Witajcie!
Musimy wam przekazać jedną wiadomość. Może smutną może nie.
Razem z Persefoną postanowiłyśmy zawiesić bloga. Jest to spowodowane tym, że po prostu nie mamy weny na nic. Wypaliłyśmy się na razie i wrócimy kiedy odzyskamy siłę i wenę. Może to być parę miesięcy, albo tylko 2 tygodnie.
Nie wiemy, ale na razie się żegnamy z wami.
Pozdrawiamy,
Delight i Persefona
niedziela, 18 stycznia 2015
piątek, 2 stycznia 2015
Roczek za nami
Hayden - Crazy
Evelin - Persefona
Dzień
przed rocznicą dziewczyny siedziały w pokoju. Był wczesny ranek, rodzice Hayden
spali tak jak
reszta ludzi. Hayden leżała na dywanie z laptopem, a Evelin zwisała z łóżka głową w dół.
-Może napiszmy coś o Hermionie? – zaproponowała Hayden o brązowych włosach.
-Nie, często o niej piszesz. Może, o Korze i Hadesie? – teraz Evelin podała pomysł.
-Nie o nich też nie, bo mamy ich mnóstwo.
-Igrzyska też odpadają. Nie mam weny.
Obie zgadzały się w tej kwestii. Nie miały chęci pisać o żadnym z tych pomysłów. A przecież zaraz rocznica ich bloga!
-Tak, wiem! – krzyczy dziewczyna ubrana na czarno i zrywa się z podłogi.
-Co? – brunetka też wstaje.
-Słyszałaś to?
-Nope. O co chodzi?
-Słyszałam jakby ziemia się rozstąpiła, a przecież pod nami jest cement.
-Może trzęsienie Ziemi? – Hayden wiedziała, że to nie możliwe. Przecież były w Polsce! Tu nie ma trzęsień ziemi.
-Nie wiem, ale to mnie przeraża. – Zabrała zeszyt z podłogi i wróciła na łóżko.
-Dobra, ja wezmę Danny’ego i sprawdzę. Zostań w domu. – Danny to pies dziewczyny.
-Nie, boję się. Nie jestem nieśmiertelna i mogę umrzeć.
-Prędzej ja. – zaśmiała się nerwowo.
reszta ludzi. Hayden leżała na dywanie z laptopem, a Evelin zwisała z łóżka głową w dół.
-Może napiszmy coś o Hermionie? – zaproponowała Hayden o brązowych włosach.
-Nie, często o niej piszesz. Może, o Korze i Hadesie? – teraz Evelin podała pomysł.
-Nie o nich też nie, bo mamy ich mnóstwo.
-Igrzyska też odpadają. Nie mam weny.
Obie zgadzały się w tej kwestii. Nie miały chęci pisać o żadnym z tych pomysłów. A przecież zaraz rocznica ich bloga!
-Tak, wiem! – krzyczy dziewczyna ubrana na czarno i zrywa się z podłogi.
-Co? – brunetka też wstaje.
-Słyszałaś to?
-Nope. O co chodzi?
-Słyszałam jakby ziemia się rozstąpiła, a przecież pod nami jest cement.
-Może trzęsienie Ziemi? – Hayden wiedziała, że to nie możliwe. Przecież były w Polsce! Tu nie ma trzęsień ziemi.
-Nie wiem, ale to mnie przeraża. – Zabrała zeszyt z podłogi i wróciła na łóżko.
-Dobra, ja wezmę Danny’ego i sprawdzę. Zostań w domu. – Danny to pies dziewczyny.
-Nie, boję się. Nie jestem nieśmiertelna i mogę umrzeć.
-Prędzej ja. – zaśmiała się nerwowo.
Hay
wyszła z domu, a Evelin nie zatrzymywała jej, ponieważ była zbyt zlękniona
chwilową sytuacją. Hayden rozejrzała się wokół domu i po 10 minutach wróciła.
-Co tak długo?
-Słuchaj Ev, musisz ze mną pójść.
-Gdzie?
-No chodź. – Pociągnęła ją za dłoń i wyciągnęła na podwórze.
-Gdzie mnie ciągniesz Hayden? O co chodzi? – Evelin zadawała kolejne pytania.
Brązowowłosa wreszcie stanęła i wskazała ręką przed siebie. Ev spojrzała tam i zobaczyła bladego chłopaka o czarnych włosach. Wyglądał na 14 może 15 lat.
-To jest Nico.
-Kim do cholery jest Nico?
-Jestem tutaj. Nazywam się Nico di Angelo.
-Co tu robisz?
-Znacie mitologię grecką?
-Jasne. – powiedziały zgodnie.
-Okej. Uwierzycie, że istnieją herosi i prawdziwi bogowie olimpijscy?
Dziewczyny trochę się zdziwiły, ale Evelin odezwała się.
-Możemy uwierzyć.
Ev zbliżyła się do Hayden stojącej z psem, ponieważ nie czuła się pewnie w towarzystwie nieznajomego. Sprawiał, że przechodziły ją ciarki na ciele.
Hay wydawała się bardziej zaciekawiona niż przestraszona, jednak wciąż zachowywała czujność.
-Musicie gdzieś teraz pójść. – powiedział to stanowczym, nieznoszącym sprzeciwu głosem.
Obie wiedziały, że muszą się zgodzić, a po za tym były ciekawe gdzie Nico chce je zabrać.
-Dobra, podajcie mi teraz dłonie. – wyciągnął w ich stronę ręce.
Ku zdziwieniu Hayden Evelin pierwsza złapała jego dłoń.
-Hej, czekaj. A co z naszymi rodzicami?
-Według nich jedziecie teraz na wakacje ze znajomymi.
Brązowowłosa miała wątpliwości, jednak złapała wolną dłonią jego rękę. W drugiej trzymała smycz.
Przyjaciółki zobaczyły jak otacza je cień. Wkrótce dostrzegły, że to one stają się cieniem. Poczuły nagły dyskomfort i w jednej chwili stały na wzgórzu przy wysokiej sośnie. Na jednym z konarów, wisiał złoty materiał.
Evelin pierwsza skojarzyła co to jest.
-Czy to jest….
-…. Złote runo? – dokończyła Hay.
-Yup. – po czym po prostu zaczął schodzić ze wzgórza.
-Gdzie idziesz?! - krzyknęła Ev.
On nie odpowiedział, tylko pomachał dłonią żeby szły za nim. Dziewczyny spojrzały na siebie, i zaczęły schodzić.
W miejscu, w którym wylądowały było mnóstwo nastolatków, którzy walczyli ze sobą, zajmowali się polem truskawek i graniem w koszykówkę.
Podbiegły do Nicka, który zmierzał w kierunku wielkiego domu.
-To jest Wielki Dom. Spotkacie się z Chejronem i Panem D. To dyrektorzy obozu.
-A tak w ogóle, to co to za obóz? – spytała Hayden.
-Chejron wam to wytłumaczy.
Cała trójka weszła na ganek, gdzie przy stole siedziało dwóch mężczyzn grających w karty. Jeden siedział na wózku inwalidzkim, a drugi miał na sobie hawajską koszulę i popijał dietetyczną colę.
-Panie D., Chejronie to są Hayden i Evelin.
-Dobrze Nico, możesz odejść.
Chłopak kiwnął głową i odszedł w kierunku domu z obsydianu.
-Witajcie, nazywam się Chejron i jestem instruktorem młodych herosów. To pan D., dyrektor obozu. Co powiedział wam di Angelo?
-Właściwie to nic. Wiemy tylko, że bogowie greccy istnieją. – odpowiedziała Ev.
-Dobrze, usiądźcie, zaraz wszystko wam wyjaśnimy.
-Jesteście teraz w Obozie Półkrwi tudzież Obozie Herosów. Jest to bezpieczne miejsce dla wszystkich dzieci półkrwi, którymi wy również jesteście. Herosi uczą się tutaj walki. Więc jeśli nie macie pytań to możecie iść na śniadanie.
Dziewczyny nie miały pytań, ponieważ były potwornie głodne. Hayden mogła by zjeść konia z kopytami. Zmieniła zdanie, kiedy Chejron zamienił się w centaura.
Poszły razem do pawilonu jadalnego i stanęły w wejściu nie wiedząc gdzie mają usiąść. Centaur polecił im siedzenie przy stole Hermesa. Zrobiły tak i po chwili wszyscy słuchali Chejrona.
