piątek, 30 maja 2014

Wyjazd służbowy

Pewne narzeczeństwo czarodziei stało na ganku swojego domku i żegnało się.
-Ron ale czy ty naprawdę musisz jechać?- powiedziała brązowowłosa.
-Hermiono, kochanie rozmawialiśmy o tym wielokrotnie. Nie mogę nie jechać. Zależy mi, aby dostać ten awans, a tylko dzięki temu to mi się uda.
-Oj dobrze, teleportuj się już. Pa - powiedziała panna Granger i pocałowała rudzielca.
Ron już wychodził zza furtkę gdy nagle się zatrzymał i odwrócił.
-Hermiono przypomniało mi się coś. Poprosiłem Syriusza, aby przychodził to od czasu do czasu. Pa.
Po chwili znikł przenosząc się do ośrodka szkolniczego w Toronto nie dając nic powiedzieć dziewczynie.
Przyszła pani Weasley weszła do domu przygotować się do swojej pracy w małej księgarence na Pokątnej.

Dni mijały spokojnie gdy pewnego gwieździstego wieczora do drzwi domu ktoś zapukał. 
Hermiona otworzyła je i zarejestrowała iż był to Syriusz .
-Witaj Hermionko. - Przywitał się. - mogę wejść?
-Ależ oczywiście wejdź. Cześć, cześć - Uśmiechnęła się do byłego huncwota i ustąpiła mu miejsca w drzwiach.
-Zgodnie z obietnicą daną twojemu rudzielcowi przyszedłem sprawdzić co z tobą.
-Nie potrzebnie się fatygujesz ja sobie świetnie radzę sama.
-Słuchaj mała dałem obietnicę i jej dotrzymam - uśmiechną się.
-Och no dobrze ale nie mów do mnie mała. Napijesz się czegoś.
Zapytała prowadząc Syriusza do salonu.
-Tak z chęcią a co masz? - spytał.
-Kawę, herbatę, sok dyniowy oraz Armagnac Delord 1897.
-Już dawno nie piłem wina z takiego dobrego rocznika więc poproszę.
-Ostrzegam bardzo mocne im starsze tym szybciej się upijesz. - uśmiechnęła się do niego wychodząc do kuchni. 
Mężczyzna widział jak brązowooka otwiera klapę w kuchni i wchodzi do jak myślał piwnicy z winami. Miał rację. Chwilę po tym dziewczyna zamknęła klapę i wróciła do salonu z cała butelką i dwoma kieliszkami. Usiadła obok niego i nalała alkoholu.
-Więc co robisz po wojnie? Jakoś nie miałam okazji zapytać.
-Nic ciekawego, dalej mieszkam na Grimuald Place. Pracuję w ministerstwie zostałem aurorem.
-Och to wspaniale ja otworzyłam małą księgarenkę.
-A takie bardziej osobiste pytanie. Jak tam z Ronem?
-Dobrze, ale wiesz, że nie powiedziałabym tego gdyby nie wypity alkohol.
-Jest dobrze, ale nie czuję do niego tego samego co kiedyś dzisiaj i od dawna jest to tylko przywiązanie.
-To po co się zgodziłaś zostać jego żoną? - Zapytał tak jakby z wyrzutem.
-Nie wiem. Może dlla wygody i dlatego, że mężczyzna którego tak na prawdę kocham mnie nie kocha. - powiedziała smutno.
-A jak on wygląda? - Zapytał z ciekawością.
-Ma średniej długości włosy koloru brązowego, tego samego koloru brodę. Jest wysoki i siedzi obok mnie.
Powiedziała przysuwając się nie zauważalnie do zaszokowanego mężczyzny.
-Czekaj , czekaj chcesz mi powiedzieć że tym facetem jestem ja?! - zdziwił się.
-Tak. Zrobię coś teraz, a ty mi obiecaj, że nie będziesz krzyczeć.
-No dobrze, ale o co ci..........- nic więcej nie zdążył powiedzieć, bo złączyła ich usta w pocałunku.
Black chwilę nic nie robił ale zaraz pogłębił pocałunek i przyciągnął brązowowłosą do siebie.

Gdy zabrakło im powietrza oderwali się od siebie a wtedy Syriusz się odezwał.
-Hermiono co ty przed chwilą zrobiłaś?
-Właśnie pocałowałam faceta, którego kocham. - powiedziawszy to pocałowała go w policzek.
-Aha - powiedział głupio - Muszę już iść i przemyśleć kilka spraw.
Panna Granger odprowadziła Syriusz wzrokiem do drzwi.
Od razu po wyjściu mężczyzny położyła się spać.
Obudziła się z potwornym bólem głowy i przypomniało jej się co mówiła Syriuszowi.
-Jezu co ja zrobiłam? Jestem przecież zaręczona z Ronem. - powiedział jej rozum.
-Hermiona ty nie kochasz Rona, a Syriusza. - podpowiedziało jej serce
-Nie wtrącaj się serce, ona jest z rudzielcem.
-Cicho rozsądku, ja tu rządzę. - zdecydowało serce.
-Ta na pewno gramy w papier, kamień, nożyce, ten który wygra decyduje z kim ma być Mionka.
-Zgoda to na trzy ; raz, dwa, trzy - serce wygrało z nożycami i krzyknęło.
-Jej Hermi będzie z Syrim.

Kilka godzin później do brązowookiej przyszedł Black i bez żadnych ceregieli zaczął.
-Hermiono ja doskonale wiem, że to co powiedziałaś było prawdą i dlatego się ciebie pytam czy chcesz zakończyć to nim się na dobre zacznie.
-Syriuszu jedyne co chcę zakończyć to wszystko co jest związane z Ronem.
Wciągnęła go do domu i pocałowała.
Przenieśli się do sypialni i stało się.
Gdy wyczerpani leżeli i ciężko oddychali odezwał się mężczyzna.
-Hermiono teraz to wydaję mi się trochę za wcześnie ale zapytam. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
-Tak - pocałowała go.

Spędzali każdy dzień razem.
W przed dzień przyjazdu Rona poprosiła ukochanego, aby z samego rana udał się na Grimuald Place, a ona do niego dołączy, gdy porozmawia z byłym narzeczonym.
Black z rana pożegnał się z brązowowłosą i zabrał jej kufer.
Godzinę później wrócił rudzielec, a gdy chciał pocałować dziewczynę ta odsunęła się.
-Ron musimy porozmawiać. - Powiedziała stanowczo.
-Dobrze, ale poczekaj chwilę odniosę walizkę do sypialni.
Po chwili wrócił trochę zaszokowany.
-Hermiono, czemu twoich rzeczy nie ma w szafie?
-Właśnie o tym chciałam porozmawiać. Wyprowadzam się. - Powiedziała wprost.
-Ale jak to? Dokąd? Przecież się kochamy.
-Nie Ron, ja ciebie nie kocham już od jakiegoś czasu. Znajdziesz sobie jakąś inną, odpowiedniejszą - Podała mu pierścionek. - Żegnaj.
Powiedziawszy to przeniosła się do swojego nowego domu do ukochanego. Do Syriusza.


