wtorek, 22 kwietnia 2014

Spór został zakopany

Tej pary nie było wcześniej na tym blogu.
Komentujcie proszę każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo dużo.
Anonimowi podpisujcie się.

~^~^~

-Posejdonie nie waż się w ogóle tak mówić. Co ty sobie wyobrażasz? - powiedziała Atena, która była w swojej ludzkiej postaci, stojąc na moście razem z Panem Mórz.
-Przestań w końcu. Co ty do mnie masz- warkną już poważnie wkurzony.
-Ja... ja do ciebie nic nie mam, ale ty widocznie masz.
-Nie Ateno, moja nienawiść do ciebie minęła półtora tysięcy lat po tym jak to
ciebie wybrali na patronkę Aten.
-Tak na pewno. Ja na ciebie byłam zła tylko dwieście lat po tym jak zdradziłeś mnie z Meduzą.
-Czyli między nami jest już pokój?- zapytał z podniesionymi do góry rękoma.
-Tak myślę że tak - bogini mądrości uśmiechnęła się.
-To może zacznijmy od nowa? - zaproponował mężczyzna, a Atena kiwnęła głową.
-Witam. - wyciągnął do niej rękę - Jestem Posejdon, bóg wszystkich wód.
-Jestem Atena. - przyjęła dłoń - Bogini mądrości i strategii.
-Może pójdziemy dziś na kolację? - zapytał Posejdon z szelmowskim uśmiechem.
-Dobrze, jestem dziś wolna. U mnie w domu na Olimpie o ósmej wieczorem.
-Przyjdę - wziął jej rękę i pocałował ją, a potem wskoczył do morza.
Bogini nie wiedziała gdzie zabierze ją Pan Mórz, więc zadzwoniła do niego przez iryfon.
Wyskoczył przed nią obraz, na którym mężczyzna siedział na tronie i rozmyślał.
-Posejdonie - powiedziała wyrywając boga z zamyśleń.
-Och Ateno, nie zauważyłem cię. Coś się stało? - zapytał z niepewnym wyrazem twarzy.
-Nic ważnego, ale zastanawiam się gdzie idziemy, bo nie mam pojęcia w co się
ubrać - powiedziała i poczuła jak jej policzki się rumienią
-Idziemy do restauracji śmiertelników - po namyśle dodał jeszcze -Do greckiej
restauracji.
-Dobrze, to do zobaczenia - mgiełka się rozpłynęła.

W pół do ósmej była gotowa miała na sobie to.
Punktualnie o umówionej godzinie bóg morza zapukał do wrót. Bogini otworzyła je.
-Witaj Posejdonie- powitała go miło.
-Ateno - przywitał się i podał jej ramię - Gotowa?
Ona przyjęła ramię i uśmiechnęła się.
- Gotowa.
W restauracji, która została zarezerwowana specjalnie dla nich spędzili przyjemnie kilka godzin. Opowiadali na zmianę o tym co się działo, gdy ze sobą nie rozmawiali.

KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ

Znów byli w tej samej restauracji tylko, że zmieniło się to iż dzisiaj Posejdon chciał zapytać czy Atena zostanie jego na zawsze.
Gdy skończyli jeść bóg mórz wziął rękę bogini i zaczął mówić.
-Ateno kocham cię już od naszego pierwszego spotkania, ale dopiero niedawno zrozumiałem, że jesteś dla mnie najważniejsza i chcę zadać ci to pytanie: Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją na wieczność?
-Posejdonie nie wiem co powiedzieć - odezwała się bliska płaczu córka Zeusa. - Tak - powiedziała po chwili i rzuciła mu się na szyję.

DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ

Właśnie dwa miesiące po tamtym zdarzeniu Atena i Posejdon zostali małżeństwem przy błogosławieństwie Zeusa i Hery oraz w obecności innych bogów. Bogini mądrości przestała być dziewiczą boginią.

Czterysta lat później na świat przyszedł pomniejszy bóg Klaros.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Tak, a nie inaczej


Miłego czytania  

P.S. Komentujcie to dla mnie bardzo wiele
************************************

-Panno Granger proszę zostać po lekcji - rzekł swoim pozbawionym wyrazu głosem.

Po dziesięciu minutach zadzwonił dzwonek i wszyscy oprócz Gryfonki wyszli.
-Słucham profesorze - odpowiedziała podchodząc do niego seksownie kręcąc biodrami.
-Ty nie słuchaj tylko mów dlaczego tak się zachowujesz na lekcjach, kochanie. - przygarnął
ją do siebie. - Przecież dobrze wiesz, że musimy zachowywać pozory tego, że nadal się nienawidzimy.
-Sev, doskonale o tym wiem, ale to niesprawiedliwie Ginny i Lucjusz nie mają takich problemów.
-Kotku, ale wiesz jak sprawa wygląda u nich. Ginevra zaprzestała chodzenia do szkoły po ich
ślubie. My mamy takie trudności bo, po pierwsze nasz jeszcze nie nastąpił, a po drugie ty nie chcesz siedzieć w domu, bo - cytuję: "W domu jest strasznie nudno i nie mam zamiaru czytać książek, tylko chcę być przy tobie cały czas".
-Wiem co powiedziałam i zdania nie zmieniam. Ja już muszę iść. bo zaraz zaczynam Obronę, której uczy mnie pewien seksowny nauczyciel w czarnej szacie - pocałowała go w policzek i wyszła.
W ich życiu w szkole nie działo się wiele. Od czasu do czasu dostawała bardzo długie szlabany, z których wracała przez kominek swojego ukochanego do jej prywatnego dormitorium, który otrzymała jako prefekt naczelna.
Tylko nieliczni, którym ufali wiedzieli o ich związku.
Dumbledore (tutaj on żyje), McGonagall, Ginny, Lucjusz i Draco Malfoy, rodzice Hermiony, którym ta po wojnie przywróciła pamięć i całe grono pedagogiczne, które nie odejmuje jej punktów kiedy się spóźni, bo wiedzą gdzie jest.
***
W styczniu wszystko przybrało inne obroty niż miało. Ślub był zaplanowany na sierpień.
Pewnego mroźnego wieczora Hermiona wracając późną porą z biblioteki zasłabła. Znalazł ją blondwłosy Ślizgon, który niezwłocznie zabrał pannę Granger do Skrzydła Szpitalnego i wysłał patronusa do wuja z wiadomością co się stało.
Dwie minuty później do Skrzydła przyszedł postrach Hogwartu.
-Draco dziękuję ci, możesz już iść - chłopak pokiwał głową, pożegnał się i wyszedł.
Po piętnastominutowym czekaniu zza parawanu wyszła pielęgniarka z wiadomością, której
się nikt nie spodziewaŁ.
-Severusie gratuluję ci - Powiedziała radośnie Poopy.
-Czego ty mi gratulujesz kobieto? Moja narzeczona tam leży, a ty jakieś bzdury pleciesz - warknął.
-Ty nic nie rozumiesz - zaśmiała się kobieta.
-Czego do cholery nie rozumiem? - prawie krzyknął.
-Zostaniesz ojcem Snape, ojcem - w dowodzie czego podała mu papiery.
Płeć: nieznana
Matka: Hermiona Jane Granger
Ojciec: Severus Tobias Snape.
Tydzień: szósty (1,5 miesiąca)
-Poopy, czy mogę do niej pójść - zapytał
-Ależ oczywiście mój drogi, idź, idź.
Przeszedł na drugą stronę parawanu.
-Kochanie, jak się czujesz? - zapytał siadając na skraju łóżka szpitalnego.
-Dobrze i nie mam pojęcia czemu zasłabłam. Zapytałam pani Pomfrey o co chodzi i co mi jest, a ona tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że ty mi wszystko wyjaśnisz. To jak, co mi jest?
-Oczywiście - podał jej tą samą kartkę, którą dostał od pielęgniarki.
-To niemożliwe - mówiła po cichu Gryfonka.
-Wiem też mi się tak wydawało, ale to prawda. Zostaniemy rodzicami, nie cieszysz się? - zapytał.
-Cieszę się, tylko wyobrażałam sobie najpierw ślub, a potem dzieci. Nie na odwrót.
-Wiem też myślałem podobnie. W przyszłym tygodniu wracasz do domu.
-Nie ja zostaję w szkole. Nie urodzę w szóstym miesiącu. Albo zostaje w szkole albo ślubu nie będzie - powiedziała stanowczo.
-No dobrze niech ci będzie. Zostaniesz, ale wiesz co się stanie. Zaczną ci dokuczać, a wiesz jak ja tego nie znoszę. - powiedział i zaborczym ruchem przygarnął ja do siebie.

