ważnego. Nie chcę, abyście cały czas nękali się śmiercią Freda.
Złapała za rękę Molly i Artura, a oni resztę. Skupiła się i po chwili poczuła dziwne uczucie, przeciskania przez rurę. Otworzyła oczy i zobaczyła bramę. Była to brama czarodziejskiego cmentarzu. Reszta rodziny ze zdziwieniem rozglądała się. Po chwili rozpoznali gdzie są. To cmentarz na którym pochowano rudowłosego bliźniaka. Spoglądali na siebie z bólem.
Ginny wyszła na przód i obróciła się do nich. Wyciągnęła rękę w ich stronę.
-Chodźcie w końcu trzeba to zrobić. Czas się pożegnać.  - czekała, aż ktoś poda jej dłoń.
W końcu zrobił to George. Chwilę później dołączyła się Molly, aż wreszcie cała rodzina. Ruszyli w głąb cmentarzu. Parę minut później stali przed czarnym, marmurowym grobem. W oczach Molly zalśniły łzy. Jej mąż ją przytulił i oparł policzek o jej głowę. Ginny w myślach prosiła, aby się udało. Czekała, aż wszyscy oswoją się wreszcie z myślą, że Fred nie żyje. Przytuliła swojego brata Georga i wyszeptała mu do ucha
-Dasz radę...
Uścisnęła go i odsunęła się. Spojrzał na nią i podszedł bliżej do grobu.
-Cześć Fred. Brakuje nam ciebie, tak bardzo nam ciebie brakuje... Ginny mi coś uświadomiła. Nie odejdziesz od nas, mimo, że zaczniemy normalnie żyć. Trzeba się pożegnać. Trzymaj się Fred...
Molly wybuchła płaczem, a po twarzy Georga spłynęła samotna łza. Wszyscy Weasley'owie pożegnali się i ruszyli do bram cmentarzu. Gdy znaleźli się przed nimi, Gin ponownie złapała rodziców za ręce, którzy zrobili to samo z resztą. Uśmiechnęła się pocieszająco i powiedziała:
-Damy radę. Musimy.
Teleportowali się do Nory, by zacząć na nowo żyć.