-Uwaga! Mamy w naszym gronie dwójkę nowych obozowiczów. To Evelin Sparks i Hayden Lebond. Za chwilę powinny zostać uznane.
Kiedy mówił ostatnie zdanie nad głową Hayden pojawił się niebieski trójząb. Wszyscy spojrzeli na nią i uklękli. Dziewczyna czuła się dziwnie.
-Hayden możesz się przesiąść do stolika Posejdona. – wskazał dłonią na stół przy, którym siedział zielooki chłopak. Hayden miała identyczny kolor oczu. Usiadła tam i spojrzała z wyczekiwaniem na swoją przyjaciółkę. Nagle do pawilonu wszedł chłopak o kozich nogach. Obie dziewczyny wiedziały już kim jest. Był to Grover. Spojrzał z zaskoczeniem na Ev.
-Chejronie co robi tutaj Persefona?
-Grover, o co ci chodzi? To jest Evelin Sparks, nowa heroska.
-Chejronie, chyba jednak nie. – Satyr kłócił się. – Ona jest spowita mgłą. Spójrz.
Nagle centaur rozdziawił usta zaskoczony.
-Persefono? Co ty tutaj robisz?
-Persefono? Przecież to ja Ev. – dziewczyna była równie zaskoczona co Chejron.
Hayden nie wiedziała co się dzieje, ale przyjrzała się dokładniej przyjaciółce. Ta zamigotała i po chwili stała w innej postaci. Hay nie mogła uwierzyć. Jej przyjaciółka wyglądała jak mitologiczna Persefona, córka Demeter i Zeusa.
Do pawilonu przybiegł pan D.
-Chejronie, musimy iść z nią do Zeusa. Wezwał nas.
Centaur pokiwał głową i gestem ręki przywołał do siebie czarnowłosą.
-Nie, nigdzie nie pójdę bez Hayden.
Brązowowłosa jednak nie paliła się do pójścia przed oblicze Gromowładnego. Poprosiła wzrokiem przyjaciółkę na słowo.
-Ev, ja naprawdę chciałabym pójść, jednak nie czuję, że powinnam. Poradzisz sobie.
Evelin nie mogła zmuszać przyjaciółki więc skinęła głową i przytuliła ją. Obie czuły się tak jakby się żegnały.
Po chwili czarnowłosa odeszła z bogiem wina, by spotkać się z Bogiem bogów.
Hayden wróciła do stołu i dopiero teraz spojrzała na przyrodniego brata. Ten wydawał się zdziwiony tym, że ma siostrę. Ona też zdawała się tym przytłoczona.
-Więc… Twoja przyjaciółka to bogini?
-Chyba tak. – Dziewczyna wzruszyła ramionami nie pewna. Wiedziała, że Percy jest fajnym chłopakiem. W końcu przeczytała każdą książkę o nim. Jednak mimo to czuła się dziwnie. Zawsze marzyła o byciu herosem,
a kiedy jej marzenie stało się realne, czuła się niepewnie.
-Ja też potrafię panować nad wodą?
-Tak, spróbuj. – pokazał jej sztuczkę z wodą.
Po chwili ona zrobiła to samo i zamiast jeść bawiła się napojem.
-Po śniadaniu oprowadzę cię po obozie, okej?
-Dobrze.
Zajęli się jedzeniem, wcześniej dając ofiarę bogom i wyszli z pawilonu. Percy zaczął opowiadać o obozie, a Hayden naprawdę starała się go słuchać, jednak nie udawało jej się to, ponieważ wciąż myślała o Evelin. Była ciekawa co teraz się z nią dzieje.
Percy to zauważył i odezwał się.
-Nie martw się, nic się jej nie stanie. A teraz może pokażę ci domek?
Skinęła głową i poszli w kierunku domku numer trzy.
Po paru godzinach Hayden była już zmęczona ciągłym czekaniem, więc postanowiła pójść do Chejrona.
Zapukała do drzwi Wielkiego Domu i weszła słysząc pozwolenie. Od razu poszła do salonu, skąd
dochodziła stara muzyka.
-Witaj Chejronie. Wiadomo już coś o Evelin?
-Niedługo powinna tu być.
Kiedy to powiedział w powietrzu można było wyczuć winogrona i po chwili w salonie pojawił się Dionizos.
Był jednak sam. Hayden do niego podeszła i spytała.
-Panie D. gdzie jest Evelin?
-W Hadesie. Odzyskała pamięć i teraz jest w pełni Persefoną.
-Co? Jak to? Przecież to moja przyjaciółka. Znamy się od dzieciństwa.
-Niestety, to była tylko mgła, ponieważ Persefona postanowiła zaopiekować się tobą i w czasie kiedy
dorastałaś ona również to robiła i dlatego straciła pamięć. Powiedziała, że niedługo cię odwiedzi.
Hayden była trochę zła na Evelin, a raczej na Persefonę, że ta ją okłamywała. Bez słowa wyszła z Wielkiego Domu i powędrowała na plażę. Usiadła na piachu i zdjęła buty. Kiedy dotknęła stopami wody usłyszała głos w głowie.
To dla ciebie córko.
Po chwili woda wyrzuciła na brzeg piękny pierścień z kyanitem.
-Co tak długo?
-Słuchaj Ev, musisz ze mną pójść.
-Gdzie?
-No chodź. – Pociągnęła ją za dłoń i wyciągnęła na podwórze.
-Gdzie mnie ciągniesz Hayden? O co chodzi? – Evelin zadawała kolejne pytania.
Brązowowłosa wreszcie stanęła i wskazała ręką przed siebie. Ev spojrzała tam i zobaczyła bladego chłopaka o czarnych włosach. Wyglądał na 14 może 15 lat.
-To jest Nico.
-Kim do cholery jest Nico?
-Jestem tutaj. Nazywam się Nico di Angelo.
-Co tu robisz?
-Znacie mitologię grecką?
-Jasne. – powiedziały zgodnie.
-Okej. Uwierzycie, że istnieją herosi i prawdziwi bogowie olimpijscy?
Dziewczyny trochę się zdziwiły, ale Evelin odezwała się.
-Możemy uwierzyć.
Ev zbliżyła się do Hayden stojącej z psem, ponieważ nie czuła się pewnie w towarzystwie nieznajomego. Sprawiał, że przechodziły ją ciarki na ciele.
Hay wydawała się bardziej zaciekawiona niż przestraszona, jednak wciąż zachowywała czujność.
-Musicie gdzieś teraz pójść. – powiedział to stanowczym, nieznoszącym sprzeciwu głosem.
Obie wiedziały, że muszą się zgodzić, a po za tym były ciekawe gdzie Nico chce je zabrać.
-Dobra, podajcie mi teraz dłonie. – wyciągnął w ich stronę ręce.
Ku zdziwieniu Hayden Evelin pierwsza złapała jego dłoń.
-Hej, czekaj. A co z naszymi rodzicami?
-Według nich jedziecie teraz na wakacje ze znajomymi.
Brązowowłosa miała wątpliwości, jednak złapała wolną dłonią jego rękę. W drugiej trzymała smycz.
Przyjaciółki zobaczyły jak otacza je cień. Wkrótce dostrzegły, że to one stają się cieniem. Poczuły nagły dyskomfort i w jednej chwili stały na wzgórzu przy wysokiej sośnie. Na jednym z konarów, wisiał złoty materiał.
Evelin pierwsza skojarzyła co to jest.
-Czy to jest….
-…. Złote runo? – dokończyła Hay.
-Yup. – po czym po prostu zaczął schodzić ze wzgórza.
-Gdzie idziesz?! - krzyknęła Ev.
On nie odpowiedział, tylko pomachał dłonią żeby szły za nim. Dziewczyny spojrzały na siebie, i zaczęły schodzić.
W miejscu, w którym wylądowały było mnóstwo nastolatków, którzy walczyli ze sobą, zajmowali się polem truskawek i graniem w koszykówkę.
Podbiegły do Nicka, który zmierzał w kierunku wielkiego domu.
-To jest Wielki Dom. Spotkacie się z Chejronem i Panem D. To dyrektorzy obozu.
-A tak w ogóle, to co to za obóz? – spytała Hayden.
-Chejron wam to wytłumaczy.
Cała trójka weszła na ganek, gdzie przy stole siedziało dwóch mężczyzn grających w karty. Jeden siedział na wózku inwalidzkim, a drugi miał na sobie hawajską koszulę i popijał dietetyczną colę.
-Panie D., Chejronie to są Hayden i Evelin.
-Dobrze Nico, możesz odejść.
