Pokazywanie postów oznaczonych etykietą igrzyska śmierci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą igrzyska śmierci. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 grudnia 2014

Po latach



2 strony w Wordzie. 761 słów. 

W sumie nie dużo, ale mi miniaturka się podoba. A wam? 






Spojrzałam na widok rozpościerający się przede mną. Stare, wysokie drzewa idealne jako kryjówka dla wiewiórek. Zielona trawa zryta w niektórych miejscach przez dziki. Nadgryzane grzyby. Siedziałam na środku lasu i odpoczywałam. Był rześki poranek, tak różny od parnych popołudni. Słońce wisiało na niebieskim niebie i grzało lekko. Odchyliłam głowę do tyłu i westchnęłam. Pozwoliłam sobie zapomnieć o przeszłości. Liczył się tylko ten moment. Wdychałam świeże powietrze, a moje uszy pochłaniały każdy szelest drzewa, śpiew ptaka. Zagwizdałam krótką melodię, którą kiedyś ktoś dawno mi wynucił. Rue. Żałowałam, że nie zdołałam jej uratować. Mogłaby teraz żyć spokojnie. Choć mi do spokoju czasem jest daleko. Wciąż nękają mnie obrazy z Igrzysk i wojny. Doceniam to co teraz mam. A mam Peetę i dwójkę moich dzieci: Prim i Finnicka. Peeta jest wspaniały jednak wciąż ma ataki, które sprawiają, że nie wie co jest prawdą, a co nie. Pomagam mu, tak samo jak on pomaga mi. Prim jest mądrą dziewczynką uwielbiającą zwierzęta jak jej ciocia. Finnick to  spokojny chłopiec kochający czytać. Nie muszą się teraz przejmować głodem, za co jestem wdzięczna. Jestem wdzięczna za to, że nie muszą przeżywać tego samego co my. Mają po 8 lat i jeszcze nie wiedzą jak kiedyś wyglądało życie. Oczywiście wiedzą, że jesteśmy tak jakby bohaterami, dzięki którym wojna się skończyła. Ja nie uważam się za bohaterkę. Gdybym nią była, nie musiałoby ginąć tyle ludzi.
Usłyszałam jak kosogłosy odśpiewują melodię Rue i uśmiechnęłam się smutno. Tak miałyśmy dać sobie znak, że wszystko w porządku. Ona nie odpowiedziała. A później umarła.
Teraz położyłam się na ziemi i spojrzałam na chmury. Uwielbiałam to robić, ponieważ chmury nigdy nie miały tego samego kształtu, zawsze były w ruchu i mogły szybko zniknąć. Wiele razy wydawało mi się, że usłyszę wystrzał armaty, który ogłaszał śmierć na Igrzyskach. Jednak to się nigdy nie powtórzy. Już nigdy nie będziemy przeżywać tych koszmarów.
Poczułam na ręce coś gładkiego i ciepłego. Podniosłam głowę i okazało się, że na mojej dłoni leży mały, biały królik. Patrzył na mnie wielkimi oczami i nie zdawał się być przestraszony. Podniosłam się i pogłaskałam go delikatnie drugą ręką. Wydawało mi się, że to mu się podoba. Uśmiechnęłam się. Moja siostra na pewno chciałaby mieć go w domu. Tak samo jak moja córeczka. Były do siebie podobne. Obie dobre, obie dzielne i odważne.
Żałuję, że Prim nigdy nie zazna miłości. Nigdy nie będzie miała dzieci i nigdy już nie będzie się śmiać. Jej śmiech był piękny. Taki prawdziwy. Tak bardzo bym chciała, żeby była obok mnie i zaczęła mnie przekonywać byśmy wzięły królika ze sobą. A ja bym się zgodziła. Bo ją kochałam. Wciąż ją kocham. Z moich oczu pociekły łzy.
-Prim… Dlaczego musiałaś tam stać? Dlaczego nie zostałaś w trzynastce? – Zadawałam pytania pustej przestrzeni.
Mój syn, również ma imię po zmarłej osobie. Finnick. Podczas przebywania w Dystrykcie 13 zbliżyliśmy się do siebie, ponieważ oboje wiedzieliśmy jak to być z dala od ukochanej osoby.
Był dobrym przyjacielem i człowiekiem. Snow go wykorzystywał co jeszcze bardziej wzbudziło we mnie odrazę do zmarłego prezydenta Kapitolu. Finnick został rozszarpany przez zmiechy. Poświęcił się byśmy my mogli uciec i przeżyć. Do końca życia będę czuła się winna. Nie tylko dlatego, że on zginął.
Również dlatego, że zginął Cinna, Prim i wielu innych. To była moja wina, ponieważ to ja zaczęłam wszystko podczas moich pierwszych Igrzysk. To przeze mnie Peeta i ja mieliśmy zjeść trujące jagody.
Jednak po części nie żałuję. Dzięki temu wielu ludzi zostało wyzwolonych i już nigdy nie będą musieli obawiać się o to czy zostaną wylosowani na śmierć.
Wstałam, kiedy w mojej głowie zostało przemyślane już wszystko. Co tydzień przychodziłam w to miejsce i przypominałam sobie polowania z Gale’m i inne rzeczy. Jednak nigdy nie pragnęłam do tego wrócić. Zostawiłam to w tyle.
Złapałam w ręce białego królika i ruszyłam do domu śpiewając Drzewo Wisielców. Uśmiechnęłam się na wspomnienie taty. Tęskniłam za nim.
Kiedy weszłam do domu usłyszałam krzyki moich dzieci.
-Mamo, już jesteś?!
-Tak, skarbie. – odpowiedziałam mojej córce.
Primrose i Finnick przybiegli do mnie i od razu zauważyli małe zwierzątko.
-Proszę. Zdaje mi się, że was polubi. – podałam dzieciom królika, którego nazwały Snow, ze względu na biel futerka.
Wzdrygnęłam się na dźwięk tego imienia, jednak powiedziałam sobie, że to tylko imię. Nie człowiek, który zamienił nasze życie w piekło.
Poszłam do gabinetu Peety, w którym codziennie malował, kiedy ja byłam na zewnątrz. To była jego terapia, a moją było myślenie w lesie. Zapukałam i weszłam. Przytuliłam się do jego pleców nie mówiąc nic. Rozumieliśmy się bez słów.
Peeta odwrócił się do mnie i pocałował. Później spojrzał mi w oczy.
-Kochasz mnie. Prawda czy fałsz?
-Prawda.

