Walentynki! Osobiście nie lubię tego święta, bo kochać trzeba cały czas, a nie tylko jednego dnia, ale większość z was pewnie je uwielbia. Napisałam Percabeth, bo dawno nie było :)
Wesołych Walentynek! <3
_________________
Annabeth od paru dni czuła, że Percy coś przed nią ukrywa. Mieszkali w końcu razem i zdążyła zauważyć jego nerwowe zachowanie i potajemne wymykanie się z domu. Chodzili ze sobą już od 2 lat, a od tygodnia, miała wrażenie, że Percy ją zdradza. Nie chciała jednak w to wierzyć, dlatego postanowiła na razie się tym nie przejmować. Jeśli za parę dni nic się nie zmieni będzie zmuszona coś zrobić.
Przygotowywała właśnie obiad, gdy do mieszkania, wpadł jej chłopak. Wyglądał na zgrzanego, jakby biegł.
-Co się stało? - spytała podejrzliwie
-Nic, po prostu chciałem być szybko w domu - powiedział i pocałował ją w policzek
Gdy skończyła gotować, nakryła do stołu i razem z Percy'm zaczęli jeść. Zaraz po obiedzie, Percy znów wyszedł tłumacząc się nawałem pracy. Gdy tylko drzwi się zamknęły z cichym trzaskiem, Annabeth westchnęła i oparła brodę o rękę. Wpatrywała się w ścianę, dopóki nie poczuła piasku pod oczami. Postanowiła położyć się spać. Gdy leżała już na łóżku szybko zasnęła.
Rano obudziła się wyspana. Obok niej pochrapywał słodko Percy. Uśmiechnęła się lekko i przeczesała jego niesforne włosy. Wstała i wyjrzała za okno. Przed nią rozpościerał się widok na Manhattan. Całe miasto pokryte było białym puchem. Uwielbiała zimę. Wszystko wydawało sie jej wtedy bardziej magiczne, piękniejsze. Postanowiła wybrać się dziś na zakupy. Ubrała się w czarne rurki, zielony sweter dłuższy z tyłu i koturny zimowe za kostkę. Włosy związała w grubego warkocza i założyła kurtkę. Napisała Percy'iemu na karteczce gdzie się wybiera i wyszła, wcześniej zabierając szalik, rękawiczki i torebkę. Przemierzała ulice Nowego Yorku rozglądając się po wystawach. Wszędzie widać było różowe serduszka i małe amorki. Zbliżały się Walentynki.
Parę dni później, Percy jak zwykle wrócił wieczorem. Miała tego dość, jednak dziś nie miała siły na kłócenie się z nim. Postanowiła porozmawiać z nim jutro. Gdy wstała, zobaczyła zamiast Percy'iego po drugiej stronie łóżka, czerwoną karteczkę, na poduszce.
Niedługo wrócę.
Napisał tylko tyle, przez co Annabeth bardzo się zdenerwowała. Nie wyjaśnił nawet gdzie idzie. Gdy wróci, da mu do zrozumienia, że ma dość.
Chłopak wrócił około 16. Gdy wszedł do mieszkania, w salonie czekała na niego blondwłosa. Miała poważną minę, ale z oczu tryskała wściekłość.
-Nie długo wrócisz, tak? Jest 16, a ty wyszedłeś wcześnie.
Mówiła spokojnie, ale Percy wyczuł, że jest to bardzo niebezpieczny spokój.
-Kochanie miałem coś w pracy. Bardzo ważne i dlatego mnie wezwali. - powiedział z lekkim zająknięciem
-Od dwóch miesięcy masz tyle roboty w pracy? Przecież ty pracujesz jako swój własny szef! - ciskała piorunami
-Ale nie mogłem nic zrobić.
-Zdradzasz mnie? To dlatego na twoich ubraniach czuję damskie perfumy?! - Annabeth była wściekła. Wreszcie wyznała to co od paru dni podejrzewała.
Percy powąchał koszulę i przeklął cicho. Cholerna dziewczyna!
-Annabeth to nie tak. Ja pracuję z kobietą i to dlatego!
-Och nie kłam już. Wyprowadzam się do taty. - powiedziała i ze łzami w oczach poszła do sypialni, gdzie zaczęła się pakować. Gdy skończyła w salonie wciąż stał Percy. Podszedł szybko do niej i zabrał torbę.