Chłopak kiwnął głową i odszedł w kierunku domu z obsydianu.
-Witajcie, nazywam się Chejron i jestem instruktorem młodych herosów. To pan D., dyrektor obozu. Co powiedział wam di Angelo?
-Właściwie to nic. Wiemy tylko, że bogowie greccy istnieją. – odpowiedziała Ev.
-Dobrze, usiądźcie, zaraz wszystko wam wyjaśnimy.
-Jesteście teraz w Obozie Półkrwi tudzież Obozie Herosów. Jest to bezpieczne miejsce dla wszystkich dzieci półkrwi, którymi wy również jesteście. Herosi uczą się tutaj walki. Więc jeśli nie macie pytań to możecie iść na śniadanie.
Dziewczyny nie miały pytań, ponieważ były potwornie głodne. Hayden mogła by zjeść konia z kopytami. Zmieniła zdanie, kiedy Chejron zamienił się w centaura.
Poszły razem do pawilonu jadalnego i stanęły w wejściu nie wiedząc gdzie mają usiąść. Centaur polecił im siedzenie przy stole Hermesa. Zrobiły tak i po chwili wszyscy słuchali Chejrona.
-Uwaga! Mamy w naszym gronie dwójkę nowych obozowiczów. To Evelin Sparks i Hayden Lebond. Za chwilę powinny zostać uznane.
Kiedy mówił ostatnie zdanie nad głową Hayden pojawił się niebieski trójząb. Wszyscy spojrzeli na nią i uklękli. Dziewczyna czuła się dziwnie.
-Hayden możesz się przesiąść do stolika Posejdona. – wskazał dłonią na stół przy, którym siedział zielooki chłopak. Hayden miała identyczny kolor oczu. Usiadła tam i spojrzała z wyczekiwaniem na swoją przyjaciółkę. Nagle do pawilonu wszedł chłopak o kozich nogach. Obie dziewczyny wiedziały już kim jest. Był to Grover. Spojrzał z zaskoczeniem na Ev.
-Chejronie co robi tutaj Persefona?
-Grover, o co ci chodzi? To jest Evelin Sparks, nowa heroska.
-Chejronie, chyba jednak nie. – Satyr kłócił się. – Ona jest spowita mgłą. Spójrz.
Nagle centaur rozdziawił usta zaskoczony.
-Persefono? Co ty tutaj robisz?
-Persefono? Przecież to ja Ev. – dziewczyna była równie zaskoczona co Chejron.
Hayden nie wiedziała co się dzieje, ale przyjrzała się dokładniej przyjaciółce. Ta zamigotała i po chwili stała w innej postaci. Hay nie mogła uwierzyć. Jej przyjaciółka wyglądała jak mitologiczna Persefona, córka Demeter i Zeusa.
Do pawilonu przybiegł pan D.
-Chejronie, musimy iść z nią do Zeusa. Wezwał nas.
Centaur pokiwał głową i gestem ręki przywołał do siebie czarnowłosą.
-Nie, nigdzie nie pójdę bez Hayden.
Brązowowłosa jednak nie paliła się do pójścia przed oblicze Gromowładnego. Poprosiła wzrokiem przyjaciółkę na słowo.
-Ev, ja naprawdę chciałabym pójść, jednak nie czuję, że powinnam. Poradzisz sobie.
Evelin nie mogła zmuszać przyjaciółki więc skinęła głową i przytuliła ją. Obie czuły się tak jakby się żegnały.
Po chwili czarnowłosa odeszła z bogiem wina, by spotkać się z Bogiem bogów.
Hayden wróciła do stołu i dopiero teraz spojrzała na przyrodniego brata. Ten wydawał się zdziwiony tym, że ma siostrę. Ona też zdawała się tym przytłoczona.
-Więc… Twoja przyjaciółka to bogini?
-Chyba tak. – Dziewczyna wzruszyła ramionami nie pewna. Wiedziała, że Percy jest fajnym chłopakiem. W końcu przeczytała każdą książkę o nim. Jednak mimo to czuła się dziwnie. Zawsze marzyła o byciu herosem,
a kiedy jej marzenie stało się realne, czuła się niepewnie.
-Ja też potrafię panować nad wodą?
-Tak, spróbuj. – pokazał jej sztuczkę z wodą.
Po chwili ona zrobiła to samo i zamiast jeść bawiła się napojem.
-Po śniadaniu oprowadzę cię po obozie, okej?
-Dobrze.
Zajęli się jedzeniem, wcześniej dając ofiarę bogom i wyszli z pawilonu. Percy zaczął opowiadać o obozie, a Hayden naprawdę starała się go słuchać, jednak nie udawało jej się to, ponieważ wciąż myślała o Evelin. Była ciekawa co teraz się z nią dzieje.
Percy to zauważył i odezwał się.
-Nie martw się, nic się jej nie stanie. A teraz może pokażę ci domek?
Skinęła głową i poszli w kierunku domku numer trzy.
Po paru godzinach Hayden była już zmęczona ciągłym czekaniem, więc postanowiła pójść do Chejrona.
Zapukała do drzwi Wielkiego Domu i weszła słysząc pozwolenie. Od razu poszła do salonu, skąd
dochodziła stara muzyka.
-Witaj Chejronie. Wiadomo już coś o Evelin?
-Niedługo powinna tu być.
Kiedy to powiedział w powietrzu można było wyczuć winogrona i po chwili w salonie pojawił się Dionizos.
Był jednak sam. Hayden do niego podeszła i spytała.
-Panie D. gdzie jest Evelin?
-W Hadesie. Odzyskała pamięć i teraz jest w pełni Persefoną.
-Co? Jak to? Przecież to moja przyjaciółka. Znamy się od dzieciństwa.
-Niestety, to była tylko mgła, ponieważ Persefona postanowiła zaopiekować się tobą i w czasie kiedy
dorastałaś ona również to robiła i dlatego straciła pamięć. Powiedziała, że niedługo cię odwiedzi.
Hayden była trochę zła na Evelin, a raczej na Persefonę, że ta ją okłamywała. Bez słowa wyszła z Wielkiego Domu i powędrowała na plażę. Usiadła na piachu i zdjęła buty. Kiedy dotknęła stopami wody usłyszała głos w głowie.
To dla ciebie córko.
Po chwili woda wyrzuciła na brzeg piękny pierścień z kyanitem.
Hayden
wzięła go w dłoń i dotknęła niebieskiego kamienia. Nagle pierścień zaczął się
zmieniać w piękny sztylet ze stali stygijskiej. Był idealnie wyważony i czuła
jakby był przedłużeniem jej ręki. Podniosła się z piachu i szepnęła.
-Dziękuję.
Postanowiła pójść na arenę i wypróbować nową broń. Była tam Annabeth, dziewczyna jej brata. Percy je sobie przedstawił, a Hay z książek wiedziała, że walczy ze sztyletem.
-Hej Ann. Mam to. – wskazała na pierścień. – I chciałabym, żebyś nauczyła mnie walczyć.
-Chcesz walczyć pierścieniem?
W tym momencie Hayden nacisnęła kamień i w jej dłoni pojawił się sztylet, który w myślach nazywała Thrien. Podejrzewała, że jest to nowy sztylet, ponieważ nigdy nie słyszała by w mitologii występował pierścień o tym kolorze.
-Wow. Nazwałaś go jakoś?
-Tak, Thrien.
-Dziękuję.
Postanowiła pójść na arenę i wypróbować nową broń. Była tam Annabeth, dziewczyna jej brata. Percy je sobie przedstawił, a Hay z książek wiedziała, że walczy ze sztyletem.
-Hej Ann. Mam to. – wskazała na pierścień. – I chciałabym, żebyś nauczyła mnie walczyć.
-Chcesz walczyć pierścieniem?
W tym momencie Hayden nacisnęła kamień i w jej dłoni pojawił się sztylet, który w myślach nazywała Thrien. Podejrzewała, że jest to nowy sztylet, ponieważ nigdy nie słyszała by w mitologii występował pierścień o tym kolorze.
-Wow. Nazwałaś go jakoś?
-Tak, Thrien.
Przystąpiły
do nauki i po paru minutach zaczęły powoli walczyć. Hayden szybko rozumiała o
co chodzi.
Annabeth po kilku godzinach treningu z brązowowłosą.
-Jeszcze chwilę poćwiczysz i będziesz lepsza od Percy’ego – zaśmiała się.
Annabeth po kilku godzinach treningu z brązowowłosą.