poniedziałek, 1 września 2014

Butelka

Witam was wszystkich po wakacjach. Jeśli to czytacie to znak, że wytrwaliście naszą wakacyjną przerwę.
___________________________________

-Mam tego dosyć!! - krzyknęłam.
-Przecież nic się nie dzieje Katniss. - odpowiedziała Effie
-No i właśnie o to chodzi. Igrzyska się skończyły, a my cały czas siedzimy na tyłku nic nie robiąc.
-Mała nie wiem co ci powiedzieć. Jesteśmy szczęśliwi. Ty i wszyscy żyjący zwycięzcy mieszkacie w Kapitolu. Możesz robić wszystko, tak jak to robi Peeta podróżując po świecie albo możesz tak jak Haymitch nie robić nic.
Odpowiedziała fioletowo-włosa siadając na czarnym fotelu oprawionym w skórę.
Nie wytrzymałam tego. Wiem, że nie powinnam tego robić, nie powinnam pić, ale muszę.
Kieruję się w stronę domu mojego dawnego mentora. Nasze stosunki wyszły poza normę. Nie mówię już do niego pan, nie mogę, bo nie traktuję go tak. Wchodzę bez pukania, wiem że i tak by nie otworzył bo albo by mu się nie chciało albo jest zbyt pijany by to zrobić.
Obstawiam to pierwsze, jest jeszcze za wcześnie, by był porządnie nawalony. Jest dopiero czternasta.
Weszłam i zobaczyłam, że siedzi w salonie z napoczętą butelką trunku.
-O Katniss! Jak miło! Napijesz się? - Zapytał mnie wyciągając butelkę w moją stronę.
-Chętnie. - Trochę go to zdziwiło, bo zawsze odmawiałam. Wzięłam trunek od niego z ręki i pociągnęłam porządnie. Był  mocny, ale nie tak jak się spodziewałam. Dopiero chwilę po oddaniu butelki rozejrzałam się po wnętrzu domu. Urządzony jest podobnie do mojego tylko, że dom Haymitch'a jest zawalony pustymi butelkami. Niby zagląda do niego raz w tygodniu sprzątaczka, ale nic to nie daje, bo po kilku dniach znowu jest pełno butelek.
-Mała co się stało? -Nie rozumiałam jego pytania. Zauważył to i kontynuował - Pijesz, więc to musi  być coś na prawdę poważnego. Nigdy wcześniej tak nie robiłaś. - Wyciągnęłam do niego rękę po butelkę lecz on mi jej nie dał. Wstał z fotela i skierował się do barku, z którego wyciągnął jeszcze trzy butelki. Wrócił i podał mi jedną. Otworzyłam ją zahaczając kapslem o stół i ciągnąc w dół. Zrobiłam długi łyk, a potem odpowiedziałam na zadane wcześniej pytanie.
-Tak, dużo się stało. Przyszła do mnie ta fioletowa kukła i oznajmiła, że mam zacząć coś robić jak Petta albo po jakimś czasie skończę jak ty. A mnie nie obchodzi to co ona mi karze mam ją gdzieś i teraz już mnie o nic nie pytaj bo mam wielką chęć się upić i albo to zrobię z tobą albo sama.
-Nie dramatyzuj ja też wolę się upijać w ciszy więc zapomnijmy o wszystkim. Zdrowie - podnosi butelkę a po chwili zaczyna z niej pić.
Nie wytrzymaliśmy długo w ciszy zaczęliśmy rozmawiać już dokładnie nie pamiętam o czym.
Po opróżnieniu połowy barku odezwał się.