-Oddaj mi to! - próbowała wyrwać swój bagaż z jego silnych rąk, ale nie udało się jej
-Nie! Dobra, miałem to zrobić kiedy indziej, gdzie indziej, ale niech będzie. - powiedział zrezygnowany
Ukląkł na jedno kolano, a z marynarki wyciągnął małe czerwone pudełeczko.
-Annabeth, uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - powiedział otwierając pudełko
W środku leżał piękny srebrny pierścionek z oczkiem koloru morskiego. Dziewczyna od razu znieruchomiała. Wściekłość zupełnie z niej wyparowała, a zastąpiło ją rozczulenie. Zatkała usta dłonią i rzuciła mu się na szyję.
-TAAK! Zgadzam się! Tak, tak, tak!
Pocałowali się namiętnie, a gdy skończyli Percy założył jej pierścionek.
-Byłoby piękniej, gdybyś nie zrobiła afery.
-Ja? Ja robiłam jakąś aferę? - spytała udając zaskoczenie
-No, a kto?
-Nie moja wina, że mój chłopak od 2 tygodni nie ma dla mnie czasu.
-Narzeczony. - przypomniał jej - To dlatego, że przygotowywałem wszystko na tą okazję i chciałem aby dzisiejsze walentynki były idealne. Thalia mi pomagała.
-Dziś są walentynki?
-Tak, a teraz idź się pięknie ubierz.
Zrobiła to co powiedział i po 30 minutach stała przed nim ubrana w biało-czarną sukienkę.
Percy pocałował ją lekko.
-Pięknie wyglądasz - zamruczał
-Dziękuję
Chłopak złapał ją za rękę i zaprowadził na dwór. Weszli do samochodu i po 20 minutach byli u celu. Okazało się, że Percy zaczął prowadzić ją na dach wieżowca. Gdy się tam znaleźli Annabeth od razu poczuła ciepło.
-Zaklęcie takie samo jak w obozie Herosów. - uśmiechnął się i zaprowadził ją do stojącego dalej stoliku. Przygotowana była tam kolacja.
-Pięknie. Postarałeś się - w nagrodę chłopak dostał buziaka
Spędzili razem wspaniały wieczór zakrapiany wykwintnym winem. Od tamtej pory Annabeth wspominała niesamowite oświadczyny i opowiadała to dzieciom. Od 25 lat pamiętała o każdych walentynkach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walentynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walentynki. Pokaż wszystkie posty
piątek, 14 lutego 2014
Bogowie też mogą obejść walentynki
Walentynki 14 lutego postanowiłam uczcić, jak zwykła śmiertelniczka niczym zakochana kobieta. Wprawdzie byłam i jestem Boginią, Panią Podziemia, żoną Pana umarłych Hadesa.
Szczęście mi sprzyjało i mego męża nie było akurat w zamku.
Zaczęłam wycinać czarne serduszka oraz napis 14 LUTEGO WALENTYNKI.
Tak żeby było romantycznie. Po godzinie wszystko było gotowe, ozdoby i wystawna kolacja. Usłyszawszy huk zamykanych drzwi zapaliłam świeczki. Po chwili w salonie pojawił się Hades. Gdy otaksował pokój spojrzeniem, zauważyłam w jego oczach, że nie jest zadowolony.
-Persefono co to, do najciemniejszych otchłani Tartaru, ma być?-wrzasnął
-Spokojnie - powiedziałam- w świecie ludzi jest taki obyczaj, Walentynki i ja po prostu chciałam zobaczyć, jak to jest poczuć się jak śmiertelniczka-zrobiłam błagalne oczka, na które mój jakże szanowny małżonek zawsze się nabierał -Proszę uczcijmy ten obrzęd.
-Och no dobrze, ale tylko ten raz. Przecież nie chcemy się do nich upodabniać.
Zasiedliśmy do posiłku wypiliśmy do tego wino o które specjalnie poprosiłam Dionizosa. Chciałam jedną butelkę, jednak on mi przysłał całą skrzynkę.Ale wróćmy na właściwy tor.
Pierwsze dwie butelki wypiliśmy przy stole a następne cztery już po przeniesieniu się na kanapę.
Odstawiliśmy kieliszki, zaczęliśmy się całować pragnąc swojego dotyku.