środa, 22 stycznia 2014

Ognista Miłość

 Mam nadzieję, że się podoba. Pierwsza moja miniaturka Bliny :) Pozdrawiam, Crazy

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥


Przy jeziorze siedziała właśnie pewna rudowłosa dziewczyna. Wiatr rozwiewał jej ogniste włosy odsłaniając wściekłą twarz.
-Głupi Potter... Co mu to da...?Przecież tylko z nim rozmawiałam...Cholerny Wybraniec...
Mruczała tak pod nosem, przeklinając swojego chłopaka. Harry zrobił jej awanturę, że rozmawiała z Zabinim. Przecież spytała się go o godzinę! Co z tego, że ją rozśmieszył? A po za tym wojna już się skończyła i Harry, mógł sobie darować te argumenty o Ślizgonach i Gryfonach.  Siedziała tak, aż ktoś się do niej nie dosiadł
-Cześć Weasley. Jak tam humorek dopisuje?
-Spadaj Zabini. Jeszcze ciebie brakowało.
-Nie tak ostro Wiewiórko - powiedział złośliwie
-Serio Zabini, spadaj jeśli nie chcesz poznać moich Upiorogacków.
-Uuu, już się boję
Na te słowa Ruda wyjęła różdżkę i machnęła nią w stronę Blaisa. Ten odskoczył trochę, jednak zaklęcie trafiło go. Zaczął mówić, oczy mając nieprzytomne:
-Niee... Zostaw ją... Nie wolno ci... Zostaw Ginny!
Zaskoczona podeszła do niego i potrząsła jego ramieniem. Nic się nie stało, dlatego spróbowała mocniej. Tym razem udało się i gdy chłopak spojrzał na nią krzyknął
-Ruda! - przytulił ją unosząc do góry
Dziewczyna była tak zaskoczona, że się nie ruszała, mając szeroko otwarte oczy. Po chwili Blaise, oprzytomniał i opuścił ją wyraźnie zmieszany. Spojrzał na nią, pochylił się i szybko musnął jej usta, a następnie niemal pobiegł do Hogwartu. Ginny stała jak słup soli jeszcze parę minut, a potem ruszyła do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Po drodze męczyły ją wyrzuty sumienia ''Jak ja mogłam na to pozwolić? Harry nie może się dowiedzieć! Nie, nie, nie, muszę mu powiedzieć! Cholerny Blaise! Dobra, powiem Harremu''
-Sok z dyni - wypowiedziała hasło, gdy była już przy obrazie Grubej Damy.
Obraz odsunął się, a Ginny weszła przez dziurę do Pokoju Wspólnego. To co tam zobaczyła, sprawiło ,że zabrakło jej gruntu pod nogami. Czuła jakby miała zemdleć, jednak po chwili wściekłość opanowała jej ciało. Podeszła w dwóch krokach do kanapy, na której siedział Harry, jak gdyby nigdy nic obściskujący się z Puchonką z jej roku.
-Jak możesz?! - powiedziała głośno Ginn
Harry z ociąganiem oderwał się od towarzyszki i zwrócił twarz w kierunku Rudej
-Normalnie. Ty też możesz - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem
-Jak to? Jeszcze 2 godziny temu zrobiłeś mi awanturę o rozmowę z Zabinim, a teraz pozwalasz mi się całować z innym? Pogięło cię czy co!?
Teraz wszyscy obecni w Pokoju spoglądali na rozgrywającą się scenę.
-To było jak byliśmy razem, teraz nie jesteśmy, więc rób co chcesz - zamierzał wrócić do całowania się z Puchonką, która miała na imię Jade.
-Jak byliśmy razem? Teraz nie jesteśmy? O czym ty pieprzysz? - zdziwiona Ginny spytała swojego chłopaka, lub byłego chłopaka
-Skończyłem z tobą, jak pocałowałaś tego obleśnego Zabiniego - wrócił do poprzedniej czynności.
Ginny zrezygnowana poszła na Wieżę Astronomiczną. Tam dała upust wszystkim uczuciom. Płakała ze złości, bezsilności i z powodu złamanego serca. Jakiś czas później usłyszała głos, dochodzący zza niej.
-Ruda co się stało?
-Nic Blaise, idź sobie.. - pociągnęła nosem i mocniej opatuliła się beżowym swetrem.
-Nie pójdę dopóki nie powiesz - postawił na swoim
-Zerwałam z Harrym...
-Idiota z niego, zrezygnować z takiego skarbu to zbrodnia - powiedział siedząc już obok niej - Rzucisz we mnie Upiorogackiem jeśli cię przytulę?
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i potrząsnęła przecząco głową. Już po chwili czuła jego ciepłe ciało przyciskające ją do siebie. Rozpłakała się bardziej, gdy poczuła podobne perfumy do tych Pottera.
-Co jest? - spytał z niepokojem. ''Miało jej się polepszyć, a nie...''
-Masz takie same perfumy jak on..
-Na Merlina, muszę kupić sobie nowe - powiedział głosem pełnym udawanej rozpaczy. Ginny roześmiała się na jego słowa.
Spędzili razem miły wieczór. Chłopak zaproponował jej pójście do jego dormitorium. Zgodziła się, ponieważ nie chciała wracać do Gryfonów, i już po chwili byli w prywatnym pokoju Diabła. Tam dziewczyna umyła się i przebrała w daną jej koszulę. Koszula była na nią o wiele za duża i sięgała jej do połowy ud. Ginny wyszła i położyła się na kanapie, gdzie postanowiła spać. Gdy Blaise wyszedł z łazienki i zobaczył śpiącą już Rudą na kanapie, pokręcił głową, podniósł ją i zaniósł na łóżko.