SZÓSTY MIESIĄC CIĄŻY. POCZĄTEK CZERWCA
-Granger, przyznaj. Z kim się puściłaś? - naśmiewali się Ślizgoni.
Gryfonka nie zdążyła odpowiedzieć, bo ktoś wszedł do sali, a tym kimś była Ginevra Malfoy.
-Witam dyrektorze. Przepraszam, że przerywam, ale czy mogłabym zabrać Hermionę na chwilę?
Młodsza, a także brzemienna kobieta wskazała na brązowowłosą.
-Ależ oczywiście, pani Malfoy.
-Herm, chodź.
Zaciągnęła Gryfonkę do kuchni i przeniosły się do Malfoy Manor.
-Kochana wiem, że w tę suknię, którą kupowałyśmy w święta na ślub nie wejdziesz - pokazała na brzuch i uśmiechnęła się.
-Tak wiem, a to była najładniejsza sukienka jaką widziałam i u mugoli i czarodziejów - westchnęła smutno.
-Wiem, dlatego ją poszerzyłam do odpowiednich rozmiarów.
-Naprawdę? Ginny dziękuje - brązowooka przytuliła przyjaciółkę. - A mogłabym ją przymierzyć?
Rudowłosa przytaknęła i zabrała ją na górę.
-Mionka wiem, że jest za duża przy brzuszku, ale urośnie ci jeszcze, więc to tak na zapas. Coś pewnie jeszcze przed ślubem dopasujemy.
-Dziękuję. Muszę już lecieć, bo się zagadałyśmy i Severus będzie się martwił.

DZIEŃ UKOŃCZENIA HOGWARTU

Każdy dostał swój dyplom.
Wielką Salę pozmieniano tak, żeby dało się ustawić pełno krzeseł.

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ
Goście wrócili razem ze swoimi pociechami do domów.
Szkoła opustoszała, został w niej tylko woźny wraz ze swoją kotką .
W sierpniu odbył się ślub. Uroczystość była skromna, ale piękna. Niektórzy byli zdziwieni tym, inni myśleli, że wpadli z dzieckiem i teraz muszą się pobrać. Nie była to prawda, ponieważ oni są razem, bo się kochają.

CZTERY LATA PÓŹNIEJ
Severus po urodzeniu się córeczki odszedł ze szkoły. Pani Snape martwiła się z czego będą żyć, ale jak się okazało mężczyzna na swoim koncie w Gringocie ma grube miliony jak nie miliardy za patenty na eliksiry.
Severus i Hermiona kochają się tak samo o ile nie mocniej. Do ich rodziny niedawno dołączyły dwie małe istotki:
Pierwsza - Elien Hermiona Snape.
Druga - Eric Severus Snape.
I dwie nowe rosnące jeszcze w brzuszku mamy.

KONIEC

piątek, 4 kwietnia 2014

Siostry

Pisałam tą miniaturkę słuchając tej oto piosenki LINK
Więc wam też polecam.
W tym opowiadaniu dziewczyny rodziły się co rok i to Andromeda jest najstarsza.

^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^

Były sobie trzy siostry: Andromeda Bellatrix i Narcyza.
Siostry były nierozłączne, nie lubiły się rozdzielać. Mieszkając w wielkim domu pokój miały jeden.
Spędzały czas na zabawach na dworze, pleceniu wianków itp.
Gdy Andromeda miała jedenaście lat dostała list z Hogwartu. Wtedy dziewczynki rozdzieliły się na długi okres. Przez pierwsze miesiące pisały do siebie codziennie, ale potem tylko jeden raz na miesiąc. Andromeda opowiadała, że zaprzyjaźniła się z Gryffonami, to była hańba jak napisała jej matka w oddzielnym liście.

(Młoda Andromeda)            



Rok później wyjechała też i Bella. Narcyza została sama, ale w odróżnieniu od najstarszej siostry Bellatrix pisywała codziennie.
W końcu najmłodsza z sióstr Black opuściła rodzinny dom i udała się na naukę do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogrart.
Poznała tam wiele osób za pomocą jej starszej siostry. Z Andromedą widywały się tylko na posiłkach, ponieważ najstarsza z sióstr nie chciała mieć już nic wspólnego z rodziną. Spędzony czas w szkole był dla dziewczyn najlepszym okresem życia.
Gdy najstarsza z sióstr ukończyła Hogwart i wróciła do domu rodzice oznajmili jej, że w przeciągu roku ma wyjść na mąż z Rudolf'a Lestrange. Andromeda nie chciała tego, więc uciekła z domu, a rodzina się jej wyrzekła 
W następnym roku oznajmiono to samo Belli, ale ta skrycie się cieszyła, ponieważ od dłuższego czasu Rudolf jej się podobał.
Narcyza zaś została wydana za Lucjusza Malfoy'a kolegę z tego samego roku co ona.