PIĘĆ LAT PÓŹNIEJ

Byłe narzeczeństwo po raz pierwszy od rozstania spotkało się na Pokątnej.
Zasiedli do kawiarni.
-Hermiono, jak tam u ciebie? Słyszałem, że masz dziecko - powiedział.
-Tak, mam czteroletniego Rio. A u ciebie jak się sprawy mają?
-Dobrze. Rok po twoim odejściu zeszłem się z Luną i teraz oczekujemy dziecka. A kto jest twoim mężem?
-Moim mężem został Syriusz - uśmiechnęła się - My także oczekujemy dziecka jak widać.
Pokazała na sporej ilości brzuch.
-Spodziewałem się, że to może być on. Widziałem jak na niego patrzysz jak byliśmy jeszcze razem. - uśmiechną się pogodnie.
-Dziewczynka czy chłopczyk? - zapytała rudzielca.
-Dziewczyna, Annabeth. Ja już muszę iść.
-Do zobaczenia Ron. - powiedziała wstając od stolika i machając do chłopaka, który przed chwilą się teleportował.

                                      KONIEC




poniedziałek, 19 maja 2014

Ostatni dzień czasem wielkie przynosi korzyści.

Mam nadzieję że się wam spodoba.


+_+_+_+_+_+_+_+_++_+_+_+_+_+_+_+_+_+_+_+_+

-Hadesie, ale ja nie chcę wychodzić do matki. Wolę być tu z tobą - powiedziała pani podziemia leżąc na torsie ukochanego.

-Wiem wspominałaś mi to już wiele razy najukochańsza - Mężczyzna pogładził ją po policzku.
-A co chciałabyś zrobić w ten ostatni dzień spędzony ze mną? - zapytał.
-Hmm....daj chwilę  do namysłu, ponieważ jest tak wiele rzeczy, które chciałabym uczynić - zamyśliła się, a po chwili wpiła się w jego usta.
Państwo umarłych zabalowało ostro.

Następnego dnia z samego rana Persefona wyszła na powierzchnię, na której czekała jej matka - bogini urodzaju.

-Moja kochana Kora. Nareszcie w domu. - Przyuliła swoją córkę lecz ta nie odwzajemniła uścisku. Pokiwała tylko głową na znak przywitania po czym skierowała się w stronę rezydencji matki.
Weszła do środka, przyniosła sobie krzesło, które ustawiła przy oknie. Widok z niego padał na polanę, z której przyszła z podziemia.
Nidy nie cieszyła się z odwiedzin u matki, lecz to ukrywała. Jednak teraz powiedziała sobie :
  ,,Koniec nie będę ukrywać przed nią swoich uczuć do Hadesa. Niech widzi co się ze mną dzieje''. 

Przez pierwszy tydzień siedziała w miejscu nic nie robiąc, nie jedząc ambrozji ani nie pijąc nektaru. Nic.

Matka próbowała do niej dotrzeć jednak to nic nie dawało. W końcu na początku drugiego tygodnia pobytu u swej rodzicielki dopadły ją mdłości, więc zerwała się z krzesła i pobiegła do łazienki, w której zwymiotowała.
Dalej nie odzywając się do matki skierowała się do biblioteki po to aby znaleźć księgę o boskich ciążach. Niby takie zwykłe, a Apollo napisał o tym książkę dla każdej boskiej przyszłej matki.
Odszukała stronę o objawach i przeczytała. Tak wszystko się zgadza..
A teraz ciekawostki :


Gdzie dziecko zostało poczęte tam jego matka w czasie ciąży i dwadzieścia jeden lat ludzkich po wydaniu na świat potomka tam pozostać musi.
Gdy znajdzie się poza wyznaczonym miejscem zaczynają się dziać bardzo złe rzeczy w stosunku do dziecka.
Bogini jeśli to czytasz i znajdujesz się poza wyznaczonym miejscem wróć do niego jak najszybciej.
Pamiętaj - mali bogowie, którzy są jeszcze w łonie matki są śmiertelni. Uważaj !!!

-Matko! - krzyknęła Persefona wybiegając w biblioteki - muszę wracać do Hadesu !

-Co? Koro zapomnij - powiedziała kategorycznie zaprzeczając.
-Muszę. Jak nie wierzysz to patrz - podała jej wolumin.
-Nie chcę tego ale muszę ci na to pozwolić.Wracaj do niego i opiekuj się moim wnukiem lub wnuczką.
Brązowowłosa przytuliła matkę i wyszła z domu w kierunku miejsca na polanie, które zabierze przyszłą matkę do podziemi. Tak też się stało.

Zamek pana umarłych 
 Narracja pierwszoosobowa. Hades.

Mojej ukochanej nie ma już dwa tygodnie. Tęsknię za nią,  a jeszcze tyle czasu nam pozostało do ponownego spotkania. Zacząłem grać różne akordy na moje gitarze.

Ktoś przerwał moje wywody na temat małżonki. Usłyszałem hukwrót.
Miałem już wypuścić ogary gdy w wejściu od salonu pojawiła się ONA.
-Persefono, moja najdroższa to jakiś cud, że tu jesteś. - Podszedłem do niej od razu wpijając się w te piękne czerwone usta.
- Tak kochany to jest cud, ale chyba jeszcze bardziej uszczęśliwi cię fakt, że zostanę z tobą na dwadzieścia dwa lata śmiertelników.
Zdziwił mnie ten fakt, czyżbym miał zostać ojcem?
-Czy...czy ty jesteś w ciąży? - zająkałem się.
-Tak - pisnęła i potem znowu wpiliśmy się w swoje usta pragnąc siebie.
Kiedy zdjąłem ukochanej sukienkę pstryknąłem palcami i znaleźliśmy się w sypialni.

Kochaliśmy się tydzień bez żadnej przerwy.

Niestety musieliśmy przerwać ze względu na tą małą istotkę.


Narracja trzecioosobowa


Persefona była już w szóstym miesiącu. Zmieniła swój styl ubioru teraz nosiła czarne sukienki ciążowe.
















Gdy dziecko było w drodze (w brzuchu mamy) Hades zabronił jakimkolwiek potwornym bestiom (oprócz Cerbera) wchodzić do pałacu.

Był na każdą prośbę ukochane, która dziwne zachcianki na ludzkie jedzenie, a w szczególności ogórki z nutellą i arbuz z rybą. Ze względu tego, że dziecko (dzieci) było śmiertelne musiało odżywiać się takim pokarmem.

Reszta ciąży zleciała podobnie, lecz najgorszy był oczywiście poród, przy którym pomagała matka ciężarnej oraz szkolona przez Apolla akuszerka*.


Przez kilka godzin pan umarłych słyszał krzyki, wyzwiska oraz groźby między innymi takie 

,,Jak cię dopadnę to ukatrupię!''   ,,Jak mogłeś mi to zrobić durniu jeden?!''  ,,Od dzisiaj śpisz na kanapie!''
i wiele innych.

Po godzinach na świat przyszły pierwsze od czasu Artemidy i Apolla boskie bliźnięta.

Tris i Theo (chłopiec jest młodszy).

Hades i Persefona kochają swoje dzieci, a umowa o tym iż mama bliźniaków miała wiosnę lato oraz jesień spędzić na powierzchni została zerwana i już zawsze może być ze swoim ukochanym.