Ginny właśnie się obudziła. Lekko otworzyła oczy i ze zdumieniem zauważyła, że nie jest na kanapie. Poczuła, że coś się pod nią rusza. Podniosła głowę i zobaczyła uśmiechniętego Diabła opatulającego ją ramieniem. To znaczy, że przez całą noc leżała na nim jak na poduszce. Dziwnie się poczuła.
-Dzień Doberek. Jak się spało? - spytał wyraźnie uradowany Blaise
-Cześć. Niewygodnie - powiedziała z przekąsem
-Co? Niewygodnie? Ja od północy ręki nie czuję, a ty mówisz mi, że nie wygodnie? - Zabini świetnie udawał oburzonego
-No dobrze, było dobrze - pstryknęła go w nos, po czym wstała z łóżka. Poszła do łazienki, gdzie wykonała wszystkie poranne czynności i ubrała tylko spodnie i stanik, zostawiając białą koszulę z wyszytym wężem na kołnierzyku. Uśmiechnęła się lekko na ten widok i wyszła. Blaise leżał jeszcze na łóżku, a kiedy zauważył, że jest już ubrana, posmutniał trochę.
-Idziesz?
-Tak, jest mało czasu do śniadania, więc pójdę szybko do siebie, zanim ktoś mnie tu zauważy - powiedziała i od razu wyszła. Po drodze wkasała sobie koszulę do jasnych jeansów. Gdy była już przy obrazie Grubej Damy, wypowiedziała hasło i poszła szybko do swojego dormitorium. Przebrała się i wyszła na korytarz. Ruszyła w kierunku Wielkiej Sali. Zasiadła przy pustym jeszcze stole Gryffindoru i zaczęła jeść. Po 5 minutach, do Sali zaczęły wpływać tłumy uczniów. Gdy Ginny zauważyła Harrego, od razu wstała i poszła po swoje książki. Przez cały dzień unikała Pottera, ale nie było to trudne, ponieważ siódmoklasiści byli podzieleni na dwie grupy, ze względu na ilość. Tak więc Gin nie miała lekcji z Potterem. Musiała się jednak użerać z Zabinim, który siedział za nią i zagadywał.
-Wiewiórko, chodź ze mną do Hogsmeade.
-Nie. - powiedziała twardo
-Rudaaa, proszęęę...
-Prosi to się świnia.
-Mogę być świnią, ale się zgódź
Popatrzyła na niego z politowaniem, ale kiwnęła głową i uśmiechnęła się lekko. Blaise już do końca lekcji nie odezwał się słowem, tylko siedział z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy.

Była sobota. Oznaczało to, że już za 5 minut pójdzie na randkę z Zabinim. Stała przy bramie Hogwartu, trzymając ręce w czarnej, skórzanej kurtce. Pod spodem miała bluzkę ''galaxy''. Założyła rajstopy w gwiazdkę, krótkie, czarne spodenki i czarne botki.
Strój Wiewióry
Było przyjemnie ciepło, ponieważ właśnie zaczynała się wiosna. Tak właściwie to był pierwszy dzień wiosny. Ginny nie czekała długo, ponieważ 2 minuty przed umówioną godziną na horyzoncie pojawił się Blaise. Miał na sobie jasne, poszarpane jeansy i czarną kurtkę, pod którą widać było zielony podkoszulek. Dziewczyna musiała przyznać, że wyglądał bardzo przystojnie.
-Cześć Ruda!
-Cześć, Zabini. Idziemy?
-Tak - powiedział, po czym pociągnął ją za rękę. Szli tak przez całą drogę, w ciszy. Gdy doszli do Hogsmeade, wszyscy uczniowie Hogwartu, przebywający tam, spojrzeli na nich dziwnie. Były to zdziwione i zszokowane spojrzenia. Ginny spojrzała w dół i spostrzegła, że Diabeł cały czas trzyma jej rękę. Chciała ją wyrwać, ale chłopak na to nie pozwolił i ruszył w stronę Trzech Mioteł. Usiedli przy stoliku w kącie i zamówili po Kremowym Piwie. Zaczęli rozmawiać na błahe tematy, coraz bardziej się poznając.