-Już hik nie dojdziesz hik do domu hik więc dam ci pokój hik. - Wstaliśmy od  stołu zachwiałam się i zaczęło mi się kręcić w głowie.
Z trudnościami weszliśmy po schodach. Zostałam zaprowadzona do pokoju z dużym łóżkiem. Haymitch podał mi koszulę i pokierował do łazienki która była przyłączona do pokoju. Przebrałam się w jego koszulę i zostawiając ubrania na szafce wyszłam. Nie krępowałam się pewnie to z powodu wypitego alkoholu nie jestem w stanie powiedzieć co piliśmy bo było tego dużo ale w moim żołądku na sto procent znajduje się burbon i cytrynówka położyłam się na łóżku i zasnęłam jedyne co jeszcze pamiętałam to to że Haymitch kładzie się obok mnie.
Rano a przynajmniej mi się tak wydaje budzi mnie czyjś pisk. Otwieram oczy. Mam strasznego kaca.
Podnoszę się do pozycji siedzącej i okrywam pościelą. Widzę przed sobą Effie tym razem jest ubrana na żółto, włosy ma w tym samym kolorze co ubrania.
-Katniss co tu się dzieje szukałam cię przyszłam rano do twojego domu a twoja mama powiedziała że nie wróciłaś na noc. Byłam wszędzie nawet w domu Petty  myśląc że mogłaś się tam zaszyć a znajduję cię w miejscu gdzie bym nie podejrzewała cię znaleźć. Co to ma być !? -wrzeszczy.
-Ciszej - mówimy razem z moim dawnym mentorem do żółto-włosej.
-Effie to nie twoja sprawa co ja robię to jest moje życie i masz nie wchodzić do niego z buciorami.
-Och oczywiście tylko  mnie później o nic nie proś.- wychodzi trzaskając drzwiami co powoduje u mnie kolejny ból głowy - kładę się znowu na poduszkach i zasypiam.
Ty razem budzę się już na stałe odwracam głową w bok myśląc że znajdę tam śpiącego jeszcze Haymitcha lecz jego już tam nie było a jego część była posłana. Wstałam i zobaczyłam na krześle mały stosik ubrań.
Włożyłam je i zeszłam na dół lecz nikogo tam nie zastałam a na stole leżała karteczka:

Idź już matka się o ciebie martwi.


Tak też uczyniłam. Gdy już wróciłam do domu nie mogłam się na niczym skupić nie mam pojęcia dlaczego ale nie mogłam się skupić na niczym chciałam przeczytać książkę gubiłam się w zdaniach gdy pisali o przystojnym mężczyźnie ja wyobrażałam sobie nagi umięśniony tors Haymitcha.
Nie wytrzymałam długo zaledwie tydzień.
Stałam już przed drzwiami zapukałam. Otworzył mi i spytał:
-Co ty tutaj robisz ?
-Wiem że źle postępuje ty jesteś starszy ode mnie ale po naszym ostatnim spotkaniu cały czas o tobie myślałam i wydaje mi się że kocham ciebie.
On nic nie powiedział tylko mnie pocałował i wciągnął do środka.
-Też mi podobasz jestem stary ale czy zgodzisz się zostać moją dziewczyną.
Ja za odpowiedź tylko go pocałowałam

I tak o to po butelce moje życie odwróciło się do góry nogami ale nie negatywnie lecz pozytywnie i na dobre.



poniedziałek, 17 marca 2014

A jednak się udało.