PERSPEKTYWA BELLATRIX
(Młoda Bella)






Rudolf jest  wspaniałym mężem. Tydzień temu odbył się ślub Cyzi i Lucjusza. Moja mała siostrzyczka patrzyła na niego z wyrazem miłości, lecz jej współmałżonek miał kamienną twarz. Czego innego można spodziewać się po Malfoy'ach?
Niedawno wstąpiłam, za namową Rudolfa i rodziców, w szeregi Czarnego Pana. Podzielał on nasze myśli o tym, że szlamy i mugoli powinno się tępić.

ROK PÓŹNIEJ
Jestem szczęśliwa. Byłam już na kilku misjach wydanych nam przez Pana.
Kilka tygodni temu dowiedziałam się, iż jestem w ciąży. Oboje z mężem nie planowaliśmy tego ale cóż. I tak szczęśliwa, wczoraj dowiedziała się o tym cała rodzina. Mama była szczęśliwa, jak ona to powiedziała ,,Że moja najstarsza córka będzie miała potomka'' wiem, że nie ja jestem najstarsza ale o Andromedzie nie było można wspomnieć ani słowem. Dla naszej rodziny ona była martwa, ale nie dla mnie i Cyzi. Dalej za nią tęsknimy choć wiemy, że wyszła za mugola, żadna z nas tego nie pochwala, ale trudno to jej wybór.

DZIEWIĘĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Urodziłam piękne bliźniaki. Pierwszy na świat przyszedł chłopiec Joshua. I piękna mała, młodsza o 3 godziny dziewczynka Sophie.
Czarny Pan dał mi takie jakby macierzyńskie. Byłam tym zawiedziona, ale w końcu to moje dzieci.
ROK PÓŹNIEJ 
Dzieci są urocze. Zajmuję się nimi przeważnie sama, bo Rudolf jest zajęty pracą i rozkazami Pana.
Maluchy są podobne do nas. Mają parę cech po mnie i po mężu.

JEDENAŚCIE LAT PÓŹNIEJ
Nie mogę w to uwierzyć. Moje dzieci są już w drugiej klasie, należą do Slytherinu.
Ja już od dawna wykonuję rozkazy Czarnego Pana

ROK 1998
Wygraliśmy wojnę! Zwyciężyliśmy, moje dzieci też walczyły.
Teraz możemy żyć spokojnie bez obaw szlamu, który roztaczał się w świecie czarodzieji. Szlamy zostały weliminowane.

PERSPEKTYWA NARCYZY
(Młoda Narcyza)


Gdy skończyłam szkołę rodzice oznajmili mi, że w najbliższym okresie czyli za trzy miesiące mam zostać żoną Lucjusza. Ucieszyłam się lecz nie okazywałam tego. Jeszcze w szkole byliśmy parą.

TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Ślub był przepiękny, byliśmy na nim najważniejsi ten dzień jak na razie jest najlepszy w moim życiu.
Przeprowadziłam się z moim ukochanym do jego willi do Malfoy Manor.
Dwa miesiące temu Lucjusz dołączył do zwolenników Czarnego Pana.

CZTERY MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Jestem w ciąży. Lucjusz gdy się o tym dowiedział, że będziemy mieli syna ucieszył się, nasi rodzice także.

SIEDEM MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Urodziłam wspaniałego i prześlicznego chłopczyka, któremu daliśmy na imię Dracon, choć ja go nazywam Draco, bo pełne imię jest takie sztywne.

JEDENAŚCIE LAT PÓŹNIEJ
Mój mały synek tak podobny do Lucjusza w tym roku poszedł do Hogwartu. Dzieci Belli już tam są, maluchy są takie słodkie, a Draco się cieszy, że będzie już mógł czarować. Jak on jest szczęśliwy to ja też.

ROK 1998
Wojna skończona. Uczestniczyłam w niej tak jak cała moja rodzina. Draco skończył szkołę i teraz ma żonę i synka, który już nie będzie musiał żyć w świecie ze szlamami i mugolami.

DWADZIEŚCIA LAT PÓŹNIEJ 
Jestem szczęśliwa, mam dwójkę wspaniałych wnuków Scorpiusa i Emilly.
Prawie wszyscy myślą, że Lucjusz jest mężczyzną bez uczuć, ale to nie prawda. Mimo podeszłego wieku dalej mnie kocham a ja kocham jego.

KONIEC.

niedziela, 30 marca 2014

Pierwszy sprzeciw i dobra decyzja

Znowu dodaję wcześniej.
Czytasz=Komentujesz


  XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX

-Ale Hadesie, dlaczego nie? - oburzyła się Persefona
-Dlatego kochana, że ja tu rządzę i moje słowo tu się liczy najbardziej.
-Ty nie masz pojęcia jak mi na tym zależy .
-Wiem. Tobie zależy tak jak mi zależy na tym żebyś przez cały rok była ze mną - powiedziawszy to usiadł na fotelu.
-Wiesz przecież, że nie mogę. Wyciągną mnie siłą, bo oni tak uzgodnili - powiedziała i usiadła na kolanach męża.
-Jeśli uda ci się zostać tu nawet wbrew ich woli dostaniesz to co chcesz - zaczął gładzić ją po udzie.
-Naprawdę dziękuję - zaczęli się całować namiętnie spragnieni siebie
-A może zajmiemy się czymś bardziej pożytecznym, bo do wiosny zostało jeszcze sporo
 czasu.