♥♣♥♣♥♣♥♣♥♣♥♣♥♣
5 lat później

W pewnym domu, można było usłyszeć niesamowitą ciszę. Wydawałoby się, że nikogo nie ma w domu. Jednak w jednym z pokoi, spało małżeństwo, przytulające się. Nagle do pokoju wpadła czteroletnia dziewczynka, z ciemną karnacją, brązowymi włosami i niebieskimi oczami. Wskoczyła na łóżko i zaczęła budzić rodziców.
-Mamo, jestem głodna.
-Kochanie, zrób śniadanie swojej córce.
-O nie, to twoja córka do 12 godziny
Kobieta na to zrzuciła go z łóżka. Można było usłyszeć głośne ''Auć'' oraz huk. Mężczyzna wstał i marudząc pod nosem, wziął swoją córeczkę na ręce i wyszedł do kuchni. Rudowłosa wstała i ruszyła do łazienki. Założyła tam ubrania i pomalowała się lekko. Zeszła na dół, wiedziona niezwykłymi zapachami. Podeszła do swojego męża, stojącego przy kuchence i robiącego naleśniki.
-Gniewasz się? - spytała
-Tak.
-Co mam zrobić, Blaise? - spytała, wiedząc, że ciemnowłosy mężczyzna udaje.
Ten nic nie powiedział tylko, pokazał na swoje usta. Kobieta stanęła na palcach i podarowała mu czułego całusa.
-Bleee...  - przerwała im mała Naomi - Kiedy będą naleśniki?
-Zaraz - odpowiedział Zabini
Rodzina zjadła spokojnie śniadanie, a później jego żona oznajmiła, że musi porozmawiać z mężem. Poszli do sypialni, a kobieta wyjęła z szuflady małe pudełeczko. Przekazała je mężczyźnie, a on szybko je rozpakował. W środku zobaczył małe dziecięce buciki. Spojrzał na żonę z niedowierzaniem.
-Będziemy mieć dziecko?
-Tak, skarbie - powiedziała i pocałowała go czule.
Blaise, przez cały dzień chodził szczęśliwy. Kobieta patrzyła właśnie, na bawiące się na dworze, na dwie osoby, które były dla niej najważniejsze. Uśmiechała się, do własnych wspomnień z ich randek.
Tak, Ginewra Zabini była zdecydowanie szczęśliwa.

piątek, 10 stycznia 2014

Historia miłosna

Piszcie w komentarzu z kim chcecie następną miniaturkę może być jakaś para
z ,,Igrzysk Śmierci'' czy z ,,Percy'ego Jackson'a'' bo nie może być tylko z jednej serii.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^