-Jeszcze chwilę poćwiczysz i będziesz lepsza od Percy’ego – zaśmiała się.
Dwa
tygodnie później w Zamku Hadesa można było usłyszeć podniesiony damski głos.
-Hadesie! Nie możesz mnie tutaj więzić. Muszę odwiedzić wreszcie Hayden!
-Już się nią zajęłaś. Wypełniłaś swoją misję.
-Ale to moja przyjaciółka!
-Ona jest zwykłą heroską. Ma nowych przyjaciół.
-Hadesie! Nie możesz mnie tutaj więzić. Muszę odwiedzić wreszcie Hayden!
-Już się nią zajęłaś. Wypełniłaś swoją misję.
-Ale to moja przyjaciółka!
-Ona jest zwykłą heroską. Ma nowych przyjaciół.
-Hadesie!
I tak ją odwiedzę czy tego chcesz czy nie.
-Dobrze, ale to jedyny raz. Następne spotkanie odbędzie się tutaj.
-Dobrze. – Persefona błysnęła i po chwili pojawiła się w Obozie Herosów.
-Dobrze, ale to jedyny raz. Następne spotkanie odbędzie się tutaj.
-Dobrze. – Persefona błysnęła i po chwili pojawiła się w Obozie Herosów.
Był
teraz obiad, a ona zjawiła się na środku pawilonu. Hayden siedziała z bratem
tyłem do niej. Wszyscy spojrzeli na boginię wiosny. Nagle kobieta poczuła
ciężar na szyi. Hayden mocno się do niej przytulała, a po chwili się odsunęła
równie szybko jak ją przytuliła.
-Czemu mnie olewałaś przez dwa tygodnie?!
-Hades. – Persefona powiedziała lekko mrocznym głosem.
-Okej, już rozumiem. – Hay uśmiechnęła się. Obie postanowiły pójść na plażę. Zaczęły rozmawiać o tym co działo się przez dwa tygodnie. Hayden chwaliła się dobrymi walkami sztyletem, a Persefona opowiadała o jej teraźniejszym domu.
Nagle usłyszały niewyraźny dźwięk, który stawał się coraz głośniejszy. Zamigotało im w oczach i po chwili widziały już tylko czerń.
Dziewczyny obudziły się w pokoju Hayden. Spojrzały na siebie zaskoczone.
-Czy to był sen?
-Na to wygląda – brązowowłosa odpowiedziała Evelin.
-Czyli ty nie jesteś herosem.
-A ty nie jesteś Persefoną.
-Na bogów! Chcę spać! – krzyknęły obie.
-Czemu mnie olewałaś przez dwa tygodnie?!
-Hades. – Persefona powiedziała lekko mrocznym głosem.
-Okej, już rozumiem. – Hay uśmiechnęła się. Obie postanowiły pójść na plażę. Zaczęły rozmawiać o tym co działo się przez dwa tygodnie. Hayden chwaliła się dobrymi walkami sztyletem, a Persefona opowiadała o jej teraźniejszym domu.
Nagle usłyszały niewyraźny dźwięk, który stawał się coraz głośniejszy. Zamigotało im w oczach i po chwili widziały już tylko czerń.
Dziewczyny obudziły się w pokoju Hayden. Spojrzały na siebie zaskoczone.
-Czy to był sen?
-Na to wygląda – brązowowłosa odpowiedziała Evelin.
-Czyli ty nie jesteś herosem.
-A ty nie jesteś Persefoną.
-Na bogów! Chcę spać! – krzyknęły obie.
___________________
Prosimy
o oklaski. :) Wam również się należą, bo dzięki wam przetrwałyśmy ten
niesamowicie długi rok. Mamy nadzieję, że ten również spędzimy razem z
obecnymi i przyszłymi czytelnikami. Dziękujemy za tyle wyświetleń i
komentarzy. Tę miniaturkę pisałyśmy razem.
środa, 31 grudnia 2014
Sylwestrowa miniaturka
Życzę wam razem z Panną Crazy szczęścia w nadchodzącym nowym roku.
Zapraszam do czytania
Edytowana przeczytajcie i komentujcie jeśli jeszcze ktoś to czyta.
____________________________________
-Zatańczysz? - Zapytał. Przytaknęłam, złapałam jego dłoń i zaczęliśmy wirować w tańcu. Piosenki przemijały jedna za drugą, a my tańczyliśmy nie zważając na nic. Odchyliłam się i zobaczyłam, że przeszliśmy na bok sali.
Zapraszam do czytania
Edytowana przeczytajcie i komentujcie jeśli jeszcze ktoś to czyta.
____________________________________
Nazywam się Evelin. Jestem nieustraszoną od blisko dwóch lat. Mam przyjaciółkę pomogła mi przejść eliminacje. Dzięki niej jestem najlepsza z pierwszej trójki. Mam pracę sezonową.
Trenuję nowych nieustraszonych z transferu.
Dzisiaj jest trzydziesty pierwszy grudnia. Sylwester. W zeszłym roku udało mi się go ominąć. Ukryłam się w sali od ćwiczeń. Nie lubię takich imprez. Zawsze się na nich dużo pije, a jak przesadzę z alkoholem to mi odbija.
W tym roku nie mam wyjścia. Muszę iść.
A wiem, że będzie tam on. Eric jeden z przywódców, najmłodszy z nich. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Wiem, że głupio to brzmi, ale tak jest.
-Evelin chodźmy do mnie, zostało nam niewiele czasu na przygotowania. Zaledwie cztery godziny! - krzyczy na cały głos moja najlepsza przyjaciółka Silvia.
-Nie drzyj się tak. To chyba dość dużo czasu. Ja poświęcam zawsze na ubranie dziesięć minut. - Podeszłam do niej.
-Oj, dobra chodź już. - Wzięła mnie za rękę i zaciągnęła do swoich kwater.
-Teraz idź się wykąp, a ja przygotuje ci ubrania - Powiedziała zielonowłosa grzebiąca już w szafie.
Nie miałam innego wyboru. Poszłam do łazienki i umyłam się pod prysznicem żelem jagodowym i o tym samym zapachu szamponem.
Wytarłam się i owinęłam w ręcznik. Wyszłam z łazienki i usłyszałam śpiewający głos przyjaciółki.
-Chodź tu do mnie usiądź i czuj się swobodnie.
Wysuszyła mi włosy i zrobiła makijaż. Siedząc przed lustrem zielonowłosa powiedziała.
-Twoje ubranie leży na łóżku.- podeszłam do niego i zobaczyłam to:
-A gdzie bluzka? - Zapytałam, bo nie widziałam jej na kocu.
-Nie ma. - Powiedziała i odwróciła się do lustra kontynuując malowanie.
-Ale przecież będzie widać prawie cały mój tatuaż. - Powiedziałam z żalem.
-Kochana to w takim razie po co go robiłaś jak nikt oprócz mnie go nie widział?
-Bo chciałam mieć tatuaż.
-Dobra nie ważne. Przyniesiesz mi jakieś ubranie z szafy?
-Ale co mam wybrać?- Spytałam już ubrana. Nie za bardzo lubię szpilki, ale jak szaleć to na całego.
-Sukienkę i może jakieś kozaki albo szpilki albo sandałki. Nie ważne ma pasować do sukienki i odsłaniać mój rękaw.
.
Silvia nie myliła się, że te cztery godziny to mało czasu Ledwo się wyrobiłyśmy.
Nie chciałam wychodzić, bo wiedziałam, że wszyscy będą się na mnie gapić. Nie cierpiałam tego.
Ale raz się żyje. Nie po to wybrałam tą frakcję aby się czegoś bać.
Z jamy dochodziła głośna muzyka.
Zaczęłyśmy tańczyć. Najpierw razem. Jakiś czas później zielonooką porwał do tańca Zake, który jest od nas rok starszy.
Zaczęłyśmy tańczyć. Najpierw razem. Jakiś czas później zielonooką porwał do tańca Zake, który jest od nas rok starszy.
W połowie piosenki ktoś do mnie podszedł do tyłu i złapał za biodra. Odwróciłam się i zobaczyłam Erica.
-Zatańczysz? - Zapytał. Przytaknęłam, złapałam jego dłoń i zaczęliśmy wirować w tańcu. Piosenki przemijały jedna za drugą, a my tańczyliśmy nie zważając na nic. Odchyliłam się i zobaczyłam, że przeszliśmy na bok sali.
Zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował. Z wrażenia dopiero po chwili oddałam, z pasją pocałunek.