Sama nie wiem jak to się stało iż znaleźliśmy się w sypialni a dokładniej w łóżku.
Pozbywaliśmy się w szybkim tempie ubrań.Stało się to co miało się stać.Na końcu opadliśmy zmęczeni na poduszki i zasnęliśmy.
Następnego dnia obudziłam się dziwnie szczęśliwa i już po chwili wiedziałam dlaczego. Zawsze, gdy wstawałam, Hadesa nie było, ale dzisiaj jego ręka leżała na moich biodrach, a on sam był przytulony do moich pleców.
Przez następne trzy tygodnie nic ważnego się nie wydarzyło. Lecz nagle pewnego ranka obudziły mnie mdłości wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do łazienki.
Bez wiedzy mojego męża, który coraz rzadziej bywał w domu postanowiłam udać się do Asklepiosa ,żeby mnie zbadał, a gdy poprosiłam go, aby zachował to w tajemnicy, z własnej woli zarzekł się na Olimp.
Po wróceniu do domu usiadłam załamana na fotelu. Miałam podejrzenia, że jestem w ciąży, ale żeby być pewną użyliśmy urządzenia śmiertelnych nazywa się USG i to potwierdziło nasze przypuszczeniach. Jednak to nie niemożliwe. Hades sam przyznał, że po zesłaniu do podziemi nie może mieć potomstwa a jak wiem, on nigdy nie kłamie. W takiej pozie zastał mnie mój mąż, podszedł do mnie.
-Kochana powiesz mi co się stało, że jesteś taka...taka zaszokowana?- uklęknął przy mnie i złapał za rękę.
-Mówiłeś mi, że po zesłaniu tutaj nie możesz mieć dzieci. Mówiłeś prawdę? -spojrzałam mu w oczy.
-Tak, ale ja dalej nie rozumiem o co ci chodzi.
Opowiedziałam mu całą historię z dzisiejszego dnia. Nie powiem, wściekł się trochę, ale potem mu przeszło. Dałam mu kartkę i pokazałam mały punkcik na niej.
-Spójrz to jest nasze dziecko-chwile to potrwało zanim do niego dotarło, że zostanie boskim rodzicem.
-Ale kochana ja nie wiem jak to się stało. Jutro pójdziemy na Olimp i spróbujemy to wyjaśnić - pokiwałam głową. Chciałam już iść, ale zatrzymał mnie gestem ręki.
-Jeszcze jedno. Zabraniam, powtarzam ZABRANIAM ci chodzić w tych sukniach z gorsetami.
-Ale ja nie mam innych ubrań, a nago chodzić nie będę-powiedziałam
-Nie powiem ta druga opcja mi pasuje, ale masz rację.
Pstrykną palcami i w jego rękach pojawiły się trzy rzeczy:
1.Dresy.
2.Luźna czarna koszulka
3.Czarna sukienka do kostek, która w żadnym miejscu nie była opięta.
-Persefono to są ubrania ludzi-ostatnie słowa powiedział z odrazą-Ale masz je nosić.
Przytaknęłam tylko i poszliśmy do sypialni spać.
Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie. Założyłam sukienkę, bo wiedziałam, że po południu idziemy na Olimp
Gdy wrócił przyszły tatuś poszliśmy do siedziby Bogów. Chyba mieli jakąś naradę, bo było słychać rozmowy.
Ale on nic sobie z tego nie zrobił.
Przed wejściem kazał mi dać zdjęcie. Otworzył wrota.
Po naszym ,,wtargnięciu'' pierwszy odezwał się mój ojciec Zeus.
-Hadesie co ty tutaj robisz? Nie często tu przychodzisz.
-Wierz mi, gdybym nie musiał nie widziałbyś mnie tu-warknął
-Więc co się stało? - odezwał się Posejdon.
-To- pokazał na mnie.
-Nie rozumiem. Chodzi o moją córkę? Wyrażaj się jasno-powiedziała Demeter
-Może ja to wyjaśnię, bo jak widać Hades jest wściekły.
Bogowie tylko przytaknęli na moją propozycję.
-Wczoraj dowiedziałam się, że jestem w stanie błogosławionym.
Na twarzach olimpijczyków malowało się zdziwienie, a u niektórych też i odraza.
-A przecież wiadomo że on- pokazałam na męża-nie może mieć dzieci-dokończyłam swoją wypowiedź.