Przepraszam że takie to krótkie
____________________________

Po wydarzeniach z siedemdziesiątych piątych Igrzysk Głodowych nie myślałam, że uda mu się przetrwać.
Z jednej strony jestem załamana, a z drugiej szczęśliwa.
1. Petta jest w Kapitolu na ich łaskach i to jest okropne.
2. Mój mały szkrab, który jest w moim brzuszku przeżył mimo wszystkiego co się stało.
Wszyscy dziwili się moim stanem. Mama uważała, że to za wcześnie na dziecko i to jeszcze w takich czasach. Prim była szczęśliwa że będzie ciocią.
A zdanie innych mnie nie obchodziło.
Pierwotny plan był taki, że miałam uczestniczyć w wojnie. Miałam być ich natchnieniem, lecz nie mogę z jednego ważnego powodu. Ciąża. Nikt nie chce abym narażała małe dzieciąteczko.
Jest sam środek wojny, słyszałam, że uwolnili mojego ukochanego. Biegnę do szpitala, wchodzę do niego i widzę Pettę, a obok chodzących lekarzy.
Zobaczył mnie, a ja zauważyłam, że jego oczy nie są takie jak wcześniej. Teraz widać w nich żądzę mordu. Rzucił mi się do szyi i zaczął mnie dusić. Widziałam tylko fragmenty, jak mnie od niego odciągają. Zemdlałam. 
Obudziłam się tydzień później. Okazało się, że w mojego ukochanego został systematycznie wstrzykiwany jad os gończych, powodujący utratę zmysłów. Pokazywano mu filmy o mnie i wmawiano, że jestem zła.
Przez dwa miesiące nie wychodziłam z pokoju. Mój brzuch jest już widoczny. Spotykam się tylko z mamą i Prim. Nieoczekiwanie przyszedł do mnie Petta, myślałam, że znów będzie próbował mnie zabić lecz nie. Wytłumaczył mi wszystko. Zdziwił się moim stanem, ale wytłumaczyłam mu, że to dziecko jest jego z czego się ucieszył.
Minęło już dużo czasu. Byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, gdy dowiedziałam się iż wygraliśmy wojnę. Została tylko jedna rzecz do wykonania i niestety ja musiałam ją zrobić. Musiałam zabić Snow'a. Wzięłam więc łuk i strzały, i zrobiłam to. Byliśmy wolni od Igrzysk, corocznego zabijania się dla zabawy. Jesteśmy wolni.

Tydzień później zaczęłam rodzić. Przeżyłam czternaście godzin prawdziwej męczarni.
Ale opłacało się. Urodziłam piękną, małą dziewczynką o jasnych włoskach, takich jakie ma jej tata.

SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ
Jestem szczęśliwa. Obecnie jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci: Rue i Finnick'a. Jestem również żoną Petty.
Nigdy nie myślałam, że ja Katniss, kiedyś Everdeen, która nie chciała mieć ani dzieci ani męża poczuje się szczęśliwa grając rolę matki i żony.


KONIEC.



czwartek, 30 stycznia 2014

Miłość po 74

Ta para specjalnie dla Narcyzy Malfoy 
Miałam dodać jutro ale dodaje dzisiaj.
Miłego czytania życzę.

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>



Udało się przeżyłam. Te igrzyska były raczej dziwne. W tym roku mogło wygrać trzech trybutów. Nie wiem dlaczego tak zrobili, dla jeszcze większej ciekawości, a może wzbogacenia w igrzyskach?
Nie wiem, nie obchodzi mnie to, ważne że żyję. Przetrwałam igrzyska, ja Katniss Everdeen.
Ze mną jeszcze dwie osoby, niestety nie z mojego dystryktu.
Cato- Dystrykt 2,nie za bardzo za nim przepadałam, ale musiałam z nim wytrzymać
oraz
Marvel- Dystrykt 1
Po powrocie przeniosłam się z mamą i Prim do wioski zwycięzców. Mieszkało tam tylko dwóch wygranych, ja i Haymitch. Mój mentor.
Pół roku spokojnego życia w dwunastce ,a potem zaczęło się te głupie tournee zwycięzców.
I znowu znalazłam się w tym pociągu, który przyprawia mnie o tyle złych wspomnień.
Dalsze rozmyślenia przerywa mi Haymitch.
-Skarbie wiesz, że najlepszym lekiem na zapomnienie jest alkohol - Podniósł w górę szklankę z jakimś trunkiem.
-Nie dzięki, nie piję tego świństwa.-Wstałam zostawiając go samego, kierując się do pokoju.
Za godzinę dojadę do pierwszego dystryktu. Nasza trójka będzie składać kondolencje nawet, jeśli jest tam jeden wygrany.W końcu musimy, to nasz obowiązek. Ta...na pewno, to rozrywka dla Kapitolu.