________________________________

*akuszerka- Kobieta pomagająca innym kobietom (w ty przypadku boginiom ) przy porodzie.

piątek, 9 maja 2014

Dziwny list i ochrona szkoły cz.2

Nasza strona na facebooku 


Weszli na plażę i rozłożyli swoje ręczniki na piasku. Dziewczyna zdjęła koszulę, klapki, okulary, kapelusz i weszła do morza. Ze zdziwieniem zorientowała się, że woda jest słodka.
-Dlaczego ta woda jest słodka? - zapytała mężczyzny, który kieruje się właśnie w stronę oceanu.
-Dlatego iż zmieniana jest specjalnym zaklęciem. Woda poza obrębem mojego domu jest już słona, czyli taka jaka powinna być.
Pływali tak codziennie przez dwa tygodnie. Dziewczyna zorientowała się, że naprawdę go kocha i w jego towarzystwie czuję się lepiej niż u jej dawnych przyjaciół teraz nie interesowało ją co oni robią zależało jej tylko na jednym na Tomie .
Pogoda się popsuła więc ten dzień spędzili w jego komnatach popijając trunki. Rozmawiali ze sobą szczerze 
aż po wypiciu z czterech butelek szampana zaczęli mówić na poważnie o swoich uczuciach.
-Wiesz co Tom nigdy nie myślałam, że to powiem akurat tobie, ale w życiu wszystko się zmienia. - podeszła do niego siadając mu na kolanach okrakiem-kocham cię.
To powiedziawszy pocałowała go na początku ciemnowłosy siedział w szoku ale po chwili otrzeźwiał (przynajmniej trochę) i przygarną dziewczynę bliżej siebie i odwzajemnił pocałunek.Oderwali się od siebie.
-Też cię kocham- to powiedziawszy na powrót zatopił się w jej ustach.
Dziewczyna zachwycona tym że on Lord Voldemort którego kiedyś nie podejrzewała że ma taki narząd jak serce wyzna jej miłość. Przenieśli się z ciemnozielonego fotela na łóżko. Ich garderoba lądowała w różnych częściach apartamentu.
Następnego dnia rano Hermiona obudziła się pierwsza na samym początku odczuła mocny ból głowy
później odkryła że jest nago i to nie jest jej pokój a czyjaś ręka leży na jej udzie spojrzała za siebie i przypomniała sobie co się wydarzyło poprzedniego dnia .Wyznali sobie miłość.
Od tego czasu wszystko się zmieni- pomyślała brązowooka.Nie myliła się. Spędzali ze sobą czas, wspólnie ciesząc się sobą nawzajem niestety te chwile były krótkie jeden dzień razem i kolejne cztery spędzone z dala od niego.Przez tą wojnę coraz bardziej miałam nadzieję że wygra ciemna strona. Przynajmniej on by przeżył a dla niej to lepiej.
-Kompletnie się zmieniłam z czasem się nie poznaje moje zachowanie uległo drastycznej zmianie.Tak ma racje niegdyś zaczytana kujonica a teraz nawet do książek nie chce jej się zaglądać bo zamiast czytać każdą wolną chwilę poświęca na spożytkowaniu wolnego czasu z ukochanym który mimo tych trudnych czasów znajduje dla niej czas nie zawsze w dzień ale każdą noc spędzają razem nie zawsze kochając się ze sobą ale także rozmawiając. 
Nie mają nic do ukrycia przed sobą po tym jak wyznali sobie miłość.
Okres mi się spóźnia-pomyślała Hermiona gdy już przez tydzień nie nadchodziło to co powinno-miejmy nadzieję że nie jestem w ciąży dla mnie to za wcześnie ale trzeba to sprawdzić.
-Smrudko-zawołała skrzatkę to chwilę później do jej nóg skłaniało się stworzenie-przynieś mi test ciążowy i zabraniam powtarzam zabraniam nie masz prawa mówić tego swojemu Panu.
-Tak Pani- znowu się skłoniła i zniknęła.
Po pięciu minutach wróciła z kilkoma pudełeczkami.Testy ciążowe.
-Dobrze się sprawiłaś możesz już iść.-powiedziała i nie zwracając uwagi na skrzata poszła do łazienki żeby sprawdzić swoje podejrzenia.
Miała rację jest w ciąży.
-Muszę iść i powiedzieć o tym Tomowi-szepnęła.
Wyszła z pokoju i skierowała się w stronę jego gabinetu. Słyszała rozmowy ale postanowiła przemóc swój strach.Zapukała. Usłyszała chłodne proszę.Weszła.Wszyscy tam obecni zdziwili się niektórzy nawet krzyknęli.
-Co ta szlama robi w tym domu.
Riddle był w swojej jaszczużej postaci podejrzewała że nikt z jego sług nigdy go nie widział normalnego.
-Wyjdźcie koniec na dzisiaj.to już koniec!-wysyczał.Jak na rozkaz śmierciojady wyszły.
-Hermiono jak przyszłaś tutaj to musi być jakiś ważny powód-powiedział zmieniając swoją twarz na normalną-powiedz co się stało-spytał usadzając ją na swoich kolanach.
-Tak masz rację dla mnie to ważne ale nie wiem czy dla ciebie będzie to szczęśliwe wydarzenie.
Powiedziała rumieniąc się.
-Kochana jak nie powiesz to się nie dowiem i nie będę wiedział czy się cieszyć czy smucić.
-No dobrze dzisiaj dowiedziałam się że będziemy mieli...jestem w ciąży-wypaliła.
-Ty żartujesz -spytał zszokowany tym co usłyszał.
-Czyli nie cieszysz cię to że będziemy mieli dziecko-powiedziała z łzami które ciekły jej już po policzkach
-Nie to nie tak kochanie tylko myślałem że sobie ze mnie żartujesz. Ja sam nie podejrzewałem że jakaś kobieta mnie zechce a co dopiero taka piękna jak ty. A do tego że zostanę ojcem.
-No już dobrze-uśmiechnęła się i wytarła kropelki z policzków no to może to jakoś uczcimy-zapytała znowu się rumieniąc.
-A co masz na myśli moja słodka Gryfoneczko-powiedziawszy to przyciągną ją bliżej siebie.
-No bo wiesz ty masz takie duuuże biurko-uśmiechnęła się figlarnie.
-Tak masz rację-zwalił wszystko z biurka za jednym machnięciem różdżki i położył ją na środku.
Co się stało chyba każdy się spodziewa.

Czwarty miesiąc ciąży brzuszek był już widoczny.
Lada dzień miała być wojna oczywiście Hermiona nie miała prawa brać w niej udziału ze względu na dziecko.
Gdy jedli razem śniadanie Riddle dolał do jej soku eliksir Słodkiego Snu który będzie trwać dwie godziny.
-Tyle wystarczy abym pokonał tego smarkacza.-pomyślał.
Chwilę potem Hermiona leżała nieprzytomna na krześle.
Zaniósł ją do pokoju pocałował i znikną. Teleportował się blisko Hogsmade tam miała się toczyć cała walka.