Pewna brązowooka dziewczyna siedziała na kanapie ze swoim zdjęciem, zrobionym 
jeszcze w czasach szkolnych ze swoim ukochanym.
Ten dzień był dla niej wyjątkowy, bo tego dnia pewien mężczyzna bliski jej
sercu poprosił ją o rękę. Oczywiście zgodziła się. Kochała go ponad wszystko.
W dalszych rozmyślaniach przeszkodziła jej piękna czarnowłosa dziewczynka.
-Mamo, mam już piętnaście lat, chodzę do Hogwartu od czterech czy mogłabyś mi
teraz opowiedzieć jak zaczęła się wasza miłość? Proszę. Tyle już na to czekam.
-Emily jak już tak bardzo chcesz, wiesz przecież, że ja nie jestem tak bardzo wytrzymała
jak twój ojciec, jeżeli chodzi o miłosne historie.
-Powiesz mi mamo? Naprawdę mi powiesz ?-dziewczyna rzuciła się na szyję starszej  
kobiety.-Dziękuję, dziękuję, dziękuje.
-Więc tak. Zaczęło się to od pewnego szlabanu, który miałam w siódmej klasie
Byłam rozkojarzona na eliksirach profesor Snape - Kobieta uśmiechnęła się gdy to
powiedziała - zobaczył to i się o coś spytał, odjął punkty mojemu domowi
i dał mi szlaban. Musiałam do niego pójść o dwudziestej.Nie wiedziałam,
że podczas tej lekcji czytał mi w myślach, a ja myślałam głównie o nim jak by to
było jak bym z nim była. On stary nietoperz z lochów - obie panie się zaśmiały gdy 
starsza z nich to powiedziała - mógł się zakochać w uczennicy i to jeszcze w
Gryfonce. Po wszystkich moich lekcjach skierowałam się do biblioteki, żeby odrobić
prace domowe, którymi nauczyciele nas obarczyli .Skończyłam, spojrzałam na zegarek 
i była za dziesięć ósma. Wstałam więc i zaczęłam biec w stronę lochów, modląc się o to 
żeby być  na czas.Zdyszana zapukałam do drzwi i usłyszałam ,,Proszę".
Weszłam. I przywitałam się:
-Dzień dobry profesorze. Co mam robić w czasie trwania szlabanu?
Spojrzał na mnie a po chwili powiedział.
-Na razie nic nie musisz robić usiądź. Chcesz czegoś do picia? Herbaty, soku?
Zdziwiłam się tak miłym zachowaniem profesora, zawsze oschłego, nie 
czułego, obojętnego.
-Yyy...poproszę, jeśli można sok z dyni.
Wyszedł jak myślę do kuchni. Rozglądałam się po gabinecie profesora, bo nigdy tam nie 
byłam. W tym samym czasie jak dużo później się dowiedziałam, Snape
dolał mi do soku Veritaserum, ponieważ chciał sprawdzić czy to o czym myślałam, czyli o 
tym że go kocham jest prawdą, a bał się mnie zapytać o to, bo myślał że go wyśmieję.
Po około dwóch minutach wszedł do pomieszczenia z dwoma szklankami w jednej  
był sok dla mnie, a w drugiej herbata dla niego. Podał mi szklankę z napojem, a sam usiadł przy biurku. Patrzył na mnie uważnie, a gdy wzięłam łyk soku, zaczął mnie pytać o jakieś błahe
rzeczy, aż po kilku minutach...
-Granger czy ty się we mnie zakochałaś?
Zdziwiło mnie to pytanie nie powiem. Chciałam powiedzieć ''nie'', żeby mnie nie wyśmiał
,ale nie mogłam. Na usta cisnęło mi się jedynie słowo
-Tak kocham pana, panie profesorze-gdy to powiedziałam przyłożyłam sobie rękę do ust
a on tylko się uśmiechnął i dodał
-To dobrze że mi to powiedziałaś.
-Ale ja nie chciałam tego powiedzieć profesorze coś mi kazało-przyznałam.
-Wiem sam podałem ci eliksir-uśmiechną się tym swoim uśmieszkiem.
-Ale pan nie powinien tego robić, to zabronione. Pójdę do dyrektora i pana wyrzucą.
Skierowałam się w stronę drzwi. A gdy już chciałam je otworzyć jakaś siła rzuciła mnie na
 foteli przywiązała niewidzialnymi linami. Krzyknęłam.
-Proszę mnie stąd wypuścić!! - A on jak gdyby nic podszedł do mnie. Pochylił się i pocałował.
Nie wiedziałam co robić, ale w końcu oddałam pocałunek, poczułam jak liny puszczają 
i założyłam mu ręce na szyję. Sama wstałam, a go posadziłam, żeby po chwili usiąść 