Dzień, w którym Persefona miała się stawić na powierzchni nadszedł szybko. Demeter
czekała lecz córka się nie pojawiła. Bogini postanowiła pójść na własną rękę do podziemia i zabrać córkę z rąk tego (jak uważała) tyrana.
Stanąwszy przed wrotami zapukała. Otworzyła jej erynia, która bez mrugnięcia ślepiami zaprowadziła ją do salonu. Demeter zobaczyła tam córkę przytulającą się do Hadesa .
-Koro idziemy stąd - powiedziała stanowczo.
-Nie matko. Nigdzie się nie wybieram - powiedziała dalej siedząc przytulona do męża, który czytał jakąś książkę nie zwracając żadnej uwagi na kłócące się kobiety.
-Jak to nigdzie nie idziesz?! Razem z twoim ojcem ustaliliśmy, że jak to nazywają śmiertelnicy zimę spędzasz u niego - starsza kobieta pokazała ręką na Boga. -A wiosnę lato jesień spędzasz razem ze mną.
-Nie obchodzi cię czy ja mam coś do powiedzenia? Co ja chcę, a nie co ty? Nie jesteś najważniejsza, ja też mam jakieś uczucia, pragnienia.
-No to mi powiedz czego tak bardzo chcesz? - rzekła.
-Chcę mieszkać w tym domu, a nie czuć się w nim jak zupełnie obca osoba, jak gość. Chcę być przy ukochanym, a nie tylko go odwiedzać. Ja chcę tu być przez cały rok.
-Dlaczego mi to robisz Koro? Dlaczego chcesz abym była nieszczęśliwa?
-Tobie zależy tylko na swoim dobrze i szczęściu! - wrzasnęła
-Dobrze, jak chcesz to zostań - bogini urodzaju zaczęła już odchodzić, lecz zatrzymał ją głos córki.
-I jeszcze jedno. Jak do ciebie przyjdę i zobaczę, że zniszczyłaś przyrodę, bo mnie nie ma to nigdy ale to przenigdy mnie nie zobaczysz.
Demeter tylko pokiwała głową i wróciła na powierzchnię.
-Hadesie udało mi się. Teraz moje życzenie - powiedziała i zwróciła się do męża.
Ale że teraz na kanapie-sugestywnie poruszył brwiami.
-Nie nie na kanapie nie było by niewygodnie - zaczęli się namiętnie całować.
Hades pstryknął palcami i znaleźli się w sypialni.
(Tłumaczyć co robią nie muszę. Każdy chyba wie)


KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ

-Kochana czy ty naprawdę musiałaś chcieć akurat to? - Pan Podziemia pokazał na, wielkich rozmiarów, brzuch swojej żony.
-Tak, chciałam tego... - pogłaskała swój brzuszek - ...tak jak ty chciałeś tego bym była z tobą
cały rok.
Pocałowała męża w policzek.


DWA LATA PÓŹNIEJ

-A tak nie chciałeś mieć dziecka - powiedziała szeptem, patrząc z ukrycia na na ukochanego
bawiącego się z ich małą córeczką.
Kto by pomyślał, że tak się stanie. Na co dzień i dla wszystkich innych oschły, zły szatan wcielony, a dla żony i córki kochający mężczyzna.


KONIEC
 P.S. Tu macie zdjęcie już ich dorosłej córki.
















piątek, 21 marca 2014

Ciemna strona zwycięża.

Miałam dodać pod koniec miesiąca ale dodaję dzisiaj za prośbą
Życzę wam miłego czytania
Pamiętajcie o zasadzie 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
                          _-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-


Pewnie się zastanawiacie co mi się przytrafiło. Dowiecie się za chwilę.
Po przyjeździe do domu postanowiłam przerwać bycie grzeczną dziewczynką chociaż na jakiś czas. Pierwsze co zrobiłam to zaniosłam swój kufer na górę i przebrałam się w ten strój, a do tego nałożyłam lekki makijaż. Spacerowałam sobie z książką gdy nagle ktoś na mnie wpadł, z ręki wyleciała mi książka. Spojrzałam w górę, aby zobaczyć jaki kretyn mnie potrącił, ale od razu myślenie o nim jak o kimś głupim wyleciało mi z głowy. Chłopak miał piękne ciemne włosy i oczy, przeszkodził mi w rozmyślaniach na jego temat odzywając się głosem anioła.
- Przepraszam cię za potrącenie, zamyśliłem się. Mógłbym ci to wynagrodzić w formie kolacji? - zapytał z szelmowskim uśmiechem. Przez chwilę się zastanawiałam, ale w końcu postanowiłam, że raz się żyje.
-Jasne yy... mogę wiedzieć jak się nazywasz? Jestem Hermiona.
-Tom, nazywam się Tom. Masz piękne imię, może spotkajmy się dziś o ósmej wieczorem w restauracji
 Rajski Ogród?
-Oczywiście, widzimy się tam, do zobaczenia. - Odwróciłam się w stronę kierunku domu.
Gdy już wróciłam spostrzegłam, że jest po piętnastej. Zaczęłam panikować w co ja się ubiorę. W końcu udało mi się wymyślić zestaw pod kolor beżu. Po dwóch godzinach byłam gotowa, spojrzałam na zegarek i zaniepokoiłam się, ponieważ za pół godziny muszę być na miejscu.
Korzystając z tego, że rodzice wyjechali na wakacje, zabrałam wóz i w restauracji byłam za pięć ósma.
Tajemniczy Tom już czekał na mnie przy wejściu do lokalu.
-Witaj piękna, zapraszam do środka - przepuścił mnie w drzwiach.
Usiedliśmy przy stole, zamówiliśmy dania oraz wino.
Zaczęliśmy rozmawiać. Mówiłam mu o sobie i zauważyłam, że on jest bardziej skryty i nie chwali się swoim życiem. Nasze jedno wino zamieniło się w trzy.
Po wspaniałej kolacji, zaproponował mi żebym pojechała z nim do jego rezydencji.  A z tego, że byłam już nieźle napita zgodziłam się. Swój samochód zostawiłam, najwyżej przyjadę po niego jutro. Wsiedliśmy do jego Porsche panamera nie wiem ile tak jechaliśmy ale dość długo.
W końcu dojechaliśmy wyszliśmy z wozu i skierowaliśmy się w stronę drzwi lokaj nam je otworzył.
Jedyne o czym w tej chwili myślałam to o jego ustach.Chwile później znaleźliśmy się na piętrze w jego willi a dokładniej to w jego sypialni.Czułam jego usta no swoich i sprawy potoczyły się jak miały.
Obudziłam się jak mi się wydawało pierwsza z okropnym bólem głowy spojrzałam na szafkę nocną na której powinien stać zegarek lecz nie było wielkim moim zdziwieniem zobaczyłam różdżkę i to nie była moja ja zostawiłam swoją w torebce.
Odwróciłam się lekko żeby go nie obudzić lecz on już nie spał patrzył na mnie z wielkim uśmiechem na ustach ja odwzajemniłam ten gest ale bardziej nieśmiało.
-I co moja piękna czarodziejka się wyspała? - przejechał dłonią po moim policzku.
-S...skąd wiesz że jestem czarownicą? Skąd masz różdżkę? - opatuliłam się bardziej pościelą.
-Kochana nie musisz się zakrywać, widziałem już wszystko panno Granger - zarumieniłam się jak  burak.
-Ja zdradziłam ci moje nazwisko, teraz ty powiedz mi swoje - dla odwagi jeszcze go pocałowałam i pomyślałam ''O matko zakochałam się''. Dla mnie nie miałoby znaczenia gdyby był nawet Voldemortem, ponieważ i tak bym go kochała.
-Chyba już zgadłaś. Nazywam  się Tom Marvolo Riddle - uśmiechnął się chytrze i przygarnął mnie bliżej siebie przez co znowu się zarumieniłam.Użył na mnie legilimencji.
-Ale ty mówisz serio,serio? - kiwnął głową - dla mnie nie ma to znaczenia i tak mi się podobasz.
Zaczęliśmy się spotykać. Jego nie interesowało to ,że jestem szlamą, mnie nie obchodziło to, że jest Voldemortem.
Po tygodniu przeprowadziłam się do niego. Zostałam śmierciożerczynią od razu po przeprowadzce. Miałam pokój razem z ukochanym, ale chyba tego się raczej domyślacie.
Niektórzy zwolennicy Toma byli oburzeni tym, że ja nieczystej krwi czarownica, zostałam śmierciożerczynią i to w wewnętrznym kręgu.
Na początku sierpnia oficjalnie zostałam panią Riddle.
W ostatni dzień wakacji w przeddzień mojego wyjazdu mój ukochany pokazał mi zaklęcie dzięki, któremu nie widać znaku. Gdy tylko weszliśmy do sypialni ostro zabalowaliśmy. Taka pamiątka przed wyjazdem do szkoły. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że ta noc przyniesie taki piękny owoc.