Gdy Hermiona otworzyła oczy zorientowała się że Tom wlał jej coś do picia.
-Stary dureń-krzyknęła. Wyjęła zapasową różdżkę z kredensu i wyruszyła na miejsce bitwy.
To była chyba dobra chwila. Dziewczyna zobaczyła jak jej były przyjaciel i ukochany celują w siebie magicznymi patyczkami.
Wyszła z ukrycia i każdy zwrócił się w jej stronę. Wybraniec krzyknął.
-Hermiono nie wiesz jak długo cię szukaliśmy tak się cieszę że wróciłaś.
-Tak ja też się cieszę że zdążyłam- Wycelowała różdżką w Złotego chłopca.
-A teraz żegnaj Harry. Avada Kedavra!-krzyknęła a z patyczka wyleciał zielony promień.
-Hermion co..-nic więcej nie zdążył powiedzieć bo padł martwy na ziemię.
Następnie wycelowała różdżką w Rona.
-A teraz trochę pocierpisz tak jak ja gdy mnie biłeś-warknęła rudy patrzył na nią z przerażeniem w oczach.
-Crucio-najmłodszy z rodziny Weasley padł na ziemię krzycząc i wierzgając. Po paru minutach zaprzestała.
-Sectumsempra- na ciele rudzielca zaczęły się pojawiać ślady z krwi.
-A teraz przejdźmy do najistotniejszej rzeczy. Avada Kedavra Ron- jej były także upadł na ziemię martwy.
-A teraz wszyscy którzy są po przegranej stronie oddajcie im różdżki -wskazała ręką na zaszokowanych śmierciożerców.- Wygrali i to tylko dzięki tej szlamie.Każdy z nich miał taką albo podobną myśl.
Zwróciła się do ojca dziecka które nosi pod swoim sercem.
-Tom czy moglibyśmy już iść jestem zmęczona-Voldemort kiwną głową, złapał ciężarną za rękę i teleportowali się do Riddle Menor uczcić zwycięstwo.



10 lat później
Zmiana narratora

Od prawie jedenastu lat jestem Panią Riddle mam wspaniałego męża z którym rządzimy całym światem zarówno czarodziejskim jak i mugolskim. Rok po zdobyci świata czarodziei zapanowaliśmy także nad mugolami. Zaczęli nam czarodziejom służyć. 
Mam dwójkę wspaniałych dzieci.
-Dziesięcioletniego Paula- który jest jak skóra zdarta z ojca ale charakter ma po nas obojgu.
oraz
-Pięcioletnią Angelinę- jest ona mieszanką wybuchową wszystko ma po mnie i Tomie.
Jestem szczęśliwą matką i żoną.

KONIEC

środa, 7 maja 2014

Niespodziewana miłość

 Macie tu miniaturkę. Wiem, że krótka, ale miałam pomysł i napisałam. Dawno niczego nie napisałam, bo od marca, ale zrobiłam nowy szablon, który mam nadzieję, że się podoba :) 
Zapraszam do czytania :P
____________________________________

Harry Potter od dziecka miał ciężko. Jego rodzice nie żyli, wujostwo traktowało go jak służbę, a od wieku 11 lat na jego barkach spoczywał los całego świata. Teraz po wygranej wojnie czuł się dziwnie pusty, wolny. Miał świadomość, że jego myślenie jest złe, jednak pragnął jakiejś niebezpiecznej wyprawy, walki, czegokolwiek co zapewniłoby mu adrenalinę.Wątpił jednak, żeby po wszystkich jego wyprawach coś dałoby mu ten powiew niebezpieczeństwa.
Od miesiąca wszyscy pomagali w odbudowie Hogwartu i czarodziejskiego świata. Harry zajmował się wszystkim tylko po to, żeby odpędzić od siebie złe myśli o poległych i pragnieniu adrenaliny. Wiedział, że gdyby wcześniej zabił Voldemorta wielu ludzi nadal byłoby z nimi. Wiedział również, że wcześniej się nie dało. Nie był gotowy, inni też.
Potrząsnął głową, aby pozbyć się ponurych myśli i rzucił zaklęcie odbudowujące na ścianę Hogwartu. Po chwili była naprawiona i mógł zająć się innymi rzeczami. Od miesiąca spędzał ze swoimi przyjaciółmi coraz mniej czasu. Wszyscy pogrążyli się w pracy lub żałobie. Harry mieszkał na Grimmauld Place, Hermiona wynajęła sobie mieszkanie, bo nie chciała być ciężarem dla innych, a Ron i Ginny byli w Norze.
Po wojnie zrozumiał, że jego uczucie do Ginny nie było prawdziwe. Kochał ją, ale jak siostrę. Ona to zrozumiała mimo bólu i zostali przyjaciółmi. Nie raz zastanawiał się dlaczego na to pozwoliła. Dlaczego zamiast walczyć, poddała się? Dawniej była inna, pełniejsza życia. Śmierć Freda tak ją przybiła, że nie potrafiła na powrót być sobą. Zresztą wszyscy Weasley'owie byli teraz inni. Harry próbował im pomóc, ale to na nic. Musieli sami sobie z tym poradzić.
Pod koniec tygodnia Wybraniec był wycieńczony. Hogwart został odbudowany w miesiąc. Był to nie lada wyczyn ze względu na wielkie zniszczenia. Ludzie jednak pomagali. Było mnóstwo wolontariuszy z innych krajów i dzięki temu we wrześniu uczniowie mogli powtórzyć rok. Osoby od klasy 1-6 musieli powtarzać klasę, a siódmoklasiści mogli jeśli tylko chcieli. Niektórzy, na przykład Ron, wybierali się na kurs Aurorski. Hermiona wracała do Hogwartu, a Harry nie wiedział co zrobić. Hogwart był dla niego domem, którego nigdy nie miał, ale od zawsze marzył o karierze Aurora.
Nie wiedząc co robić postanowił pójść coś zjeść. Był teraz na Grimmauld Place, zaprosił do siebie Hermionę i Rona. Gdy wszedł do kuchni zobaczył tych obojga siedzących przy stole i rozmawiających. Chłopak zrobił sobie kanapki, po czym usiadł obok Hermiony. Nie wtrącał się do rozmowy dopóki nie usłyszał głosu przyjaciółki.
-Nad czym myślisz Harry?
-Nad niczym - powiedział.
-Daj spokój, przecież widzimy, że czymś się martwisz - w jej głosie usłyszał troskę, dlatego postanowił powiedzieć.
-Zastanawiam się czy wrócić do Hogwartu. Nie wiem co robić.
-Stary, na kursie Aurorskim będzie mistrzowsko. Nie trzeba mieć owutemów! Sorki, ale muszę za potrzebą - Ron powiedział luzacko po czym wyszedł.
-Harry, posłuchaj. Wiem, że bycie aurorem zawsze było twoim marzeniem, ale możesz to zrobić za rok. Do Hogwartu już nie wrócisz. - położyła rękę, na jego dłoni, a Harry'emu zrobiło się gorąco - Zastanów się czy od razu chcesz mieć pracę. To nie takie proste jak myśli Ron. - ona także wyszła zostawiając czarnowłosego samego.
Myślał nad tym co powiedziała mu Hermiona i zgodził się z nią. Aurorem może zostać za rok, a do Hogwartu za rok już nie wróci. Postanowił dokończyć szkołę. Wyszedł z kuchni próbując nie myśleć o dziwnym uczuciu, kiedy przyjaciółka go dotknęła.
Miesiąc wakacji minął szybko. Harry spotykał się z przyjaciółmi, ale w obecności Hermiony czuł się nieswojo. Czarnowłosy nie wiedział dlaczego tak jest, ale wiedział, że Hermiona nie jest dla niego taka jak kiedyś. Zaczął zauważać ją jako dziewczynę, nie przyjaciółkę.
1 września Wybraniec razem z przyjaciółmi stał na peronie 9¾. Bagaże były już w pociągu, a Hermiona, Harry i Ginny żegnali się z Weasley'ami. Gdy pożegnania dobiegły końca trójka przyjaciół wskoczyła do pociągu, który za parę minut miał wyruszyć. Najmłodsza latorość Weasley'ów poszła do swoich przyjaciół z roku, a Harry i Hermiona usiedli w jednym przedziale. Oboje się nie odzywali, a gdy pociąg ruszył zerkali na siebie. W końcu Hermiona nie wytrzymała. Położyła książkę, którą czytała, na kolanach i spojrzała poważnie na Harrego.
-Dlaczego od pewnego czasu się tak dziwnie zachowujesz?
-Eee - chłopak podrapał się po głowie, nie wiedząc co powiedzieć. Nie mógł przecież jej powiedzieć, że się w niej zakochał. Teraz już wiedział, że się w niej zakochał.
-Harry możesz mi przecież zaufać.
-No dobra. Jest taka dziewczyna, która mi się podoba, ale ona widzi we mnie tylko przyjaciela. - Harry lekko skłamał, żeby usłyszeć od niej radę.
W oczach Hermiony przez chwilę było widać ból i zawód, ale dziewczyna to zamaskowała.
-Po prostu powiedz jej co do niej czujesz. Może ona jednak cię kocha.
-Dobrze - wstał i usiadł koło przyjaciółki. - Kocham cię Hermiono
-Harry? - patrzyła na niego z niedowierzaniem i radością - Ja ciebie też - pocałowała go lekko, a on uśmiechnął się.
Rok później
Szkoła się skończyła. Harry i Hermiona przez cały rok byli parą, a tydzień temu chłopak się jej oświadczył. Ron i Ginny byli na początku zazdrośni, jednak później pogodzili się z ich związkiem.
-Hermiona? Gdzie jesteś? - zawołał Harry wstając z łóżka. Już od 2 miesięcy mieszkali razem na Grimmauld Place. Chłopak usłyszał jakiś hałas dobiegający z łazienki. Otworzył drzwi do niej i zobaczył Hermionę siedzącą na wannie. Jedną dłonią zakrywała usta, a w drugiej trzymała biały, podłużny przedmiot. Harry zauważył, że dziewczyna ma w oczach łzy.
-Skarbie, co się stało?
-Harry-y, jestem w... jestem w - łkała. - Jestem w ciąży. 
Chłopak dopiero po chwili zrozumiał, co jego narzeczona powiedziała. Spojrzał na nią i przytulił. 
-I dlatego płaczesz?
-Przecież my jesteśmy jeszcze przed ślubem. Jesteś za młody na ojca. 
-Kochanie, to wspaniale, że będziemy mieć dziecko - powiedział Harry i pocałował ją namiętnie.
***
Dwa miesiące później odbył się ślub zakochanej pary. Wszystko było naprawdę piękne i oboje wiedzieli, że nie zapomną tego dnia nigdy.
Osiem miesięcy później na świat przyszedł James Syriusz - idealna kopia swojego taty. James był prawdziwym łobuzem, dlatego rodzice mieli cały czas ręce pełne roboty. 
Rok po narodzinach Jamesa na świat przyszedł Albus Potter, a dwa lata później Lilien Luna. 
Od końca wojny Harry myślał, że już nic nie zapewni mu adrenaliny i strachu, jednak zajmowanie się James'em i Lilien przysparzało mu nerwów, ponieważ oboje byli bardzo frywolni. Raz James omal nie wpadł pod samochód, a jego siostra zapragnęła pobawić się odchodami psa. Na szczęście Albus był spokojny i Harry miał trochę łatwiej. Tylko trochę. 
Razem z Hermioną wiódł szczęśliwe i pełne przygód życie. Mężczyzna do końca życia dziękował Bogu za odwagę, jaką miał 1 września 1999 roku. Wtedy wyznał Hermionie miłość i nie żałował tego.