Godzinę później

Jestem w dystrykcie pierwszym. Spojrzałam na Cato. To co zobaczyłam w jego oczach, jak patrzył na mnie. Nie była to nienawiść, to było coś innego, ale co, to się jeszcze zobaczy.
Weszliśmy na scenę. Ja miałam powiedzieć, a raczej przeczytać coś do całej jedynki.
Niektórzy wykrzykiwali, że to niesprawiedliwe za co zostali karani. Nie mogłam na to patrzeć, to było okropne. Chciałam krzyczeć, ale ktoś złapał mnie w pasie i zaciągnął do środka budynku. Okazało się, iż był to Cato.
-Po co to zrobiłeś ty głupku?-zaczęłam płakać. Podszedł do mnie mój mentor i zaczął uspokajać.
W drodze do następnych dystryktów jechaliśmy już wszyscy razem.
Miałam koszmar, zaczęłam krzyczeć. Drzwi od mojego pokoju się otwierają, wchodzi chłopak z dwójki.
Obudził mnie, nie wiedziałam co się dzieje.
-Co ty tu robisz?-zapytałam drżącym głosem
-Zaczęłaś krzyczeć, usłyszałem to i przyszedłem sprawdzić co się stało-zaczął się kierować w stronę drzwi ja nie wiem czemu to zrobiłam, ale zrobiłam.
-Zostaniesz ze mną?-on się odwrócił w moją stronę uśmiechnął i powiedział.
-Jeśli tak chcesz, to oczywiście zostanę-nie potrafiłam wydusić żadnego słowa, więc pokiwałam głową. Przesunęłam się na łóżku, żeby miał miejsce do położenia się. Zrobił to, a ja się do niego przytuliłam i zasnęłam. Reszta nocy przeleciała bez żadnych koszmarów, tylko w miarę miłych snach ,które cały czas związane były z chłopakiem który podobał mi się skrycie od dłuższego czasu. Nasi mentorzy znaczy mój i Cato zaproponowali, byśmy ogłosili światu swoje zaręczyny, bo najprawdopodobniej tak jak oni i my nie wyjdziemy do końca życia z tego pociągu i będziemy jeździli w te i z powrotem od Capitolu do dystryktów.
Gdy skończyliśmy tournee przyszedł czas na program u Caesara.
Jak w każdym programie, w którym uczestniczyliśmy, zostaliśmy ubrani w moim przypadku też pomalowani i się zaczęło. Zaprosił nas do studia:
-Katniss słyszeliśmy plotki o tym, że łączy cię coś, z którymś z tych panów-pokazał ręką na Cato i Marvela.
-Och Caesar-zaśmiałam się sztucznie-to nie są plotki to prawda, ale nie wiem czy chcecie o tym słuchać.
Ze strony widowni było słychać głosy które ewidentnie mówiły ''TAK CHCEMY!''
-Może zostawmy na koniec ten ciekawy kąsek, a teraz przejdziemy do rozmów ze zwycięzcami.
-Więc Katniss jak przebiegło tournee? A kto by chciał tego słuchać widzieliśmy oglądaliśmy was ,więc teraz opowiadajcie, który z was jest związany z naszą Igrającą z ogniem.
-Ja -powiedział z dumą Cato.
Na widowni można było słuchać ''UUUUUUUU'' oczywiście to U zachwycające.
-Jak to się stało?-Zaciekawił się prowadzący, ale wiedział ,że innych ciekawiło to równie mocno, jak i jego.
-Wiesz... -odezwałam się i złapałam Cato za rękę- ...jak to się mówi trafiła nas strzała amora i samo się stało.
Potem już rozmawialiśmy o błahych sprawach. Gdy zbliżał się koniec programu dostaliśmy znak od Haymitcha, że przedstawienie czas zacząć.
Blondyn wstał ze swojego miejsca, a wszyscy patrzyli w szoku co ma zamiar zrobić, z ukrytej kieszeni w połyskującej marynarce wyjął pudełko, klęknął przede mną i zapytał:

-Katniss Everdeen czy uczynisz mi ten wspaniały zaszczyt i zgodzisz się zostać moją żoną?-patrzył tylko na mnie i czekał na odpowiedź. Tak jak mnie o to proszono, poczekałam ze dwie minuty trzymając wszystkich w niepewności czy się zgodzę czy nie.
-Tak, z przyjemnością zostanę twoją żoną- wstaliśmy on z klęczka ja z fotela i na pokaz założył mi pierścionek i pocałowaliśmy się. Każdy bez wyjątku wstał ze swojego miejsca, zaczęli bić brawo, a ja jak głupia się cieszyłam, bo jakoś tak przyszło i naprawdę się w nim zakochałam. Nie wiedziałam wtedy co do mnie czuł, bałam się, że on to robi tylko na pokaz.
Już następnego dnia gdy się obudziłam, przebrałam i poszłam do jadalni. Powiedziałam krótkie cześć i zasiadłam do śniadania.W jego połowie do pomieszczenia wparowała Effie z wielkim uśmiechem przyklejonym do twarzy.
-Dopiero się zaręczyliście, a już jest o was głośno! Spójrzcie-włączyła telewizor i usłyszeliśmy.
-Cały Capitol żyje tym, kiedy ślub, jaką suknię będzie miała na sobie panna Everdeen.
-Tak Caesar zgadzam się z tobą, ale było to nie małe zaskoczenie dla nas. Tak nagle, się zaręczyli
Odezwałam się jako pierwsza od włączenia TV.
-Teraz znowu jesteśmy na piedestale Kapitolczyków. Nie ma co super-ostatnie słowa były przesiąknięte sarkazmem.
-Katniss chyba, każdy wiedział, że to się prędzej czy później stanie, a teraz się tym nie przejmuj. Jak wiesz twoją suknię uszyje Cinna-uśmiechnęłam się blado i poszłam do pokoju chciałam, chociaż chwilę pobyć sama ze sobą.


MIESIĄC PÓŹNIEJ, ŚLUB

Stałam przed wielkim ołtarzem w Capitolu. Gdzie indziej miał by się odbyć mój ślub, jak nie tam?
Przede mną i Cato stoi ksiądz w kolorowej świecącej sutannie.
Słyszę słowa mojego narzeczonego:
-Ja Cato, biorę Ciebie Katniss za żonę i ślubuję Ci miłość wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci
Powtarzam te same słowa z tym, że najpierw jest moje imię, a potem jego. Mój, za chwilę, mąż znowu się odzywa, ale tym razem ma ręce obrączkę.



Sama biorę obrączkę dla niego z poduszeczki, którą trzyma mała dziewczynka.
-Katniss przyjmij tę obrączkę, jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Wkłada mi obrączkę na palec.
-Cato przyjmij tę obrączkę, jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Ksiądz:
-Teraz pan młody może pocałować pannę młodą.
Pocałunek. Brawa. Gratulacje. Tyle z tego wszystkiego zapamiętałam.

CZTERY LATA PÓŹNIEJ

Leżę w łóżku z moim kochanym mężem. Miesiąc po ślubie, gdy już nie byliśmy pod ciągłą presją ,wyznał mi, że kocha mnie na prawdę. Też mu to powiedziałam i zaczęliśmy żyć jak prawdziwe małżeństwo.
Słyszę jak bardzo cichutko otwierają się drzwi a chwilę później na łóżko wskakuje moja mała córeczka Rue, która krzyczy
-Rodzice wstawajcie, przyszła ciocia Effie z Wujkiem Haymitchem i małym Markiem.
-Kochanie już wstajemy, a ty zajmij się gośćmi, choć już czuję, że twój wujek dobrał się do alkoholu. Powiedz im, że zejdziemy za pięć minut.- Mała się uśmiechnęła i wyszła zostawiając nas samych.
Cato który dopiero wstał powiedział:
- I kto by pomyślał, że będziemy szczęśliwą rodziną.-przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.
-Tak, też bym się tego nie spodziewała, a teraz mój drogi wstajemy i ubieramy się, bo ja wraz z twoim dzieckiem jesteśmy głodni.-Pogłaskałam się po lekko zaokrąglonym brzuchu. Kto by pomyślał. Ja, która nie chciała mieć ani dzieci ani męża, a teraz bez niech życia sobie nie wyobrażam.