W Hogwarcie musiałam udawać dalej grzeczną kujonkę.
Zrobiłam to w pociągu. Siedziałam z Wieprzelejem i Grzmoterem w przedziale. Mieli do mnie wyrzuty, że nie przyjechałam do Nory, lecz wykręciłam się tym iż byłam z rodzicami na wakacjach. Uwierzyli. Co za pacany.
Do listopada było wszystko dobrze, ale w tym miesiącu miało się wszystko zacząć - poszukiwania horkruksów.
Zaobserwowałam też, że trochę przytyłam, miałam już kilka razy mdłości, ale zwalałam to na zatrucie.
Wolałam jednak się jeszcze upewnić. Ale teraz nie mam na to czasu. Za pięć minut zaczynają się zajęcia, a pierwsze są eliksiry.
Napisałam karteczkę, żeby móc ją wcisnąć w dłoń Severusa.
Gdy wchodziłam do klasy udało mi się to zrobić. Specjalnie na lekcji sknociłam eliksir i po chwili usłyszałam:
-Panno Granger ma pani dzisiaj szlaban o ósmej i odejmuje dwadzieścia punktów od Gryffindoru.
Reszta lekcji minęła spokojnie. O dwudziestej zjawiłam się w gabinecie Snape'a.
-Pani po co miałem dać pani szlaban? - zapytał sługa mojego męża.
-Muszę skontaktować się z Narcyzą, a jak wiesz mój kominek jest nieczynny.
-Dobrze - ukłonił się, wziął garść proszku Fiuu i przeniósł się do Malfoy Manor.
Po pięciu minutach przyszedł wraz z moją przyjaciółką.
-Severusie proszę abyś zostawił nas same - mężczyzna tylko przytakną i wszedł.
-Hermiono co się stało?-zaniepokoiła się.
-Wydaje mi się, że jestem w ciąży, a nie mam pojęcia jak to sprawdzić.
-Zaraz to sprawdzimy. Podwiń do góry bluzkę, muszę rzucić to zaklęcie na gołą skórę - przytaknęłam i zrobiłam to co kazała. Mgiełka, która po jakimś czasie wyłoniła się z różdżki była zielona.
-Zostaniesz mamą. Gratuluję - powiedziała wprost Pani Malfoy.
-Dziękuję ci Narcyzo, poczekaj chwilę tylko coś napiszę - przywołałam pergamin i pióro.

Kochany,
Chciałabym Ci przekazać dwie dobre wiadomości.
Pierwsza - razem z Weasley'em i Potter'em wyruszamy na początku tego tygodnia z samego świtu. Zamierzam ci ich przyprowadzić do Malfoy Manor za trzy miesiące w lutym.
Druga, bardziej mnie obchodząca - Jestem w ciąży.
Tak, dobrze przeczytałeś zostaniemy rodzicami.
Jestem w trzecim miesiącu.
                                                       Kocham, Hermiona