Wszyscy byli tak pijani, że nie zwrócili uwagi na to, że wziął mnie na ręce. Nie przestając się całować zaniósł mnie do swojego pokoju.
Oderwaliśmy się od siebie. Położył mnie na łóżku.
-Kocham cię. - Powiedział.
Nie byłam w stanie mówić, więc przyciągnęłam go do siebie za poły koszuli i pocałowałam.
Nie byłam w stanie mówić, więc przyciągnęłam go do siebie za poły koszuli i pocałowałam.
Części naszej garderoby były porozwalane we wszystkich kątach sypialni.
Gdy rano się obudziłam czułam się szczęśliwa. Czułam ciepło bijące od niego.
Wyglądał słodko, gdy spał. Zdjęłam delikatnie jego dłoń z mojej talii.
Na palcach wzięłam spodenki, stanik i buty do ręki. Założyłam jego koszulę i wybiegłam z pokoju.
Weszłam do swoich kwater, poszłam się odświeżyć i przebrać.Gdy już to zrobiłam poszłam coś zjeść do jamy. Slivia już tam była. Podeszłam do stołu siadając na przeciw niej.
-Hej, jak było? Przepraszam że cię zostawiłam. - Zrobiła minę ala kotek ze Shrek'a.
-Nic się nie stało.
Jedząc rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się. Nagle Silvia zamilkła w połowie zdania. Nie miałam pojęcia o co jej chodzi. Odwróciłam się, a za mną stał on.
-Porozmawiajmy - powiedział. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć.
-Nie mamy o czym - wróciłam spowrotem do jedzenia.
-Nie mamy o czym - wróciłam spowrotem do jedzenia.
Dosłownie kilka sekund później wisiałam głową do dołu przeżucona przez ramię Erica.
-Co ty robisz puść mnie. Wszyscy się na nas gapią. - Waliłam go pięściami po plecach i szarpałam się.
-Kotku nic ci to nie da jestem za silny. Wyszedł przez drzwi i poszliśmy do miejsca przy wodospadzie.
Puścił mnie, usiadłam a on stał i zapytał:
-Co ty robisz puść mnie. Wszyscy się na nas gapią. - Waliłam go pięściami po plecach i szarpałam się.
-Kotku nic ci to nie da jestem za silny. Wyszedł przez drzwi i poszliśmy do miejsca przy wodospadzie.
Puścił mnie, usiadłam a on stał i zapytał:
-Dlaczego wyszłaś?
-Myślałam że to była jednorazowa przygoda - Powiedziałam.
-A chciałabyś aby tak było? - Usiadł obok mnie.
-Nie.
Uśmiechnął się do mnie, a po chwili przyciągnął tak, że siedziałam na jego kolanach.
-Już nigdy nie uciekaj. - pocałował mnie.
-Nie będę nawet próbować.
TRZY LATA PÓŹNIEJ
Nie uciekłam już nigdy.
Teraz jestem jego żoną i mamy wspaniałego synka.
Teraz jestem jego żoną i mamy wspaniałego synka.
Silvia i Zake są razem i spodziewają się dziecka.
Nigdy nie podejrzewałam, że za jedną imprezę, na którą zostałam zmuszona przyjść, będę dziękować przyjaciółce za to, że kazała mi na niej być.
____________________________________________
To ostatnia miniaturka w tym roku. Życzę wam jeszcze raz szczęścia w nadchodzącym roku.
Wasze Persefona i Panna Crazy
To ostatnia miniaturka w tym roku. Życzę wam jeszcze raz szczęścia w nadchodzącym roku.
Wasze Persefona i Panna Crazy
wtorek, 16 grudnia 2014
Po latach
2 strony w
Wordzie. 761 słów.
W sumie nie
dużo, ale mi miniaturka się podoba. A wam?
Spojrzałam
na widok rozpościerający się przede mną. Stare, wysokie drzewa idealne jako
kryjówka dla wiewiórek. Zielona trawa zryta w niektórych miejscach przez dziki.
Nadgryzane grzyby. Siedziałam na środku lasu i odpoczywałam. Był rześki
poranek, tak różny od parnych popołudni. Słońce wisiało na niebieskim niebie i
grzało lekko. Odchyliłam głowę do tyłu i westchnęłam. Pozwoliłam sobie
zapomnieć o przeszłości. Liczył się tylko ten moment. Wdychałam świeże
powietrze, a moje uszy pochłaniały każdy szelest drzewa, śpiew ptaka.
Zagwizdałam krótką melodię, którą kiedyś ktoś dawno mi wynucił. Rue. Żałowałam,
że nie zdołałam jej uratować. Mogłaby teraz żyć spokojnie. Choć mi do spokoju
czasem jest daleko. Wciąż nękają mnie obrazy z Igrzysk i wojny. Doceniam to co
teraz mam. A mam Peetę i dwójkę moich dzieci: Prim i Finnicka. Peeta jest
wspaniały jednak wciąż ma ataki, które sprawiają, że nie wie co jest prawdą, a
co nie. Pomagam mu, tak samo jak on pomaga mi. Prim jest mądrą dziewczynką
uwielbiającą zwierzęta jak jej ciocia. Finnick to spokojny chłopiec
kochający czytać. Nie muszą się teraz przejmować głodem, za co jestem
wdzięczna. Jestem wdzięczna za to, że nie muszą przeżywać tego samego co my.
Mają po 8 lat i jeszcze nie wiedzą jak kiedyś wyglądało życie. Oczywiście
wiedzą, że jesteśmy tak jakby bohaterami, dzięki którym wojna się skończyła. Ja
nie uważam się za bohaterkę. Gdybym nią była, nie musiałoby ginąć tyle ludzi.
Usłyszałam
jak kosogłosy odśpiewują melodię Rue i uśmiechnęłam się smutno. Tak miałyśmy
dać sobie znak, że wszystko w porządku. Ona nie odpowiedziała. A później
umarła.
Teraz
położyłam się na ziemi i spojrzałam na chmury. Uwielbiałam to robić, ponieważ
chmury nigdy nie miały tego samego kształtu, zawsze były w ruchu i mogły szybko
zniknąć. Wiele razy wydawało mi się, że usłyszę wystrzał armaty, który ogłaszał
śmierć na Igrzyskach. Jednak to się nigdy nie powtórzy. Już nigdy nie będziemy
przeżywać tych koszmarów.
Poczułam na
ręce coś gładkiego i ciepłego. Podniosłam głowę i okazało się, że na mojej
dłoni leży mały, biały królik. Patrzył na mnie wielkimi oczami i nie zdawał się
być przestraszony. Podniosłam się i pogłaskałam go delikatnie drugą ręką.
Wydawało mi się, że to mu się podoba. Uśmiechnęłam się. Moja siostra na pewno
chciałaby mieć go w domu. Tak samo jak moja córeczka. Były do siebie podobne.
Obie dobre, obie dzielne i odważne.
Żałuję, że
Prim nigdy nie zazna miłości. Nigdy nie będzie miała dzieci i nigdy już nie
będzie się śmiać. Jej śmiech był piękny. Taki prawdziwy. Tak bardzo bym
chciała, żeby była obok mnie i zaczęła mnie przekonywać byśmy wzięły królika ze
sobą. A ja bym się zgodziła. Bo ją kochałam. Wciąż ją kocham. Z moich oczu
pociekły łzy.
-Prim…
Dlaczego musiałaś tam stać? Dlaczego nie zostałaś w trzynastce? – Zadawałam
pytania pustej przestrzeni.
Mój syn,
również ma imię po zmarłej osobie. Finnick. Podczas przebywania w Dystrykcie 13
zbliżyliśmy się do siebie, ponieważ oboje wiedzieliśmy jak to być z dala od
ukochanej osoby.
Był dobrym
przyjacielem i człowiekiem. Snow go wykorzystywał co jeszcze bardziej wzbudziło
we mnie odrazę do zmarłego prezydenta Kapitolu. Finnick został rozszarpany
przez zmiechy. Poświęcił się byśmy my mogli uciec i przeżyć. Do końca życia
będę czuła się winna. Nie tylko dlatego, że on zginął.
Również
dlatego, że zginął Cinna, Prim i wielu innych. To była moja wina, ponieważ to
ja zaczęłam wszystko podczas moich pierwszych Igrzysk. To przeze mnie Peeta i
ja mieliśmy zjeść trujące jagody.