na jego kolanach. Odsunęłam się żeby móc złapać oddech i dodałam.
-Teraz mogę mówić ci na ty prawda? -Położyłam głowę na jego ramieniu .
-Tak teraz możesz mi mówić na ty, ale jak jesteśmy sami - objął mnie ręką w pasie.
-Dlaczego dodałeś mi do soku Veritaserum ?-powiedziałam i dodałam swoją minkę 
obrażonej gryfonki.
-Dolałem go dlatego, że sama byś mi o tym nie powiedziała, a jak bym ci powiedział, że 
widziałem to w twoich myślach, to nie chciała byś się przyznać. Mówiłabyś, że kłamię.
-No dobrze może i masz rację, ale proszę nie czytaj mi w myślach chyba, że dostaniesz moją
 słowną zgodę na to. - Dałam mu buziaka w policzek
-A teraz Hermiono musisz już iść, bo jest po dwudziestej drugiej.
Przytuliłam go oraz pocałowałam i wyszłam, Byłam szczęśliwa, moje marzenie 
na razie zostało spełnione, ale czy to się nie popsuje? O to się właśnie martwiłam.
Rano obudziłam się wyspana jak nigdy wcześniej, choć spałam tyle co zwykle.
Dzisiaj podwójne eliksiry i to jeszcze z samego rana. Po wojnie moja przyjaźń z Ronem i
Harrym się rozpadła nie utrzymywałam z nim kontaktów. Jedyna Ginny jeszcze wtedy nie opuściła
mnie po zakończeniu wojny.Mówiłam jej o wszystkim co było ważne dla mnie, 
dzieliłyśmy się sekretami, ona ze wszystkich uczniów w szkole wiedziała o 
naszym związku.
Mijały miesiące spotykaliśmy się codziennie poznawaliśmy się, opowiadaliśmy o swoim
 dzieciństwie czy też innych przeżyciach.
Aż w końcu nadszedł ten dzień, który Severus planował. Siedzieliśmy na błoniach
(mogliśmy to spokojnie robić bo reszta była w Hogsmade)
przytulaliśmy się, odsunął się ode mnie, nie wiedziałam co robi. A on uklęknął na jedno 
kolano, wyjął pudełeczko z pierścionkiem i zapytał:
-Hermiono Jane Granger czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Nie wiedziałam co powiedzieć,a on cały czas na mnie patrzył w końcu zdecydowałam.
Rzuciłam się na niego, zwaliłam go na ziemię i pocałowałam namiętnie, co jednoznacznie 
oznaczało tak.
Był początek czerwca jak zgodziłam się. Tydzień później zostałam Panią Snape, moją 
świadkową była nie kto inny jak Ginny Weasley, która pomogła mi w wybraniu sukni.
Dostałyśmy od dyrektora zezwolenie na pójście na Pokątną po suknię ślubną.
Ceremonia była skromna w gabinecie Dumbledora.
W dniu zakończenia szkoły byłam szczęśliwa, nie wracałam tak jak wszyscy pociągiem do
 domów, tylko przeniosłam się z Sev'em do jego domu.
Tam było wspaniale, a raczej jest. Nazajutrz rano obudziłam się w łóżku sama, nie 
wiedziałam gdzie jest mój ukochany. Po pierwszej wspólnej nocy jestem sama w pokoju,
ale chwila na dole słyszę odgłosy wzięłam jego koszulę, założyłam ją i skierowałam się 
w stronę schodów a potem do kuchni. Usłyszałam głosy:
-Snape ja nie wiem po co sam ślęczysz w tym domu, ale radzę ci wyjść z niego 
i poszukać kogoś dla siebie - to był ewidentnie głos Draco Malfoy'a
-Draconie nie mam chęci wychodzić z tego domu i dla twojej informacji nie jestem sam .
Machnął różdżką i otworzył drzwi zza których przysłuchiwałam się rozmowie.
Gdy ta fretka mnie zobaczyła, włosy jej dęba stanęły na głowie.
-Granger co ty tu do cholery robisz?
-Po pierwsze tleniony, nie jestem Granger tylko Snape i jak widzisz stoję.
Cynicznie się uśmiechnęłam.
-Yy...że co? Nie chyba, nie chcecie mi wmówić że wy razem.
Ja nic nie powiedziałam, tylko pokazałam swoją rękę na której był pierścionek.
Draco tylko pokiwał głową i wyszedł bez słowa.
-Sev co mu się stało? -usiadłam na jego kolanach, a on mnie pocałował.
-Nie wiem skarbie, ale uwierz mi już nas więcej nachodzić nie będzie.
Zjedliśmy śniadanie gdy dostaliśmy list od Dumbeldora.