-Niestety my też nie wiemy jak to się mogło stać-odpowiedział mój ojciec.
-Chyba, że...-odezwała się bogini mądrości-...ktoś przy tym namieszał.
Skierowała swój wzrok na Afrodytę i Herę.
-Czy macie z tym coś wspólnego?-zagrzmiał Zeus.
-Kochany, nie denerwuj się. Tak to nasza sprawa-powiedziała Hera
-Dlaczego to zrobiłyście?-zapytałam
-Dla ciebie Koro, dla ciebie- odpowiedziała Afrodyta.
-Ale przecież ja nigdy nie myślałam ani nie mówiłam, że chcę mieć dziecko.
-Nie pamiętasz tego, ale my tak. Jak byłaś mała chciałaś tego, a my ci to teraz umożliwiłyśmy.
-Ale nie powinnyście tego robić bez naszej wiedzy.
-Pamiętaj, że u nas dzieci są w łonie matki rok, a nie dziewięć miesięcy jak u śmiertelników.
Pożegnawszy się wzięłam Hadesa za rękę, wróciliśmy do domu.
Zmieniło się kilka rzeczy od tego czasu:
1.Hades spędzał ze mną każdą wolną chwilę. 2.Spełniał wszystkie moje zachcianki.
Dokładnie w następne walentynki przyszłaś na świat ty Koro.
KONIEC
Szczęście mi sprzyjało i mego męża nie było akurat w zamku.
Zaczęłam wycinać czarne serduszka oraz napis 14 LUTEGO WALENTYNKI.
Tak żeby było romantycznie. Po godzinie wszystko było gotowe, ozdoby i wystawna kolacja. Usłyszawszy huk zamykanych drzwi zapaliłam świeczki. Po chwili w salonie pojawił się Hades. Gdy otaksował pokój spojrzeniem, zauważyłam w jego oczach, że nie jest zadowolony.
-Persefono co to, do najciemniejszych otchłani Tartaru, ma być?-wrzasnął
-Spokojnie - powiedziałam- w świecie ludzi jest taki obyczaj, Walentynki i ja po prostu chciałam zobaczyć, jak to jest poczuć się jak śmiertelniczka-zrobiłam błagalne oczka, na które mój jakże szanowny małżonek zawsze się nabierał -Proszę uczcijmy ten obrzęd.
-Och no dobrze, ale tylko ten raz. Przecież nie chcemy się do nich upodabniać.
Zasiedliśmy do posiłku wypiliśmy do tego wino o które specjalnie poprosiłam Dionizosa. Chciałam jedną butelkę, jednak on mi przysłał całą skrzynkę.Ale wróćmy na właściwy tor.
Pierwsze dwie butelki wypiliśmy przy stole a następne cztery już po przeniesieniu się na kanapę.
Odstawiliśmy kieliszki, zaczęliśmy się całować pragnąc swojego dotyku.
Sama nie wiem jak to się stało iż znaleźliśmy się w sypialni a dokładniej w łóżku.
Pozbywaliśmy się w szybkim tempie ubrań.Stało się to co miało się stać.Na końcu opadliśmy zmęczeni na poduszki i zasnęliśmy.
Następnego dnia obudziłam się dziwnie szczęśliwa i już po chwili wiedziałam dlaczego. Zawsze, gdy wstawałam, Hadesa nie było, ale dzisiaj jego ręka leżała na moich biodrach, a on sam był przytulony do moich pleców.
Przez następne trzy tygodnie nic ważnego się nie wydarzyło. Lecz nagle pewnego ranka obudziły mnie mdłości wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do łazienki.
Bez wiedzy mojego męża, który coraz rzadziej bywał w domu postanowiłam udać się do Asklepiosa ,żeby mnie zbadał, a gdy poprosiłam go, aby zachował to w tajemnicy, z własnej woli zarzekł się na Olimp.
Po wróceniu do domu usiadłam załamana na fotelu. Miałam podejrzenia, że jestem w ciąży, ale żeby być pewną użyliśmy urządzenia śmiertelnych nazywa się USG i to potwierdziło nasze przypuszczeniach. Jednak to nie niemożliwe. Hades sam przyznał, że po zesłaniu do podziemi nie może mieć potomstwa a jak wiem, on nigdy nie kłamie. W takiej pozie zastał mnie mój mąż, podszedł do mnie.