Jednak po
części nie żałuję. Dzięki temu wielu ludzi zostało wyzwolonych i już nigdy nie
będą musieli obawiać się o to czy zostaną wylosowani na śmierć.
Wstałam,
kiedy w mojej głowie zostało przemyślane już wszystko. Co tydzień przychodziłam
w to miejsce i przypominałam sobie polowania z Gale’m i inne rzeczy. Jednak
nigdy nie pragnęłam do tego wrócić. Zostawiłam to w tyle.
Złapałam w
ręce białego królika i ruszyłam do domu śpiewając Drzewo Wisielców.
Uśmiechnęłam się na wspomnienie taty. Tęskniłam za nim.
Kiedy
weszłam do domu usłyszałam krzyki moich dzieci.
-Mamo, już
jesteś?!
-Tak,
skarbie. – odpowiedziałam mojej córce.
Primrose i
Finnick przybiegli do mnie i od razu zauważyli małe zwierzątko.
-Proszę.
Zdaje mi się, że was polubi. – podałam dzieciom królika, którego nazwały Snow,
ze względu na biel futerka.
Wzdrygnęłam
się na dźwięk tego imienia, jednak powiedziałam sobie, że to tylko imię. Nie
człowiek, który zamienił nasze życie w piekło.
Poszłam do
gabinetu Peety, w którym codziennie malował, kiedy ja byłam na zewnątrz. To
była jego terapia, a moją było myślenie w lesie. Zapukałam i weszłam. Przytuliłam
się do jego pleców nie mówiąc nic. Rozumieliśmy się bez słów.
Peeta
odwrócił się do mnie i pocałował. Później spojrzał mi w oczy.
-Kochasz
mnie. Prawda czy fałsz?
-Prawda.
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Spotkanie po śmierci.
Zapraszam na pierwszą grudniową miniaturkę. Jest ona z dedykacją dla wszystkich komentujących czytelników.
____________________________________________________________
Nie każdy zna postacie z serialu Teen Wolf, więc postanowiłam je wam przybliżyć.
Lydia zapukała do drzwi mieszkania, które nagle otworzyły się i jej oczom ukazał się Peter - wilkołak, który ją wykorzystywał do zmartwychwstania.
"Ale on jest przystojny" Pomyślała. Lecz nie powiedziała tego na głos.
-Ty. - Cały czas patrzyła się na starszego Hale'a.
-Ja. - Patrzył w zaskoczeniu na rudowłosą.
-Ty - Lydia powtórzyła, bo nie była pewna co innego miała by powiedzieć.
-Ja - znowu odpowiedział tym razem skierował swój wzrok na podłogę
"Nie mogę uwierzyć, że to ta sama dziewczyna" Pomyślał.
-Zapraszam do środka. Powiedział i ustąpił jej miejsca w drzwiach.
-Co cię do mnie sprowadza?
-Co to jest Banshee? - Zapytała wprost.
-Po co ci to wiedzieć?
-Ktoś mi to powie....
Jej ciało przywarło do ściany, a usta połączyły się z wargami Petera.
"Jak on fantastycznie całuje." Pomyślała."Ale powinnam go odepchnąć" Jej myśl poszła w niepamięć, kiedy odwzajemniła pocałunek.
Podniósł ją do góry, a ona oplotła jego biodra nogami i weszli po schodach do sypialni bruneta..... Sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. Po stosunku mężczyzna odpowiedział na jej wcześniej zadane pytanie.
-To zjawa w kobiecej postaci, zwiastująca śmierć w rodzinie. Jest pośrednikiem między zaświatem, a ludźmi, jest szczególnie znana ze swojego żałosnego płaczu lub zawodzenia.
-Słucham? - Zapytała trochę niepewnie, bo nie wiedziała o co mu konkretnie chodzi.
-Gdy tu przyszłaś pytałaś o Banshee.
-Dzięki. Wiesz... - Jej wypowiedź przerwał telefon, który nagle zaczął dzwonić. Rudowłosa wyszła z łóżka w poszukiwaniu telefonu, a Peter tylko się jej przyglądał, aż w końcu powiedział.
-Twoja torebka leży pod moją bluzką.
Sprawdziła. Miał rację. Odebrała.
-Halo.
-Lydia gdzie ty do diabła jesteś? Zniknęłaś trzy godziny temu i nikt cię nie widział.
-Dobrze Allison będę...
-U Scott'a i jak byś mogła weź ze sobą któregoś z Healów .
-Za pół godziny. Dobrze postaram się, ale to nie będzie takie łatwe. - jednak pomyślała, że może łatwe.
Zakończyła połączenie.
Zaczęła się ubierać. Po dwudziestu minutach była gotowa, a Peter czekał na nią przy drzwiach pokoju. Wzięła buty w rękę i zbiegła po schodach.
-Nie zdążę. - Powiedziała i zaczęła jeszcze bardziej się spieszyć.
-Spokojnie - powiedział. - Odwiozę cię.
Założył kurtkę i wziął do ręki kluczyki. Zeszli i dziewczyna zobaczyła samochód swego kochanka.
Czarne audi
-Zapraszam. - Otworzył jej drzwi. Wsiadła. Chwilę później mężczyzna usiadł za kierownicą.
-Pójdziesz tam ze mną? - Zapytała gdy jechali. - Chcieli abym... - Nie dokończyła, bo ją ubiegł.
-Słyszałem twoją rozmowę. Pójdę.
Nie rozmawiali ze sobą, ale to ich nie frustrowało, to była przyjemna cisza.
Gdy dojechali pod dom McColla wysiedli. Zadzwonili dzwonkiem i chwilę później przed parą pojawił się Stiles.
Zaprowadził ich na górę do pokoju Scotta. Weszli.
Zobaczyli spore zgromadzenie będące przy łóżku, w którym leżał chory alfa.
-Co mu jest? - Spytała przestraszona nie na żarty Lydia.
-Ścigał go jakiś łowca. Spytaliśmy mojego tatę czy po opisie rozpoznałby go.
Opisaliśmy mu tego mężczyznę, ale nie miał pojęcia czym on jest, ale znaleźliśmy kulę.
Allison podała ją Peterowi. On podszedł do biurka i wysypał zawartość kuli na blat, powąchał i aż się wzdrygną.
-To jest bardzo rzadki rodzaj tojadu, a dokładniej tojad listkowany. Ma on zamiast kwiatu same liście z fioletowymi plamkami.
-Obawiam się że w składzie moich ziół nie znajduje się odtrutka na ten rodzaj. - Odezwał się Deaton.
-Ale przecież gdy Derek oberwał kulą z tojadem to wystarczyło podpalić i nałożyć na ranę. - powiedział Stiles.
-Ale to jest bardzo rzadka odmiana jak już wspominałem i trzeba zrobić wywar z tojadu. I tak się składa, że ja posiadam właśnie odtrutkę na to.
-Co chcesz w zamian? - odezwał się Stiliński. Wiedział on bowiem, że wujek Dereka nie robił niczego bezinteresownie.
-Chcę ją. - pokazał na Lydię.
-Nie.-odezwał się słabym głosem Scott, który odzyskał na chwilę przytomność.
-Zrobię to. Pójdę z tobą- powiedziała rudowłosa w głębi serca ciesząc się z tego.
Mężczyzna wyszedł z domu alfy i zaczął grzebać w bagażniku samochodu.
Wrócił do zebranych i podał lekarzowi fiolkę z antidotum mówiąc.
-Połowę wlejcie mu do gardła, a drugą połową polejcie mu miejsce gdzie został postrzelony.
A teraz do widzenia. Wychodzimy. - Z ostatnim słowem zwrócił się do Lydii.
Ta pokiwała głową i przytuliła się do Allison, która powiedziała jej na ucho.
-Znajdziemy cię, nie martw się.
Rudowłosa po odejściu krok od przyjaciółki popatrzyła na nią i pokręciła głową.
-Nie musisz. - powiedziała jej tuż przy drzwiach. Uśmiechnęła się do brązowowłosej i wyszła za Peter'em.
Wsiedli do samochodu.
-Gdzie masz zamiar teraz jechać?- Zapytała się Lydia.
-Najpierw do ciebie. - Powiedział parkując pod jej domem - Spakujesz rzeczy i powiesz coś matce. Przyjadę po ciebie za godzinę.
Para rozeszła się do swoich domów po rzeczy.
Godzina później
-Co powiedziałaś? - zapytał Lydii gdy wsiadła do samochodu.