Zgięłam pergamin i  podałam go Narcyzie.
-Przekaż to proszę mojemu mężowi.
Blondynka tylko przytaknęła. Pożegnałyśmy się i zniknęła w płomieniach.
Reszta tygodnia minęła spokojnie, tylko męczyły mnie poranne mdłości.
Znalazłam w bibliotece zaklęcie na maskowanie ciąży.
W najbliższy poniedziałek wyruszyliśmy. Tak jak się spodziewałam od razu zaczęli poszukiwania, ja sprytnie im to utrudniałam i tak zleciały trzy miesiące. Zniszczyli cztery sztuczne horkruksy, które zamieniałam z prawdziwymi.
Zbliżał się luty, dawno zaczęłam używać zaklęcia maskującego ciążę.Miałam szczęście, że mdłości już mi przeszły.
-Chłopcy kiedy spotkałam paru Śmierciożerców słyszałam jak rozmawiali o tym, że jeden z kawałków duszy Sami-Wiecie-Kogo jest w dworze Malfoyów.
-Ale Herm jak my się tam dostaniemy?-zapytał Wieprzlej.
-Trzeba po prostu wymówić jego imię na V.
-To na trzy Voldemort - powiedział głośno Potter.
Chwilę później zaczęli nas gonić szmalcownicy.
Ja udałam, że się przewróciłam i mnie złapali. Dyskretnie pokazałam im znak.
-Masz udawać, że jestem po ich stronie- zwróciłam się do Scabiora i wskazałam głową na chłopców.
Od razu teleportowaliśmy się do dworu Lucjusza.
Weszliśmy do środka rezydencji. Wyszliśmy zza rogu i zobaczyłam tam Bellę, Narcyzę, Lucjusza i Draco.
-Panowie odprowadźcie te dwie przybłędy do lochu, a mnie zostawcie tę szlamę - krzyknęła Lestrange.
Gdy ciołków nie było już w zasięgu wzroku puścili mnie.
-Witaj pani - każdy się skłonił.
-Czy moglibyście zaprowadzić mnie do jakiejś komnaty i przynieść jakieś szaty ciążowe? - to powiedziawszy zdjęłam zaklęcie maskujące. Nie powiem, każdy się zdziwił moim stanem.
Po godznie byłam już gotowa, a mój małżonek zawiadomiony. Pewnie na mnie czekał, ponieważ mieliśmy raz na zawsze rozprawić się ze złotym chłopcem. Przyszedł po mnie skrzat ogłaszając, że wszyscy czekają.
Gdy zobaczyłam Toma w normalnej postaci podeszłam do niego. Zobaczył mnie i pocałował.
Chwilę później jego twarz była wężowata, a ja stwierdziłam w myślach, że jej nienawidzę, bo ukrywa przystojne oblicze mojego męża.
Pettigrew wprowadził więźniów, a ja miałam na sobie kaptur, który zasłaniał moją twarz, aby mnie nie poznali. Na razie.
-O witam Złotego Chłopca. Gotowy na śmierć? - powiedział lekko sycząc Voldemort
-Gdzie jest Hermiona ty jaszczurze?! - krzyknął Potter.
Wszyscy zaczęli się śmiać włącznie ze mną.
-O nią nie masz się co martwić - wysyczał
-Zabiłeś ją ty potworze, a ja ją kocham! - wrzasnął rudzielec.
Zaśmiałam się nie zważając na to, że robię to jedyna.
-Ty dziwko nie śmiej się! - krzyknęli obaj.
-Nie waż się tak do niej odzywać. Crucio! - powiedział Voldemort celując różdżką w Rona.
Ten zaczął krzyczeć z bólu i padł na podłogę.
-Tom przestań - powiedziałam, a on tak uczynił - Weasley wstań i spójrz na mnie - warknęłam.
Zrobił to niechętnie, ale zrobił.
-Patrz, bo to będzie ostatni obraz w twoim życiu - Wstałam z kolan ukochanego, na których cały czas siedziałam. Zdjęłam kaptur z głowy, a to wywołało szok na twarzach obydwojga.
-Hermiona jak mogłaś? Zdradziłaś nas! - wrzasnął.
-A i zapomniałam, Wesley, Potter jestem w ciąży, a teraz żegnajcie- powiedziałam im -Tom możesz już z nimi kończyć. Wychodzę - jak powiedziałam tak też zrobiłam i aportowałam się do domu
Wygraliśmy, czarna strona zwyciężyła.
Przebrałam się i położyłam spać. Gdy rano się obudziłam wyczułam rękę na moim dużym już brzuszku.
Wojna w Hogwarcie się nie odbyła. Jasna strona się poddała, nie było Złotego Chłopca ,więc nie było możliwości wygranej.
Moja najlepsza przyjaciółka, Ginny, przeszła na stronę moją i mojego męża cieszyłam się.
Tym razem zło było konieczne dla naszej miłości.

KONIEC.