czwartek, 1 maja 2014

Dziwny list i ochrona szkoły cz.1


Co sądzicie o nowym szablonie który jest na stronce?
Czytasz=Komentujesz 

^&^&^&^&^&^


Gabinet Dumbledora. Rozmowa toczy się między dyrektorem, a uczennicą Gryffindoru, niejaką Hermioną Granger.
-Dlaczego ja, profesorze? - spytała słabym głosem brązowowłosa.
-Nie wiem moja droga.
-A czy mogłabym zobaczyć ten list? - chwilę później dziewczyna trzymała w ręce pergamin.


-Profesorze pójdę, tylko proszę mi powiedzieć jedno. Kiedy dostał pan ten list?
-Dzisiaj mija ostatni dzień wyznaczonego terminu. - Dziewczyna tylko kiwnęła głową i wyszła z gabinetu.
Skierowała się w stronę swojej sypialni. Gdy już tam dotarła spakowała wszystkie swoje rzeczy za jednym machnięciem różdżki.
Wyszła za bramy Hogwartu. Stała w miejscu, gdzie można się teleportować. Zrobiła to i przeniosła się w wyznaczone miejsce, aby tylko oszczędzić jej drugi dom.
Długo nie musiała czekać chwile, później obok niej stał sam Lord Voldemort, najpotężniejszy czarodziej ciemnej strony.
-Jak miło, że się zjawiłaś. Już miałem plan jak zniszczyć tamto miejsce.Daj mi rękę - wystawił swoją dłoń. Brązowooka pomyślała nie była ona koścista, tak jak opowiadał Harry, tylko zwyczajna ludzka.
Zrobiła to co kazał.
Znaleźli się w ładnie urządzonym salonie z wielkim stołem na środku.
-Granger spójrz na mnie - rozkazał. Uczyniła to i zobaczyła przystojnego bruneta w czarnej szacie.
To o czym pomyślała było sprzeczne z jej naturą. Zapragnęła go pocałować.
Nie zrobiła jednak tego, bo za bardzo się bała, lecz odważyła się spytać:
-Co ze mną zrobisz? - Jej głos był drżący.
-Nie bój się. - Pogłaskał ją po policzku - Nic strasznego. A teraz chodź za mną.
Skierowali się na górę po białych marmurowych schodach. Weszli na pierwsze piętro i skierowali się w pierwsze drzwi po lewo od wielkich wrót, za którymi jak podejrzewała była jego kwatera.
Tom otworzył drzwi, a oczom dziewczyny ukazał się sporej wielkości pokój z dużym łóżkiem i pięknym widokiem na ocean.
-Jak tu pięknie. - W tej chwili zapomniała, że stał przy niej najpotężniejszy czarnoksiężnik w magicznym świecie.
-To jest twój apartament. Nie próbuj uciekać okna są zabezpieczone zaklęciami i proszę o oddanie różdżki.
No tak. Jej kochany patyczek, musi go oddać. Pokiwała głową i sięgnęła do kieszeni. Oddała różdżkę i została zamknięta w jej nowym więzieniu. Nie wiedziała tylko, że zmieni się to w przeciągu miesiąca w coś innego.
Zabrała się za przeszukiwanie jej lokum. Wielkim zdziwieniem było dla niej to, że znalazła wielką bibliotekę obok drzwi do łazienki. Były tam mugolskie jak i czarodziejskie czytadła.
Rozpakowała się już całkowicie, bo podejrzewała, że zostanie tu długo.
Dwa dni później odwiedził ją Riddle.
-Czy mogłabym wyjść na plażę? - spytała prosto z mostu jak tylko przeszedł przez próg.
-Nie - odpowiedział twardo.
-Dlaczego? Za oknem jest tak pięknie, a ja nie mogę z tego korzystać. To nie fair - powiedziała i dopiero po jakiejś chwili przypomniała sobie do kogo mówi - Przepraszam - wybełkotała szybko.
-Nic się nie stało - uśmiechnął się co było zaskoczeniem dla Gryfonki.
-Nie wyjdziesz, bo jeszcze przez dwa dni mają być tu moi śmierciożercy, a oni są przyzwyczajeni, że szlamami można się bawić. Ty jesteś nietykalna.
-Dlaczego jestem dla ciebie taka ważna? Przecież moi rodzice są mugolami - powiedziała.
On tylko pokiwał głową i wyszedł.
Odłożyła książkę, nie była w stanie się na niej skupić. Myślała tylko o jego pięknym uśmiechu.
Gdy usnęła śniła o nim.
Następne dwa dni czekała na wypad na plażę.
"Pewnie będzie mnie ktoś pilnował. Dobrze by było jak to był by on" - rozmarzyła się Hermiona.
Gdy wróciła z biblioteki na łóżku znalazła karteczkę.