-Nie mogę już znieść tego miasta, dzieją się tu okropne rzeczy, wynoszę się stąd, ale obiecuję będę dzwonić co jakiś czas. Wyszłam z domu, proste. A powiesz mi gdzie teraz masz zamiar pojechać?
-Jedziemy do Nowego Orleanu. Mam tam dom, moja siostra Talia podarowała mi go.
Droga do ich nowego domu minęła znośnie. Wilkołak opowiadał dziewczynie jak tam jest, jak wygląda dom i wiele innych ciekawych rzeczy.
Lydia po dniu pełnym wrażeń położyła się spać w aucie.
Gdy Peter to zauważył przykrył ją swoją kurtką. Reszta drogi upłynęła w ciszy.
Gdy samochód podjechał pod dom, Peter nie miał serca jej budzić, więc wziął Lydię na ręce i zaniósł do sypialni. Położył dziewczynę na łóżku i przykrył kocem, a sam położył się obok i zasnął.
SIEDEM MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Do domu Petera i Lydi ktoś dzwoni. Mężczyzna poszedł sprawdzić kto to, bo nikogo się nie spodziewali.
Otworzył drzwi, a jego oczom ukazała się banda dzieciaków z Beacon Hills.
-Kogoż to moje oczy widzą. - Odezwał się i skierował swój wzrok na dłoń siostrzeńca i Stils'a.
-Przyszliśmy po Lydię - Powiedział stanowczo Scott.
-Kochanie kto przyszedł? - Krzyknęła dziewczyna z salonu.
-Nikt ważny. - Powiedział.
Wszyscy czyli: Scott, Allison, Stiles, Derek, Isaac, spojrzeli na siebie zdziwieni.
-Jak musicie to wejdźcie. - powiedział Peter. Wiedział bowiem, że dziewczyna ucieszy się na ich widok.
Przeszli przez hol do salonu i zauważyli Lydię siedzącą na kanapie przykrytą kocem i jedzącą lody.
-Peter kto przy.. - odwróciła się i zobaczyła swoich przyjaciół.
Gdy Scott i Stiles chcieli do niej podejść, Brunet przeszkodził, warknął i zaznaczył, że dalej przejść nie mogą.
-Tylko ona. - wskazał na Allison - Resztę proszę o wyjście. Derek zostań.
Mężczyźni przeszli do kuchni, a panie zostały w salonie.
Allison od razu zapytała:
-Jak to się stało, że jesteście razem?
-Opowiem ci skróconą wersję bo nie mam chęci i czasu opowiadać, bo zajęło by na, to dłuższy czas.
Brunetka pokiwała .
-Zaczęło się to dnia kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, ale nie chciałam się do tego przyznać przed sobą, ponieważ był zły. Potem gdy umarł byłam jakaś przygnębiona i teraz wiem dlaczego. W dniu, w którym przyszłam do Scott'a razem z Peterem przespałam się z nim, to było coś wspanialego. Przyjechaliśmy tutaj do Nowego Orleanu. Miesiąc po zadomowieniu się tutaj dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży.
Odkryła swój brzuch.
Allison nie mogła uwierzyć jej najlepsza przyjaciółka jest w ciąży z wilkołakiem, którego niedawno chciała zabić.
Lydia odezwała się.
-No to teraz ty mi opowiedz jak wy mnie znaleźliście?
-Szukaliśmy cię od dnia, w którym zniknęliście. Przez ten czas Derek i Stiles zbliżyli się do siebie i po prostu są teraz razem tak samo jak ja i Isaac.
-Bardzo się cieszę, że wam się ułożyło. - Przytuliły się do siebie.
-Jesteś szczęśliwa. Nie wrócisz z nami do miasta, prawda? - Zapytała smutno Allison.
-Tak. - Powiedziała. - Może kiedyś przyjadę, ale to będzie na pewno po porodzie.
-Twoja mama wie?
-Tak, rozmawiamy co tydzień.
-Musimy już iść.
Lydia odprowadziła przyjaciółkę do drzwi. Pożegnały się.
PIĘĆ LATA PÓŹNIEJ - Narracja pierwszoosobowa - Lydia
Jestem szczęśliwa. Moi przyjaciele pogodzili się z tym, że jestem szczęśliwa z ich wrogiem.
Mamy piękną córeczkę Emily, a to jej zdjęcie:
A to my:
Oraz moi przyjaciele, Peter nie był zachwycony, ale nic mu do tego
Te trzy zdjęcia są nad kominkiem.
Jednym zdaniem - jestem szczęśliwa, że wydarzenia potoczyły się tak, a nie inaczej.
Nie każdy zna postacie z serialu Teen Wolf, więc postanowiłam je wam przybliżyć.
Lydia Martin(aktorka: Holland Roden)
Gatunek: Banshee
Druga połówka(w miniaturce): Peter Hale
Gatunek: Banshee
Druga połówka(w miniaturce): Peter Hale
Peter Hale(aktor: Ian Bohen)
Gatunek: Wilkołak
Druga połówka(w miniaturce): Lydia Martin
Allison Argent (aktorka: Crystal Reed)
Gatunek: Człowiek
Druga połówka(w miniaturce): Isaac Lahey
Druga połówka(w miniaturce): Isaac Lahey
Isaac Lahey (aktor: Daniel Sharman)
Gatunek: Wilkołak
Druga połówka(w miniaturce): Alisson Argent
Dereh Hale (aktor: Tyler Hoechlin)
Gatunek: Wilkołak
Druga połówka(w miniaturce): Stiles Stiliński
Stiles Stilinski (aktor: Dylan O'Brien)
Gatunek: Człowiek
Druga połówka(w miniaturce): Derek Hale
Scott McCall (aktor: Tyler Posey)
Gatunek: Wilkołak
Druga połówka(w miniaturce): Brak
Dr.Deaton (aktor: Seth Gilliam)
Gatunek: Człowiek
Druga połówka(w miniaturce): Brak
&^*&^*&^*&^*&^*&^*&^*&^*&^*&^*&^*&^*&^*&^*&^*&^*&^*
Lydia zapukała do drzwi mieszkania, które nagle otworzyły się i jej oczom ukazał się Peter - wilkołak, który ją wykorzystywał do zmartwychwstania.
"Ale on jest przystojny" Pomyślała. Lecz nie powiedziała tego na głos.
-Ty. - Cały czas patrzyła się na starszego Hale'a.
-Ja. - Patrzył w zaskoczeniu na rudowłosą.
-Ty - Lydia powtórzyła, bo nie była pewna co innego miała by powiedzieć.
-Ja - znowu odpowiedział tym razem skierował swój wzrok na podłogę
"Nie mogę uwierzyć, że to ta sama dziewczyna" Pomyślał.
-Zapraszam do środka. Powiedział i ustąpił jej miejsca w drzwiach.
-Co cię do mnie sprowadza?
-Co to jest Banshee? - Zapytała wprost.
-Po co ci to wiedzieć?
-Ktoś mi to powie....
Jej ciało przywarło do ściany, a usta połączyły się z wargami Petera.
"Jak on fantastycznie całuje." Pomyślała."Ale powinnam go odepchnąć" Jej myśl poszła w niepamięć, kiedy odwzajemniła pocałunek.
Podniósł ją do góry, a ona oplotła jego biodra nogami i weszli po schodach do sypialni bruneta..... Sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. Po stosunku mężczyzna odpowiedział na jej wcześniej zadane pytanie.
-To zjawa w kobiecej postaci, zwiastująca śmierć w rodzinie. Jest pośrednikiem między zaświatem, a ludźmi, jest szczególnie znana ze swojego żałosnego płaczu lub zawodzenia.
-Słucham? - Zapytała trochę niepewnie, bo nie wiedziała o co mu konkretnie chodzi.
-Gdy tu przyszłaś pytałaś o Banshee.
-Dzięki. Wiesz... - Jej wypowiedź przerwał telefon, który nagle zaczął dzwonić. Rudowłosa wyszła z łóżka w poszukiwaniu telefonu, a Peter tylko się jej przyglądał, aż w końcu powiedział.
-Twoja torebka leży pod moją bluzką.
Sprawdziła. Miał rację. Odebrała.
-Halo.
-Lydia gdzie ty do diabła jesteś? Zniknęłaś trzy godziny temu i nikt cię nie widział.
-Dobrze Allison będę...
-U Scott'a i jak byś mogła weź ze sobą któregoś z Healów .
-Za pół godziny. Dobrze postaram się, ale to nie będzie takie łatwe. - jednak pomyślała, że może łatwe.
Zakończyła połączenie.