środa, 19 marca 2014

Miłość pokona zło cz.4

Przepraszam za ogromne opóźnienie, ale ostatnimi czasy miałam poważny problem osobisty, który sprawił, że nie miałam weny ani chęci do pisania. Cała miniaturka zajęła 9 stron Worda z czego jestem duma, bo kiedyś moje miniaturki podzielone na części zajmowały najwyżej 4 strony. Mam nadzieję, że wam się podoba :)
_______________
Usłyszała jak ktoś wymawia jej imię. Nie rozpoznała głosu, ale po chwili mogła znów go usłyszeć.
-Hermiona, otwórz już oczy. Proszę. Nie rób sobie ze mnie żartów. - niewątpliwie był to głos mężczyzny. Dziewczyna spróbowała otworzyć oczy, ale nie udało się jej. Próbowała poruszyć ręką. Udało się.
-Dalej Hermiono, wiem, że potrafisz. Otwórz oczy.
Spróbowała i... udało się jej! Zobaczyła rozmazane kontury białego pokoju. Światło odbijające się od białych ścian raziło ją w oczy, więc znów je zamknęła. Po chwili jej powieki podniosły się, a teraz obraz był wyraźny. Rozejrzała się  i zobaczyła, że przy jej łóżku siedzi blondwłosy, uśmiechający się Draco. Odwzajemniła uśmiech i zapytała.
-Gdzie jestem? 
-W Mungu. Dostałaś niezłą klątwą i przez 3 dni byłaś w śpiączce.
Przypomniała sobie wojnę, swoje pierwsze zabójstwo. Jej oczy lekko się zaszkliły. 
-Wygraliśmy?
-Tak. Mówiłem ci, że wygramy. - uśmiechnął się do niej.
-Mówiłeś - powiedziała i w przypływie radości przytuliła go. Chłopak na początku zaskoczony, również ją objął i zagłębił twarz w jej lokach. Hermiona się od niego odsunęła lekko zarumieniona, a on zaśmiał się pod nosem. 
-Jak to się stało? Jak się mają wszyscy? - obrzuciła go pytaniami.
-Potter najpierw umarł, potem zmartwychwstał i epicko zabił najpotężniejszego czarnoksiężnika. Wszyscy cieszyli się jak oszaleli. No w końcu on umarł. I nikt nie zrobił biednemu Voldziowi pogrzebu. - Draco udał smutek, a Hermiona zaśmiała się.
-Och, jakie z niego biedactwo - dziewczyna parsknęła śmiechem, a później dołączył do niej Smok. 
-Wiesz, jak ludzie świętowali? Wszędzie fajerwerki, toasty, a niektórzy nawet z radości latali nago na miotle. - chłopak zaśmiał się - No, ale wiesz, niektórzy mają też żałobę. Na przykład Weasley'owie.
-Co dlaczego?
-Fred nie żyje... - teraz smutek Dracona był autentyczny. Naprawdę lubił tego rudzielca i nie wyobrażał sobie Georga bez jego bliźniaka. 
Hermiona przyłożyła dłoń do ust, a w oczach zalśniły jej łzy. Nie myślała, że ktoś z jej bliskich osób umrze, podczas tej bitwy. Teraz świat bez Freda będzie inny. 
Przytuliła się do Dracona i załkała, a on przygarnął ją do siebie i pocieszał. 
***
Brązowowłosa spędziła jeszcze tydzień w Mungu na obserwacji, mimo, że czuła się już dobrze. Codziennie odwiedzał ją Draco, co jakiś czas przychodził także Harry, Ginny i Luna. W końcu we wtorek mogła wyjść. Spakowała swoją piżamę do skórzanego plecaczka, a ubrała się w czarną koszulkę z Bartem Simpsonem, jeansowe, krótkie ogrodniczki i czarne trampki. Jedno ramiączko ogrodniczek zdjęła, a później wzięła swój bagaż i wyszła z sali. Draco miał odebrać ją spod szpitala. Wyszła więc na ulice Londynu, gdzie było tak tłoczno, że nikt nie zauważył wychodzącej z witryny sklepu dziewczyny. Rozejrzała się i zobaczyła pod drzewem chłopaka o blond włosach. Ruszyła do niego, przeciskając się przez ludzi. On przez ten cały czas śledził ją wzrokiem, opierając się o drzewo, a gdy dotarła do niego uśmiechnął się do niej i przytulił.
-Idziemy?
-Jasne - powiedział i pociągnął za rękę kierując się do bocznej uliczki, skąd mieli się teleportować. W chwili złączenia ich dłoni, obojga przeszedł przyjemny dreszcz i dziwne uczucie. W końcu znaleźli się w ciemnej uliczce i trzymając się za ręce aportowali się do Nory.
Hermiona otworzyła oczy, gdy poczuła z powrotem grunt pod nogami. Nora wciąż wydawała się taka sama. W końcu czy mogło zmienić się po śmierci Freda? Otóż mogło i to dużo. Hermiona przekonała się o tym wchodząc do środka. Atmosfera w pomieszczeniu, od razu dawała znać o żałobie. Domownicy byli smutniejsi, ale nie chorobliwie, ponieważ wiedzieli, że Fred nie pragnąłby aby wszyscy chodzili jak cienie. Dlatego starali się żyć normalnie, ale nie zapominając rudowłosego bliźniaka. Dziewczyna przywitała się z przyjaciółmi, a pani Weasley pobiegła do kuchni, aby nałożyć Hermionie obiadu, bo jak powiedziała schudła i pewnie jej nie dożywiali w tym szpitalu. Tak więc Miona musiała zjeść mimo, że była pełna. Po posiłku spędziła trochę czasu z przyjaciółmi, a później poszła spać.
Następnego ranka obudziło ją łaskotanie w nos. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą Dracona, który gilgotał ją piórkiem po nosie.
-Co robisz?
-Budzę cię - uśmiechnął się lekko
-Dobrze, że nie wylałeś na mnie wody, bo byłbyś właśnie zabijany.
-Nie wpadłem na to. Na Merlina, ale strata... No cóż następnym razem - uśmiechnął się chytrze, po czym połaskotał Mionę po nogach. Ta się zaśmiała i zabrała nogi. Chłopak jednak nie dał za wygraną i rzucił się na nią. Zaczął ją łaskotać po bokach, a Hermiona nie mogła złapać oddechu.
-D...Draco!! Prze-essstań!! P...Proszę! Bła..Błagam! - zaśmiała się
-Nie ma tak łatwo. Musisz jakoś zapłacić - powiedział chytrze ciągle ją łaskocząc.
-Cz...Czegoo chcesssz?!
Smok przestał i pokazał na swoje usta.
-O nie, nie dostaniesz tego. - pokręciła stanowczo głową
-Nie to nie - wrócił do łaskotania śmiejąc się.
-Dddobraa! Z..Zgadzam się! Tttylko pprzestań!
Przestał i zszedł z dziewczyny, a ona usiadła na łóżku, trzymając się za bolący od śmiechu brzuch. Popatrzyła na niego i powiedziała:
-Dziękuję, a teraz muszę iść pomóc pani Weasley - zaczynała już wstawać, gdy Draco złapał ją za rękę, pociągnął z powrotem i przygwoździł do łóżka.
-O nie-e, nie tak się umawialiśmy.
Pochylił się nad nią tak, że ich twarze dzieliły zaledwie milimetry. Powoli przybliżył się jeszcze bardziej, a później musnął lekko jej usta. Gdy nie zaprotestowała, zaczął muskać jej wargi, a później pogłębił pocałunek. Ona oddawała je delikatnie, lecz z każdą chwilą coraz namiętniej. Całowali się jakby jutro nie istniało. W końcu obojgu zabrakło tlenu, więc oderwali się od siebie. Stykali się czołami, patrząc sobie w oczy. Draco uśmiechnął się, a ona to odwzajemniła.
-Kocham Cię Hermiono. - szepnął cicho chłopak
Dziewczyna spojrzała na niego poważnie, wyszukując w jego zachowaniu kłamstwa, a gdy go nie znalazła odpowiedziała.
-Ja ciebie też Smoku. - powiedziała prawdę, którą uświadomiła sobie przed chwilą. Kochała Dracona Malfoy'a, jej byłego wroga.
Rok później
Hermiona właśnie stała przed Draconem ubranym w garnitur. Ona sama ubrana była w białą suknię. Znajdowali się w kościele, stojąc przed ołtarzem. Dziewczyna usłyszała:
-Czy ty Hermiono Granger bierzesz sobie tego oto mężczyznę na męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską?
-Tak.
-Czy ty Draconie Malfoy bierzesz sobie tą oto niewiastę na żonę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską?
-Tak.
-Ogłaszam was mężem i żoną. Pan młody może pocałować pannę młodą.
Draconowi nie trzeba było powtarzać. Objął Hermionę i pocałował ją, a wtedy wybuchł aplauz. Wesele było wspaniałe i bawili się niesamowicie.
11 lat później
-Thomas tylko pamiętaj o sowach! Będziemy tęsknić!
-Dobrze mamo! Ja też!
Hermiona razem z mężem i dwójką dzieci żegnała najstarsze z rodzeństwa, które właśnie wybierało się na pierwszy rok w Hogwarcie. Pamiętała jak sama jechała tym pociągiem. Uśmiechnęła się do Dracona, który z niepokojem patrzył na odjeżdżającą lokomotywę.
-Da sobie radę.
-Wiem, ale boję się, że szkoła nie. Mieszanka naszych charakterów jest niebezpieczna.
-Masz rację - zaśmiała się - Chodźmy już, Marina musi przecież zdążyć na rozpoczęcie zerówki.
-Już idziemy - powiedział blondwłosy, po czym wziął na barana swojego 4 letniego synka.
Oboje spełnili swoje marzenia. Mieli niesamowitą rodzinę i szczęście. Każdego dnia patrzyli na swoje dzieci: 11-letniego Thomasa, który był mieszanką rodziców, 6-letnią Marinę, która była kopią mamusi i 4-letniego Scorpiusa, który był kropka w kropkę jak Draco; i nie mogli się nadziwić, że minęło już 12 lat odkąd wyznali sobie miłość.

poniedziałek, 17 marca 2014

A jednak się udało.