-Kochana powiesz mi co się stało, że jesteś taka...taka zaszokowana?- uklęknął przy mnie i złapał za rękę.
-Mówiłeś mi, że po zesłaniu tutaj nie możesz mieć dzieci. Mówiłeś prawdę? -spojrzałam mu w oczy.
-Tak, ale ja dalej nie rozumiem o co ci chodzi.
Opowiedziałam mu całą historię z dzisiejszego dnia. Nie powiem, wściekł się trochę, ale potem mu przeszło. Dałam mu kartkę i pokazałam mały punkcik na niej.
-Spójrz to jest nasze dziecko-chwile to potrwało zanim do niego dotarło, że zostanie boskim rodzicem.
-Ale kochana ja nie wiem jak to się stało. Jutro pójdziemy na Olimp i spróbujemy to wyjaśnić - pokiwałam głową. Chciałam już iść, ale zatrzymał mnie gestem ręki.
-Jeszcze jedno. Zabraniam, powtarzam ZABRANIAM ci chodzić w tych sukniach z gorsetami.
-Ale ja nie mam innych ubrań, a nago chodzić nie będę-powiedziałam
-Nie powiem ta druga opcja mi pasuje, ale masz rację.
Pstrykną palcami i w jego rękach pojawiły się trzy rzeczy:
1.Dresy.
2.Luźna czarna koszulka
3.Czarna sukienka do kostek, która w żadnym miejscu nie była opięta.
-Persefono to są ubrania ludzi-ostatnie słowa powiedział z odrazą-Ale masz je nosić.
Przytaknęłam tylko i poszliśmy do sypialni spać.
Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie. Założyłam sukienkę, bo wiedziałam, że po południu idziemy na Olimp
Gdy wrócił przyszły tatuś poszliśmy do siedziby Bogów. Chyba mieli jakąś naradę, bo było słychać rozmowy.
Ale on nic sobie z tego nie zrobił.
Przed wejściem kazał mi dać zdjęcie. Otworzył wrota.
Po naszym ,,wtargnięciu'' pierwszy odezwał się mój ojciec Zeus.
-Hadesie co ty tutaj robisz? Nie często tu przychodzisz.
-Wierz mi, gdybym nie musiał nie widziałbyś mnie tu-warknął
-Więc co się stało? - odezwał się Posejdon.
-To- pokazał na mnie.
-Nie rozumiem. Chodzi o moją córkę? Wyrażaj się jasno-powiedziała Demeter
-Może ja to wyjaśnię, bo jak widać Hades jest wściekły.
Bogowie tylko przytaknęli na moją propozycję.
-Wczoraj dowiedziałam się, że jestem w stanie błogosławionym.
Na twarzach olimpijczyków malowało się zdziwienie, a u niektórych też i odraza.
-A przecież wiadomo że on- pokazałam na męża-nie może mieć dzieci-dokończyłam swoją wypowiedź.
-Niestety my też nie wiemy jak to się mogło stać-odpowiedział mój ojciec.
-Chyba, że...-odezwała się bogini mądrości-...ktoś przy tym namieszał.
Skierowała swój wzrok na Afrodytę i Herę.
-Czy macie z tym coś wspólnego?-zagrzmiał Zeus.
-Kochany, nie denerwuj się. Tak to nasza sprawa-powiedziała Hera
-Dlaczego to zrobiłyście?-zapytałam
-Dla ciebie Koro, dla ciebie- odpowiedziała Afrodyta.
-Ale przecież ja nigdy nie myślałam ani nie mówiłam, że chcę mieć dziecko.
-Nie pamiętasz tego, ale my tak. Jak byłaś mała chciałaś tego, a my ci to teraz umożliwiłyśmy.
-Ale nie powinnyście tego robić bez naszej wiedzy.
-Pamiętaj, że u nas dzieci są w łonie matki rok, a nie dziewięć miesięcy jak u śmiertelników.
Pożegnawszy się wzięłam Hadesa za rękę, wróciliśmy do domu.
Zmieniło się kilka rzeczy od tego czasu:
1.Hades spędzał ze mną każdą wolną chwilę. 2.Spełniał wszystkie moje zachcianki.
Dokładnie w następne walentynki przyszłaś na świat ty Koro.
KONIEC
Subskrybuj:
Posty (Atom)