Zaczęła się ubierać. Po dwudziestu minutach była gotowa, a Peter czekał na nią przy drzwiach pokoju. Wzięła buty w rękę i zbiegła po schodach.
-Nie zdążę. - Powiedziała i zaczęła jeszcze bardziej się spieszyć.
-Spokojnie - powiedział. - Odwiozę cię.
Założył kurtkę i wziął do ręki kluczyki. Zeszli i dziewczyna zobaczyła samochód swego kochanka.
Czarne audi
-Zapraszam. - Otworzył jej drzwi. Wsiadła. Chwilę później mężczyzna usiadł za kierownicą.
-Pójdziesz tam ze mną? - Zapytała gdy jechali. - Chcieli abym... - Nie dokończyła, bo ją ubiegł.
-Słyszałem twoją rozmowę. Pójdę.
Nie rozmawiali ze sobą, ale to ich nie frustrowało, to była przyjemna cisza.
Gdy dojechali pod dom McColla wysiedli. Zadzwonili dzwonkiem i chwilę później przed parą pojawił się Stiles.
Zaprowadził ich na górę do pokoju Scotta. Weszli.
Zobaczyli spore zgromadzenie będące przy łóżku, w którym leżał chory alfa.
-Co mu jest? - Spytała przestraszona nie na żarty Lydia.
-Ścigał go jakiś łowca. Spytaliśmy mojego tatę czy po opisie rozpoznałby go.
Opisaliśmy mu tego mężczyznę, ale nie miał pojęcia czym on jest, ale znaleźliśmy kulę.
Allison podała ją Peterowi. On podszedł do biurka i wysypał zawartość kuli na blat, powąchał i aż się wzdrygną.
-To jest bardzo rzadki rodzaj tojadu, a dokładniej tojad listkowany. Ma on zamiast kwiatu same liście z fioletowymi plamkami.
-Obawiam się że w składzie moich ziół nie znajduje się odtrutka na ten rodzaj. - Odezwał się Deaton.
-Ale przecież gdy Derek oberwał kulą z tojadem to wystarczyło podpalić i nałożyć na ranę. - powiedział Stiles.
-Ale to jest bardzo rzadka odmiana jak już wspominałem i trzeba zrobić wywar z tojadu. I tak się składa, że ja posiadam właśnie odtrutkę na to.
-Co chcesz w zamian? - odezwał się Stiliński. Wiedział on bowiem, że wujek Dereka nie robił niczego bezinteresownie.
-Chcę ją. - pokazał na Lydię.
-Nie.-odezwał się słabym głosem Scott, który odzyskał na chwilę przytomność.
-Zrobię to. Pójdę z tobą- powiedziała rudowłosa w głębi serca ciesząc się z tego.
Mężczyzna wyszedł z domu alfy i zaczął grzebać w bagażniku samochodu.
Wrócił do zebranych i podał lekarzowi fiolkę z antidotum mówiąc.
-Połowę wlejcie mu do gardła, a drugą połową polejcie mu miejsce gdzie został postrzelony.
A teraz do widzenia. Wychodzimy. - Z ostatnim słowem zwrócił się do Lydii.
Ta pokiwała głową i przytuliła się do Allison, która powiedziała jej na ucho.
-Znajdziemy cię, nie martw się.
Rudowłosa po odejściu krok od przyjaciółki popatrzyła na nią i pokręciła głową.
-Nie musisz. - powiedziała jej tuż przy drzwiach. Uśmiechnęła się do brązowowłosej i wyszła za Peter'em.
Wsiedli do samochodu.
-Gdzie masz zamiar teraz jechać?- Zapytała się Lydia.
-Najpierw do ciebie. - Powiedział parkując pod jej domem - Spakujesz rzeczy i powiesz coś matce. Przyjadę po ciebie za godzinę.
Para rozeszła się do swoich domów po rzeczy.
Godzina później
-Co powiedziałaś? - zapytał Lydii gdy wsiadła do samochodu.
-Nie mogę już znieść tego miasta, dzieją się tu okropne rzeczy, wynoszę się stąd, ale obiecuję będę dzwonić co jakiś czas. Wyszłam z domu, proste. A powiesz mi gdzie teraz masz zamiar pojechać?
-Jedziemy do Nowego Orleanu. Mam tam dom, moja siostra Talia podarowała mi go.
Droga do ich nowego domu minęła znośnie. Wilkołak opowiadał dziewczynie jak tam jest, jak wygląda dom i wiele innych ciekawych rzeczy.
Lydia po dniu pełnym wrażeń położyła się spać w aucie.
Gdy Peter to zauważył przykrył ją swoją kurtką. Reszta drogi upłynęła w ciszy.
Gdy samochód podjechał pod dom, Peter nie miał serca jej budzić, więc wziął Lydię na ręce i zaniósł do sypialni. Położył dziewczynę na łóżku i przykrył kocem, a sam położył się obok i zasnął.
SIEDEM MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Do domu Petera i Lydi ktoś dzwoni. Mężczyzna poszedł sprawdzić kto to, bo nikogo się nie spodziewali.
Otworzył drzwi, a jego oczom ukazała się banda dzieciaków z Beacon Hills.
-Kogoż to moje oczy widzą. - Odezwał się i skierował swój wzrok na dłoń siostrzeńca i Stils'a.
-Przyszliśmy po Lydię - Powiedział stanowczo Scott.
-Kochanie kto przyszedł? - Krzyknęła dziewczyna z salonu.
-Nikt ważny. - Powiedział.
Wszyscy czyli: Scott, Allison, Stiles, Derek, Isaac, spojrzeli na siebie zdziwieni.
-Jak musicie to wejdźcie. - powiedział Peter. Wiedział bowiem, że dziewczyna ucieszy się na ich widok.
Przeszli przez hol do salonu i zauważyli Lydię siedzącą na kanapie przykrytą kocem i jedzącą lody.
-Peter kto przy.. - odwróciła się i zobaczyła swoich przyjaciół.
Gdy Scott i Stiles chcieli do niej podejść, Brunet przeszkodził, warknął i zaznaczył, że dalej przejść nie mogą.
-Tylko ona. - wskazał na Allison - Resztę proszę o wyjście. Derek zostań.
Mężczyźni przeszli do kuchni, a panie zostały w salonie.
Allison od razu zapytała:
-Jak to się stało, że jesteście razem?
-Opowiem ci skróconą wersję bo nie mam chęci i czasu opowiadać, bo zajęło by na, to dłuższy czas.
Brunetka pokiwała .
-Zaczęło się to dnia kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, ale nie chciałam się do tego przyznać przed sobą, ponieważ był zły. Potem gdy umarł byłam jakaś przygnębiona i teraz wiem dlaczego. W dniu, w którym przyszłam do Scott'a razem z Peterem przespałam się z nim, to było coś wspanialego. Przyjechaliśmy tutaj do Nowego Orleanu. Miesiąc po zadomowieniu się tutaj dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży.
Odkryła swój brzuch.
Allison nie mogła uwierzyć jej najlepsza przyjaciółka jest w ciąży z wilkołakiem, którego niedawno chciała zabić.
Lydia odezwała się.
-No to teraz ty mi opowiedz jak wy mnie znaleźliście?
-Szukaliśmy cię od dnia, w którym zniknęliście. Przez ten czas Derek i Stiles zbliżyli się do siebie i po prostu są teraz razem tak samo jak ja i Isaac.
-Bardzo się cieszę, że wam się ułożyło. - Przytuliły się do siebie.
-Jesteś szczęśliwa. Nie wrócisz z nami do miasta, prawda? - Zapytała smutno Allison.
-Tak. - Powiedziała. - Może kiedyś przyjadę, ale to będzie na pewno po porodzie.
-Twoja mama wie?
-Tak, rozmawiamy co tydzień.
-Musimy już iść.
Lydia odprowadziła przyjaciółkę do drzwi. Pożegnały się.
PIĘĆ LATA PÓŹNIEJ - Narracja pierwszoosobowa - Lydia
Jestem szczęśliwa. Moi przyjaciele pogodzili się z tym, że jestem szczęśliwa z ich wrogiem.
Mamy piękną córeczkę Emily, a to jej zdjęcie:
A to my:
Oraz moi przyjaciele, Peter nie był zachwycony, ale nic mu do tego
Te trzy zdjęcia są nad kominkiem.
Jednym zdaniem - jestem szczęśliwa, że wydarzenia potoczyły się tak, a nie inaczej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