Przepraszam że takie to krótkie
____________________________

Po wydarzeniach z siedemdziesiątych piątych Igrzysk Głodowych nie myślałam, że uda mu się przetrwać.
Z jednej strony jestem załamana, a z drugiej szczęśliwa.
1. Petta jest w Kapitolu na ich łaskach i to jest okropne.
2. Mój mały szkrab, który jest w moim brzuszku przeżył mimo wszystkiego co się stało.
Wszyscy dziwili się moim stanem. Mama uważała, że to za wcześnie na dziecko i to jeszcze w takich czasach. Prim była szczęśliwa że będzie ciocią.
A zdanie innych mnie nie obchodziło.
Pierwotny plan był taki, że miałam uczestniczyć w wojnie. Miałam być ich natchnieniem, lecz nie mogę z jednego ważnego powodu. Ciąża. Nikt nie chce abym narażała małe dzieciąteczko.
Jest sam środek wojny, słyszałam, że uwolnili mojego ukochanego. Biegnę do szpitala, wchodzę do niego i widzę Pettę, a obok chodzących lekarzy.
Zobaczył mnie, a ja zauważyłam, że jego oczy nie są takie jak wcześniej. Teraz widać w nich żądzę mordu. Rzucił mi się do szyi i zaczął mnie dusić. Widziałam tylko fragmenty, jak mnie od niego odciągają. Zemdlałam. 
Obudziłam się tydzień później. Okazało się, że w mojego ukochanego został systematycznie wstrzykiwany jad os gończych, powodujący utratę zmysłów. Pokazywano mu filmy o mnie i wmawiano, że jestem zła.
Przez dwa miesiące nie wychodziłam z pokoju. Mój brzuch jest już widoczny. Spotykam się tylko z mamą i Prim. Nieoczekiwanie przyszedł do mnie Petta, myślałam, że znów będzie próbował mnie zabić lecz nie. Wytłumaczył mi wszystko. Zdziwił się moim stanem, ale wytłumaczyłam mu, że to dziecko jest jego z czego się ucieszył.
Minęło już dużo czasu. Byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, gdy dowiedziałam się iż wygraliśmy wojnę. Została tylko jedna rzecz do wykonania i niestety ja musiałam ją zrobić. Musiałam zabić Snow'a. Wzięłam więc łuk i strzały, i zrobiłam to. Byliśmy wolni od Igrzysk, corocznego zabijania się dla zabawy. Jesteśmy wolni.

Tydzień później zaczęłam rodzić. Przeżyłam czternaście godzin prawdziwej męczarni.
Ale opłacało się. Urodziłam piękną, małą dziewczynką o jasnych włoskach, takich jakie ma jej tata.

SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ
Jestem szczęśliwa. Obecnie jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci: Rue i Finnick'a. Jestem również żoną Petty.
Nigdy nie myślałam, że ja Katniss, kiedyś Everdeen, która nie chciała mieć ani dzieci ani męża poczuje się szczęśliwa grając rolę matki i żony.


KONIEC.



piątek, 14 marca 2014

Drabble

Mam dla was parę drabble :) Mam nadzieję, że nie są złe i wam się spodobają :P Przepraszam, że nie były kiedy miały być, ale nie miałam pomysłu na 4 drabble, a teraz ze względu słonecznej pogody wpadłam na taki.

Drabble 1
Siedział przy stole. Widział jak na niego patrzy. Widział jak zagryza wargę. Jak nieudolnie próbuje ukryć zawstydzenie. Jak udaje, że nic nie robi. Rozbawiło go jej pożądanie w oczach. Spojrzał na Pansy. Schylił się aby powiedzieć jej coś, a ona spłonęła rumieńcem. Pocałował ją namiętnie, kątem oka spoglądając na stół Gryfonów. Była czerwona, a jej oczy ciskały pioruny w stronę czarnowłosej Ślizgonki. Uśmiechnął się i powiedział do siebie:
-Już jesteś moja.
Hermiona Granger właśnie stała się zdobyczą Dracona Malfoy'a.

Drabble 2
Siedziała w Wielkiej Sali. Zachowywała się jak zawsze. Uśmiechnęła się do Ginny. Próbowała ukryć cierpienie przed wszystkimi. W końcu nikt nie powinien tego wiedzieć. Nagle do sali wszedł ON. Platynowe włosy, stalowe, zimne oczy, ironiczny uśmieszek i postawa arystokraty. Jej serce zaczęło krwawić widząc jego kolejną zdobycz. Wyklinała sobie w tej chwili swoją naiwność. Zakochała się w nim, wierzyła, że się zmienił. A ON ją wykorzystał. Zostawił jak zabawkę, która mu się znudziła. Pocieszała się jedynie myślą, że nowa dziewczyna szybko mu się znudzi, tak jak ona i tak jak ona będzie cierpieć. Nie wiedziała jednak, że jego ojciec zagroził mu zabiciem jej. Dlatego Draco Malfoy musiał zostawić Hermionę Granger mimo ogromnej miłości.

Drabble 3
Percy widział jak jego dziewczyna rozmawia i śmieje się z jakimś przystojnym chłopakiem. Byli razem, a ona flirtowała z innym. Gotował się z zazdrości widząc jak nieznajomy obejmuje ramieniem i całuje w policzek jego Annabeth. Gdy się oddalili, Percy wyszedł z Central Parku i wściekły wszedł do mieszkania. Zjadł z mamą obiad i zaszył się w pokoju. Nawet nie myślał o porozmawianiu z Annabeth. . Następnego dnia przyszła do niego Ann. Nie odzywał się do niej.
-Co jest Percy?
-Z kim wczoraj się spotkałaś? Widziałem was.
-Z moim kuzynem. Jesteś zazdrosny? - chłopak zaczerwienił się ze wstydu. Dziewczyna zaśmiała się i usiadła na jego kolanach.
-Kocham Cię wiesz?

Drabble 4
Czwórka przyjaciół siedziała nad jeziorem. Odpoczywali w promieniach słońca. Czarnowłosy chłopak o niebieskich oczach wsłuchał się w śpiew ptaków, dźwięki uderzających o siebie mieczy i dźwięk małych fal. W końcu był spokój i pokój. Mógł odpocząć. Przytulił do siebie blondwłosą dziewczynę, a ona uśmiechnęła się do niego zamykając oczy. Cieszyli się, że wojna z Kronosem dobiegła końca, a oni mogą zacząć żyć jak normalni ludzie. No dobra, jak normalni herosi. Percy zaczął się nudzić, więc otworzył oczy i spojrzał na wodę. Wpadł na diabelski plan. Wyciągnął rękę, spojrzał na kozłonoga i cyklopa leżących koło niego i sprawił, że ciecz z jeziora chlupnęła na nich. Uśmiechnął się, wstając.
-PERCY!!!