''Kochani wiem, że to może wam przeszkadzać, ale proszę 
żebyśmy się spotkali w Norze o godzinie 15:00
Będzie zebranie starych członków Zakonu Feniksa

                                                       Pozdrawiam 
                                                                         Albus Dumbeldore''

-No i widzisz moja droga, a miałem chęć zabrać cię jeszcze do naszej sypialni, byśmy 
sobie jeszcze trochę poleżeli, a tak musimy za niecałą godzinę wychodzić bo jest.
Spojrzał na zegarek.
-Czternasta piętnaście, więc...
Reszty zdania nie usłyszałam, bo popędziłam do łazienki gdyż zrobiło mi się nie dobrze.
Otarłam  usta i spuściłam wodę. Chwilę po przybiegł mój mąż.
-Kochanie co się stało? - widać, że się martwił.
-Nic takiego po prostu zrobiło mi się niedobrze.-Chwilę pomyślałam.
-I wydaje mi się że jestem w ciąży. Mogło to się stać po zaręczynach, bo poszliśmy do 
ciebie.
Wstałam z muszli i podeszłam do umywalki opłukać usta zimną wodą.
Wyszliśmy z łazienki i skierowaliśmy się w stronę sypialni.
Gdy już tam byliśmy Severus kazał mi się położyć, wyjął różdżkę i wykonał nade mną 
kilka ruchów. Mgiełka zrobiła się zielona, czyli że byłam w ciąży.
Ubraliśmy się i przenieśliśmy do Nory akurat równo na piętnastą.
Weszliśmy i usłyszeliśmy dużo głosów witających nas do mnie podeszła Ginny, a
do mojego ukochanego dyrektor Hogwartu.
Niektórzy się zdziwili, że przyszliśmy razem, ale uznali to za przypadek.
Usiadłyśmy na kanapie chwilę porozmawiałyśmy, aż w końcu odważyłam się:
-Gin muszę powiedzieć ci coś ważnego.
-Mów kochana coś się stało-spytała tonem godnej swojej mamy.
-Tak stało się coś i to bardzo ważnego ja...ja jestem w ciąży.
Najmłodsza z Weasley'ów pisnęła, aż wszyscy się spojrzeli na nas a kilka osób nawet 
podeszło się spytać co się stało, ale uniemożliwił mi to głos dyrektora
-Moi drodzy siądźmy-wszyscy już siedzieli gdy mnie znów zrobiło się  niedobrze 
wybiegłam z salonu a wszyscy za mną . Usłyszałam zza drzwi głosy.
-Ginny nie wiesz co się dzieje Hermionie? - głos Pani Weasley
-Wiem mamo, ale ja nie jestem upoważniona do udzielania odpowiedzi na ten temat
tylko profesor Snape.
-Hermiona jest w ciąży - musieli się nieźle zdziwić, gdy po pierwsze powiedział do 
mnie po imieniu i wiedział o tym. Z oddali usłyszałam głos mojego byłego przyjaciela
-Ha, wiedziałem. na pewno się z kimś puściła i teraz ma bękarta.
-Ronaldzie jak ci nie wstyd? -Ja w tym czasie spuściłam wodę i wyszłam
Podeszłam do twojego ojca i się do niego przytuliłam wielkie było zdziwienie, jak 
to uczyniłam ,ale nie przejmowałam się tym i zapytałam:
-Słabo mi czy nie możemy iść do domu?
On tylko pokiwał głową i wyszliśmy.
Do twojego urodzenia nie wychodziłam z domu, bo słabo się czułam.
Gdy byłaś już starsza miałaś gdzieś z siedem lat objawiałaś cechy
swojego ojca, zrobiłaś pierwszy eliksir i o dziwo wyszedł ci dobrze, a twój ojciec pokroił ci
 tylko składniki, bo bał się że się skaleczysz.
Straciłam kontakt ze wszystkimi oprócz Ginny Malfoy, która często przychodzi tu ze 
swoim mężem Lucjuszem
(on i jego rodzina nawrócili się na dobrą stronę niestety Narcyza zginęła w wojnie)
Koniec mojej historii a teraz leć, bo coś  czuję że ten eliksir co go robisz zaraz się spali.
Emily pobiegła do swojego laboratorium.
A ja cieszyłam się swoim szczęściem i tą pociechą, która rozwijała się pod moim sercem.

KONIEC