        Hermiono 
Jutro tak jak chciałaś pójdziesz na plażę.
Oczywiście będę cię pilnował.


"I to tyle nawet się nie podpisał" - pomyślała.
-A co myślałaś pewnie, że podpisze się "Twój na zawsze Tom? - usłyszała w głowie swój kpiący głos
-Wcale, że nie - odpowiedziała, rumieniąc się.
-Tak, a ja jestem święta krowa. Przyznaj, zakochałaś się w nim.
-No dobrze, zakochałam się. I co z tego? On widzi we mnie tylko szlamę.
-Pewna jesteś? Jakby tak myślał nie przychodziłby do ciebie, nie sprawdzał czy dobrze się masz, martwił się, że możesz natrafić na jakiegoś Śmierciojada. Dałby ci ten apartament, gdyby tak myślał? Chyba nie.
Musisz się zastanowić jak go w sobie rozkochać. Myśl pozytywnie. 

Brązowooka przez cały dzień leżała na łóżku i rozmyślała o tym co powiedziały jej skryte myśli. W pewnym czasie zasnęła. Obudziła się rano i z przerażeniem odkryła, że jest dwadzieścia po dziesiątej, a w pół do jedenastej miał przyjść po nią Marvolo.
Szybko przebierała swoje ubrania w szafie, żeby znaleźć jakiś strój kąpielowy. W końcu znalazła niebieski jednoczęściowy strój, do tego wzięła japonki, kapelusz, okulary przeciwsłoneczne oraz lekką zwiewną koszulę na przejście z willi na plażę.
Chwilę po przygotowaniu się, ktoś zapukał do jej drzwi.
-Proszę - powiedziała. W wejściu do jej ,,więzienia'' stał ubrany tylko w spodenki do pływania Lord Voldemort (oczywiście w swojej ludzkiej postaci).
-Gotowa? - zapytał. Hermiona tylko pokiwała głową - No to zapraszam.
Przeszedł przez jej pokój do drzwi tarasowych i otworzył je.
-Tylko nie próbuj uciekać - zaznaczył jeszcze przed ich wyjściem na zewnątrz.
-Nawet nie mam zamiaru próbować - powiedziała szeptem, aby jej nie usłyszał, lecz nie udało się jej to.
Tom uśmiechnął się lekko na to stwierdzenie.


CDN.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Spór został zakopany

Tej pary nie było wcześniej na tym blogu.
Komentujcie proszę każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo dużo.
Anonimowi podpisujcie się.

~^~^~

-Posejdonie nie waż się w ogóle tak mówić. Co ty sobie wyobrażasz? - powiedziała Atena, która była w swojej ludzkiej postaci, stojąc na moście razem z Panem Mórz.
-Przestań w końcu. Co ty do mnie masz- warkną już poważnie wkurzony.
-Ja... ja do ciebie nic nie mam, ale ty widocznie masz.
-Nie Ateno, moja nienawiść do ciebie minęła półtora tysięcy lat po tym jak to
ciebie wybrali na patronkę Aten.
-Tak na pewno. Ja na ciebie byłam zła tylko dwieście lat po tym jak zdradziłeś mnie z Meduzą.
-Czyli między nami jest już pokój?- zapytał z podniesionymi do góry rękoma.
-Tak myślę że tak - bogini mądrości uśmiechnęła się.
-To może zacznijmy od nowa? - zaproponował mężczyzna, a Atena kiwnęła głową.
-Witam. - wyciągnął do niej rękę - Jestem Posejdon, bóg wszystkich wód.
-Jestem Atena. - przyjęła dłoń - Bogini mądrości i strategii.
-Może pójdziemy dziś na kolację? - zapytał Posejdon z szelmowskim uśmiechem.
-Dobrze, jestem dziś wolna. U mnie w domu na Olimpie o ósmej wieczorem.
-Przyjdę - wziął jej rękę i pocałował ją, a potem wskoczył do morza.
Bogini nie wiedziała gdzie zabierze ją Pan Mórz, więc zadzwoniła do niego przez iryfon.
Wyskoczył przed nią obraz, na którym mężczyzna siedział na tronie i rozmyślał.
-Posejdonie - powiedziała wyrywając boga z zamyśleń.
-Och Ateno, nie zauważyłem cię. Coś się stało? - zapytał z niepewnym wyrazem twarzy.
-Nic ważnego, ale zastanawiam się gdzie idziemy, bo nie mam pojęcia w co się
ubrać - powiedziała i poczuła jak jej policzki się rumienią
-Idziemy do restauracji śmiertelników - po namyśle dodał jeszcze -Do greckiej
restauracji.
-Dobrze, to do zobaczenia - mgiełka się rozpłynęła.

W pół do ósmej była gotowa miała na sobie to.
Punktualnie o umówionej godzinie bóg morza zapukał do wrót. Bogini otworzyła je.
-Witaj Posejdonie- powitała go miło.
-Ateno - przywitał się i podał jej ramię - Gotowa?
Ona przyjęła ramię i uśmiechnęła się.
- Gotowa.
W restauracji, która została zarezerwowana specjalnie dla nich spędzili przyjemnie kilka godzin. Opowiadali na zmianę o tym co się działo, gdy ze sobą nie rozmawiali.

KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ

Znów byli w tej samej restauracji tylko, że zmieniło się to iż dzisiaj Posejdon chciał zapytać czy Atena zostanie jego na zawsze.
Gdy skończyli jeść bóg mórz wziął rękę bogini i zaczął mówić.
-Ateno kocham cię już od naszego pierwszego spotkania, ale dopiero niedawno zrozumiałem, że jesteś dla mnie najważniejsza i chcę zadać ci to pytanie: Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją na wieczność?
-Posejdonie nie wiem co powiedzieć - odezwała się bliska płaczu córka Zeusa. - Tak - powiedziała po chwili i rzuciła mu się na szyję.

DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ

Właśnie dwa miesiące po tamtym zdarzeniu Atena i Posejdon zostali małżeństwem przy błogosławieństwie Zeusa i Hery oraz w obecności innych bogów. Bogini mądrości przestała być dziewiczą boginią.

Czterysta lat później na świat przyszedł pomniejszy bóg Klaros.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Tak, a nie inaczej


Miłego czytania  

P.S. Komentujcie to dla mnie bardzo wiele
************************************

-Panno Granger proszę zostać po lekcji - rzekł swoim pozbawionym wyrazu głosem.

Po dziesięciu minutach zadzwonił dzwonek i wszyscy oprócz Gryfonki wyszli.
-Słucham profesorze - odpowiedziała podchodząc do niego seksownie kręcąc biodrami.
-Ty nie słuchaj tylko mów dlaczego tak się zachowujesz na lekcjach, kochanie. - przygarnął
ją do siebie. - Przecież dobrze wiesz, że musimy zachowywać pozory tego, że nadal się nienawidzimy.
-Sev, doskonale o tym wiem, ale to niesprawiedliwie Ginny i Lucjusz nie mają takich problemów.
-Kotku, ale wiesz jak sprawa wygląda u nich. Ginevra zaprzestała chodzenia do szkoły po ich
ślubie. My mamy takie trudności bo, po pierwsze nasz jeszcze nie nastąpił, a po drugie ty nie chcesz siedzieć w domu, bo - cytuję: "W domu jest strasznie nudno i nie mam zamiaru czytać książek, tylko chcę być przy tobie cały czas".
-Wiem co powiedziałam i zdania nie zmieniam. Ja już muszę iść. bo zaraz zaczynam Obronę, której uczy mnie pewien seksowny nauczyciel w czarnej szacie - pocałowała go w policzek i wyszła.
W ich życiu w szkole nie działo się wiele. Od czasu do czasu dostawała bardzo długie szlabany, z których wracała przez kominek swojego ukochanego do jej prywatnego dormitorium, który otrzymała jako prefekt naczelna.
Tylko nieliczni, którym ufali wiedzieli o ich związku.
Dumbledore (tutaj on żyje), McGonagall, Ginny, Lucjusz i Draco Malfoy, rodzice Hermiony, którym ta po wojnie przywróciła pamięć i całe grono pedagogiczne, które nie odejmuje jej punktów kiedy się spóźni, bo wiedzą gdzie jest.
***
W styczniu wszystko przybrało inne obroty niż miało. Ślub był zaplanowany na sierpień.
Pewnego mroźnego wieczora Hermiona wracając późną porą z biblioteki zasłabła. Znalazł ją blondwłosy Ślizgon, który niezwłocznie zabrał pannę Granger do Skrzydła Szpitalnego i wysłał patronusa do wuja z wiadomością co się stało.
Dwie minuty później do Skrzydła przyszedł postrach Hogwartu.
-Draco dziękuję ci, możesz już iść - chłopak pokiwał głową, pożegnał się i wyszedł.
Po piętnastominutowym czekaniu zza parawanu wyszła pielęgniarka z wiadomością, której
się nikt nie spodziewaŁ.
-Severusie gratuluję ci - Powiedziała radośnie Poopy.
-Czego ty mi gratulujesz kobieto? Moja narzeczona tam leży, a ty jakieś bzdury pleciesz - warknął.
-Ty nic nie rozumiesz - zaśmiała się kobieta.
-Czego do cholery nie rozumiem? - prawie krzyknął.
-Zostaniesz ojcem Snape, ojcem - w dowodzie czego podała mu papiery.
Płeć: nieznana
Matka: Hermiona Jane Granger
Ojciec: Severus Tobias Snape.
Tydzień: szósty (1,5 miesiąca)
-Poopy, czy mogę do niej pójść - zapytał
-Ależ oczywiście mój drogi, idź, idź.
Przeszedł na drugą stronę parawanu.
-Kochanie, jak się czujesz? - zapytał siadając na skraju łóżka szpitalnego.
-Dobrze i nie mam pojęcia czemu zasłabłam. Zapytałam pani Pomfrey o co chodzi i co mi jest, a ona tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że ty mi wszystko wyjaśnisz. To jak, co mi jest?
-Oczywiście - podał jej tą samą kartkę, którą dostał od pielęgniarki.
-To niemożliwe - mówiła po cichu Gryfonka.
-Wiem też mi się tak wydawało, ale to prawda. Zostaniemy rodzicami, nie cieszysz się? - zapytał.
-Cieszę się, tylko wyobrażałam sobie najpierw ślub, a potem dzieci. Nie na odwrót.
-Wiem też myślałem podobnie. W przyszłym tygodniu wracasz do domu.
-Nie ja zostaję w szkole. Nie urodzę w szóstym miesiącu. Albo zostaje w szkole albo ślubu nie będzie - powiedziała stanowczo.
-No dobrze niech ci będzie. Zostaniesz, ale wiesz co się stanie. Zaczną ci dokuczać, a wiesz jak ja tego nie znoszę. - powiedział i zaborczym ruchem przygarnął ja do siebie.

SZÓSTY MIESIĄC CIĄŻY. POCZĄTEK CZERWCA
-Granger, przyznaj. Z kim się puściłaś? - naśmiewali się Ślizgoni.
Gryfonka nie zdążyła odpowiedzieć, bo ktoś wszedł do sali, a tym kimś była Ginevra Malfoy.
-Witam dyrektorze. Przepraszam, że przerywam, ale czy mogłabym zabrać Hermionę na chwilę?
Młodsza, a także brzemienna kobieta wskazała na brązowowłosą.
-Ależ oczywiście, pani Malfoy.
-Herm, chodź.
Zaciągnęła Gryfonkę do kuchni i przeniosły się do Malfoy Manor.
-Kochana wiem, że w tę suknię, którą kupowałyśmy w święta na ślub nie wejdziesz - pokazała na brzuch i uśmiechnęła się.
-Tak wiem, a to była najładniejsza sukienka jaką widziałam i u mugoli i czarodziejów - westchnęła smutno.
-Wiem, dlatego ją poszerzyłam do odpowiednich rozmiarów.
-Naprawdę? Ginny dziękuje - brązowooka przytuliła przyjaciółkę. - A mogłabym ją przymierzyć?
Rudowłosa przytaknęła i zabrała ją na górę.
-Mionka wiem, że jest za duża przy brzuszku, ale urośnie ci jeszcze, więc to tak na zapas. Coś pewnie jeszcze przed ślubem dopasujemy.
-Dziękuję. Muszę już lecieć, bo się zagadałyśmy i Severus będzie się martwił.

DZIEŃ UKOŃCZENIA HOGWARTU

Każdy dostał swój dyplom.
Wielką Salę pozmieniano tak, żeby dało się ustawić pełno krzeseł.

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ
Goście wrócili razem ze swoimi pociechami do domów.
Szkoła opustoszała, został w niej tylko woźny wraz ze swoją kotką .
W sierpniu odbył się ślub. Uroczystość była skromna, ale piękna. Niektórzy byli zdziwieni tym, inni myśleli, że wpadli z dzieckiem i teraz muszą się pobrać. Nie była to prawda, ponieważ oni są razem, bo się kochają.

CZTERY LATA PÓŹNIEJ
Severus po urodzeniu się córeczki odszedł ze szkoły. Pani Snape martwiła się z czego będą żyć, ale jak się okazało mężczyzna na swoim koncie w Gringocie ma grube miliony jak nie miliardy za patenty na eliksiry.
Severus i Hermiona kochają się tak samo o ile nie mocniej. Do ich rodziny niedawno dołączyły dwie małe istotki:
Pierwsza - Elien Hermiona Snape.
Druga - Eric Severus Snape.
I dwie nowe rosnące jeszcze w brzuszku mamy.

KONIEC

piątek, 4 kwietnia 2014

Siostry

Pisałam tą miniaturkę słuchając tej oto piosenki LINK
Więc wam też polecam.
W tym opowiadaniu dziewczyny rodziły się co rok i to Andromeda jest najstarsza.

^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^

Były sobie trzy siostry: Andromeda Bellatrix i Narcyza.
Siostry były nierozłączne, nie lubiły się rozdzielać. Mieszkając w wielkim domu pokój miały jeden.
Spędzały czas na zabawach na dworze, pleceniu wianków itp.
Gdy Andromeda miała jedenaście lat dostała list z Hogwartu. Wtedy dziewczynki rozdzieliły się na długi okres. Przez pierwsze miesiące pisały do siebie codziennie, ale potem tylko jeden raz na miesiąc. Andromeda opowiadała, że zaprzyjaźniła się z Gryffonami, to była hańba jak napisała jej matka w oddzielnym liście.

(Młoda Andromeda)            



Rok później wyjechała też i Bella. Narcyza została sama, ale w odróżnieniu od najstarszej siostry Bellatrix pisywała codziennie.
W końcu najmłodsza z sióstr Black opuściła rodzinny dom i udała się na naukę do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogrart.
Poznała tam wiele osób za pomocą jej starszej siostry. Z Andromedą widywały się tylko na posiłkach, ponieważ najstarsza z sióstr nie chciała mieć już nic wspólnego z rodziną. Spędzony czas w szkole był dla dziewczyn najlepszym okresem życia.
Gdy najstarsza z sióstr ukończyła Hogwart i wróciła do domu rodzice oznajmili jej, że w przeciągu roku ma wyjść na mąż z Rudolf'a Lestrange. Andromeda nie chciała tego, więc uciekła z domu, a rodzina się jej wyrzekła 
W następnym roku oznajmiono to samo Belli, ale ta skrycie się cieszyła, ponieważ od dłuższego czasu Rudolf jej się podobał.
Narcyza zaś została wydana za Lucjusza Malfoy'a kolegę z tego samego roku co ona.

PERSPEKTYWA BELLATRIX
(Młoda Bella)






Rudolf jest  wspaniałym mężem. Tydzień temu odbył się ślub Cyzi i Lucjusza. Moja mała siostrzyczka patrzyła na niego z wyrazem miłości, lecz jej współmałżonek miał kamienną twarz. Czego innego można spodziewać się po Malfoy'ach?
Niedawno wstąpiłam, za namową Rudolfa i rodziców, w szeregi Czarnego Pana. Podzielał on nasze myśli o tym, że szlamy i mugoli powinno się tępić.

ROK PÓŹNIEJ
Jestem szczęśliwa. Byłam już na kilku misjach wydanych nam przez Pana.
Kilka tygodni temu dowiedziałam się, iż jestem w ciąży. Oboje z mężem nie planowaliśmy tego ale cóż. I tak szczęśliwa, wczoraj dowiedziała się o tym cała rodzina. Mama była szczęśliwa, jak ona to powiedziała ,,Że moja najstarsza córka będzie miała potomka'' wiem, że nie ja jestem najstarsza ale o Andromedzie nie było można wspomnieć ani słowem. Dla naszej rodziny ona była martwa, ale nie dla mnie i Cyzi. Dalej za nią tęsknimy choć wiemy, że wyszła za mugola, żadna z nas tego nie pochwala, ale trudno to jej wybór.

DZIEWIĘĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Urodziłam piękne bliźniaki. Pierwszy na świat przyszedł chłopiec Joshua. I piękna mała, młodsza o 3 godziny dziewczynka Sophie.
Czarny Pan dał mi takie jakby macierzyńskie. Byłam tym zawiedziona, ale w końcu to moje dzieci.
ROK PÓŹNIEJ 
Dzieci są urocze. Zajmuję się nimi przeważnie sama, bo Rudolf jest zajęty pracą i rozkazami Pana.
Maluchy są podobne do nas. Mają parę cech po mnie i po mężu.

JEDENAŚCIE LAT PÓŹNIEJ
Nie mogę w to uwierzyć. Moje dzieci są już w drugiej klasie, należą do Slytherinu.
Ja już od dawna wykonuję rozkazy Czarnego Pana

ROK 1998
Wygraliśmy wojnę! Zwyciężyliśmy, moje dzieci też walczyły.
Teraz możemy żyć spokojnie bez obaw szlamu, który roztaczał się w świecie czarodzieji. Szlamy zostały weliminowane.

PERSPEKTYWA NARCYZY
(Młoda Narcyza)


Gdy skończyłam szkołę rodzice oznajmili mi, że w najbliższym okresie czyli za trzy miesiące mam zostać żoną Lucjusza. Ucieszyłam się lecz nie okazywałam tego. Jeszcze w szkole byliśmy parą.

TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Ślub był przepiękny, byliśmy na nim najważniejsi ten dzień jak na razie jest najlepszy w moim życiu.
Przeprowadziłam się z moim ukochanym do jego willi do Malfoy Manor.
Dwa miesiące temu Lucjusz dołączył do zwolenników Czarnego Pana.

CZTERY MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Jestem w ciąży. Lucjusz gdy się o tym dowiedział, że będziemy mieli syna ucieszył się, nasi rodzice także.

SIEDEM MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Urodziłam wspaniałego i prześlicznego chłopczyka, któremu daliśmy na imię Dracon, choć ja go nazywam Draco, bo pełne imię jest takie sztywne.

JEDENAŚCIE LAT PÓŹNIEJ
Mój mały synek tak podobny do Lucjusza w tym roku poszedł do Hogwartu. Dzieci Belli już tam są, maluchy są takie słodkie, a Draco się cieszy, że będzie już mógł czarować. Jak on jest szczęśliwy to ja też.

ROK 1998
Wojna skończona. Uczestniczyłam w niej tak jak cała moja rodzina. Draco skończył szkołę i teraz ma żonę i synka, który już nie będzie musiał żyć w świecie ze szlamami i mugolami.

DWADZIEŚCIA LAT PÓŹNIEJ 
Jestem szczęśliwa, mam dwójkę wspaniałych wnuków Scorpiusa i Emilly.
Prawie wszyscy myślą, że Lucjusz jest mężczyzną bez uczuć, ale to nie prawda. Mimo podeszłego wieku dalej mnie kocham a ja kocham jego.

KONIEC.